Smartfony w Kościele. Potrzebujemy ustawy czy rachunku sumienia?

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Depositphotos

Czy widzieliście kiedyś telefon komórkowy leżący na ołtarzu? Zdarza się. Czasem ksiądz odczytuje z ekranu modlitwę. Czasem przegląda internet lub sprawdza przychodzące maile, szczególnie podczas długich uroczystości, gdy nie jest głównym celebransem. Ministranci przed wyjściem z zakrystii skrolują na szybko reelsy. Tu nie ma zakazu regulowanego ustawą.

Natomiast w szkołach łatwo już tak nie będzie. Szlaban na to wszystko. Czy nauczyciele będą dawali dobry przykład, że można wytrzymać kilka godzin bez internetu i ulubionych aplikacji? Polska szkoła podjęła ze światem cyfrowym radykalną walkę o młodego człowieka, odcinając pępowinę łączącą go ze smartfonem. Przynajmniej na czas nauki i rekreacji. Zainterweniowało państwo, bo wychowawcy sobie nie radzili.

Tymczasem w kościołach panuje w tej kwestii absolutny Dziki Zachód. O ile tabliczka z przekreślonym telefonem przed wejściem do świątyni nikogo już nie dziwi, o tyle jej skuteczność pozostawia wiele do życzenia. I nie myślę tu o starszej pani, której w połowie kazania z torebki ryczy muzyczka ustawiona przez wnuczka – „Ona by tak chciała" Ronniego Ferrari. Chodzi o coraz częstsze uciekanie w ekrany pod osłoną kościelnych ław.

Kiedyś z nudów obgryzało się paznokcie albo liczyło pęknięcia na tynku nad chórem. Dziś, gdy kazanie przeciąga się o kolejne pięć minut, ręka sama wędruje do kieszeni. Smartfon stał się współczesnym brewiarzem, tyle że zamiast psalmów studiujemy na nim powiadomienia z aplikacji zakupowych albo wyniki meczów. Z boku wygląda to niemal pobożnie – głowa pochylona, wzrok skupiony. Dopiero niebieska poświata na twarzy zdradza, że zamiast rozważań o rzeczach ostatecznych, trwa właśnie gorączkowe sprawdzanie, co słychać na Instagramie.

Paradoks polega na tym, że Kościół – instytucja mająca stwarzać klimat do głębszej refleksji, nie zakłócany nadmiarem bodźców oferowanych przez świat – powoli kapituluje przed technologią zazdrosną o każdy moment ciszy, o każdą przerwę w myśleniu o sobie. Ksiądz czytający kazanie z tabletu nikogo już nie gorszy. Któż pisze dzisiaj odręcznie na kartce!

Najświętszy Sakrament można dziś adorować online. Wizerunki świętych upstrzone przez AI migają nam przed oczyma w internecie, choć przez wieki wisiały niewzruszenie na tej samej ścianie i w tym samym miejscu. Niejeden młody skwitowałby to: „Co za nuda!”.

Wprowadzony w szkołach zakaz pokazał, że bez odgórnego dekretu nie potrafimy narzucić sobie cyfrowego postu. Ani nauczyciel, ani lekarz, ani ksiądz, nie jest już wystarczającym autorytetem, by mógł nauczyć młodych ludzi dobrych nawyków i szlachetnych postaw. Te czasy minęły. Musiało interweniować państwo. Musiało wprowadzić zakaz, choć zakazów nikt nie lubi. Inaczej szkoła nie byłaby w stanie realizować swoich podstawowych celów. Jeśli technologia wygrała z wychowaniem, to pewnie wygra także z narzuconym prawem. Zawsze można je obejść. Taka zabawa w kotka i myszkę.

Zakazując smartfonów w salach lekcyjnych, zrezygnowaliśmy z trudniejszych, ale bardziej skutecznych rozwiązań. Zarówno wychowawczych, jak i technologicznych. Ustawą nie wzmacniamy moralnego autorytetu wychowawcy, a jeśli on jeszcze bardziej osłabnie, na wszystko będzie musiało być zarządzenie służb i ustawowa kara. Taki Nowy Wspaniały Świat. Dołóżmy więcej starań w dawanie dobrego przykładu i stawianie dzieciom granic bez angażowania w to paragrafów. Załatwianie wszystkiego prawem nadopiekuńczego państwa, nie rozwiąże problemu braku moralnych autorytetów. A jeśli chodzi o rozwiązania technologiczne, to zadaję sobie pytanie: Jeśli istnieje w telefonach komórkowych tryb samolotowy, to czy w dolinie krzemowej nie mogą wymyślić trybu szkolnego?

Poszliśmy po najmniejszej linii oporu. Atmosfera w salach lekcyjnych jak i w miejscach kultu powinna być kształtowana przez autorytet szanowanych przez nas ludzi, a nie przez zakazy i nakazy. Czas najwyższy, by w naszym osobistym rachunku sumienia pojawiło się pytanie: Czy potrafię pracować i modlić się nie sprawdzając w tym czasie, co słychać u reszty świata?

DEON.PL POLECA


DEON.PL POLECA


Dyrektor Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. Redaktor portalu jezuici.pl Studia teologiczne i biblijne odbył na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, a studia z zarządzania oświatą na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku. Pracował we Włoszech jako wychowawca w ośrodku dla narkomanów oraz prowadził w Gdyni Poradnię Profilaktyki Uzależnień. Przez 21 lat kierował placówką doskonalenia nauczycieli Centrum Arrupe, w latach 2002-2007 był dyrektorem Gimnazjum i Liceum Jezuitów w Gdyni, a w latach 2019-2024 socjuszem Prowincjała. Autor książek z dziedziny edukacji i duchowości. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Smartfony w Kościele. Potrzebujemy ustawy czy rachunku sumienia?
Komentarze (9)
RM
~Roman Meloman
4 września 2026, 20:45
Jest rozwiązanie. Dostępne na chińskich portalach od ręki. Zagłuszacz sygnału GSM i LTE w obrębie całego kościoła. Małe pudełeczko i cztery antenki. Tylko korzystać.
KK
~K K
7 września 2026, 17:08
Jest Pan naiwny jak dziecko lub nie zna nowoczesnych technologii. Już VPNy miały dawać prywatność a okazało się, że same zbierają dane, bo przecież firma z czegoś musi utrzymywać pracowników i istni, utrzymywać się na rynku. Zasada jest prosta, jeśli czegoś nie masz to ci się nie zapisuje i nie podsłucha. Smartwatch zostawiamy na plebanii lub w zakrystii. Da się wytrzymać bez zegarka 45 minut lub godzine.
RM
~Roman Meloman
8 września 2026, 17:36
Nie chodzi o prywatność, czy o zbieranie danych. Jammery mogą sobie nagrywać treść kazań i wysyłać do Xi Jinpinga do Pekinu. Chodzi o to żeby przestrzeń kościoła była fizycznie odcięta od transmisji sygnału. Proste i skuteczne
KK
~K K
4 września 2026, 15:42
I żeby nie było nie przeszkadza mi samo posiadanie smartwatcha, ale nie uważam za dobre zabieranie go do konfesjonału, gdzie panuje jednak większa cisza niż na kościele i dźwięk można bardzo dobrze i wyraźnie zarejestrować i rodzi się wtedy pytani o tajemnicę spowiedzi i jej zachowanie. Bigtechy zbierają z naszych urządzeń kolosalna ilości danych nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wielka jest to ilość w ciągu jednej doby. Dlatego nie przeszkadza mi smartfon w kościele jeśli ktoś się z niego modli ale w konfesjonale nie powinno być Ani smartwatchem ani smartfonu ze względu na tajemnice spowiedzi.
KK
~K K
4 września 2026, 15:37
Co wtedy z tajemnicą spowiedzi za złamanie której jest ekskomunika: za celowe podsłuchiwanie spowiedzi lub za jej nagrywanie lub ujawnienie. Czy do konfesjonału czy w ogóle do kościoła nie można założyć zwykłego analogowego zegarka? musi być SmartWatch? Ostatnio miałem taką spowiedź gdzie ksiądz w konfesjonale siedział uparty na lewej ręce i tuż przed moimi oczyma za kratką migał SmartWatch na którego przychodziły nowe powiadomienia. To jest problem, ponieważ mamy tutaj do czynienia z tajemnicą spowiedzi która w tym konkretnym przypadku może nie być dochowana. Smartwatche mierzą nam tętno saturację liczą kroki mają wbudowane moduły GPS obsługują powiadomienia z maili z sms-ów Mają możliwość rozmowy więc mają również możliwość nagrywania bez zgody użytkownika. Ale księża nie do końca zdają sobie sprawy z tego. Jest nawet jakaś dziwna moda wśród księży że muszą mieć smartwatcha najlepiej "wypasionego". Zwlaszcza młodzi księża. Starsi kapłani mają tradycyjne zegarki.
KK
~K K
4 września 2026, 15:35
Nie do końca zgadza się z tezami zawartymi w artykule. Sam często korzystamy ze smartfona w kościele, dlatego że jest to mój modlitewnik. Tam mam specjalną aplikację skonfigurowaną przeze mnie z moimi modlitwami, których nie ma w papierowej książeczce. Smartfona używam w czasie nabożeństw wtedy kiedy jest na przykład śpiewana jakaś litania której słów nie znam, a ekranu z tekstem nie widzę. Natomiast są momenty w których absolutnie nie używam smartfona. Idąc do spowiedzi zostawiam telefon w samochodzie lub w domu. Dlaczego? Bo smartfony rejestrują dźwięki bez naszej zgody wysyłają je do centrów danych. Na podstawie tych słów, które wypowiadamy - także w czasie spowiedzi - szkolona jest sztuczna inteligencja i jej algorytm. Niestety coraz częściej zauważam, że księża mają na ręku smartwatch, także w konfesjonale. Czy wy jako duchowni nie możecie nosić analogowych zegarków tylko smartwatche które rejestrują dźwięki dokładnie tak samo jak smartfony. Co wtedy z tajemnicą spowiedzi?
LL
~Leon Leonidas
4 września 2026, 12:58
Poszliśmy po najmniejszej linii oporu? Nie. Raczej po linii najmniejszego oporu. Tu opór jest najmniejszy, nie linia. Z góry przepraszam za puryzm językowy:)
Wojciech Żmudziński SJ
4 września 2026, 14:32
Słuszna uwaga. Powinno być "po linii najmniejszego oporu". No cóż, błąd poszedł w świat. Gdyby redakcja to teraz zmieniła, to zarówno komentarz Pana, jak i mój stałby się bezpodstawny. A tak, to przynajmniej inni zapamiętają, że nie o najmniejszą linię chodzi lecz o najmniejszy opór. Dziękuję i pozdrawiam.
GW
~Gocha Wójcik
4 września 2026, 18:09
Zaimponowało mi to, że Ksiądz tak swobodnie podszedł do swojej pomyłki. Takiego dystansu do pomyłek życzę także i sobie. Dziękuję za refleksje zawarte w artykule i pozdrawiam serdecznie!