Dwie rzeczy, których teraz powinni uczyć się księża. Sami o tym mówią

Fot. Depositphotos.com

Ostatnio przydarza mi się całkiem sporo różnych rozmów z księżmi. Dość ciekawych, ale jeszcze ciekawsze są wnioski, bo niemal w każdej rozmowie wychodzą dwa obszary, nad którymi według mnie trzeba teraz mocniej popracować.

Pierwszy obszar to głębsza wiedza o relacjach. To ważne z kilku powodów. Brak dobrze ogarniętej wiedzy o tym, jakie relacje może mieć ksiądz powodują dużo rozterek. Dość przytłaczające wydaje mi się ciągłe zastanawianie się, w jaką relację i w jaki sposób ksiądz może wejść. Czy mu wypada, czy nie wypada, czy przekracza jakąś granicę, czy też nie. W innych społecznych relacjach nie obserwuję aż tyle wątpliwości. A w przypadku księży okazuje się , że ilość wymagań, oczekiwań i ograniczeń, często ze sobą sprzecznych, może być paraliżująca w działaniu. I sprawiać, że ksiądz osiada w swoim osamotnieniu, bojąc się relacyjnie ruszyć w którąkolwiek stronę, by nie narazić swojej duszy ani kapłaństwa na szwank.

Co ważne: poczucie osamotnienia jest coraz częstsze w społeczeństwie, i to jest właśnie drugi powód. Do ludzi samotnych księża mają trafiać z Ewangelią. Trudno nieść im jakieś światło i pocieszenie, gdy się samemu przeżywa cierpienie z tego powodu. Owszem, można lepiej rozumieć, ale jednak, by być mądrym duchowym przewodnikiem, trzeba być kilka kroków dalej niż ci, których ma się pod opieką. Jeśli społeczeństwo doświadcza plagi samotności, dobrze by było, by mieć na tę plagę mądrą, ewangeliczną, życiową odpowiedź – a to oznacza, że trzeba przez samotność mądrze przejść, by móc dzielić się Bożymi sposobami na nią.

I jeszcze relacje ze świeckimi. To trzecia kwestia związana z relacjami. Bo (wreszcie!) coraz większą uwagę w Kościele poświęca się relacjom księży ze świeckimi. Ich budowanie nie jest wcale łatwe, gdy po jednej stronie mamy dojrzałych świeckich, rozumiejących wyzwania życia ludzi samotnych i w związkach oraz mężczyzn i kobiety z ich specyfiką charakteru, a po drugiej mamy osoby wciąż jeszcze dystansujące się od wszystkiego, co niewyświęcone i bez znajomości podstawowej wiedzy o ludzkich relacjach, a często też z tego powodu po ludzku niedojrzałe.

Drugi obszar to praktyka odpoczywania. Nie wiem, jak to możliwe w erze wszechobecnego trendu na upraszczanie życia i zdrowe dbanie o siebie - może duchowni funkcjonują w innych banieczkach społecznościowych albo twardo trzymają się teorii, że należy się spalać bez granic? – ale według mnie temat mądrego odpoczywania wciąż jest w świadomości księży marginalizowany. Dominują dwie tendencje: albo „daję z siebie wszystko” i nie zastanawiam się, na ile mi wystarczy zasobów organizmu, albo, już po pierwszych kilku ognistych latach, druga tendencja: „daję z siebie minimum”. Relatywnie niewielu księży jest w stanie mądrze pogodzić pracę i odpoczynek. I można to zrozumieć, bo gdy życiowe powołanie zakłada bycie dla wszystkich i niesienie rozmaitej pomocy, a kolejka potrzebujących czasu, uwagi, słowa, wsparcia duchowego albo materialnego się nie kończy, łatwo jest zaciskać zęby i mówić sobie, że jeszcze tylko kilka tygodni i będzie przerwa. Nawet, gdy to tylko oszukiwanie się, bo wiadomo, że żadnej przerwy nie będzie.

Skutki przemęczenia nie są ciekawe dla Kościoła, bo znużony ksiądz staje się niedostępny, nieznośny, marudny i sfrustrowany i trudno z nim z przyjemnością współpracować. Gdy do tego dodamy duże zdystansowanie i niewpuszczanie świeckich nawet na próg swojego serca, otrzymujemy sytuację, w której ludzie ze zdrowego rozsądku ograniczają kontakt z duszpasterzem, bo jego towarzystwo nikomu nie robi dobrze. A to z kolei pogłębia tylko podziały między środowiskami i zniechęca jednych do drugich.

W wielu miejscach te tematy są już zaopiekowane. Ale brakuje zaopiekowania systemowego, choćby włączenia na stałe w programy formacyjne przed i po święceniami ustalonej puli zagadnień kluczowych dla życia księży i osób, na które mają wpływ. Świetne owoce widać tam, gdzie temat relacyjności, w tym seksualności i dbania o siebie, by się nie wypalić, są traktowane serio; księża, którzy zdecydowali się przyswoić taką wiedzę i wprowadzić ją w praktykę, zdecydowanie się wyróżniają, i to bardzo pozytywnie. Teraz pora zrobić z tego standard, a nie wyjątek.

DEON.PL POLECA



DEON.PL POLECA


Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dwie rzeczy, których teraz powinni uczyć się księża. Sami o tym mówią
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.