Zwykli ludzie są nieważni. Komentarz do sprawy ks. Sawielewicza

Fot. Antonello Falcone / Unsplash

Teobańkologia to jedna z największych internetowych „parafii” w polskim internecie. Jej „proboszcz” został ukarany. „Parafianom” się tego nie wyjaśnia. Panuje cisza. Pytanie tylko, czy milczenie to jest dobra decyzja, jeśli już sprawę z detalami nagłośniła większość mediów w Polsce.

Widzę, że za decyzją „Anny”, żeby opowiedzieć swoją historię mediom, może stać duże rozgoryczenie: skoro komisja zaczęła prace kilka miesięcy po jej skardze, a w oświadczeniu kurii z grudnia nie ma o tym ani słowa, to kobieta mogła się poczuć unieważniona ze swoją historią.

Boli mnie, gdy rzecznik mówi, że nowego oświadczenia nie będzie, bo w tamtym pierwszym sprzed miesiąca zostało powiedziane, że nie będzie nowego komunikatu, dopóki komisja nie skończy pracy - i on nie będzie łamał danego słowa. Choć sytuacja przecież mocno się zmieniła, a w oświadczeniu nie ma mowy o tym, by komisja zajmowała się pozafundacyjnymi działaniami księdza.

Wkurza mnie, że po raz kolejny wszyscy milczą: milczy ks. Sawielewicz, co zrozumiałe, bo pewnie dostał zakaz wypowiadania się, jak wszyscy księża, których dotykają jakieś zarzuty, i to często na długo przed ich zweryfikowaniem. Milczy Teobańkologia, domyślam się, że dlatego, że tak jest lepiej dla dzieła zależnego przecież od kurii i w procesie weryfikacji swoich działań przez komisję. Milczy w końcu kuria, twierdząc, że nie jest potrzebne żadne nowe oświadczenie.

I nie, nie chodzi o to, że żyjemy w czasach, w których, gdy wydarza się skandal, wszyscy chcieliby wszystko wiedzieć, najlepiej mieć nagrane, obejrzeć dowody i wydać wyrok, choć nie są sądem.

Chodzi o wrażliwość na zwykłych katolików. Tych ludzi, którzy znają ks. Sawielewicza. Którzy się modlą z Teobańkologią. Którzy przeżywają teraz mnóstwo niepokoju, wątpliwości, którzy są tą sytuacją zranieni.

Po raz kolejny są potraktowani jak dzieci: dzieci nie muszą wiedzieć, to są sprawy dorosłych, owce nie muszą wiedzieć, to są sprawy kleru.
To są sprawy kurii, to nie jest wasza sprawa.

Waszą sprawą jest cierpliwie czekać, czy ktoś coś wyjaśni, czy nie.
Waszą sprawą jest radzić sobie samemu, gdy wydarza się coś, co podważa zaufanie do Kościoła.
Waszą sprawą jest się głowić, czy po raz kolejny znany i lubiany ksiądz, którego wrażliwość i duchowe rady docenia poważna ilość katolików, został niesłusznie oskarżony, czy może słusznie. Czy został ukarany sprawiedliwie, czy nie. Czy „Anna” chce zaszkodzić Kościołowi, czy szuka dla siebie uzdrowienia. Czy to ta okropna „Wyborcza” uderza w Kościół, czy jednak coś w tym może być. Czy kuria jest „zazdrosna” i chce „odebrać” księdzu wiernych, czy działała słusznie i w dobrej intencji.
Waszą sprawą jest się dzielić: na tych, co będą bronić księdza i na tych, co będą mieszać go z błotem. Ile razy w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy obserwowaliśmy ten proces? Za księdzem – na lewo, przeciwko – na prawo, pałki w dłoń i bijemy w komentarzach, byle mocno i capslockiem i z groźbą modlitwy na końcu albo z wyzywaniem wszystkich ochrzczonych najcięższymi słowami podpadającymi pod paragraf.

W takich okolicznościach nie uważam, żeby było w porządku takie zachowanie: milczenie i brak transparentności, gdy chodzi o duszpasterza półmilionowej parafii w internecie. I nie chodzi o to, że gdyby był wikarym w parafii na trzysta osób, te trzysta osób byłoby mniej ważne. Chodzi o uczciwość i prawdę. Tak samo należy się ona trzystu parafianom, których można zebrać w jednej sali i wyjaśnić im sprawę, jak tym setkom tysięcy parafian z internetu. 615 tysięcy osób na Facebooku. 644 tysiące osób na YT. Ale nie: nieważne, co myślą, nieważne, jak się czują, nieważne, że się martwią.

Dobija mnie to poczucie: oni nie są ważni. Muszą sobie poczekać. Mają znaleźć cierpliwość. Mają sobie poradzić. Nie wiem, jak długo trzeba jeszcze o tym mówić, żeby dotarło; my tu, w zwykłym Kościele, zwykli wierni, naprawdę jesteśmy wierni i nasze serca są zranione przez grzechy tych wyświęconych ludzi, którym ufamy i których słuchamy. A zranienie wymaga opatrzenia, przeproszenia, wyjaśnienia, zaopiekowania. I szerszego spojrzenia na to, kto go potrzebuje, bo gdy mowa o duszpasterzu z parafią na kilkaset tysięcy osób, której parafianie właśnie się pokątnie z Wyborczej dowiedzieli o karze nałożonej na ich duchowego przewodnika, to niestety nie jest „tylko sprawa księdza i kobiety”, prywatna sprawa, w którą nie należy się wtrącać ani jej upubliczniać. Kategoria zmieniła się właśnie na sprawę bardzo publiczną, a na takie sprawy – po prostu – należy reagować. I nie chodzi o to, by wszystko z detalami publicznie wyjaśniać, ale dać sygnał, że poranieni i zmartwieni wierni nie są zostawieni sami. Można przecież wyrazić troskę i współczucie; pokazać, że się bierze pod uwagę wszystkich, a nie tylko część. I zrobić to na czas, a nie wtedy, gdy kolejne środowisko wierzących zostanie rozdarte i podzielone i będzie za późno.

DEON.PL POLECA

 

 

DEON.PL POLECA


Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Zwykli ludzie są nieważni. Komentarz do sprawy ks. Sawielewicza
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.