Starsi ludzie mają to, za czym tęsknimy. Zmarszczki to niewielka cena
Gdy przebywam w ich towarzystwie, udziela mi się ich dystans do świata, wewnętrzny pokój i hart ducha, którego nie łamią życiowe niepowodzenia i dostatki. Ich wyjątkowość tworzy suma doświadczeń, które przeżyli. Mają w sobie wewnętrzną wolność, spełnienie, gotowość do służenia innym, mądrość płynącą z doświadczenia, ale też kruchość i słabość, która daje do myślenia.
Dzień Babci i Dziadka widać tu i ówdzie w witrynach sklepów. Na pewno żyjemy nim my, rodzice przedszkolaków i dzieci wczesnoszkolnych. Już od tygodni trwa przecież manufaktura laurek, wazoników i świeczek robionych malutkimi rączkami, a po domu raz po raz przebiega jakieś dziecię śpiewające wniebogłosy, że "babcia jest super, a z dziadkiem na księżyc polecę". Ciekawe, ilu z nas konfrontuje się w tych dniach z myślą o starzeniu. Nie z tym, że coraz więcej lat na karku ma mój rodzic, ale że starość dotyka właśnie mnie.
Co przynosi ze sobą starzenie się?
Od dłuższego czasu odkrywam na swoje twarzy coraz to nowe zmarszczki. Rzeźbią je uśmiech, rozmaite grymasy i moja skłonność do marszczenia czoła, gdy intensywnie myślę. Lubię te moje zmarszczki. Opowiadają mi, że życie, którego doświadczam, jest pełne barw, a moja historia się toczy i rzeźbią ją rozmaite wydarzenia. Nie kontempluję ich jakoś szczególnie, ale zauważam, szanuję i akceptuję. Z biegiem lat nasze ciało się zmienia i wszystko ma swoje blaski i cienie. Starość niesie mi jednak obietnicę mądrości wieku oraz piękna, które jest nie do podrobienia.
Patrzę na moich rodziców i na moich teściów, na ich przyjaciół. Pokolenie ludzi urodzonych w latach 1950-1965. Jest w ich życiu niemało trudu, chorób i cierpienia. Jednocześnie, gdy przebywam w ich towarzystwie, udziela mi się ich dystans do świata, wewnętrzny pokój i hart ducha, którego nie łamią życiowe niepowodzenia i dostatki. Przyglądam się z boku, jak po przejściu na emeryturę "obniuchują się" z nową wersją siebie, jak cieszą ich nowe możliwości, jak martwią ograniczenia, jak radzą sobie z samotnością i przemijaniem, jak odkrywają na nowo wartość relacji międzyludzkich. Są dla mnie niesłychanie piękni w swojej cierpliwości (także do samych siebie i do tego, co im przynosi codzienność), w wierności wartościom, w które wierzą i w pielęgnowaniu życia takiego, jakie mają. Każdy z nich jest wyjątkowy, a ta unikatowość, którą jestem w stanie w nich zobaczyć gołym okiem, to suma doświadczeń, które przeżyli. Być może to właśnie dlatego, że mam przy sobie ludzi, którzy pięknie (co nie znaczy zdrowo i bezproblemowo!) się starzeją, tak łatwo mi przychodzi pozytywne myślenie o własnej starości.
Świat krzyczy: nie możesz się starzeć!
Tymczasem gdy sięgam po pierwszy z brzegu magazyn dla kobiet albo wchodzę do jakiegoś sklepu z kosmetykami, mam wrażenie, jakby otaczał mnie jeden wielki neon: NIE STARZEJ SIĘ! A jeśli już się starzejesz, to, broń Boże, tego nie pokazuj - medycyna estetyczna ci w tym pomoże. Tu zlikwiduje, tam wypełni i możesz wyglądać jak wieczna trzydziestolatka. Pracując w mediach społecznościowych, również ciągle potykam się o przekaz, że jeśli starość, to albo schorowana, uboga i samotna, albo aktywna, sprawna, zabezpieczona i najlepiej pod palmami. Nie żebym miała coś przeciwko palmom, byciu fit i "na czasie" albo żebym nie dostrzegała wyzwań demograficznych związanych ze starzejącym się społeczeństwem. Chciałabym jednak zauważyć, że w naszym przesyconym skrajnościami świecie także starzenie stało się zakładnikiem obrazów, które przedstawiają wyłącznie ekstrema, a przez to fałszują nam odbiór rzeczywistości. Z jednej strony straszą, z drugiej mamią. Nie dają szansy na spokojne przyjrzenie się całej palecie barw, które składają się na naturalny bieg życia człowieka i na naturalne oswojenie się z nimi.
Wiek wyostrza wady, ale pokazuje też ciche życiowe sukcesy
Czy ktoś chce być chory, samotny lub niedołężny? Nikt. Ale taka starość bywa. Czy ktoś marzy, że na emeryturze zazna upragnionego świętego spokoju, a jego życie będzie opływało w luksusy? Wielu. Tylko taka starość też raczej "bywa", a nie "jest". W rzeczywistości starzenie nie sprowadza się przecież do prostych dychotomii: bieda-bogactwo czy zdrowie-choroba. Jest w stanie zauważyć to każdy, kto starszym w swoim otoczeniu poświęca nie tylko czas, lecz także uwagę. To uważność pozwala odkrywać to, co piękne w starości, np. dystans do historii, ludzi i siebie, wewnętrzną wolność, spełnienie, gotowość do służenia innym, mądrość płynącą z doświadczenia, ale też kruchość i słabość, które stają się wyjątkową szansą na przemieniające serce spotkanie.
Gdy spędzam czas z seniorami mojego życia, ciągle dostaję od nich jakieś lekcje. Uczą mnie, ot choćby: pokory, zaradności, wdzięczności, hojności, budowania trwałych i silnych relacji mimo niedomagań własnego ciała. Jest w nich mnóstwo honoru, odwagi, uczciwości i autentyczności, których na próżno szukać w internetowych odmętach. Jasne, że wiek wyostrza ich wady i usztywnia w poglądach, ale zachwyca mnie to, co mogę dostrzec w owocach ich życia. Przyglądając się im, towarzyszy mi nadzieja, że również i ja jestem coraz bliżej momentu, w którym będzie się liczyło nie tyle to, co mogę innym dać przez moją pracę, ile to, że po prostu jestem. Starość to w końcu czas owocowania. Dajesz sobie szansę, by zauważyć to już dziś?
Skomentuj artykuł