Ksiądz i piętnastolatka. Grzechy duchownych obnażają problem z formacją
Tak, co nieco się w kwestii formacji w ostatnich latach zmieniło, ale niestety trzeba powiedzieć to jasno: zmieniło się za mało. Pokazują to jasno rekomendacje komisji z diecezji sosnowieckiej. Ale jednocześnie wciąż tkwimy w systemie, w którym wciąż części Kościoła się wydaje, że ksiądz wyświęcony to ksiądz w pełni gotowy.
Skandale seksualne jasno mówią, że tak nie jest. I że stoimy przed wyborem: albo formacja stała księży będzie ogarnięta lepiej, albo skandale będą się wydarzały dalej. Dość wstrząsającym przykładem z ostatnich dni jest opisana przez Szymona Piegzę historia dziewczyny, do której katecheta przed czterdziestką zaczął pałać uczuciem wątpliwym, a gdy skończyła piętnaście lat, zamienił jej życie w piekło, bo inaczej nie umiem nazwać tego, co czytam w tej historii. Uznał, że są parą, zalewał ją nocami wiadomościami, próbował zakumplować się z rodzicami, szantażował ją emocjonalnie i to na grubo, grożąc, że jeśli skutecznie z nim zerwie, to on ze sobą skończy.
Przypominam, całe to niedojrzałe, emocjonalne szambo spadło na piętnastolatkę. Na dziecko, co właśnie wyszło z podstawówki. Niejedna dorosła kobieta miałaby duży problem, żeby się namolnego absztyfikanta pozbyć, a co dopiero nastolatka, która w dodatku tak bardzo się bała przyznać do chorej relacji, w którą wrzucił ją ksiądz, że nawet psycholog miał kłopot, żeby zobaczyć, w czym problem. A że ksiądz – jak to oględnie ujęto w reportażu – miał przewagę fizyczną, kilka razy zmusił dziewczynę do seksu, po czym zamykał ją w pokoju i szedł do kaplicy się modlić.
I nie, moi drodzy; nie mówimy o latach sześćdziesiątych, gdy świadomość była w powijakach. Nie mówimy o latach dwutysięcznych, gdy zaczęto w ogóle mówić o tym temacie. Mówimy o czasie po pandemii. O tutaj i teraz.
Oczywiście, można zaraz bronić systemu, mówiąc, że zawsze znajdzie się wyjątek od dobrze ogarniętej reguły formacji i to nie oznacza, że z formacją jest coś nie tak. Tylko, że wyjątków jest o wiele więcej; po prostu najbardziej widoczne są przypadki najgrubszego kalibru. A te mniej skandaliczne, gdy nikt nie został bezpośrednio ani fizycznie skrzywdzony, są po prostu jakoś znoszone przez lud wierny i braci kapłanów.
Bardzo znaczącym sygnałem w kwestii formacji jest raport komisji z diecezji sosnowieckiej. Na końcu raportu komisja umieściła dziesięć rekomendacji i właściwie wszystkie dotyczą formacji kapłańskiej. Jest tu o odpowiednim poziomie formacji stałej, jest o wypaleniu „zawodowym”, jest o terapii psychologicznej, jest o cyklicznych rekolekcjach z udziałem osób skrzywdzonych, jest o weryfikacji motywacji księży, którzy chcą zmienić diecezję, o dekanalnych ojcach duchowych i ich roli, o samotności i wielkiej potrzebie wdrożenia formy życia wspólnotowego oraz – w dwóch punktach – o współpracy ze świeckimi. Bardzo się z tego cieszę i mam głęboką wdzięczność do osób, które za zaproszenie bpa Ważnego podjęły się tego bardzo trudnego zadania. I mam też dużą nadzieję, że ten poważny raport stworzony przez bardzo kompetentnych ludzi dotrze wreszcie tam, gdzie powinien i zrobi robotę.
Bo mądra i porządna stała formacja to także wyraz zwykłej troski o księży. Powinniśmy w niej mieć udział także my, osoby bez święceń: tylko dlatego, że księża są naszymi braćmi, a braci się wspiera, gdy przeżywają trudne chwile, załamanie, kryzys psychiczny, dojmujące uczucie samotności, wypalenie zawodowe i utratę poczucia sensu. Zwykłe bycie dla siebie nawzajem może dużo zmienić. I z jednej strony jest szansa, że dobra formacja stała uchroni część księży przed zostaniem sprawcami cudzej krzywdy - nawet jeśli to kilkanaście przypadków w roku, to jest aż, aż! kilkanaście przypadków w roku. A z drugiej strony jest szansa, że poszerzanie wrażliwości, relacyjności, rezyliencji księży i ich prawdziwych, a nie udawanych relacji ze świeckimi będzie ich wspierało w coraz trudniejszej ścieżce życiowej i będzie też budowało dobry, mocny, pełen Ducha Kościół. A o to przede wszystkim chodzi. Prawda?
Skomentuj artykuł