Nie wygra ten, kto głośniej krzyczy – zamiast potępienia potrzeba cierpliwości, łagodności i odwagi

Leon XIV - fot Grzegorz Gałązka; Święcenia w SSPX - fot. www.youtube.com / Séminaire Saint-Pie X

To, co się wydarzyło ze wspólnotą Lefebrystów i powtórną schizmą Bractwa św. Piusa X jest smutne, choć niestety nie jest wyjątkowe w dziejach chrześcijaństwa. Wielu zapewne nie bardzo rozumie, co tak naprawdę się stało, dlaczego zerwana została więź z Kościołem Katolickim. Inni pomyślą, że nareszcie. Ileż można tolerować takie ‘rozsadzanie Kościoła’ od wewnątrz i mamienie ludzi ‘lepszą katolickością’ niż ta ‘w wykonaniu’ Watykanu.

Powstawanie różnego rodzaju sekt, grup z odmienną strukturą, z innymi akcentami duchowymi, a nawet z innym ‘zestawem’ prawd wiary nie jest niczym nowym. Było od samego początku chrześcijaństwa. Swego rodzaju sekty były obecne nawet w starożytności Izraela. Sam Jezus stykał się z nimi, a czasami ostro piętnował różnego rodzaju ‘skrzywienia’ w religijności, jakie poszczególne grupy przejawiały.

DEON.PL POLECA


Okazuje się w praktyce życia społecznego, że różnice w wyznawanych prawdach wiary i sposobach jej przeżywania są nie do pokonania. Nie udało się tego wprowadzić w życie na trwałe w żadnej epoce. Dzisiaj też doświadczamy tych podziałów, chwilami bardzo boleśnie. Nie jest to zachęta do rozczarowania i bezwolnego przyjmowania wszystkich pojawiających się pomysłów, ale jest to raczej okazja do odkrywania tego, co najważniejsze. Ostatecznie, zawsze będzie to pytanie nie o to, co myślą i robią inni, ale co myślę i wybieram ja sam. Nie w teorii, ale w codziennej praktyce życia.

W kontekście schizmy lefebrystów, zresztą bardzo podobnie jak ze wszystkimi kontrowersjami i różnicami poglądów, jakie miały miejsce w historii i stały się przyczyną podziałów pomiędzy wierzącymi, na niewiele się zda dyskusja na ‘argumenty’. Dzisiaj, po wiekach sporów, jakie miały miejsce na początku chrześcijaństwa, a czasami także wojen religijnych, nie bardzo już wiemy, jak wycofać się z tej gmatwaniny emocji, dumy, interesów politycznych i społecznych, które je wytworzyły i utrwalały.

Pierwsza rzecz, jaka mi przychodzi do głowy to ‘rozbroić’ wszystkie waleczne zapędy narzucenia innym tego, co my uznajemy za prawdziwe i właściwe. Bardzo mi się podoba ta myśl papieża Leona, kiedy mówi o potrzebie ‘rozbrojenia’ wielu obszarów naszego życia, nie tylko sztucznej inteligencji. Wszelka walka tylko radykalizuje w poglądach i działaniach. Nie otwiera na innych, nie pomaga ich zrozumieć, nie prowadzi do pojednania. Wtedy lepiej jest nabrać dystansu, nie ulegać presji ‘podkręcanej’ nierzadko przez media wszelkiego rodzaju. Lepiej żyć w pokoju, łagodności i wyrozumiałości niż narzucać ‘z mocą’ swoje przekonania i wizje.

My, jezuici, mamy w tym względzie wielkie doświadczenie. Zakon powstał w burzliwych czasach dla Europy, wielu wojen i konfliktów zbrojnych, ale i wielkich odkryć, które zmieniły wizję świata (odkrycie Ameryki, drogi do Dalekiego Wschodu), a nawet i kosmosu (przewrót kopernikański). Kiedy pierwsi jezuici, pochodzący z różnych krajów, wędrowali po skonfliktowanej wówczas Europie, do kontaktów z mijanymi społecznościami wybierali tego, kto mówił ‘językiem miejsca’, dostosowywali się do sytuacji w miarę jej rozwoju. Nie zawsze udaje się zmieniać od razu świat wokół nas. Trzeba dużo taktu i łagodności.

Kolejna rzecz, o jakiej warto pamiętać w takich sytuacjach to nie pozwalać, aby utrwalał się w nas resentyment, mniej czy bardziej ukryta pretensja. Dzisiaj potrzebujemy jakichś pomocy do tego, aby zmniejszać napięcia i uspokajać sytuację zwłaszcza w relacjach do innych. Wbrew pozorom ten, który jest łagodniejszy nie okazuje się słabeuszem, a człowiekiem spójnym i działającym w logice dobra. Ta wyrozumiałość i łagodność zaowocują w przyszłości.

Cierpliwość to jeden z bardziej potrzebnych czynników i niezbędny warunek na drodze do pojednania i porozumienia. We wszystkich tych działaniach musimy mieć na uwadze, że liczy się nie tyle pokonanie kogoś i narzucenie mu własnych wizji, ale znalezienie jakiejś płaszczyzny zbliżenia i współpracy.

Schizma to rana zadana wspólnocie Kościoła. To zawsze boli i ktoś będzie z tego powodu cierpiał. To nie jest jednak ‘koniec świata’ i historii. Odpowiedzią na to nie jest paleta kar i sankcji, ale to, co Chrystus robi zawsze: bierze krzyż i idzie oddać swoje życie na Golgocie. W taki czy inny sposób musimy zrobić to samo. Potrzebujemy Jego cierpliwości i łagodności, by rozbrajać podziały i nie tracić nadziei. I wierzę, że starczy nam odwagi.

DEON.PL

Wcześniej duszpasterz akademicki w Opolu; duszpasterz polonijny i twórca Jezuickiego Ośrodka Milenijnego w Chicago; współpracownik L’Osservatore Romano, Studia Inigo, Posłańca Serca Jezusa i Radia Deon oraz Koordynator Modlitwy w drodze i jezuici.pl;

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nie wygra ten, kto głośniej krzyczy – zamiast potępienia potrzeba cierpliwości, łagodności i odwagi
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.