Biskup Koadiutor dla Rzeszowa nie jest zwykłą nominacją – co za nią stoi?

Bp Krzysztof Chudzio - fot. EpiskopatNews / 248952

Gdy papież wyznacza koadiutora biskupowi, któremu do emerytury pozostały jeszcze trzy lata, a stan zdrowia nie budzi zastrzeżeń, pojawiają się pytania o prawdziwe powody tej decyzji. Przypadek diecezji rzeszowskiej przypomina wcześniejsze sytuacje, w których nominacje personalne były związane z rozliczaniem kościelnych zaniedbań.

Stolica Apostolska poinformowała, że biskup Krzysztof Chudzio, dotychczasowy biskup pomocniczy archidiecezji przemyskiej, został koadiutorem diecezji rzeszowskiej. Jednozdaniowy komunikat z pozoru wygląda niewinnie. Ot po prostu papież Leon XIV wyznaczył hierarchę, który przejmie w Rzeszowie rządy po biskupie Janie Wątrobie. Takie sytuacje nie są przecież niczym nadzwyczajnym. Papież Franciszek co najmniej dwukrotnie wyznaczył koadiutorów w diecezjach, których biskupi nie mogli podołać z obowiązkami (Olsztyn, Koszalin-Kołobrzeg). Tyle tylko, że biskup Jan Wątroba ma 72 lata – do emerytury zostały mu trzy – cieszy się także dobrym zdrowiem. Wiele zatem wskazuje na to, że wyznaczenie mu koadiutora jest działaniem nadzwyczajnym.

DEON.PL POLECA

Sytuacja do złudzenia przypomina tę, z którą kilka lat temu mieliśmy co czynienia w Katowicach. W 2020 r. ówczesny metropolita katowicki został oskarżony o zaniedbania przy wyjaśnianiu spraw dotyczących wykorzystywania seksualnego małoletnich. Dotyczyły one czasów, gdy pełnił urząd ordynariusza tarnowskiego. Wyjaśnienie sprawy zlecono wówczas metropolicie krakowskiemu, a ten w 2021 r. poinformował, że zakończył dochodzenie i jego wyniki przesłał do Watykanu. Abp Skworc poprosił wówczas o koadiutora, zrzekł się funkcji w KEP, a w liście do wiernych przeprosił za zaniedbania, zobowiązał się także do wspierania finansowego diecezji tarnowskiej w pomocy dla pokrzywdzonych. Prośba o koadiutora pozwoliła mu wyjść z całej sytuacji z twarzą – nie został zmuszony do rezygnacji, nie nałożono na niego żadnych kar w stylu zakaz publicznego udziału w uroczystościach o charakterze publicznym.

Gdzie dostrzegam tu podobieństwa? Otóż od 2021 r. Watykan prowadził podobne postępowanie właśnie w odniesieniu do biskupa Jana Wątroby. W ub. roku przyznał to osobiście w rozmowie ze mną, zastrzegając jednak, że żadnych informacji o ewentualnym rozstrzygnięciu nie otrzymał. Sprawa dotyczyła braku jakichkolwiek działań w odniesieniu do jednego z księży, który przez wiele lat krzywdził pewną kobietę. Jej gehenna zaczęła się, gdy miała 12 lat, skończyła jakieś dziesięć lat później. Biskup został o tym poinformowany w 2013 r. – kilka miesięcy po tym jak objął diecezję rzeszowską. I nic nie zrobił. Upór poszkodowanej kobiety oraz kilku osób, które ją wspierały doprowadził do tego, że w 2024 r. sprawca w końcu został ukarany. Ale dokumenty sprawy trafiły do Watykanu dopiero po kilku miesiącach, po tym jak sam Watykan się o nie upomniał. Wytknął potem biskupowi, że sprawca w zasadzie powinien zostać wydalony z kapłaństwa, ale skoro tego nie zrobiono, to biskup powinien objąć go nadzorem i kontrolować, czy przestrzega nałożonych na niego zakazów. Nie przestrzegał.
Zatem wyznaczenie koadiutora może być w tym wypadku pokłosiem tej sprawy, którą nomen omen wciąż zajmuje się państwowa prokuratura.

Ukaranie biskupa za zaniedbania ustanowił w 2016 r. papież Franciszek. Jednak dopiero w 2019 r. wydał stosowne normy (list apostolski „Vos estis lux mundi”). Od tamtego czasu w odniesieniu do polskich biskupów Watykan prowadził co najmniej 20 postępowań – większość z nich zakończyła się jakąś karą dla hierarchy. Swego czasu odważyłem się nawet stwierdzić, że Polska stała się dla Watykanu poligonem doświadczalnym. Niestety, okazało się, że nowe przepisy się sprawdzają.

DEON.PL POLECA

 

 

W całej tej sytuacji warto jednak zauważyć jedną rzecz. W 2018 r. na specjalnym watykańskim szczycie na temat pedofilii wiele razy mówiono o odpowiedzialności biskupów oraz transparentności działań. Gdy w 2019 r. na biskupów winnych zaniedbań zaczęto nakładać sankcje informowano o nich opinię publiczną. W pewnym momencie przestano. Dostajemy suchy, lakoniczny komunikat. Co najwyżej uzupełniony wyjaśnieniem, gdy upomną się o niego media. To oznacza, że „kultura sekretu”, z którą Kościół miał raz na zawsze zerwać powraca. Powraca ze szkodą dla niego. Bo lepsza najgorsza prawda aniżeli jej ukrywanie. Czy hierarchia kiedyś to zrozumie?

Dziennikarz i publicysta „Rzeczpospolitej” oraz magazynu „Plus Minus”. Prawnik kanonista, absolwent UKSW. Absolwent kursu „Komunikacja instytucjonalna Kościoła: zarządzanie, relacje i strategia cyfrowa” na papieskim Uniwersytecie Santa Croce w Rzymie. W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Biskup Koadiutor dla Rzeszowa nie jest zwykłą nominacją – co za nią stoi?
Komentarze (6)
KK
~karol karol
25 czerwca 2026, 09:12
Na szczęście zwykłych wiernych nikt nie poinformował o co chodzi. Fakty i prawda jest dla zarządu, dla pana, panie Areczku, jest ufność i modlitwa. A mimo to całujecie ich wciąż po pierścieniach xd
MW
~Mieczysław walentynowicz
25 czerwca 2026, 08:23
Artykuł jak z Wyborczej!!!
TT
~Teribelka Teribelka
24 czerwca 2026, 22:44
kultura sekretu chyba jest związana: po pierwsze z poufnością materii, w jakiej na ogół działa Kościół, po drugie, pewnie w Polsce pozostałości po funkcjonowaniu w ustroju socjalistycznym, gdzie przyznanie się publiczne do czegokolwiek byłoby przysłowiowym "strzałem we własne kolano" i po trzecie, może być reakcją na obecnie szybki przepływ informacji (albo zwyczajnym nienadążaniem), podczas gdy Kościół przez wieki działał z tzw. rozmysłem, pewną dość sporą bezwładnością instytucjonalną, chyba związaną ze strukturami decyzyjnymi, co bywało określane, że "kościelne młyny mielą powoli"
JJ
~Just Just
24 czerwca 2026, 22:17
Domniemanie niewinności dla Pana Redaktora nie istnieje?
JK
~jan k
25 czerwca 2026, 18:20
a jak długo ma trwać wyjaśnianie? do śmierci wnuków ofiar?
JJ
~Just Just
27 czerwca 2026, 17:32
Jak długo ma trwać oskarżanie, gdy nie można znaleźć dowodów? Bo może się kiedyś znajdą? Bo może ktoś sobie coś przypomni? A może sobie nigdy nie przypomni , bo niczego sobie przypominać nie ma. Nie ma dowodów tzn człowiek jest niewinny.