Alicja Lenczewska w starciu z Jamesem Bondem

Fot. YouTube/obróbka AI

Co łączy brytyjskiego agenta w nienagannie skrojonym garniturze z polską mistyczką, która w zaciszu szczecińskiego mieszkania spisywała słowa samego Jezusa? Pozornie absolutnie nic. A jednak sztuka, nawet ta kinowa, potrafi płatać figle i prowokować do rachunku sumienia tam, gdzie się go nie spodziewaliśmy.

Do chrześcijańskiego kina zawsze podchodzę z ogromną rezerwą. Wynika to z tego, że niestety zazwyczaj prezentuje ono porażająco niski poziom kinematograficzny. Mam wrażenie, że często twórcy dzieł opartych na wierze są tak bardzo przekonani co do wartości przesłania, że nie przykładają odpowiedniej wagi do formy. Fabuła bywa za prosta i przewidywalna, postacie zbyt czarno-białe, sprowadzone do osób zajętych jedynie modlitwą, a puenta podana widzowi na srebrnej tacy lub nawet czasami wtłoczona mu do gardła z pewną dozą agresji. Tak jakby pozostawienie wątków otwartych, a wniosków nieoczywistych, miało grozić ewangelizacyjną porażką. Tymczasem właśnie traktowanie widza jak kogoś, kto nie umie samodzielnie myśleć, ostatecznie kończy się przekonywaniem przekonanych i tworzeniem treści dla "chrześcijańskiego betonu". Dlatego jestem wielką fanką powstałych z rozmachem w ostatnich latach seriali biblijnych, ale dlatego też przez kilka lat zabierałam się do ich obejrzenia - nie wierzyłam, że można zrobić w tym temacie coś dobrego.

Moim faworytem jest oczywiście The Chosen, pokazujący życie Jezusa oczami jego apostołów, zrobiony z dbałością o szczegóły kulturowo-historyczne oraz postaciami, których rozwój pozwala nam nie tylko się z nimi zidentyfikować, ale też z nimi wzrastać. Zdecydowanie godnym polecenia jest również stworzony przez Amazona Dom Dawida, który jest wspaniałą ekranizacją Księgi Królewskiej - wciągający, pełen intryg i nieoczekiwanych zwrotów akcji! Oprócz tego mam ogromną słabość do serialu Testament, który można zobaczyć na Angel Studio, choć niestety nie doczekał się jeszcze polskiego tłumaczenia. To z kolei przeniesione na ekran Dzieje Apostolskie, ale w świecie, który jest jednocześnie nam współczesny i nieco futurystyczny, a zarazem osadzony częściowo w realiach pierwszego wieku. Dzięki niemu losy pierwszego Kościoła wydają się bliskie i namacalne. Odcinki tych seriali widziałam wielokrotnie, a płaczę za każdym razem.

DEON.PL POLECA

Kiedy w kinach pojawiła się „Mistyczka” o życiu Alicji Lenczewskiej nie miałam żadnych oczekiwań i nawet cienia zainteresowania nowym filmem. Kilkukrotnie jednak został mi on polecony, więc postanowiłam zaryzykować i zobaczyć go na własne oczy. Umówiłam się ze znajomą, miałyśmy ustaloną datę, godzinę i kino. Tymczasem wieczorem dzień przed seansem ukazała się recenzja „Mistyczki” autorstwa znanej siostry dominikanki, publikującej w internecie pod pseudonimem "Zakonnica bez przebrania". Czytając ją, z każdym słowem byłam coraz bardziej przerażona. Siostra nie pozostawiła suchej nitki na filmie, wytykając mu dokładnie to, co budziło moje wątpliwości w chrześcijańskich produkcjach. Skonsultowałam ze znajomą. Uznałyśmy, że ryzyko jest zbyt duże i możemy tego nie przetrwać. Wylądowałyśmy na Bondzie. I to nawet nie nowym, bo Casino Royale wznowione było w 20 rocznicę emisji. Nie było tam słowa o Jezusie, a jeden z bohaterów zapytany o to czy wierzy w Boga, odpowiedział, że wierzy tylko w opłacalne inwestycje. Czy jednak był to czas stracony jedynie na pustej rozrywce? Ależ skąd! Przez kolejne dni w mojej głowie przewijało się mnóstwo myśli: o granicy, do jakiej można się posunąć w imię dobra, o zaufaniu, o współpracy, o niezłomności i o tym, że każdy ma swoje słabości, a może przede wszystkim o tym, że moje życie z Jezusem pełne jest zwrotów akcji godnych historii agenta 007. Byłam zadowolona, że dobrze wybrałyśmy.

Po tygodniu dopadły mnie jednak wyrzuty sumienia. Nie dałam Mistyczce szansy, by osobiście mnie przekonała, że ma coś inspirującego do przekazania. Po raz kolejny wybrałam się do kina, zabierając tym razem inną znajomą. Film okazał się nie być tak zły, jak zapowiadała to recenzja siostry. W moim odczuciu był jeszcze gorszy. Nie podobała mi się ani gra aktorska, ani dialogi, ani muzyka, ani zdjęcia, ani fabuła... Nie zainspirował mnie w najmniejszym calu. Nie znaczy to jednak, że nie wzbudził we mnie emocji i nie zmusił do myślenia. Z kina wyszłam z mieszanką złości i smutku, sfrustrowana, że robi się tak złe filmy o Królu Wszechświata. Jednocześnie miałam przed oczami starszego mężczyznę, który siedział obok mnie, ocierając łzy przez cały seans. Może poruszyły go odniesienia do komunizmu, co przywołało żywe wspomnienia? Może któryś z cytatów z dziennika Alicji szczególnie w nim zarezonował? Może odnalazł się w którymś z bohaterów? Może to nie był zły film, tylko po prostu nie był to film dla mnie? Ewidentnie poruszył serca wielu, w tym kilku moich znajomych. Przemówił do nich ich głosem, jak do mnie przemawia wiele innych dzieł. Czy chciałabym im to odebrać?

Gdy wychodziłyśmy z sali kinowej, moja znajoma stwierdziła, że chyba zapisze w testamencie zakaz tworzenia filmów w oparciu o swoje dzienniki duchowe. Ja pomyślałam, że najlepiej od razu swoje spalę. Zanim jednak spłoną, będę je skrzętnie zapisywać. Nie po to, żeby komukolwiek je pokazywać, ale żeby dla samej siebie utrwalić to, co teraz przeżywam. Moje duchowe notatki niczym nie przypominają dyktowanych przez Jezusa mądrości. Wręcz przeciwnie, są raczej listem pisanym do Niego, pełnym radości i smutku, poczucia pełni i pustki, pewności i wątpliwości, a może przede wszystkim tęsknoty za wiecznością. Filmu z tego nie będzie. Co do tego jednak, że każdy z nas bez wyjątku wezwany jest do mistycyzmu, a zarazem do życia tak fascynującego jak przygody Jamesa Bonda, jestem absolutnie przekonana.

DEON.PL POLECA

Ewa Bartosiewicz - informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii. Prowadzi bloga "Spojrzenie serca".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Alicja Lenczewska w starciu z Jamesem Bondem
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.