Kiedy „dobroć” przestaje być dobra? Czasem możemy nią krzywdzić siebie i innych
zdj. poglądowe / fot. depositphotos.com
Mówi się, że dobro zawsze popłaca, zawsze do nas wraca. Idąc za tym przesłaniem, staramy się pomagać, wspierać innych i czynić świat lepszym. Nie wszyscy jednak rozumieją dobro w ten sam sposób. Wielu z nas sądzi, że polega ono na byciu zawsze miłym i ugodowym. Tak rozumiane „dobro” z czasem może okazać się niszczące dla nas, naszego otoczenia i relacji.
Dobroć uznaje się niemal automatycznie za pozytywną cechę i nie ma w tym nic zaskakującego. Dobry człowiek kojarzy się z kimś, kto zawsze się uśmiechnie, powie ciepłe słowo, a kiedy trzeba, wesprze i pomoże. Trudno więc dopatrywać się w takiej postawie czegoś złego i uznać, że z dobrem można przesadzić. Nie można przecież być za dobrym. Ale co, jeśli problem nie tkwi w samym postępowaniu, lecz w tym, co błędnie postrzegamy jako dobroć? Może jest to nieumiejętność stawiania granic, przesadna pobłażliwość, wyręczanie wszystkich dookoła, ciągłe branie odpowiedzialności na siebie. Tak rozumiana „dobroć” może nieść za sobą niszczące konsekwencje w trzech wymiarach.
Kiedy dobroć zaczyna krzywdzić nas
Pierwszą ofiarą niewłaściwego rozumienia dobra jesteśmy my sami. Chcemy zadowolić każdego, we wszystkich możliwych okolicznościach. Wystarczy tylko wyobrazić sobie dom, w którym wszystkie obowiązki spadają na jednego człowieka. Tymczasem on sam nie widzi w tym żadnego problemu, ponieważ funkcjonuje w przekonaniu, że sensem jego życia jest właśnie dawanie jak najwięcej z siebie dla rodziny. Tutaj trzeba nadmienić, że jest to zdrowy tok myślenia, jeżeli reszta rodziny również stara się dawać coś od siebie. Tak działa wzajemne wsparcie i podział obowiązków. Jednak błędne rozumienie dobroci często przejawia się braniem wszystkiego na własne barki, także cudzej odpowiedzialności.
Funkcjonowanie w układzie, w którym przejmujemy odpowiedzialność za powinności innych, może stać się bardzo komfortowe dla otoczenia. Z czasem kolejnych ciężarów może tylko przybywać. Niezdrowa dobroć jest wówczas niezdolnością do postawienia granicy i odmowy wyręczania innych. Wraz z kolejnymi obowiązkami spadają na nas również konsekwencje działań, za które powinien odpowiadać ktoś inny, w tym te negatywne, jak krytyka czy rozmaite przykre uwagi. A my nie potrafimy się postawić i bronić, bo nie chcemy zawieść innych i wszczynać sporów.
Funkcjonowanie w układzie, w którym przejmujemy odpowiedzialność za powinności innych, może stać się bardzo komfortowe dla otoczenia. Z czasem kolejnych ciężarów może tylko przybywać. Niezdrowa dobroć jest wówczas niezdolnością do postawienia granicy i odmowy wyręczania innych. Wraz z kolejnymi obowiązkami spadają na nas również konsekwencje działań, za które powinien odpowiadać ktoś inny, w tym te negatywne, jak krytyka czy rozmaite przykre uwagi. A my nie potrafimy się postawić i bronić, bo nie chcemy zawieść innych i wszczynać sporów.
Kiedy twoja dobroć krzywdzi bliskich
Rozumienie dobra jako bycia zawsze miłym i ugodowym w praktyce często staje się robieniem dobrej miny do złej gry. Dajemy bowiem pole do wykorzystywania naszego braku asertywności, za co cenę możemy ponieść nie tylko my, ale i nasze otoczenie.
Pozostając przy przykładzie domu, możemy sobie wyobrazić jednego członka rodziny, na przykład rodzica, który bez przerwy przekracza granice i źle traktuje resztę rodziny, przez co dom z czasem pustoszeje. Dzieci dorastają i stopniowo coraz rzadziej odwiedzają własny dom rodzinny. Tymczasem drugi z rodziców nigdy nie reagował na negatywne postawy małżonka, nie chcąc wszczynać kłótni. Padały tylko słowa typu: „On już taki jest”, „Nie ma sensu się kłócić”, „Nie przejmujcie się”. Zabrakło asertywności, której oczekiwała reszta rodziny.
W ten sposób pod pozorem dobra ulegamy pokusie naiwnego stawania się biernym obserwatorem. W rzeczywistości taka postawa stanowi ucieczkę od odpowiedzialności za własne dobro i dobrostan naszych bliskich. Stajemy się łatwym celem manipulatorów, którzy potrafią wykorzystać przesadną łagodność drugiego człowieka do osiągania własnych celów kosztem innych. A co, jeśli po latach ktoś zapyta nas: „Dlaczego nie reagowałeś? Gdybyś nie patrzył bezczynnie, wszystko byłoby inaczej”? Trudno nazwać się dobrym człowiekiem, jeśli z lęku przed sprawieniem przykrości jednej osobie, pozwalamy, by raniła innych.
Pozostając przy przykładzie domu, możemy sobie wyobrazić jednego członka rodziny, na przykład rodzica, który bez przerwy przekracza granice i źle traktuje resztę rodziny, przez co dom z czasem pustoszeje. Dzieci dorastają i stopniowo coraz rzadziej odwiedzają własny dom rodzinny. Tymczasem drugi z rodziców nigdy nie reagował na negatywne postawy małżonka, nie chcąc wszczynać kłótni. Padały tylko słowa typu: „On już taki jest”, „Nie ma sensu się kłócić”, „Nie przejmujcie się”. Zabrakło asertywności, której oczekiwała reszta rodziny.
W ten sposób pod pozorem dobra ulegamy pokusie naiwnego stawania się biernym obserwatorem. W rzeczywistości taka postawa stanowi ucieczkę od odpowiedzialności za własne dobro i dobrostan naszych bliskich. Stajemy się łatwym celem manipulatorów, którzy potrafią wykorzystać przesadną łagodność drugiego człowieka do osiągania własnych celów kosztem innych. A co, jeśli po latach ktoś zapyta nas: „Dlaczego nie reagowałeś? Gdybyś nie patrzył bezczynnie, wszystko byłoby inaczej”? Trudno nazwać się dobrym człowiekiem, jeśli z lęku przed sprawieniem przykrości jednej osobie, pozwalamy, by raniła innych.
Kiedy dobroć krzywdzi tego, komu chcesz pomóc
Trzecim wymiarem błędnego rozumienia dobra jako łagodności i ciągłego zgadzania się na wszystko jest krzywda tych, którym tę źle pojmowaną „dobroć” okazujemy. Nie reagujemy na niewłaściwe postępowanie, ponieważ nie chcemy się wtrącać. Zwrócenie uwagi postrzegamy w kategoriach osądu i ingerowania w cudze życie. Za to wolimy wziąć konsekwencje na siebie, myśląc, że robimy dobry uczynek. Chronimy przecież kogoś przed złymi skutkami jego decyzji, sami się poświęcając. Może jest to ciągłe spłacanie cudzych długów, a może nieustanne usprawiedliwianie, że „to nie twoja wina”.
Poświęcenie dla innych zwykle jest z góry rozumiane jako przejaw najwyższego dobra. Ale po latach może się okazać, że nasze „dobre” postępowanie przyczyniło się do tego, że ktoś nigdy nie nauczył się ponosić konsekwencji własnych decyzji. Chcesz swoją dobrocią zaradzić wszystkim problemom drugiego człowieka, a prawda jest taka, że swoją zaradnością czynisz z niego zupełnie bezradnego.
Poświęcenie dla innych zwykle jest z góry rozumiane jako przejaw najwyższego dobra. Ale po latach może się okazać, że nasze „dobre” postępowanie przyczyniło się do tego, że ktoś nigdy nie nauczył się ponosić konsekwencji własnych decyzji. Chcesz swoją dobrocią zaradzić wszystkim problemom drugiego człowieka, a prawda jest taka, że swoją zaradnością czynisz z niego zupełnie bezradnego.
Czy dobrze rozumiesz dobro?
Czynienie dobra wbrew pozorom nie jest tak oczywistą sprawą, jak mogłoby się wydawać. Nie każda pomoc jest pomocą i nie każda miła reakcja będzie miała pozytywne konsekwencje. Łatwo jest popaść ze skrajności w skrajność i po zastanowieniu stwierdzić, że całe dotychczasowe dobro, które czyniłem, było wykorzystywaniem mojej życzliwości. Można zatem usprawiedliwiać wszelką niechęć do pomocy i negatywne podejście do ludzi koniecznością zachowania asertywności.
Nie jest łatwo wyjaśnić, czym właściwie jest prawdziwe dobro. To pole do popisu dla filozofów. Może jednak warto czasem zastanowić się, czy to, co nazywam dobrocią, rzeczywiście komuś służy. Czy nie krzywdzę przy tym siebie, swoich bliskich albo nawet człowieka, któremu próbuję pomóc. Być może nigdy nie zastanawiałeś się głębiej nad tym, czym właściwie jest dobro. Może przyszedł czas, żeby zadać sobie to pytanie i zamiast być tylko miłym, wreszcie zacząć być prawdziwie dobrym.
Nie jest łatwo wyjaśnić, czym właściwie jest prawdziwe dobro. To pole do popisu dla filozofów. Może jednak warto czasem zastanowić się, czy to, co nazywam dobrocią, rzeczywiście komuś służy. Czy nie krzywdzę przy tym siebie, swoich bliskich albo nawet człowieka, któremu próbuję pomóc. Być może nigdy nie zastanawiałeś się głębiej nad tym, czym właściwie jest dobro. Może przyszedł czas, żeby zadać sobie to pytanie i zamiast być tylko miłym, wreszcie zacząć być prawdziwie dobrym.
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Skomentuj artykuł