Kardynał nie reklamuje, czyli Kościół i deepfejki
Problemem są dostępne dzisiaj dla każdego możliwości produkowania z użyciem sztucznej inteligencji fałszywych przekazów dotyczących także spraw wiary i religii. Kłamliwe, niezgodne z nauczaniem Kościoła treści można przy odrobinie złej woli włożyć w usta niemal każdego.
Od ponad dwóch tygodni hitem internetu jest filmik pokazujący księdza zmagającego się w czasie kolędy ze śnieżycą. Ubrany w komżę i stułę brnie on w dość głębokim śniegu wzdłuż bloku mieszkalnego, przechodząc z klatki do klatki. Słychać, jak woła „Zamieć!” oraz kojarzące się przede wszystkim z młodzieżą hasło „6-7”. Od ośmiu dni popularność zdobywa też inny filmik z udziałem tego samego duchownego. Tym razem siedzi on za kierownicą Poloneza Trucka, do którego przymocowany został pług. Ksiądz odśnieża z pomocą takiej maszyny teren wokół kościoła. W ostatnich kilku dniach obydwa virale odnotowało i dodatkowo upowszechniło wiele mediów, nie tylko internetowych.
Czyżby ktoś wykorzystał sztuczną inteligencję, żeby stworzyć te dwa dziełka? Czy wykorzystano wizerunek jakiegoś prawdziwego księdza, aby powstały? Na szczęście nie. Nie tylko ksiądz w obu klipach jest prawdziwy, ale również pokazane sytuacje zostały nagrane, a nie wygenerowane z pomocą AI. I na jednym i na drugim wideo widać księdza kanonika Andrzeja Nowaka, od lipca 2021 r. proboszcza parafii pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Wejherowie.
„Ks. Andrzej zawsze był radosnym, otwartym człowiekiem jeszcze sporo lat przed tym, zanim został Proboszczem. Przykro czyta się krzywdzące komentarze, zwłaszcza że piszą je ludzie, którzy nie znają ks. Andrzeja” – można przeczytać w jednym z setek komentarzy pod filmikiem w mediach społecznościowych. Wydawałoby się, że tego rodzaju materiały w sieci powinny być odbierane pozytywnie i poprawiać wizerunek Kościoła oraz duchownych. A jednak nie wszyscy w ten sposób do nich podchodzą. Warto o tym pamiętać, zamieszczając dotyczące Kościoła treści w internecie. Nie zawsze są one odbierane zgodnie z intencją tych, którzy je opublikowali. Czasami efekt publikacji może się okazać odwrotny do zamierzonego.
Obserwując całą sytuację wokół zmagań proboszcza z Wejherowa z zimą i śniegiem raczej trudno mieć wątpliwości, czy wizerunek duchownego został wykorzystany za jego zgodą. Zdecydowanie tak. Mniej szczęścia miał pod tym względem metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś. Choć w globalnej sieci można znaleźć mnóstwo prawdziwych materiałów pokazujących jego działania i wypowiedzi na przestrzeni wielu lat, to jednak właśnie się okazało, że są też fałszywki.
Jak odnotowały media (w tym Katolicka Agencja Informacyjna), w sieci pojawił się film, w którym kard. Grzegorz Ryś rzekomo promuje mieszankę ziół na stawy, wskazując na „klasztorny skład” specyfiku, który „był przekazywany z pokolenia na pokolenie przez wieki”. Problem w tym, że kard. Ryś nie brał udziału w powstaniu tej reklamy. To fałszywka, deepfake, wykorzystujący nie tylko wizerunek i głos metropolity krakowskiego. Wykorzystuje przede wszystkim jego autorytet jako duchownego i hierarchy Kościoła. Wciąż nie brak ludzi, którzy są przekonani, że jeśli coś (nie tylko w sprawach wiary), powiedział ksiądz, a tym bardziej biskup, to znaczy, że tak jest. Niestety, są również ludzie, którzy takiego zaufania do Kościoła i jego przedstawicieli nie wahają się wykorzystać do własnych, całkowicie niereligijnych celów.
Rzecznik archidiecezji krakowskiej opublikował oświadczenie, w którym poinformował, że nagrania jakichkolwiek reklam z udziałem kard. Grzegorza Rysia, „szczególnie promujące suplementy diety, lekarstwa i fundusze inwestycyjne, pojawiające się w przestrzeni internetowej to tzw. deepfake, czyli materiały fałszywe”. Zapewnił też, że aktualny metropolita krakowski nigdy nie brał udziału w reklamach. Zwrócił uwagę, że wykorzystanie wizerunku kard. Rysia narusza jego dobra osobiste.
W oświadczeniu rzecznika znalazła się przestroga: „Ostrzegamy wszystkich przed manipulacją, dezinformacją i oszustwem” oraz informacja, że autentyczne nagrania prawdziwych słów kard. Grzegorza Rysia można odnaleźć na stronie internetowej i w mediach społecznościowych archidiecezji krakowskiej. Jak wiadomo, nie tylko tam. I na tym polega kłopot. Można zakładać, że na stronie diecezji lub w oficjalnych katolickich i kościelnych mediach zamieszczane są wyłącznie treści autoryzowane przez Kościół. Ale tego rodzaju materiały publikowane są w bardzo różnych miejscach globalnej sieci. Jak poznać, które są prawdziwe, a które fałszywe?
Kilka dni temu Marta Łysek, wskazując polskim biskupom na lamach Deonu.pl sprawy do pilnego załatwienia w rozpoczętym kilkanaście dni temu roku, zaapelowała o ukrócenie działalności księży, którzy głoszą w sieci przyjęty przez nich samych fałszywy obraz Boga jako ten właściwy i ewangeliczny. „Czy czołobitny entuzjazm w komentarzach w sieci połączony z brakiem teologicznego, merytorycznego feedbacku nie prowadzi takiego księdza na manowce, na które zaraz pobiegnie za nimi stadko jego słuchaczy?” – pytała dziennikarka i teolog. Coś się już w tej kwestii dzieje. Jak wiadomo, pod koniec zeszłego roku w jednej z polskich diecezji biskup powołał komisję, która ma zbadać działalność jednego z popularnych internetowych dzieł firmowanych przez księdza.
Problemem są jednak nie tylko niedouczeni księża. Problemem są dostępne dzisiaj dla każdego możliwości produkowania z użyciem sztucznej inteligencji fałszywych przekazów dotyczących także spraw wiary i religii. Kłamliwe, niezgodne z nauczaniem Kościoła treści można przy odrobinie złej woli włożyć w usta niemal każdego, wykorzystując jego stanowisko, funkcję, autorytet, rozpoznawalność w internecie. Ale nie trzeba aż takiego wielkiego wysiłku. Okazuje się, że dostępne w sieci tzw. modele językowe słabo radzą sobie z treściami religijnymi. Nie tylko mylą pojęcia, nie tylko w tzw. przeglądach, streszczeniach i podsumowaniach mieszają prawdę z nieprawdą, ale w skrajnych sytuacjach „wymyślają” fałszywe cytaty z rzeczywiście istniejących dokumentów kościelnych lub np. papieskich wypowiedzi albo powołują się na nieistniejące w rzeczywistości źródła. Fachowcy badający funkcjonowanie globalnej sieci już wiedzą, jak chętnie coraz więcej internautów ogranicza się w poszukiwaniu wiedzy wyłącznie do tego, co proponuje AI. Trzeba jasno powiedzieć, że to zjawisko jest groźne także dla przekazu wiary.
„Sztuczna inteligencja już teraz ma realny wpływ na życie milionów ludzi. Musimy nauczyć młodych, jak z niej korzystać przy użyciu własnej inteligencji i zachować zaufanie, że człowiek potrafi pokierować rozwojem techniki” – powiedział Leon XIV 5 grudnia zeszłego roku podczas audiencji dla naukowców, którzy zajmują się sztuczną inteligencją i jej wpływem na współczesny świat. Sztuczna inteligencja już teraz ma realny wpływ na życie milionów ludzi wierzących. Także w Polsce.
Skomentuj artykuł