Dziadek, osoba warta więcej niż myślisz
Obchodzimy dziś dzień dziadka, a w mojej głowie kołysze się myśl: senior, czyli kto? Człowiek samotny, nieużyteczny, niepotrzebny, ubogi? Przecież wielu dziadków tak właśnie się czuje. Szczególnie, gdy nie są już w stanie niczego dać poza swoją obecnością, często naznaczoną chorobą, cierpieniem, problemami wynikającymi z podeszłego wieku. Czy to jest jednak pełen obraz starości? Dla mnie nie…
Moją babcię pamiętam jak przez mgłę. Miałam kilka lat, gdy zmarła. Gdy dziś myślę o tym, że odeszła w wieku 60 lat, nie mogę w to uwierzyć. Pamiętam ją jako starowinkę w chustce, głuchą, pochyloną. Życie musiało jej dać nieźle w kość. Mimo to była osobą pełną światła, miłości. Tą, która zawsze wyczekiwała na mnie ze wzruszeniem. Nie pamiętam co mówiła, ale pamiętam jak się przy niej czułam. Dziś, gdy spotykam samotnych seniorów w sklepie, przychodni, w parafialnym kościele – widzę w nich odbicie mojej babci.
Pędzimy. Dzień za dniem. Nie mamy ochoty i czasu na spokojne odwiedziny. Na choćby krótką rozmowę telefoniczną z dziadkami, bo czujemy, że nie bardzo jest z nimi o czym rozmawiać. A gdyby się tak przy nich zatrzymać, ale na ich warunkach? Posłuchać kolejny raz tej samej historii. Poprosić babcię by upiekła nasz ulubiony sernik, po to by czuła się potrzebna i doceniona. Zapytać dziadka co zrobiłby w jakiejś sytuacji. Nadać im wartość, sens. Na nowo.
Jestem stałym bywalcem różnych przychodni. Widzę, jak starsze panie zaczepiają ludzi obok, bo mają niezaspokojoną potrzebę zwykłej rozmowy. Często mówią przy tym, że siedzą całymi dniami same, nie mając do kogo otworzyć ust. A gdyby tak postawić się na ich miejscu? Może jednak da się to jakoś zmienić, choćby raz na jakiś czas?
Starość niestety często wiąże się również z ubóstwem. Mój kilkuletni syn zwrócił mi ostatnio uwagę na pewien drobiazg. Siedzieliśmy w ulubionym barze mlecznym. Szybki, tani i smaczny obiad. Wokół nas sporo seniorów, do naszego stolika dosiadła się starsza kobieta. Syn widząc zawartość jej talerza, zapytał mnie po cichu: czy ta pani się tym naje? Ścisnęło mnie. Mocno. Wszak nikt nie powinien chodzić głody… Szybkie spojrzenie i wiedzieliśmy co możemy z tym zrobić. Jednak to była kropla w morzu jej potrzeb. Niestety wielu seniorów większość swoich środków do życia zostawia w aptekach. Po opłaceniu najpilniejszych rachunków, często na codzienne życie nie zostaje im nic. Najtańsza zupa z mleczaka co dwa dni, byleby zjeść coś ciepłego. To wbrew pozorom wcale nie jest tak widoczne, co nie znaczy, że problem nie istnieje. Wystarczy wejść do najtańszego mlecza w mieście i uważnie się rozejrzeć…
Współcześni dziadkowie, którzy nie mają już sił pracować zawodowo, wpadają w pustkę. Samotności, ubóstwa, poczucia bycia zbędnym, szczególnie gdy do starości dochodzi wdowieństwo. A gdyby tak pomóc na nowo nadać wartość ich codzienności? Poprosić o ugotowanie posiłku (w ilościach hurtowych!), o jakieś drobne przysługi, które są w zasięgu ich możliwości. Starsze osoby spotykane w kościele poprosić o modlitwę – za egzamin, trudne spotkanie, różne trudności. Gdy raz spróbowałam tego ostatniego, reakcja mojej starszej sąsiadki wbiła mnie w ziemię, ze wzruszenia. Przyjdzie czas, gdy babcia i dziadek zaczną odchodzić. Jeśli nie nauczymy się z nimi być dziś, nie będziemy potrafili usiąść przy ich łóżku i trzymać z czułością za dłoń, gdy będą umierać.
Mamy wpływ na tu i teraz. I często nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo drobny i z pozoru nic nie znaczący gest może zmienić czyjąś codzienność. Warto. Nie tylko dlatego, że niedługo będziemy na ich miejscu…
Skomentuj artykuł