Wielkanocny Poniedziałek i ciemna strona Księżyca
W Wielkanocny Poniedziałek astronauci uczestniczący w misji Artemis II, znajdą się po ciemnej stronie Srebrnego Globu. Mają nadzieję zobaczyć tereny, których żaden człowiek jeszcze bezpośrednio nie widział.
Wyprawy w nieznane zawsze pasjonowały człowieka. Od zarania dziejów mamy ambicję i odwagę, by odkrywać tajemnice znajdujące się poza zasięgiem naszego wzroku. Wybitni naukowcy i odkrywcy zastanawiali się i zastanawiają do dzisiaj, czy są jakieś granice ludzkiego poznania. Misjonarze przemierzali dziewicze tereny kontynentów i szukali ludów, do których nie dotarło jeszcze przesłanie Ewangelii. Poszukiwacze niecodziennych przygód ryzykowali życie, by zrobić sobie zdjęcie na najwyższym szczycie. Amerykańscy osadnicy ogarnięci gorączką złota szukali złóż cennego kruszcu, by się wzbogacić. Co kieruje dziś człowiekiem lecącym w kosmos?
Czy eksploracja kosmosu jest wynikiem chęci poznania tego, co nieznane, czy dążeniem do podboju nowych terenów, poszukiwaniem skarbu zanim kto inny go znajdzie? Obie motywacje świadczą o wielkości człowieka, ale kryje się w nich także pułapka.
W mitologii greckiej Artemis to córka Zeusa i Latony oraz bliźniacza siostra Apollona. Uważana była za boginię łowów, dzikiej przyrody, zwierząt, lasów, a także Księżyca. Jej rzymskim odpowiednikiem jest Diana. Gdy myśliwy Akteon ujrzał w lesie nagą Dianę, przypłacił to życiem. Ta mitologiczna opowieść miała być przestrogą dla tych, którzy chcieliby wszystko zobaczyć, odrzeć z tajemnicy to, co powinno na zawsze pozostać tajemnicą. Bez szacunku do tego, co na zawsze pozostanie dla nas poza zasięgiem rozumu i wzroku, nie ma wiary w Boga.
Człowiek chciałby wszystko zobaczyć, wszystkiego dotknąć i skosztować, ale tylko nieliczni byli świadkami zmartwychwstania. Pozostałym musiał wystarczyć pusty grób. Dlatego zmartwychwstanie Jezusa pozostanie dla nas zawsze tajemnicą pustego grobu.
Nikt z nas nie siedział ze Zmartwychwstałym przy ognisku patrząc, jak je rybę. Nikt nie przypatrywał się Jego ranom po gwoździach. Dla wielu trudna jest taka wiara. Trudne jest przekonanie oparte na „ktoś komuś opowiedział”. Jeśli nie dotkniemy i nie włożymy palca, jeśli sami się nie przekonamy, to będzie nam towarzyszył niepokój, dokuczliwa niepewność. Będziemy pielgrzymowali na krańce świata, by zobaczyć choćby zjawę, jakiś cud, coś co da nam pewność. Nigdy nie poznamy wszystkich tajemnic życia i nigdy nie uzyskamy stu procentowej pewności. Nie tylko w kwestiach wiary. Poznanie wszystkiego odebrałoby życiu piękno zagadki i pozbawiło ludzi zachwytu nad tym, co niepojęte.
Uważam, że człowiek powinien zgłębiać tajemnice, ale nie powinien pretendować do bycia ekspertem w sprawach, które wypływają z doświadczenia wiary. Nikt nie jest w stanie zgłębić tajemnicy Boga. Przyznam, że łatwiej mi z Nim rozmawiać, niż o Nim opowiadać. Zawsze gorszyło mnie czyjeś przekonanie, że posiada pełnię prawdy, on czy instytucja, do której należy. Nieraz przekonywanie innych do wiary w Boga przybiera formę dość arogancką, nie pozostawiającą miejsca na tajemnicę „ciemnej strony Księżyca”.
Tak jak chęć obnażenia każdej tajemnicy, tak też wyścig mający na celu zagarnięcie dla siebie terenu, w którym ukryty jest skarb, może być dla ludzkości zgubny. „Nie zatrzymuj mnie” – mówi Zmartwychwstały do Marii Magdaleny. Nie zatrzymuj mnie dla siebie – możemy dodać w rozważaniu tej sceny.
Zdobycze człowieka powinny należeć do całej ludzkości. To, że ktoś więcej zainwestował w badania i w podbój kosmosu, nie oznacza, że istniejące na Księżycu złoża cennych kruszców mają należeć tylko do niego.
Cieszmy się z wyprawy na księżyc i kibicujmy odważnym astronautom, lecz nie budźmy w sobie niepokornej nadziei, że kiedyś nie będzie dla nas tajemnic. One muszą być, aby człowiek był człowiekiem wiary. Nie przyklaskujmy też wyścigowi opętanych „gorączką złota”, którzy myślą tylko o własnym bogactwie. Wyprawy w kosmos, zamiast być rywalizacją między imperiami, powinny łączyć ludzi we wspólnym i pokojowym zaludnianiu wszechświata pełnego tajemnic.
Skomentuj artykuł