Abp Galbas o Żołnierzach Wyklętych: byli ludźmi niesprzedajnymi, władza ludowa starała się ich "wygumkować"
W dzisiejszych czasach, gdy pamięć ludzka bywa wybiórcza, a prawda często przegrywa z doraźnymi korzyściami, postawa Żołnierzy Niezłomnych staje się nie tylko historycznym świadectwem, ale i moralnym drogowskazem. Biskup Adrian J. Galbas SAC w swojej homilii wzywa do dziękczynienia za życie bohaterów drugiej konspiracji, wskazując na męstwo jako cnotę niezbędną także współcześnie.
Walka o pamięć zbiorową
Żołnierze drugiego podziemia, określani mianem "niezłomnych" i "wyklętych", byli ludźmi "niesprzedajnymi, nieprzekupnymi, niechciwymi i nietchórzliwymi". Choć przez lata władza ludowa starała się ich "wygumkować" z podręczników, muzeów i filmów, ich postawa przetrwała jako wsparcie i umocnienie dla kolejnych pokoleń.
Abp Galbas zauważa, że mechanizm zapominania o niewygodnych faktach dotyczy nie tylko jednostek, ale i całych wspólnot. Wspomina przy tym osobiste doświadczenie z lat 80. XX wieku, kiedy to pytania o Katyń wywoływały "histeryczną reakcję" nauczycieli historii, a o samych Żołnierzach Wyklętych uczniowie wówczas nie wiedzieli. Dziś jednak pamięć o nich odżyła, stając się powodem do dumy.
Pułapka "życia udawanego"
Ważnym elementem rozważań abpa Galbasa jest krytyka postawy unikającej konfrontacji z prawdą. Ludzka skłonność do pamiętania tylko tego, co wygodne i opłacalne, prowadzi do "życia udawanego" i ucieczki w "kolekcję masek".
"Jak Piłat bagatelizujemy znaczenie prawdy", przedkładając nad nią awans, pieniądze czy "upragniony święty spokój". Tekst przypomina, że choć kłamstwo ma krótkie nogi, to konfrontacja z mrocznymi tajemnicami przeszłości wciąż przychodzi nam z trudem.
Definicja prawdziwego męstwa
W obliczu tych wyzwań, Żołnierze Niezłomni są przedstawiani jako nauczyciele męstwa. Cnota ta nie polega na braku strachu, lecz na "działaniu pomimo lęku" i umiejętności podejmowania dobrych decyzji w niesprzyjających warunkach.
Męstwo może przybierać dwie formy:
- Fizyczne: uzdalniające do stawiania czoła cierpieniu lub niebezpieczeństwu śmierci.
- Moralne: objawiające się w obliczu hańby, zniewag czy presji społecznej.
W codziennym życiu męstwo to "wierne trwanie przy prawdzie, w obronie słabszych, w sprzeciwie wobec niesprawiedliwości". Wymaga ono wewnętrznej siły, by pozostać wiernym sobie, nawet gdy cena za to jest wysoka i oznacza samotność.
Miłość ponad nienawiścią
Niezwykle istotnym i "rewolucyjnym" elementem przesłania jest wezwanie do powstrzymania się od nienawiści wobec tych, którzy wyrządzają zło. Choć istnieje obowiązek dążenia do prawdy i wymierzenia sprawiedliwości, chrześcijańskie męstwo wzywa do miłości nieprzyjaciół.
Przywołując słowa św. Jana Chryzostoma, autor podkreśla, że "przemocy nie pokonuje się przemocą, ale łagodnością". Tylko pozostając "owcami", a nie stając się "wilkami", można zachować pomoc Dobrego Pasterza i ukazać prawdziwą potęgę męstwa.
Dar na trudne czasy
Homilia kończy się zachętą do modlitwy o dar męstwa, który pozwala pokonywać niechęć do trudnych obowiązków, cierpliwie znosić choroby i przeciwności życia, a także bez strachu postępować po chrześcijańsku. Trudności, dzięki temu darowi, stają się okazją do "wzrastania w świętości", podobnie jak drzewa na szczytach gór stają się twardsze dzięki smagającym je wichrom.
Postawa Żołnierzy Niezłomnych, oparta na "niezachwianym postanowieniu", pozostaje wyzwaniem dla współczesnych, by w swoim życiu wybierać bycie niezłomnym, a nie złamanym.
Publikujemy całą homilię abpa Adriana Galbasa SAC:
Bracia i Siostry,
zgromadziliśmy się dzisiaj w naszej katedrze, aby dziękować Panu Bogu za życie bohaterskich ludzi: żołnierzy drugiego podziemia, żołnierzy drugiej konspiracji, żołnierzy niezłomnych. Tacy byli: niesprzedajni, nieprzekupni, niechciwi, nietchórzliwi. Ale mówimy także o nich żołnierze wyklęci. Tacy byli: zapomniani, niepotrzebni, niechciani, choć zamordowani, to wciąż dla ludowej władzy niebezpieczni.
Dziękujemy więc dziś za nich, ale i za tych wszystkich, którzy starali się przez lata, aby pamięć o tych bohaterskich ludziach nie ulotniła się jak kamfora, by pamiętano ich postawę, i by ona była dla potomnych wsparciem, umocnieniem, a czasem wyrzutem sumienia.
Pamięć ludzka jest tak bardzo wybiórcza! Tak to już jest, przyznajmy szczerze, że często, także w naszym osobistym życiu pamiętamy tylko to, co chcemy pamiętać, to, co nam wygodne, to, co nam się opłaci. Bywa, że o niewygodnych dla nas faktach próbujemy zapomnieć, przeinaczyć je, nagiąć, tak, żeby nas nie drażniły, albo, żebyśmy nie musieli się z nich tłumaczyć i ponosić przykrych dla nas konsekwencji.
Często wolimy życie udawane niż udane, wolimy oszustwo niż prawdę. Choć wiemy dobrze, że nic nas tak nie męczy jak mroczne tajemnice z naszej przeszłości, rzadko i z trudem odważamy się z nimi konfrontować. Owszem, przyznajemy i doświadczamy tego, że kłamstwo ma krótkie nogi, że daleko się na nim nie ujdzie, bo skłamiesz raz, musisz skłamać drugi, skłamiesz drugi, musisz skłamać trzeci, a jednak często tak robimy…
Jak Piłat bagatelizujemy znaczenie prawdy. "Cóż to jest prawda?"(J 18,38a) pytamy, udając mędrców. Jak dla tego rzymskiego urzędnika, ważniejsze od prawdy są dla nas doraźne i przewidywalne korzyści: kariera, awans, pieniądze, czy upragniony święty spokój. To z nimi często przegrywają w nas takie wartości jak honor, uczciwość i prostolinijność.
Po co się wysilać, aby spojrzeć prawdzie w oczy, przecież mamy sporą kolekcję masek, których zawsze można użyć, by poprawić sobie nastrój. Jest tyle sposobów na zabicie moralnego kaca, tyle zagłuszaczy wyrzutów sumienia…
Ta chęć, by nie pamiętać tego, co niewygodne, dotyczy nie tylko życia indywidualnego i osobistego. Dotyczy także życia wspólnoty i pamięci zbiorowej. Także z niej można chcieć co nieco wygumkować, wymazać fakty niewygodne; niewygodne dla władzy, albo dla ogólnonarodowego poczucia komfortu i mniemania o własnej narodowej "lepszości" nad innymi nacjami.
Właśnie tak było z pamięcią o żołnierzach, którzy tuż po zakończeniu działań wojennych walczyli z komunistyczną władzą.
Tak, oni byli wyklęci! A jak ktoś jest wyklęty, to się o nim nie mówi, nie wspomina się jego życia, niszczy się jego fotografie i pamiątki po nim. Jest wyklęty! Trzeba go wyrzucić z podręczników do historii, z muzeów, z filmów i opracowań. Byle nie przetrwała pamięć o nim, byle go nie wspominano. Byle zapomniano! Tak zrobiono z nimi!
Do szkoły średniej zacząłem chodzić na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Już w stanie wojennym. Do dziś pamiętam histeryczną reakcję historyka, gdy pytaliśmy co stało się pod Katyniem? O Żołnierzy Wyklętych nie pytaliśmy, bo o nich wtedy nie wiedzieliśmy…
Dobrze więc, że pamięć o nich odżyła, że możemy się nimi szczycić, być z nich dumni, poznawać ich tragiczne, a jednocześnie wzniosłe losy, że możemy wzorować się na nich, którzy zachowali się jak trzeba!
Bracia i Siostry,
żołnierze niezłomni są dla nas także wspaniałymi nauczycielami męstwa, tak potrzebnego i w naszych czasach.
Męstwo to cnota moralna, która polega na umiejętności podejmowania dobrych decyzji mimo niesprzyjających uwarunkowań, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Cnota męstwa czyni nas zdolnym do stawiania czoła próbom i narażania się na nieprzyjemne konsekwencje, w imię wyższych wartości. Może być męstwo fizyczne, uzdalniające do stawiania czoła cierpieniu czy niebezpieczeństwu śmierci, a także męstwo moralne, którym można wykazać się w obliczu możliwości hańby, zgorszenia czy zniewag.
Najczęściej polega ono na wiernym, codziennym trwaniu przy prawdzie, w obronie słabszych, w sprzeciwie wobec niesprawiedliwości. Wymaga siły wewnętrznej, zdolności do przezwyciężania strachu, presji społecznej czy własnych wątpliwości. W świecie, który promuje wygodę i kompromis, męstwo może oznaczać samotność i niezrozumienie. Tym bardziej staje się ono cnotą rzadką i cenną.
Najogólniej mówiąc męstwo nie polega na braku lęku, lecz na działaniu pomimo lęku. Jest wyborem, świadomą decyzją, by pozostać wiernym sobie i swoim wartościom nawet wtedy, gdy cena jest wysoka. Jak Antygona, która przecież nie jest wielka z powodu siły fizycznej, ale z powodu siły wewnętrznej, która pomaga jej sprzeciwić się wobec Kreona.
To właśnie w takich momentach ujawnia się prawdziwa wielkość człowieka.
Nie każdy ma zadatki na męczennika i nie każdy ma powołanie by być męczennikiem, każdy jednak może – w mniejszym lub większym stopniu – nauczyć się panowania nad sobą i okazać męstwo, czyli wierność wyznawanym zasadom, wartościom i prawdom. Każdy może być w swoim życiu niezłomnym, lub złamanym.
Powinniśmy więc jak najczęściej modlić się do Ducha Świętego o dar męstwa, aby pokonywać w sobie niechęć do wypełniania obowiązków, które kosztują nas wiele trudu, by zwalczać i cierpliwie znosić chorobę, by z pogodą ducha znosić przeciwności życia. Powinniśmy prosić o ten dar, by zapomnieć o sobie samych i poświecić więcej uwagi innym, by pokonać niecierpliwość, przestać narzekać na trudności i niepowodzenia, by bez strachu publicznie rozmawiać o Bogu, postępować po chrześcijańsku, nawet jeśli to razi innych, by udzielić braterskiego upomnienia, gdy pojawi się taka konieczność, by uprzejmie lecz stanowczo wymagać od innych.
Wielkim dobrodziejstwem płynącym z daru męstwa jest to, że pojawiające się w życiu trudności możemy – dzięki niemu – przyjmować jako okazje do wzrastania w świętości. "Drzewa rosnące w zaciemnionych i bezwietrznych miejscach, jakkolwiek rosną z pozoru zdrowe – pisał św. Jan Chryzostom – stają się delikatne i miękkie i łatwo można je zranić. Zaś drzewa, które rosną na szczytach wysokich gór, wstrząsane licznymi wichrami i ustawicznie wystawione na niepogodę i wszelkie niedogodności, atakowane przez potężne burze i często przysypywane śniegami, stają się twardsze od żelaza".
Taką osoba była na przykład św. Teresa Wielka, która mówiła, że najważniejsze jest, aby ci, którzy pragną dojść do nieba "przystąpili do rzeczy z niezachwianym postanowieniem, iż nie spoczną, póki nie staną u celu".
Takimi, mężnymi ludźmi, byli także nasi Żołnierze Niezłomni.
Siostry i Bracia,
usłyszane prze chwilą Słowo Boże także wzywa nas do swoistej postaci męstwa. Jest nią powstrzymanie się od nienawiści tych, którzy wyrządzają nam zło. Mamy obowiązek strzec się ich, nie pozwolić im na jakąkolwiek przemoc wobec nas, dążyć do ujawnienia prawdy, do wymierzenia sprawiedliwości, ale nie mamy prawa ich nienawidzić. "Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują" (Mt 5,44), to jedno z najbardziej rewolucyjnych i niezwykłych zdań nie tylko Ewangelii. Nikt w historii świata nie wypowiedział takiego zdania. Ono odróżnia Nowy Testament od Pierwszego Testamentu. Tam jest jedynie nakaz miłości bliźniego (Por. Mt 5,43; Kpł 19,18).
Te słowa były zaskakujące także dla najbliższych słuchaczy Jezusa. Oni, gdy słyszeli o nieprzyjaciołach, czy prześladowcach, myśleli z pewnością o rzymskich ciemiężycielach, a jednak Jezus nie zmienił zdania, wzywał swoich słuchaczy, by powstrzymali się od nienawiści tych, którzy okupują ich kraj, którzy nakładają na nich ciężkie podatki i stosują wobec nich przemoc i niesprawiedliwość. Taka radykalna miłość czyni z nich i z nas, jeśli idziemy ta drogą, dzieci Ojca naszego, który jest w niebie i który sprawia, że Jego słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi, a deszcz spada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych (por. Mt 5,45).
Chrystus ma prawo tego żądać, bo On sam jest tym, który kocha także tych, którzy Mu źle czynią i którzy Go prześladują.
Wspomniany już dziś św. Jan Chryzostom w jednej ze swoich pięknych homilii mówi tak: "Jak długo pozostajemy owcami, zwyciężamy; otoczeni niezliczoną gromadą wilków, jesteśmy mocniejsi. Gdy jednak stajemy się wilkami, ulegamy, ponieważ jesteśmy pozbawieni pomocy Dobrego Pasterza. Wszak nie jest On pasterzem wilków, ale owiec; dlatego opuszcza cię i odchodzi, gdy nie oczekujesz, aby okazał swoją potęgę. Chrystus jakby chciał powiedzieć: Nie trwóżcie się, że gdy wysyłam was między wilki, nakazuję zachowywać się jak owce i jak gołębice. Mógłbym rozporządzić inaczej i posłać was nie narażając na żadne niebezpieczeństwo; mógłbym nie czynić was owcami słabszymi od wilków, ale straszniejszymi od lwów. Ale tak właśnie trzeba. W ten sposób uwidoczni się wasze męstwo i rozsławi moja potęga. I niech nikt nie sądzi, kończy ten wielki kaznodzieja, że tych poleceń nie da się spełnić. Pan wie lepiej niż ktokolwiek inny, jak się rzeczy mają. Wie, że przemocy nie pokonuje się przemocą, ale łagodnością". Piękna homilia!
Tak więc i my dzisiaj, zgromadzeni w tej katedrze, dziękujemy Panu za niezwykły przykład męstwa naszych Niezłomnych Braci i Sióstr. Chcemy, patrząc na ich przykład, a przede wszystkim patrząc na krzyż Chrystusa, iść ich drogą, a jednocześnie być wolni od jakiejkolwiek nienawiści.
Chcemy wypełnić to Słowo "z całego serca i z całej duszy", jak słyszeliśmy dzisiaj w pierwszym czytaniu (por. Pwt 26,16). On po to bowiem dał swoje przykazania, aby przestrzegano ich pilnie" (por. Ps119,4).
"Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony,
Na wieczne czasy, bądźże pozdrowiony,
Z Ciebie moc płynie i męstwo,
W Tobie jest nasze zwycięstwo!"
Amen.
+ Adrian J. Galbas SAC
Źródło: Archidiecezja warszawska / red
Skomentuj artykuł