Być jak siostra Cristina

Być jak siostra Cristina
Piotr Żyłka
6 lat temu

W sieci furorę robi występ włoskiej siostry zakonnej, która wzięła udział w muzycznym show Voice of Italy. To jest bardzo dobry kazus, który warto przeanalizować i zastanowić się, czego my możemy się nauczyć od tej przesympatycznej zakonnicy.

>> Zobacz: Ta zakonnica po prostu zmiażdżyła system

Kiedy skończyłem oglądać ten materiał, pomyślałem, że właśnie takiej postawy potrzebujemy w Kościele jak najwięcej. Często jest w nas pokusa, żeby patrzeć na świat z pozycji tych lepszych, mądrzejszych i świętszych. A na media to już w ogóle. Oczywiście można tak podchodzić do rzeczywistości, ale z punktu widzenia naszej misji ewangelizacyjnej (do której wszyscy jesteśmy zobowiązani) nie ma to najmniejszego sensu.

Cóż z tego, że będziemy rozdzierać szaty i mówić, że programy telewizyjne są coraz słabsze i w ogóle wszystko upada na dno? Czy w ten sposób przyciągniemy kogokolwiek do Kościoła? Raczej nie. Co najwyżej utwierdzimy ludzi w przekonaniu, że jesteśmy jakimś skansenem, który obawia się wszystkiego co nowe.

Siostra Cristina Scuccia postanowiła zrobić coś zupełnie odwrotnego. Zamiast narzekać, oceniać i krytykować, z uśmiechem na ustach poszła do muzycznego show. Śmiem twierdzić, że jej występ zrobił więcej dobrego i może przynieść więcej ewangelicznych owoców, niż kilkadziesiąt moralizatorskich kazań księży, którzy w otaczającej nas rzeczywistości widzą mnóstwo zagrożeń i przekonują nas, że musimy się bronić przed wrogiem, który stoi u bram.

Bardzo potrzebujemy dziś świadków radosnych. Nie dlatego, żeby przyciągać ludzi do Kościoła za pomocą jakichś tanich chwytów. Niektórzy złośliwie określają taki sposób działania "pluszowym katolicyzmem". Posłuchajmy jednak i popatrzmy na papieża Franciszka. On wielokrotnie zachęcał i wciąż zachęca nas do odważnego i radosnego niesienia nadziei światu.

Dobrze zdefiniował to nasze zadanie w wywiadzie udzielonym dla "Kontaktu" ojciec Kasper Mariusz Kaproń Ofm: "My, chrześcijanie, jesteśmy ludźmi, którzy mają nadzieję nawet wbrew nadziei. Naszym zadaniem jest być widzialnym znakiem tego, że można zmienić aktualny porządek, czyniąc świat bardziej ludzkim (...)Za przekazywaną treścią musi iść czytelność znaku. I właśnie ona stanowi najlepsze potwierdzenie nauczania. Nie można mówić o ubóstwie, nie będąc ubogim. Nie można mówić o radości, nie ciesząc się".

Tej radości nam dziś w Kościele zdecydowanie brakuje. Nawet jeśli jest ona w nas, w naszym codziennym, "świeckim" życiu, to często jest w nas równocześnie jakieś dziwne przekonanie, że w sferze wiary musimy zachować jakąś nienaturalną powagę i być strasznymi sztywniakami. To jest wizja nieprawdziwa i szkodliwa. Jan Bosko miał rację mówiąc, że diabeł boi się ludzi radosnych. Trzymajmy się tej myśli.

Weźmy przykład z siostry Cristiny. Ona realizując swoją pasję, wykonała równocześnie kawał doskonałej roboty. A zapytana przez jurorów, jak na jej udział w programie zareaguje Watykan, odpowiedziała: "Na pewno zadzwoni do mnie papież Franciszek. On nas zaprasza do wyjścia, do ewangelizacji. Bóg nic nie zabiera, ale daje Ci jeszcze więcej, dlatego tu jestem".

Piotr Żyłka - członek redakcji i publicysta DEON.pl, twórca Projektu faceBóg i papieskiego profilu Franciszek. Jego projekty można znaleźć na blogu autorskim

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Być jak siostra Cristina
Komentarze (347)
FM
Fuks Mirosław
20 października 2014, 23:21
Pioosenka owszem ładna .Poracowałbym  w kierunku wizerunku .Można by zrobić wersje "cywilną" bez chabitu .A jezeli chabit to bardziej po kostki - i obuwie to bardzo słaby punkt .Dlaczego dłuższy chabit chodzi mi o kompozycje .Wersja "cywilna "bardzo w moim odbiorze wskazana .po zatym dobrze ze tak sie stało.To jest to co lubie .
S
sense
28 marca 2014, 12:58
W szerszym aspekcie  - takie wyjście do świata, prowadzi to do tego, o czym mowa w tym materiale (w doskonałęj serii autorstwa Michael Voris - ChurchMilitant.TV, wcześniej Vortex). Nawet jeśli ta konkretna siostra zakonna, nie. Albo, jeszcze nie.) [url]https://www.youtube.com/watch?v=GXFj8Vu-R-c[/url]
28 marca 2014, 13:38
Terroryzowanie niesprawianiem przykrości to szklany paciorek tombakowej miłości, w prostej linii rozkwitający na tak afirmowanej na Deonie infantylności.
S
Samarytanka
27 marca 2014, 16:56
Co do głosów że jest Wielki Post: "Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie."/Mat. 6,16-18/ Występ może się podobać lub nie i nikogo nie próbuję przekonać że muuusi się mu podobać. Chodzi o atakowanie i oszczerstwa, doszukiwanie się złej woli i nie wiem czego jeszcze. A mamy miłować wszystkich, nawet naszych nieprzyjaciół. Upominanie jest uczynkiem miłosierdzia, konstruktywna krytyka zawsze powinna być mile widziana, ale ataki ad personam i szkalowanie to już coś innego, i nie mylmy pojęć. Ja osobiście nie widzę w Siostrze Cristinie żadnej winy lub złej woli. I chyba na niniejszym komentarzu zakończęswój udział w dyspucie. Kto szuka prawdy, ten ją znajdzie, jeśli tylko będzie wpatrywał się w Krzyż i postawę Chrystusa. i właśnie wpatrywanie się w Krzyż Naszego Zbawiciela, szczególnie w okresie Wielkiego Postu wszystkim komentującym tutaj z całego serca życzę:-)
27 marca 2014, 21:05
W ramach pochwały dyskusji proponuję pewien eksperyment myślowy, a mianowicie odwrócenie sytuacji. Jeśli 'niech lewa twoje ręka nie wie, co czyni prawa' i pościć mamy w ukryciu, a 'Pan Bóg, który widzi w ukryciu odda tobie', to czemu nie mamy w ukryciu oddawać się ... radości? Przecież Pan Bóg byłby równie zadowolony, gdyby s. Cristina śpiewała Mu np. przy obieraniu ziemniaków, albo szorowaniu toalety, prawda? Niewątpliwie istotnym i godny pochwały elementem według zwolenników postępowania s. Cristiny jest fakt, że wystąpiła ona publicznie. Wręcz ów fakt publicznego występu jest eskalowany do miana dania świadectwa i ewangelizacji. Dlaczego więc publiczne okazanie poszczenia nie ma być daniem świadectwa i ewangelizowaniem? Tym bardziej, że de facto z przytoczonego fragmentu wynika, że o ile sens słów Chrystusa odnośnie robienia czegoś 'na pokaz' się nie zdezaktualizował, to konkretne okoliczności owszem, bo obecnie za zamanifestowanie publiczne postu można się raczej narazić na puknięcie przez obserwatorów w czoło (w przypadku najłagodniejszym), albo i groźniejsze szykany, aniżeli wbudzenie w nich podziwu i zazdrości. Ze słów Chrystusa trzeba wyłapywać ich sens i rozumnie aplikować go do zmiennych okoliczności, a nie stosować łopatologicznie.
S
Samarytanka
28 marca 2014, 02:16
A skąd wiesz że tego nie robi? Tzn nie śpiewa podczas obierania ziemniaków?:-) Skoro jest umuzykalniona zapewne to robi. Oddała swoje życie Bogu, jest w zakonie. Jej obowiązkiem jest codzinna modlitwa i służenie Bogu i innym.  Więc zapytam z drugiej strony - czy wyjście do innych spoza murów, zrobienie czegoś nieszablonowo jest grzechem? Jakoś nie dowierzam że poszła do programu wbrew woli Bożej, jako osoba która poszła do zakonu widocznie szuka jego woli i co więcej jest jej posłuszna. Bo ludzie którzy mają 25 lat i wspaniały głos nie idą do zakonu na pokaz! Wymagało to od niej wiele odwagi bo zapewne doskonale wiedziała że spotka się z atakami ze świata i innych ludzi którzy nie zaakceptują jej dzielenia się swoją radością. Tak - dała świadectwo - bo pokazała że Kościół może mieć inna twarz i że nie należy wstydzić się swojej wiary, ale że to powód do dumy! Tak wiem, mogłaby dać świadectwo milion razy lepiej na inne sposoby. Dała najlepiej jak mogła, dość nowatorsko budząc uśmiech na twarzach wielu, zniesmaczenie u innych, a u niewierzących/świata zaskoczenie że można inaczej i jeszcze być z tego dumnym:-) A na koniec komentarz przewodniczącego Papieskiej Rady Kultury, kardynała Gianfranco Ravasi. Na swoim profilu na Twitterze przytoczył słowa z listu świętego Piotra: "Niech każdy służy innym zgodnie z otrzymanym darem".
A2
Aleja 26
28 marca 2014, 08:08
Ze słów Chrystusa trzeba wyłapywać ich sens i rozumnie aplikować go do zmiennych okoliczności, a nie stosować łopatologicznie. Ale możesz to robić w odniesieniu do siebie i np. swoich małoletnich dziec (w ograniczonym zakresie), ale nie masz prawa narzucać tego innym. Wbrew temu, co piszesz, zmiany cywilizacyjne nie wnoszą nic takiego, co miałoby zmienić Ewangelię np. w tym, co dotyczy modlitwy, postu i jałmużny, które mają być w ukryciu. (Gdy piszę post, ma na myśli post jako pokutę wewnętrzną, a nie Wielki Post i np. jego nabożeństwa.) Pozdrawiam i kończę udział w tych komentarzach!
28 marca 2014, 10:15
Pani się wypowiada obok mojej wypowiedzi, a nie wobec niej. Meritum mojej wypowiedzi nie stanowił przypadek s. Cristiny, a nie za bardzo przemyślane odwoływanie się do słów Chrystusa gubiące ich sens.
28 marca 2014, 10:28
> Ale możesz to robić w odniesieniu do siebie i np. swoich małoletnich dziec (w ograniczonym zakresie), ale nie masz prawa narzucać tego innym. Ta (manipulacyjna) konstrukcja jest pozbawiona sensu na wiele sposobów. Określenie 'narzucać' pełni rolę pały. Z tej konstrukcji wynika, że każda interpretacja jest równie dobra - to nieprawda napędzana modernistyczną herezją nieistnienia prawdy obiektywnej. Nie można istnieć nie 'narzucając' czegokolwiek. Idąc po chodniku zajmuję jakąś przestrzeń, a tym samym 'narzucam' innym konieczność omijania przestrzeni przez moje ciało tymczasowo zajętej. Prostowanie dawno zbadanych błędów jest 'narzucaniem' w takim samym stopniu, jak 'narzucaniem' jest pełnienie obowiązku głoszenia Ewangelii. > Wbrew temu, co piszesz, zmiany cywilizacyjne nie wnoszą nic takiego, co miałoby zmienić Ewangelię np. w tym, co dotyczy modlitwy, postu i jałmużny, które mają być w ukryciu. 'Strzeżcie się, abyście uczynków pobożnych nie czynili przed ludźmi', a nie 'strzeżcie się, abyście nie pościli przed ludźmi'. Jezus wyjaśnia osobiście sens przykładu z manifestacyjnym poszczeniem, więc nie ma wątpliwości, że post jest tylko przykładem, a nie jedynym obszarem, do którego zalecenie 'robienia w ukryciu' się odnosi.
A2
Aleja 26
28 marca 2014, 10:55
Z tej konstrukcji wynika, że każda interpretacja jest równie dobra - to nieprawda napędzana modernistyczną herezją nieistnienia prawdy obiektywnej. Nie, nie wynika z niej to! Rozmowa z Tobą jest bardzo trudna, bo zakładasz, że ktoś powiedział to, czego nie powiedział. Ja poruszam się w obrębie Kościoła i Jego Nauki! Nie jest możliwe, żebym każdą wypowiedź zaczynała od Credo, ale jeśli Ci to pomoże, to sobie wyobraź, że przed każdym moim wpisem jest test Credo. Ale obawiam się, że Twoją misją jest węszenie wroga tam, gdzie go nie ma. Pozdrawiam! Z Bogiem!
28 marca 2014, 11:13
Jeśli nie wynika, to znaczy, że tylko mi osobiście nie wolno 'narzucać', ale innym wolno, więc to konkretnie moja prywatna 'narzucalność' jest niewporzo, a nie 'narzucalność' sama w sobie. W tym konkretnym przypadku operujemy logiką, a nie Prawdami Wiary.
T
tomtom
28 marca 2014, 12:02
Na Pańskim miejscu już bym odpuścił... Nie jestem entuzjastą "dialogizmu" a tym bardziej "nauczania" za wszelką cenę... szczególnie jeśli widzimy brak otwartości lub wyraźny opór wobec przyjmowania pewnych treści z drugiej strony... wówczas efekt naszego "nauczania" zaczyna być odwrotny... Jednakże zarazie modernizmu i "protestatnyzacji" Kościoła Katolickiego należy mimo wszystko stawiać opór i robić swoje wierząc w to że ostatecznie i tak: "NIE PRZEMOGĄ"... Argumentacja z cyklu /Mat. 6,16-18/ w odniesieniu do "Wielkopostnego" show siostry Cristiny przypomina mi trochę cytat fragmentu o Cudzie z Kany Galilejskiej na ustach alkoholika lub wykorzystywanie Pisma Św. dla "własnych potrzeb" a stąd już trochę za blisko do protestanckiej herezji Sola sc<x>riptura, tworzenia własnych interpretacji i wybierania z Pisma Św. tego co akurat nam pasuje do konkretnej sytuacji... co w efekcie daje typową modernistyczną niewyraźną papkę z której nie wynika nic ponad uniwersalistyczne gadanie z cyklu: o humaniźmie, prawach człowieka i biedzie na świecie (skądinąd też ważnych sprawach ale nie będących bezpośrednio związanych z główną rolą KK którą jest jak sądzę ewangelizacja, nawracanie i prowadzenie dusz ludzkich do zbawienia). Śmiem wątpić że Pan Jezus mówiąc żeby nie obnosić się swoim postem czyniąc go na pokaz dla innych miał na myśli popadanie w skrajnie różną postawę w nieodpowiednim czasie, miejscu i formie jaką zaprezentowała zakonnica... Zatem kończąc swój udział w tym wątku- Pluszakom i naiwniakom wierzącym w "spontaniczność" telewizyjnych programów rozrywkowych życzę dalszych "pluszowych snów"... Polecam również rozważyć na czym powinniśmy się skupić bardziej w czasie Wielkiego Postu... Na "fajności" i byciu "cool" czy może na KRZYŻU...? Pozdrawiam wszystkich serdecznie
A2
Aleja 26
28 marca 2014, 12:28
Śmiem wątpić że Pan Jezus mówiąc żeby nie obnosić się swoim postem czyniąc go na pokaz dla innych miał na myśli popadanie w skrajnie różną postawę... Nie napisałam dotychczas czegokolwiek, co by miało potwierdzać, że tak uważam. I takim nadinterpretacjom się sprzeciwiam! Choć sama nie pójdę występować w show (nie tylko dlatego, że nie mam takich talentów), ale dlatego, że nie odpowiada to mojej wrażliwości, zakładam, że mogą istnieć uzasadnione przypadki, gdzie będzie to dobre i właściwe. I nikt z komentujących nie może tego do końca osądzić (chyba że będzie to dotyczyć jego osoby i jego działania). Nie ma to nic wspólnego z modernizmem czy protestantyzmem, ale ze zdrową nauką wiary. Nie ma mowy o chrześcijaństwie bez wolnej decyzji woli. Katolikom o mentalności kapo życzę wszystkiego dobrego!
T
tomtom
28 marca 2014, 13:13
Cieszę się że wspominasz o wolnej woli... bo to chyba największy dar jaki człowiek otrzymał. To czy naukę (Kościoła- Chrystusa) przyjmujemy czy ją odrzucamy zależy wyłącznie od nas- właśnie dzięki wolności którą otrzymaliśmy... Nie ma tu jednak miejsca na demokrację... albo coś akceptujemy albo stajemy po stronie "braci odłączonych" czyli poza Kościołem Katolickim... Piszesz: "I nikt z komentujących nie może tego do końca osądzić (chyba że będzie to dotyczyć jego osoby i jego działania)." Dostrzegasz różnicę pomiędzy słowem "osądzać" i "oceniać"? Wg mnie nasze prawo do OCENY to podstawa procesu poznawczego który służy do pozyskiwania wiedzy o otoczeniu w sensie rozumowym... Ocena postępowania własnego czy innych ludzi jest zatem możliwa oczywiście w oparciu o wskazywane przez sumienie moralne ujęcie ocenianych czynów w kontekście dobra i zła- pożytków bądź zbytków ale także jest to zdolność pozwalająca człowiekowi budować własny światopogląd. Prawo do OCENY uważam za jedno z naszych podstawowych praw które jest zresztą konieczne do właściwego użytkowania ROZUMU (skądinąd też wielkiego daru od Pana Boga) ;-) Piszesz: "Nie ma to nic wspólnego z modernizmem czy protestantyzmem, ale ze zdrową nauką wiary. Nie ma mowy o chrześcijaństwie bez wolnej decyzji woli." Ma wspólnego i to bardzo wiele ponieważ WOLNOŚCIĄ (tą przez duże "W") dla Katolika jest podejmowanie wyborów zgodnych ze zdrową doktryną KK a oczywistość protestanckich wpływów wewnątrz KK to jak sądzę temat na oddzielną dyskusję na którą wyrażam serdeczną nadzieję i wolę gdyby istniała z Twojej strony.
28 marca 2014, 13:23
Przepraszam, bo po drodze zdaje się, że zaadresowałem Panią per Pan.
A2
Aleja 26
28 marca 2014, 13:49
Tak, nie można wierzyć bez udziału wolnej woli. Dlatego wspominałam o tym przy słowie chcę - dla mnie chcę, to nie moje zachcianki, ale moje chcę, które szuka chcę Jezusa. W Kościele. Dogmaty są nienaruszalne. Natomiast każde nawet wyjaśnienie dogmatu jest już jego interpretacją i nie jest tym samym co dogmat. Tak samo z tradycjami przez małe t - nie mają rangi dogmatu. Jeśli mam inną pobożność niż moja sąsiadka, nie oznacza to, że odstępuję od nauki Kościoła. Powtarzam: nie wiem, jakie pobudki kierowały s. Cristiną, i czy wzięła pod uwagę czas Wielkiego Postu czy nie, czy poradziła się kogoś w tej sprawie, czy nie (brak danych do osądzenia) i dlatego odsądzanie jej od czczi i wiary (bo inni też nie mają tych danych) uważam za złą postawę (moja ocena). Fajnie zaśpiewała, potem w rozmowie się chyba trochę pogubiła (moja ocena). A teraz już kończę kończę. Dziękuję za rozmowę!
T
tomtom
28 marca 2014, 14:05
Również dziękuję wszystkim za kulturalną rozmowę! Nasze zaangażowanie i żarliwość w dyskusji oraz podejmowanie tematu mimo że artykuł P. Żyłki zpadł już ze strony głównej a także emocjonalny ton niektórych wypowiedzi świadczy niewątpliwie o tym że rozmawiamy o rzeczach które są dla nas WAŻNE... Z Panem Bogiem
29 marca 2014, 02:22
Trzeba głośno nazywać prawdę prawdą, mądrość mądrością, a głupotę głupotą, aby dawać świadectwo i oświetlać drogę poszukującym, aby się nie pogubili i nie zadowalali się wyrobami prawdopodobnymi, czy inteligencjopodobnymi. Aby zwyciężyło zło wystarczy, aby dobrzy ludzie nic nie robili.
S
Samarytanka
27 marca 2014, 16:39
Dobrze że dyskutujemy. Dobrze też wszystko opierać i na nauczaniu Kościoła i na Pismie Świętym bo ono jest naszym orężem. A i Piotr i Paweł także mieli swoje niesnaski. "Kłótnia Piotra i Pawła pokazuje ważną prawdę o Kościele. Ideałem życia we wspólnocie nie jest tzw. święty spokój osiągany za wszelką cenę. Konflikt bywa momentem uzdrawiającym jakąś zakłamaną sytuację. Prawda i miłość wymagają czasem postawienia spraw na ostrzu noża, nawet za cenę wywołania burzy. Udawanie, że nic się nie dzieje, gdy dzieje się coś złego, jest najgorszym rozwiązaniem. Niestety nieraz w Kościele tak się robi." Tutaj artykuł: [url]http://gosc.pl/doc/798593.Swieta-klotnia[/url]
P
prosba
27 marca 2014, 11:29
Proszę zmieńcie sposób komentowania; wszystkie nowe, które odnoszą się do wypowiedzi wcześniejszych, giną w w srodku pomiędzy innymi. Żaden "sortowanie wedłgu najnowszych" u mnie nie działa
27 marca 2014, 12:14
Działa, działa :-) ale nie tak jak byśmy chacieli... sortuje po czasie dodania pierwszego komentarza w drzewku/wątku. Działa ale mało pomocnie... więc prośba całkiem słuszna Droga Redakcjo.
27 marca 2014, 10:57
@Rafał Borowski Rozejm to nie jest słuszna decyzja ;-) właściwszy byłby pokój :-) A co do meritum:  nie zgadzając się z oboma Panami - z każdym w czym innym - i uważam że ewanglizacja nie może następować poprzez gesty zamazujące to czym jest Kościół i czym i jak żyje.
27 marca 2014, 11:58
Jeśli nie zgadzamy się na dyktaturę zinfantylizowanego wizerunku 'miłości' i wynikające z tego spychanie pewnych obszarów dyskusji do sfery de facto tabu, to zgadzamy się w wystarczającym stopniu.
27 marca 2014, 10:21
Kiedy Jezus Chrystus przestał być Drogą, Prawda i Życiem, a stał się jedynie miłością (z telenoweli, co gorsza)?
A2
Aleja 26
27 marca 2014, 11:08
Ostatnie pytanie: czy jesteś w stanie przyjąć, że gdy ktoś mówi miłość, to ma na myśli miłość, a nie jest wypaczenie czy substytut albo zakochanie? Gdy mówi wolność, to ma na myśli wolność, a nie swawolę? Gdy mówi chcę, to chodzi mu o chcę, a nie "chce mi się"?
27 marca 2014, 11:51
Ależ jestem. W moim jednak przekonaniu Chrześcijanin odpowiedzialny nie zadowala się tym, co mówi, ale dba o to, by gdy coś mówi było to właściwie zrozumiane. Jeśli nie dba, to nie jest odpowiedzialny. Na Deonie (nie tylko oczywiście) dbałości o rozróżnienie istotnych szczegółów odróżniających Miłość od jej karykatur nie zauważam.
26 marca 2014, 21:23
@piotr_slowniski - cały czas próbuję Ciebie zrozumieć, mimo wszystko. Już myślałem, że jesteś stracony w tych dyskusjach(na zasadzie - włączyła Ci się jakaś mantra i choćby skały... nic się nie wskóra, bo już pozamiatane, jakiś beton...), ale Twój przykład z synem coś mi rozświetlił. Dziś z moim choćby synem spędziłem z jakieś dobre prawie 4 godziny pewnego wypadu, tylko my we dwójkę, budowania go, poznawania przez niego świata, pozwalania mu, żeby odważał się na pewne rzeczy. Nie tylko modlę się dzień w dzień, żeby wyrósł na prawdziwego mężczyznę Bożego, ale staram się mu wpajać właściwe wartości - słowem i przykładem (z tym drugim nieco gorzej, a dziecko właśnie to chłonie najlepiej). Lecz inni ludzie, dorośli, to nie moje dzieci. Ja, jako podoficer Wojska Polskiego w rezerwie oraz były zarządzający sporymi zespołami ludzkimi w międzynarodowych korporacjach finansowych, gdy zaznałem mocnego swego czasu powrotu do Kościoła Katolickiego, nie widziałem innego dobrego wyjścia dla wszystkich ludzi, jak wprowadzenie czegoś w rodzaju szariatu katolickiego. Naprawdę. Potem dopiero, stopniowo dochodziłem, dlaczego nie możemy narzucać innym naszej wiary, naszych praktyk, w ten sposób, dlaczego mamy im dać wolność wyboru, a zachęcić do poznania najpierw naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Tego nie da się ująć w jednym poście i nie potrafię jeszcze wszystkiego nazwać. Ale daj trochę odetchnąć niektórym ludziom, poszukaj ich dobrej woli w tym co robią. Ja ze swojej strony zapewniam Ciebie, że zależy mi tylko i wyłącznie na dobru ludzi, a dobro ludzi rozumiem jako to, że ostatecznie spotkamy się po tamtej stronie, na przewspaniałej Uczcie Chrystusa i będziemy się śmiali z tych naszych ziemskich potyczek. Proszę Cię tylko o wyciszenie trochę tego impetu inkwizycji i postaw się w rolę innych ludzi, którzy różnymi drogamni dochodzą do Boga, do prawdy. Totalitaryzmem dziś już nic się nie wskóra. To nie średniowiecze.
K
kinak
26 marca 2014, 21:29
Powiedzmy tak: mają pięć sekund do zawału serca. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden. Ignition! Wiara i uczucia im już nie wystarczy. I cio teraz? [url]https://www.youtube.com/watch?v=wpiDdUwoF8k[/url]
K
kinak
26 marca 2014, 21:33
Od tych 15 sekund, czy iluś tam, w którym został napisany mój komentarz, wiele tysięcy dusz spadło do piekła na wieczność. Mieli takie piękne odczucia, uczucia, do Jezusa. Palą się tam od kilkunastu sekund. Nie ma wiary, jest nienawiść, rozpacz, przekleństwa - 20 sekund? - i takie tam nieważne ...
26 marca 2014, 21:37
Cały czas powtarzam, że nie mam nic przeciwko używaniu nawet najprostszej, najinfantylniejszej radości, ale jako elementu całości. Czymś radykalnie innym jest jedzenie, a czymś radykalnie innym ograniczenie swojego życia do jedzenia. Czymś radykalnie innym jest pozwalanie sobie na elementy infantylne w życiu, a czymś radykalnie innym zbudowanie życia na fundamencie infantylności i poruszanie się tylko na jej obszarze. Dorośli ludzie zachwalający innym dorosłym ludziom zachowania dziecinne nie wykazują dobrej woli. Mówi Panu coś cytat o 'ślepych przewodnikach ślepców'? Wychowywanie dzieci na dorosłych to żaden totalitaryzm. Nie rozumiem zresztą skąd ten totalitarym Pan tu przypiął. PS. Dziękuję za głos
26 marca 2014, 21:54
Jeszcze dopiero wczoraj miałem rozmowę z pewnym dorosłym mężczyzną, który już zaczyna szukać pomocy u Jezusa, a nie w wynalazkach świata i pytał co dalej - nie nazwałbym naszej rozmowy relatywizowaniem, pobłażaniem... Nie chodzi o ruganie, ale słowa we właściwy sposób przekazanej prawdy musiały paść. A, widzę, że cały czas zależy Ci na zwracaniu się do siebie nawzajem w tych luźnych dyskusjach per "Pan, Pani". Dla amnie nie ma problemu - umieść jakąś swoją fotkę w awatarze, żeby osoby Ciebie znające na codzień mogły Ciebie zidentyfikować i w razie czego zareagować na różne kwestie i wówczas masz ode mnie "Pana":) A tak to - nie zwykłem do nicków zwracać się per Pan Pani:) A ja, choć zidentyfikowany, nie potrzebuję tego "panowania" ze swej strony na tym forum:) To taka luźnia dygresyjka :-)
26 marca 2014, 23:23
"Tak jest Panie Podoficerze!" PS. Nie jestem starszym, zgryźliwym bratem Pana Piotra Żyłki.
26 marca 2014, 23:38
No i teraz gramy fair. A tak w ogóle z ciekiawości - ma Pan jakiś stopień wojskowy, służył Pan w polskiej armii?
S
sekundant
26 marca 2014, 23:51
Będzie fair jak wstawisz wyraźną fotkę 
27 marca 2014, 00:12
Armia mnie ominęła - cały rocznik (i kilka sąsiednich) po studiach poszedł do rezerwy. Za to pracowałem w firmie wyrosłej na armii i pracującej dla armii, ale to już staruteńkie dzieje.
S
sherlock
27 marca 2014, 01:12
wyraźniejszą od twojej?
2
23455
27 marca 2014, 07:50
Drogi Rafale, Twoja armia i stopnie wojskowe, którymi chcesz zakasować innych, sa niczym w porównaniu z tym, jaką pracę wykonują kobiety, na których grzbietach jedziesz. Twoja Matka, która nosząc Ciebie w ciązy wykonywała czynności jak przy taśmie w ciężkiej fabryce, myśląc równocześnie i wykonując w tym samym czasie setki czynności, jak kobiety, które w ciąży nosiły wodę i wykonywały najcięższe prace przy żniwach, równoczesnie wymiotując i myśląc w czasei tego, co zrobić na obiad, mając w tym samym czasei sześcioro płaczących dzieci na polu, w temperaturze 30 stopni. Jak rolnicy, który wstawali o 4 rano, zapinający pługi, budujący swoimi rękoma domy. Nie mieli stopni wojskowych, nie mieli przygotowania, a szli na wojnę i z gnijącymi ranami wracali przez rzekę pod ostrzałem. Z tymi ranami odbudowywali domy, które zniszczyli im wrogowie. A w czasie wojny te kobiety z tymi dziećmi wykonywały całą pracę na całej ziemi. Jedziesz na kobietach, na ich grzbietach. Twoje stopnie wojskowe, którymi próbujesz zadziwić oponenta, są niczym. Nie próbuj zadziwić nikogo. Nie wyciągaj więcej tego argumentu.
27 marca 2014, 09:00
??? A co do argumentu wojskowego, użyłem go wyłącznie dla Pana Piotra Słowińskiego, bo doszedłem do wniosku, że może chociaż tego typu argumentacja będzie miała szansę przebić się do człowieka ("obrona Częstochowy" itd.), który - mam nadzieję, że w dobrej wierze - pisze, pisze i pisze, ale ... Już nie mam więcej pomysłów, oprócz tego, co pisałem w tych kwestiach przez ostatnie kilka miesięcy... A tak poza konieczną obroną przed ewentualnym najeźdźcą, jestem całkowicie przeciwny wojnom, rozlewowi krwi, dlatego choć cieszę się, że jesteśmy teraz pod skrzydłami USA, to mam za złe temu supermocarstwu jego najazdy na różne kraje. Ot i co.
27 marca 2014, 09:05
Panie Rafale, Assertywność to nie agresywność.
27 marca 2014, 09:23
Panie Piotrze, tyle to wiem:) Zostawmy to na razie, bo już nie mam więcej koncepcji, jak mógłbym Panu wykazać, że w gruncie rzeczy cel mamy taki sam - żeby jak najwięcej ludzi zostało zbawionych - tylko inne rozumienie, jakie środki są właściwe na dzisiejsze czasy. Poddaję się:)
27 marca 2014, 10:20
Przyjmuję warunki rozejmu. Z pozdrowieniami
26 marca 2014, 18:42
Zastanawia mnie, czy te wszystkie lekkoduchy kiedykolwiek pomyślały, że swoją afirmacją naiwności mogą się przyczynić do czyjejś krzywdy? Jestem ojcem kończącego dziś 15 lat syna. Szczęśliwie jakieś przygody z pedofilami, czy inne nieprzyjemności go ominęły. Jednak gdy wyobrażam sobie, że mógłbym zamiast wpajać mu ostrożność wobec nieznajomych pleść jakieś infantylne bzdurki na poziomie Deonowych artykulików, w wyniku czego mógłbym potencjalnemu napastnikowi ułatwić zadanie zdobycia zaufania mojego syna i wyrządzenia mu jakiejś krzywdy, to w samej wyobraźni aż mnie wzdryga na myśl o poczuciu winy i obrzydzeniu do siebie samego za tak karygodne zaniedbanie i bezmyślność. Tymczasem lekkoduchy najwyraźniej żadnej odpowiedzialności za pompowanie słuchaczy afirmacją naiwności nie odczuwają. Żadna czerwona lampka się nie włącza. Żadna wyobraźnia nie działa. Żadna myśl, że rozpowszechnianie naiwności skutkuje ułatwieniem wyrządzenia naiwnemu krzywdy lekkoduchowatego umysłu nie zamąca. Po jednym odmóżdżającym artykuliku zachwycającym się 'miłością' na poziomie teletubisiowatego 'tuuuuliiiiimy' leci następny i następny i następny. Żadnej najmniejszej próby poszerzenia horyzontów świadomości czytelników o roztropność, żadnego 'ale' - dzika orgia zdziecinnienia i afirmacji zdziecinnienia. Sądzę, że i za to na Sądzie Ostatecznym przyjdzie nam odpowiedzieć.
L
line
27 marca 2014, 07:26
Mam nadzieję, że dziękujesz Bogu, że syna ominęły "nieprzyjemności", a nie przypisujesz sobie zasługi. Bo jeśli sobie, to wiele przed wami...
27 marca 2014, 08:56
Czy z Pańskiej(?) uwagi ma wynikać, że Chrześcijanin nie musi (a może i nie może) robić nic, wszystko zwalając na Boga i Jego Wolą swoje nicnieróbstwo usprawiedliwiając?
L
line
27 marca 2014, 09:23
"Pańska" interpretacja jest nadinterpretacją.
27 marca 2014, 12:02
Może być, ale nie musi. Z faktu, iż osoba nie uświadamia sobie wszystkich konsekwencji swojego stanowiska nie wynika, iż inna osoba, która sobie je uświadamia dokonuje nadinterpretacji. Próbuję ustalić, czy z takim, czy też z innym przypadkiem się tu spotykamy, stąd forma pytająca. PS. Pańska umieściłem ze znakiem zapytania z racji niemożliwości określenia płci.
T
tomtom
26 marca 2014, 12:06
Nie komentując samego występu s. Cristiny- bo każdy ma prawo oceniać go chociażby wg własnej wrażliwości estetycznej to wydaje mi się że jeśli pozbawieni zostaniemy prawa do zdrowej krytyki to bardzo szybko ten obszar zostanie zawłaszczony przez tych którzy "faszyzują" MIŁOŚĆ a każdy przejaw troski czy miłosierdzia będą przekornie określać brakiem pokory czy pychą... taką tendencję uważam za dość niebezpieczne zjawisko które pozbawia człowieka prawa do rozsądnej oceny wartości bądź antywartości czy zagrożeń i nakazuje bezkrytyczne przyjmowanie każdej "nowości" i afirmację wszystkiego co oryginalne, szokujące i "światowe"... "Wielkopostny" występ siostry Cristiny w telewizyjnym show niech każdy oceni wg własnego sumienia... ja tam ewangelizacji nie dostrzegłem... za to dość mocno odczułem zażenowanie i smutek...
K
Kris
26 marca 2014, 12:10
To było podobno nagrwyane przed Wielkim Postem. 
26 marca 2014, 12:16
Tak... natomiast regulamin mówił kiedy będzie emisja (w Wielkim Poście) i kiedy zostaną nagrane nastepne odcinki (w Wielkim Poście).
ND
nie do śmiechu
26 marca 2014, 18:42
No i kiedy p.Żyłka to wystawił agitując za odwołaniem Wielkiego Postu... [url]http://www.deon.pl/religia/rekolekcje-wielkopostne/wielki-post-2014/zaczac-od-konca/art,1,odwolujemy-wielki-post.html[/url]
A2
Aleja 26
26 marca 2014, 21:01
Tak, tak. Pan Bóg powinien na czas Wielkiego Postu wyłączać Słońce, bo przecież fajne jest i rozwesela duszę! Odczepcie się, T7 i inni, od Wielkiego Postu! Proszę!
27 marca 2014, 00:26
Ale jak tak 'odczepcie się'? A Pan Żyłka z kumplami to się mogą Wielkiego Postu czepiać?
A2
Aleja 26
27 marca 2014, 07:22
Jeśli to aluzja do "odwoływania" Wielkiego Postu, to nie znam tego tekstu. Nie czytałam go. Znam jedynie z komentarzy. To nie moje klimaty. "Odczepcie się" od Wielkiego Postu - to znaczy: dajcie przeżywać go każdemu, tak jak chce (przy czym chcenie oznacza wolę, a nie zachciankę).
27 marca 2014, 08:53
Przecież wszyscy mają być jedno, więc jak to tak każdy jak chce?
A2
Aleja 26
27 marca 2014, 09:00
Zadałeś bardzo sensowne pytanie! Jak to jest z jednością i różnorodnością... Poszukaj odpowiedzi. Warto!
27 marca 2014, 09:19
Polecam jakąś lekturę nt. wspólnoty Kościoła i roku liturgicznego.
T
tomtom
27 marca 2014, 10:46
Wydaje mi się jednak że należy reagować... Uważam że obecne problemy Kościoła wynikają po części właśnie z braku odgórnej reakcji np. na heretyckie "odjazdy" niektórych hierarchów w kwestiach doktrynalnych... (abp. Kasper, Marx etc...) a także "szeregowych" sług Bożych... Podobnie w kwestiach obyczajów, przykazań, których łamanie w imię "przeżywania- jak kto chce" i późniejsza ich publiczna afirmacja wsparta autorytetem tychże hierarchów jest wg mnie gorszące dla wspólnoty Kościoła i wprowadza zamęt... Nasze osobiste "jak kto chce" jest w porządku jeśli nie przeciwstawia się nauce Kościoła... Nie chciałbym dłużej wałkować tematu zakonnicy o pięknym głosie bo moją intencją nie jest "znęcanie się" ale miejmy odrobinę odwagi aby zauważyć że omawiany przypadek w żadnej mierze nie przyczynia się do współuczestnictwa w pokucie i zjednoczenia w Drodze Krzyżowej z cierpiącym za nasze grzechy Chrystusem... sam występ- pomijając całą formułę programu jawnie to zjednoczenie zakłuca...
T
tomtom
27 marca 2014, 10:51
Co się zaś tyczy zjednoczenia to jeśli mamy do czynienia ze zjednoczeniem w Prawdzie to rzeczywiście jest to kwintesencja powszechności (czyli "katolickości"), nasza różnorodność w sposób oczywisty musi być z tą Prawdą zgodna- jeśli jednak "zjednoczenie" polegać ma na zgniłym kompromisie ze "światowością", narażać na szwank Prawdy doktrynalne (lub choćby dopuszczać ich błędne interpretacje) to należy taką postawę poddawać ocenie i zdrowej krytyce. Wyznacznikiem musi być jednak troska o KK i właściwie rozumiane MIŁOSIERDZIE wobec bliźniego które wynika z prawdziwej MIŁOŚCI a także ze współodpowiedzialności za jego duszę... Pamiętajmy też że wyznawcy Chrystusa są powiernikami jego przykazania Miłości ale także misyjnej powinności nauczania które prowadzić ma do nawrócenia... Tyle że "nauczanie" właśnie z tej Miłości ma wynikać... To zrozumiałe że nie możemy pozostawać obojętni wobec grzechu bliźniego i podobnie sami powinniśmy być otwarci na krytykę. Krytykę naszych czynów- nie nas samych- to ważna różnica... Taka postawa pozwala być lepszymi i nie ma nic wspólnego z pychą- co często zarzuca się "tradsom". Nie wyobrażam sobie sytuacji w której rodzic wiedząc że jego dziecko zażywa narkotyki lub kradnie nie podejmowałby "nauczania" które przyczyniałoby się do jego nawrócenia... Podobnie we wspólnocie Kościoła... Czym innym jest "zabarykadowanie się przed innowiercami" czy obojętność na zagubienie lub grzech innego człowieka (bo to nie przyczyni się do nawrócenia) a czym innym chęć zwrócenia na SIEBIE uwagi... Wyraźne i odważne stawanie w obronie Prawdy, prawdziwa troska i miłosierdzie którego naucza KK to oddzielna sprawa... cdn.
T
tomtom
27 marca 2014, 10:52
cd... Przypomnijmy sobie chociażby pierwsze trzy "Uczynki miłosierdzia wzglądem duszy": 1. Grzeszących upominać. 2. Nieumiejętnych pouczać. 3. Wątpiącym dobrze radzić. Stoją one niestety w sprzeczności ze współczesną definicją "miłosierdzia" która z prawdziwą MIŁOŚCIĄ nie ma nic wspólnego bo wiąże się z akceptacją grzechu... Zdaję sobie sprawę że są "trudne" czasy... Obecnie szczytem świadectwa wiary i kwintesencją jej wyrażania jest powiedzieć "nie wstydzę się Jezusa"... Przyznam że mam szczere wątpliwości czy to postawa właściwa Bogu... Zbawicielowi... Być może zamiast wykrzykiwać całemu światu z telewizora że "jesteśmy COOL" koncentrując się tym samym na sobie i swojej próżności zwróćmy się do Boga z należną mu czcią i godnością- szczególnie w czasie refleksji jakim jest Wielki Post... W świetle powyższego brak reakcji na "zagubienie" bliźniego uważam wręcz za grzech zaniechania... Pozdrawiam wszystkich serdecznie
A2
Aleja 26
27 marca 2014, 10:55
Co polecasz? Podaj konkret. Bo sama nie mam potrzeby czytania obecnie na ten temat, ale chętnie skorzystam z Twojej sugestii. Pozwoli mi to także lepiej poznać Twoje spojrzenie. Może się też okazać, że cenimy te same teksty, a mimo to możemy inaczej przeżywać swoje chrześcijaństwo w jednym Kościele...
S
Samarytanka
26 marca 2014, 01:36
Chrześcijaninie! Pamiętaj że pierwszym przykazaniem oprócz miłowania Boga jest miłość bliźniego. A słowa - "nie osądzajcie a nie będziecie" osądzeni pięknie tu pasują. To bardzo ciężkie ale starajmy się jednoczyć a nie dzielić (na tym zależy przeciwnikowi naszego zbawienia, diabłu) i nie szukajmy dziury w całym. Występ Włoszki jak dla mnie wspaniały, pokazujący jaki powinien być prawdziwy chrześcijanin. Miałam aż łzy w oczach, bo niestety spotkałam się z bardzo złym traktowaniem przez ludzi wierzących a zdarzało się że nawet Księży (powrót do Boga okazuje się być odbierany jako coś złego) więc oby więcej takich osób jak Siostra Cristina:-) A Deon jak Deon - czasem trzeba oddzielić perły od plew, ale jak dla mnie tych pierwszych zdecydowanie więcej. Kościół jest piękny w swojej różnorodności i jest ona zamierzona przez Stwórcę, tak jak różnorodność charakterów (prawo zaś = przykazania, jak mówi dzisiejszy Oremus jest niezmienne). Dlatego bądźmy dla siebie bardziej miłosierni a mniej szukajmy sprawiedliwości, bo "wszyscy zgrzeszyli" i wszyscy jesteśmy tylko upadającymi ludźmi. Takie podejście ściąga z barków wielki ciężar i sprawia że człowiek jest radośniejszy i ma pokój w sercu:-) pozdrawiam Was serdecznie miłością Chrystusową:)
I
II
26 marca 2014, 08:45
Czyli znowu, wszystko ma mi sie podobać, wszystkim mam być zachwycona, bo inaczej to osądzanie. Ludzie, to paranoja jest.
26 marca 2014, 08:48
Myślę, że dość dobrą ilustracją tego, do czego prowadzi naiwna, bezkrytyczna 'miłość' jest serial 'Ballada o Januszku'. Człowiek jest istotą niedoskonałą, grzeszną, popełnia błędy, ale na mocy jakiegoś magicznego myślenia akurat 'miłość' w człowieku jest czymś doskonałym, najmniejszym błędem nieskażonym, wolnym od możliwości wypaczenia. Może trochę pokory odnośnie nadmiernego uwielbienia ludzkich przymiotów by się przydało?
K
Kris
26 marca 2014, 09:01
"Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość." 1 Kor 13, 13
S
Samarytanka
26 marca 2014, 09:28
Piszę z perspektywy osoby wierzącej. Według przykazań a także według Chrystusa, którego słów nie będziesz chyba kwesionował miłość jest największą wartością i największą cnotą. Nic nie musi się podobać, bo o gustach się nie dyskutuje (to do II), tylko chodzi o mniejszą ilość agresji i atakowania. Z takich zachowań/emocji bierze się niestrawność i inne nieprzyjemne dolegliwości. Wybaczcie lekką zgryźliwość ;-)
S
Samarytanka
26 marca 2014, 09:29
ps.  Bóg jest miłością!
E
emilia
26 marca 2014, 09:40
Z tego wynika, że właśnie tak. Nie ważne, że dla kogoś rozróżnianie wartości i osądzanie to jedno i to samo. Charakter, temperament a sposób postępowania na wybranej drodze życia tutaj, też jawi się jako jedno i to samo.  Według takiego schematu myślenia - bo inaczej tego nazwać nie można - " jest potrzebne tylko "miłosierdzie" a nie sprawiedliwość, która jest tu postrzegana całkiem na opak.  Natomiast uchylanie się od elementarnej odpowiedzialności i stawania w prawdzie wobec wymagań Ewangelii jawi się jako "ciężar". Ale ten "ciężar" - według tego myślenia - trzeba nałożyć na tych, którzy "mają czelność" mieć podejście krytyczne. To prawdopodobnie "cięzki grzech" i "wielka krzywda", której dopuścić się nie wolno. A na dobrą sprawę nie ma miłosierdzia bez skruchy i sprowadzenia niektórych postaw do pionu. W takim schemacie myślenia, trudno zauważyć, tak trywialną rzecz, iż wizja omdlałej bezradności z główną wytyczną "mam prawo leżeć w błocie, bo jestem grzesznikiem a Bóg Miłosierny i tak to akceptuje" nie ma nic wspólnego z chrześcijańtwem. Co najwyżej daje to  głupiemu uciechę, ze złudnej wiary, że nawet w swej głupocie jest mądry. Tyle, że nie jest to radość, ale satysfakcja z bycia poniekąd "bezkręgowcem", wszak takie stworzenia mogą żyć beztrosko, bo faktycznie nie dźwigną niczego, co wymagałoby jakiejkolwiek wysiłku. A jakby nie było taka beztroska - według Biblii - jest właściwa wszelkiemu stworzeniu - z wyjątkiem człowieka. Więc nie wiem, co to za wizja chrześcijaństwa, radości i miłosierdzia. Na pewno nie świadczy o "stawaniu się na obraz Boga".
K
Kris
26 marca 2014, 09:50
"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał." 1 Kor 13, 1-3
26 marca 2014, 10:22
Pan miesza Matematykę z (np. mizernymi) umiejętnościami liczenia Jasia Kowalskiego. Z faktu, że Matematyka jest wielka i wspaniała nie wynika, że umiejętności liczenia Jasia Kowalskiego muszą zatykać dech w piersiach. Z faktu, że istnieje Miłość, która jest wielka i wspaniała nie wynika, że byle hercklekot Jasia, czy Zosi zasługuje na podziw i należy mu się bezrozumnie poddać w oniemiałym zachwycie, bo każde drgnienie serduszka to Miłość. Z faktu, że istnieje zapierające dech w piersiach piękne malarstwo nie wynika, że każde maźnięcie pędzlem jest tym zapierającym dech w piersiach swoim pięknem malarstwem. Ponieważ każdy hercklekocik jest objawem Miłości, więc zostaje otoczony immunitetem na krytykę i rozsądek oraz włączony do sfery rzeczy samo-przez-się otoczonych szacunkiem - tak to mniej więcej na poziomie podświadomym działa. Równie rozsądne byłoby otaczanie podziwem grzebania scyzorykiem w skaleczeniu na mocy projekcji szacunku dla Medycyny.
E
emila
26 marca 2014, 10:24
Owszem. Więc właśnie. Nikt też nie stawia większych wymagań od Miłości. Dążenie do Miłości zakłada wysiłek, a nie paćkanie głupoty lukrem. Jeśli Tobie to odpowiada, nie oznacza, że smakuje to wszystkim.
26 marca 2014, 11:03
Nie kwestionuję wartości Miłości, a zaliczania do Miłości (and all that implies) każdego cieplejszego podrygu człowieczego serduszka. Kwestionuję relację zawierania każdy ciepły podryg ludzkiego serduszka jest Miłością i wynikającym z tego immunitetem na aplikowanie rozsądku wobec głupich pozytywnych podrygów serduszka. Miłość ludzka to nie jest Miłość Boża. Tak samo, jak inne elementy ludzkiej natury, tak i miłość w naszym ludzkim wykonaniu może być i jest niedoskonała. Twierdzenie odwrotne jest mimowolnym zrównywaniem człowieka z Bogiem.
26 marca 2014, 11:05
> ps.  Bóg jest miłością! Z czego nie wynika, że np. tzw. małpia miłość to Miłość i należy ową małpią miłość darzyć oniemiałym zachwytem.
K
Kris
26 marca 2014, 11:40
Samartanka w powyższym wpisie mówiła o miłosierdziu. Jak Pan zapewne wie, Jezus jest bogaty w miłosierdzie, pragnie nawrócenia grzeszników a nie ich śmierci. To nie oznacza braku wymagań -  to oznacza możliwość powrotu na łono Kościoła. Jak to kiedyś ktoś powiedział - co z tego jeśli jedynie będziemy mówić wszystkim, że czynią źle. Będą to wiedzieli i swoimi siłami dużo nie zdziałają. Potrzebują naszego wsparcia i miłosierdzia Boga. Nie porównywałbym tego, o czym pisała Samarytanka do grzebania scyzorykiem w skaleczeniu. Takim grzebaniem scyzorykiem w skaleczeniu jest brak miłosierdzia - pogrzebiemy grzesznikowi w sumieniu  i zostawimy go z raną. Trzeba grzesnikom uzmysłowić drogę miłosierdzia. Jeszcze raz powtarzam - nie oznacza to braku wymagań.
26 marca 2014, 11:47
Czy człowiek w swojej ułomności może aplikować miłosierdzie niepoprawnie, czy też każda aplikacja miłosierdzia przez każdego człowieka jest na pewno dobra i poprawna? Zaznaczam: przez człowieka. Czy lek który leczy malarię musi automatycznie leczyć wszystkie inne choroby? Czy można błędnie rozpoznać co jest miłosierdziem? Czy dostarczenie narkomanowi na głodzie dragów jest okazaniem mu miłosierdzia? Czy istnieją sytuacje w których źle rozumiane miłosierdzie może zaszkodzić, zamiast pomóc? Czy istnieją sytuacje w których doraźne efekty 'miłosierdzia' mogą wydawać się korzystne, ale dalekosiężne okazują się być szkodliwe - jak z dostarczeniem narkomanowi dragów? Nie ma znaku równości pomiędzy każdym konkretnym aktem, który wydaje się być aktem miłosierdzia, a Miłosierdziem Bożym, a jeśli tak, to znaczy, że ludzkie miłosierdzie podlega kontroli rozsądku, a nie bezrozumnej akceptacji apriori.
K
Kris
26 marca 2014, 11:55
"Przykazanie nowe daję wam , abyście się wzajemnie miłowali tak , jak Ja was umiłowałem ; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie . Po tym wszyscy poznają , żeście uczniami moimi , jeśli będziecie się wzajemnie miłowali." J 13, 34-35 Jezus wzywa aby ludzie miłowali ludzi jak mniemam. A to, że nie każde drgnięcie serca jest miłością to swoją drogą. 
26 marca 2014, 12:02
To 'swoją drogą' w konkretnych okolicznościach, np. portalu katolickiego epatującego jednostronną afirmacją emocjonalności i przemilczającego niezbędną kontrolę rozsądku nad emocjami, może się stać problemem pierwszoplanowym.
K
Kris
26 marca 2014, 12:24
Mówię tylko, żeby starać się naśladować miłosiedzie Boga. Czy może to być przez omylnego człowieka źle zrozumiane? Tak - tak samo jak sprawiedliwość. Już faryzeusze w swoim błędnym odczytywaniu sprawiedliwośći nie mogli znieść zachowanie Syna Bożego - Jezusa Chrystusa. Rada? Trzeba sie modlić o rozeznanie. Nie rozmumiem jedynie co ludzie widzą złego w występie siostry Crisiany - no może oprócz feralnych "rogów" z dłoni, za które nie mogę jednak siostry potępić, gdyż nie wiem co miała na myśli - może myślała, że to niewinny znak. Na pewno jednak w przestrzeni publicznej za malo jest miłosierdzia a za dużo "sprawiedliwości", która nie ma nic wspólnego z rozsądkiem i dobrem. Dlatego napisane jest "Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu" , "„Miłujcie się wzajemnie jak Ja was umiłowałem”" , "A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują" oraz "Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!".
E
emilia
26 marca 2014, 12:29
Odnośnie pomniejszania się. W tym pewnie też roztaczania wizji człowieka upadającego i "pokornie" zdającego się na miłosierdzie Boże. A wszystko po to, aby zyskać korzystny wizerunek "zawsze dobrego" chrześcijanina i jednocześnie zmusić innych do uznania: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,1381,pycha-wedlug-szustaka.html Nic dodać. Nic ująć. I osobiście nie widzę braku miłości i wykluczenia postawy powierzania się Bożemu miłosierdziu, w braku akceptacji dla czyichś decycji.
26 marca 2014, 12:42
> Rada? Trzeba sie modlić o rozeznanie. Jak Pana boli ząb, to też się Pan modli o rozeznanie co z nim jest? Z faktu, że nie wiemy wszystkiego nie wynika, że nie wiemy niczego. Sporo niegłupich ludzi to i owo już w historii przemyślało i odpowiedzi bez potrzeby uciekania się do modlitwy o rozeznanie przygotowało. Ale po co się uczyć i szukać, skoro można się pomodlić o rozeznanie? Pan uważa, że zostawianie wszystkiego modlitwie, zamist wziąć się samemu do roboty jest wporzo wobec Boga? Modlitwa o zawulkanizowanie przedziurawionej opony zamiast udania się z nią do wulkanizatora jest objawem pobożności, czy robieniem z Boga sługi na każdy przypadek?
K
Kris
26 marca 2014, 12:51
Pan naprawdę wszystko musi tak spłycać i przekręcać? Porównywać problemy z duszą ludzi do zęba- też mi coś. Jak mnie ząb bolał to wyrwałem, jak głowa, to leczyłem. Jeśli chodzi o to co siedzi w duszy człowieka - to jest inna materia. 
26 marca 2014, 12:56
Pan zdaje się nie odróżnia przekręcania od wyjaśniania i przytaczania analogii. Zrozumienie pewnych rzeczy to nie jest sprawa tego, co siedzi w duszy człowieka, a zdobycia zwykłej wiedzy ze zrozumieniem. Czy uważa Pan, że dziecko przed klasówką powinno się żarliwie modlić o rozeznanie i wiedzę, czy zakuwać? Po co Chrystus się tyle nagadał o rozmaitych sprawach, skoro wszystko poza 'kochajcie się' jest olewane i zamiast rzetelnego poznania oferowane jest 'pomodlenie się o rozeznanie'?
K
Kris
26 marca 2014, 13:00
Skoro mamy naśladować Boga - to jak niby mamy wiedzieć, że dobrze to robimy, bez konsulacji z nim? Czasem wiedza wystarczy, czasem nie. 
26 marca 2014, 13:21
> Czasem wiedza wystarczy, czasem nie. Niczego innego nie twierdzę. Twierdzę natomiast, że rozpowszechnia się jakieś bzdurne przekonanie, że pomimo tego, że Bóg obdarzył człowieka i kawałkiem serca i kawałkiem rozumu, to człowiek chcący podobać się Bogu może rozum zaniedbać i skupić się wyłącznie na pracy serduszka. NB. To żadna nowość. Już przed niemal stuleciem C.S Lewis pisał: "R o z t r o p n o ś ć oznacza praktyczny, zdrowy rozsądek, zastanowienie nad tym, co robimy i możliwymi następstwami. Obecnie ludzie właściwie nie uznają roztropności za „cnotę”. Ponieważ Chrystus powiedział, że nie wejdziemy do Jego świata, jeśli nie staniemy się jak dzieci, wielu chrześcijanom wydaje się, że jeśli tylko jesteś „dobry”, to możesz śmiało być durniem. Jest to nieporozumienie. Przede wszystkim większość dzieci przejawia niemałą „roztropność” w rzeczach, które je naprawdę interesują, i podchodzi do nich całkiem rozsądnie. Po drugie, jak zauważa św. Paweł, Chrystus nie chciał przez to powiedzieć, że mamy być jak dzieci pod względem i n t e l i g e n c j i — wręcz przeciwnie. Nakazał nam być nie tylko „łagodnymi jak gołębice”, ale i „przebiegłymi jak węże”. Pragnie od nas dziecięcego serca, ale i dorosłej głowy. Chce, żebyśmy byli naturalni, prostolinijni, kochający i otwarci na naukę jak dobre dzieci. Ale każe nam też jak najlepiej wykorzystywać inteligencję, abyśmy byli czujni i świetnie zaprawieni do walki." (cdn)
26 marca 2014, 13:21
(cd) "Jeśli przekazujesz pieniądze organizacji dobroczynnej, nie oznacza to, że nie musisz się upewnić, czy organizacja nie jest oszukańcza. Jeśli myślisz o Bogu (na przykład w modlitwie), nie oznacza to, że masz się zadowolić infantylnymi poglądami, które wystarczały ci w wieku pięciu lat. To oczywiście szczera prawda, że Bóg nie będzie cię kochał mniej (czy też miał z ciebie mniejszy użytek), jeśli akurat urodziłeś się z dość mizernym intelektem. U Boga jest miejsce dla ludzi o nikłym rozumie, ale On chce, aby każdy wykorzystał swój rozum jak najpełniej. Być dobrym, to również czynić jak najlepszy użytek z własnego rozumu. Dla Boga intelektualni próżniacy nie są w niczym lepsi od innych próżniaków." C.S. Lewis "Chrześcijaństwo po prostu"
S
Samarytanka
27 marca 2014, 16:27
Super link, dzięki. Przeciwieństwem jakiejkolwiek pychy nawet tej fałśzywej pokory, jest szukanie woli Bożej we wszystkim (i jak Maryja mówienie jej "fiat"), ciągłe pytanie co nią jest. Strasznie to ciężkie poddać się naprawdę jego woli, szczególnie że naturalnie mamy skłonności do buntu. A zdrowe pomniejszanie jest dobre, tzn chodzi mi o stanięcie w prawdzie (odnośnie swoich mocnych i słabych stron) i uznanie swojej własnej grzeszności i słabości, bo wtedy jest się bardziej wyrozumiałym dla innych i łatwiej przebaczać. I dlatego smutno mi gdy jak za dawnych czasów cała gromada faryzeuszy bez skazy atakuje osobę która oddała swe życie Bogu, i w niekonwencjonalny sposób chce go chwalić. Chrystus był właśnie dlatego atakowany przez faryzeuszy bo jak na swoje czasy był wyjątkowo niekonwencjonalny a wręcz jego nauczanie było dla wielu szokujące. Jak widać ciągle odtwarzamy na nowo masę histori biblijnych. Miejmy nadzieję że przynajmniej też czegoś się z tego nauczymy.
ZI
Zosia IIIa
25 marca 2014, 22:44
Do Alei 26 i Piotra Slowianskiego. W imie uczciwosci i szcunku dla innych: wymiencie sie adresami i pogadajcie sobie poza forum. Wielu, wasza gadanina nie interesuje...
J
jkijhs
26 marca 2014, 08:43
W imię uczciwości i szacunku dla innych: zachowaj swoją opinię dla siebie, wielu ona nie interesuje. Szczyt bezczelności. 
26 marca 2014, 11:00
Nie przesadzajmy - skoro ja przyznaję sobie prawo kręcenia nosem na to, co pisze Pan Żyłka, to Pani Zosia ma prawo kręcić nosem na to, co piszę ja.
P
pluto.k
25 marca 2014, 13:33
[url]https://www.youtube.com/watch?v=epISoJyzGjA[/url] Świetny wywiad z kasiędzem, pochodzącym z Kanady, który odkrył prawdę. To jest symbol, jego słowa w minucie od około 11:00 (cały wywiad pokazuje celnie to, do czego służy kapłan, osoba duchowna i czego ludzie poszukują w świecie błazenady - poszukują przede wszystkim powagi, prostoty, ale głównie powagi. Niekoniecznie jest to związne z braiem radośc, lecz radośc to nie głupkowatość, to coś innego.
T
tomtom
25 marca 2014, 12:33
red. Żyłka jednak nie żartował z tym "odwoływaniem Wielkiego Postu"... Rekolekcje na deonie: Gorzkie żale- fe, Alicia Keys- cacy... Szkoda że nie wyciągnął wniosków z lekcji pokory którą otrzymał od życzliwych ludzi...
3
3989
25 marca 2014, 09:06
Korowód błaznów, wszystko tonie w korowodzie błaznów. [url]https://www.youtube.com/watch?v=i77g2Aw9xXk[/url]
24 marca 2014, 23:08
In więcej czytam Deona i głosów jego entuzjastów, tym bardziej mam wrażenie obcowania z produktem sprofilowanym na określony target. Deon jest zainteresowany ewangelizowaniem wyłącznie nastolatków-dwudziestokilkulatków; singli ewentualnie młodych, bezdzietnych małżonków; członków średniej i wyższej klasy średniej (i wannabe); lubiących się zabawić i mających na to pieniądze, mających iPhona, pijących RedBulla, słuchających tego, co jest aktualnie modne, obeznanych w tym, co się dzieje z TVzji, kto z kim się żeni, kto z kim rozwodzi. Schorowane babcie lubiące słuchać Ireny Santor, czy dzieci; również osoby ze wsi, nie obeznane z tym, co jest światowe znajdują się poza obszarem zainteresowania Deonu. Czyżby chrześcijaństwo dla hipsterów*)? *) że o młodych wykształconych z wielkich ośrodków nie wspomnę
A2
Aleja 26
25 marca 2014, 10:43
O co Ci chodzi? Nie bronię deonu, bo wiele mi się tu nie podoba. Ale to nie jest Twoje przedsięwzięcie, więc pozwól tym, którzy nim kierują, robić swoje. Krytyka owszem, ale może jakaś taka bardziej konstruktywna? Dopóki nie podwyższą lotów nie mają co liczyć na moją złotówkę (ewentualnie na sporadyczną klikalność).
25 marca 2014, 11:31
Prosze mi nie zarzucać, że wykorzystując formułę okołotekstowych komentarzy nie spełniam wyśrubowanych warunków akademickiej dyskusji.
A2
Aleja 26
25 marca 2014, 12:48
"Proszę mi nie zarzucać", że zarzucam. Próbuję zrozumieć, o co Ci chodzi, dlatego pytam. Ktoś otworzył knajpkę, którą urządził według swojego gustu i dla określonej grupy klientów. Przychodzi ktoś, komu ani klimat, ani muzyka, ani menu, ani inni goście (o gospodarzach nie wspominając) nie odpowiadają i próbuje zrobić przemeblowanie. Czy należy mu na to pozwolić? Raczej zasugerować, by wybrał inną kawiarnię lub otworzył własną (oczywiście nieczynną w Wielkim Poście;). Kawiarnię Deon odwiedzam sporadycznie. Czasem zostawię komunikat zwrotny, ale nie oczekuję, że zmienią się pod moje widzimisię. Acha, czasem słucham Ireny Santor. Mój ulubiony album to Duety:)
25 marca 2014, 12:55
Chodzi mi o nieuczciwość. Jeśli kawiarnia reklamuje się jako kawiarnia i w środku jest kawa, to sprawa jest spoko. Sytuacja, gdy portal 'sprzedaje się' jako portal katolicki, a zajmuje się tylko pewnym wycinkiem jest moim zdaniem tak uczciwa, jak działalność sklepu reklamującego się jako wędkarski w którym można znaleźć jedynie nieprzemakalne kalesony. (suplement) Deon sili się na udawanie bycia jakąś szeroką platformą na której jest miejsce od ks. Bonieckiego do o. Rydzyka i od dyskusji o przedwczesnym wytrysku do ytuacji w RŚA, a przy pobieżnym dotknięciu okazuje się to być wszystko płyciuteńkie jak kałuża. Wzięcie udziału w wyścigu kto najskuteczniej zdoła przyciągnąć współczesnych dzikusów z kością nosie e-paciorkami i e-perkalem zaprzecza, moim zdaniem, istocie Chrześcijaństwa.
A2
Aleja 26
25 marca 2014, 13:04
Deon to portal społecznościowo-informacyjny. [url]http://www.deon.pl/o-portalu/[/url] Upps. I kogo by tu można oskarżyć o nieuczciwość? Pozdrawiam! Dobrego dnia!
25 marca 2014, 13:07
... a konstytucja CCCP była najdemokratyczniejsza na świcie. Na portalu jakoś uzurpującym sobie etykietkę katolickiego ciąży obowiązek dochowania pewnych standardów jakości i treści, a nie pobłogosławienie (niemal) cycka i opery mydlanej 'bo tego chcą ludzie'.
A2
Aleja 26
25 marca 2014, 14:22
Jeśli nawet masz wprawne pióro, nie oznacza to, że masz pisać bzdury. Nawet jeśli deon te bzdury błogosławi...
25 marca 2014, 14:45
Można stworzyć portal o misji ewangelizowania biuściastych, zgrabnych, wydepilowanych cheerleaderek, a ja mogę na to kręcić nosem.
E
Ew
25 marca 2014, 20:41
Ech, dwudziestokilkulatka jestem (dwadzieścia plus trzy to już chyba kilka), a szlag mnie na tę pisaninę ciężki czasem bierze. Target się też buntuje, jak widać :)
A2
Aleja 26
26 marca 2014, 21:10
Tylko kogo to obchodzi? Rozumiem, że będziesz robił wszystko, żeby czubkiem swojego nosa zainteresować świat... tylko po co? Pycha nie daje spokoju?
26 marca 2014, 23:25
Komentarz nieentuzjastyczny jest objawem pychy? Słabe to ad hominem.
24 marca 2014, 22:22
"Przy okazji ujawniła, że wcześniej jako młoda dziewczyna próbowała swych sił w dwóch innych programach typu talent-show we włoskiej telewizji, ale została odrzucona."
A2
Aleja 26
24 marca 2014, 14:26
Deon proponował nam już bycie jak Benedykt Pączka, jak Świadkowie Jehowy, jak muzułmanin, jak makrele, a nawet jak skopany ogródek. Zdecydowanie wolę być sobą. (Zróbcie coś z tytułami, żeby były lepsze!)
T
tymek
24 marca 2014, 23:07
Czekam na tytuł- być jak prawdziwy katolik ! :)
A2
Aleja 26
25 marca 2014, 10:29
Napisz taki tekst i wyślij do redakcji. I poproś o niezmienianie tytułu. Chyba, że monopol na tytuły "Być jak..." ma Piotr Żyłka;)
FC
Franciszek Ciszek
24 marca 2014, 12:32
Wiele uniesień i uogólnień, wiele emocji, bardzo mało treści w wypowiedzi Pana Redaktora: "jej występ zrobił więcej dobrego i może przynieść więcej ewangelicznych owoców, niż kilkadziesiąt moralizatorskich kazań księży". A jakieś konkretne przykłady...
T
tmy
24 marca 2014, 07:42
Mam coraz częściej wrażenie, że aby dowiedzieć się czegokolwiek o nauce Kościoła na Deonie, trzeba czytać komentarze do tekstów. Przepraszam jeśli to kogoś uraziło.
T
tak
23 marca 2014, 21:29
Panie Piotrze, bardzo często sympatyzuję z Pana wypowiedziami, ale niech Pan sobie da spokój z takimi sformułowaniami jak "op..." gdy wymienia Pan Imię Chrystusa. To nawet nie oburza. To boli.
23 marca 2014, 21:43
Poza edycją błędów logicznych, formalnych lub literowych uważam za nieuczciwe na miarę aplikowania silikonowego biustu korektę estetyczną raz wypowiedzianych słów. Uczciwszym jest w moim odczuciu pozostawienie słów niestetetycznych na znak hańby i nauczkę dla autora. Dlatego też nie będę tego konkretnego wpisu zmieniał, ale przyznaję Panu rację i postanawiam poprawę. Przepraszam.
A
annap
23 marca 2014, 18:30
A to Polska właśnie....Siedzi przed komputerem, w oknie, na ławce i jeździ po każdym, kto coś robi, próbuje , odnosi sukces, rozwija talenty ..Nic się nie podoba...a to papież za mało wykształcony i za mało reprezentatywny, a to zakonnica śpiewa zamiast być przy chorych, a to Radwańska za dużo zarabia.... ten za dużo, tamten za mało, temu się noga podwinęła... Chrzecijańska postawa... A już cieszyć się z sukcesów i nowatorskich pomysłów innych- skandal...
E
essi
23 marca 2014, 19:06
annap, a Ty niby co teraz robisz?
I
II
23 marca 2014, 21:33
Czy to oznacza, że mamy z zachwytem przyjmować wszystko, co pokaże się w telewizji/internecie? Każda krytyka to przejaw zazdrości i zaściankowości?
23 marca 2014, 17:27
Jeśli smutek jest czymś bezwarunkowo nieodpowiednim, a doprowadzenie do smutku jest grzechem fundamentalnie sprzecznym z istotą Chrześcijaństwa, to wówczas za doprowadzenie do smutku Bogatego Młodzieńca słowami 'idź i sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim' należy się Jezusowi Chrystusowi op...ogrożenie palcem przynajmniej.
D
db
23 marca 2014, 16:36
Czy można by mówić o jakiejkolwiek ewangelizacji gdyby zaśpiewała tą piosenkę osoba świecka ? Czyżby ewangelizacja polegać miała tutaj na samym fakcie wystąpienia stroju zakonnego ? Czy nie znane są nam takie fakty z często perwersyjnych wystąpień estradowych ? Czy nie jest jakąś perwersją właśnie dobrowolne wystąpienie "autentyku" siostry zakonnej z taką piosenką przed takim "majestatem" jury ? Czy Chrystus odezwał się słowem zaprowadzony przed Nerona ? Czy próbował się mu przypodobać stosując jego "środki wyrazu" ? Czy próbował się przypodobać i zaskarbić sobie przychylność Piłata albo faryzeuszy w radosnej ewangelizacji ich metodami ? No i czy my tutaj mamy komentować samo wystąpienie siostry Cristiny, czy też powinniśmy komentować artykuł Pana Żyłki dobudowujący do tego wydarzenia jakąś perwersyjną i fałszywą ideologię "chrześcijańskiej" radości z kształtowania sacrum przez współczesnych neronów, piłatów, judaszy i faryzeuszy ?
23 marca 2014, 17:45
Ostro, ale celnie. Gdzie (załóżmy na potrzeby wywodu, iż poprawnie i słusznie rozpoznane) odczarowywanie stereotypu smutaśnych katoli, a gdzie Ewangelizacja? Jeśli odczarowywanie stereotypu sztywnych katoli jest już Ewangelizacją, to klechy i pingwiny powinny wychodzić do pubu w piąteczek na piwko i gibanie biodrem. W takie bzdurki się niestety wpada, gdy się myli środek z celem.
PI
patrz i raduj się
23 marca 2014, 20:18
Warto też skonstatować w jakim okresie liturgicznum (Wielki Post !) pojawił się ten oraz podobnie artkuły Pana Żyłki [url]http://www.deon.pl/religia/rekolekcje-wielkopostne/wielki-post-2014/zaczac-od-konca/art,1,odwolujemy-wielki-post.html[/url] [url]http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1557,zmartwychwstanie-placzace-ikony-i-asteroida.html[/url] A teraz patrzcie uważnie i radujcie się "chrześcijanie". Raduj się Pan i śmiej, Panie Żyłka... [url]http://www.youtube.com/watch?v=r24hZXfl__o[/url] [url]http://www.youtube.com/watch?v=_2MYqtle_Iw[/url]
A
az
23 marca 2014, 15:34
Wszystkie tego typu programy są wyreżyserowane co by poprawić oglądalność a już w Polsce to bez znajomości nie ma co marzyć;).Warto pogadać z tymi co pracują przy tego typu wypocinach nastawionych tylko na show,reklamę i dochody... Każdy kto będąc oddanym Bogu(przynajmniej w teorii;)zrobi coś światowego będzie zauważony,to żaden problem...Problem w tym by w cichości robić to co widzi tylko Bóg a to już nie takie proste;).Siostry nie należą do kleru więc jako osoby świeckie widocznie chcą zaistnieć w ten sposób.Być może okres Wielkiego Postu jakoś tak siostrę nastroił,że postanowiła poskakać na scenie z dyndającym Krzyżem na szyi...
Ł
Łukasz
23 marca 2014, 14:13
Zakonnica śpiewająca głupkowate piosenki w głupkowaty sposób. Kompletny zanik wyczucia tego co stosowne. Żałosny widok. Czy ktoś wyobraża sobie Matkę Teresę skaczącą z mikrofonem i wyczyniającą takie wygibasy? 
23 marca 2014, 14:45
To pewna przesada - czy fakt obecności Chrystusa na Weselu w Kanie Pan pamięta? A chyba nie poszedł tam, żeby psuć ludziom dobra zabawę? Zresztą wrobiony przez Matkę przemienił tam wodę w wino, więc do dobrej zabawy się raczej nawet przyczynił.
L
leszek
23 marca 2014, 14:11
Siostra Cristine mówi w pewnym momencie: "To papież Franciszek powtarza ciągle, że musimy wyjść na zewnątrz i ewangelizować i dlatego tu jestem". Ciekawa jest także lektura; [url]http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/inne/ratzinger_ewangelizacja.html[/url] Pozwolę sobie wkleić kilka cytatów, myślę jednak, że to nie jest tylko modne teraz "strzelanie Franciszkiem". ========= Najgłębszym ubóstwem jest nieumiejętność doznawania radości, znużenie życiem, postrzeganym jako bezsensowne i wewnętrznie sprzeczne. Ten rodzaj ubóstwa występuje dziś powszechnie w bardzo różnych postaciach zarówno w społeczeństwach materialnie zamożnych, jak i w krajach ubogich. Nieumiejętność doznawania radości jest skutkiem i zarazem źródłem nieumiejętności kochania, rodzi też zawiść, chciwość i wszelkie wady, które sieją zniszczenie w życiu jednostek i w świecie. Dlatego potrzebujemy nowej ewangelizacji: jeżeli sztuka życia pozostaje nie znana, wszystko inne zawodzi. Ta sztuka nie jest jednak przedmiotem badań nauki: może ją przekazać tylko ten, kto ma życie, kto jest uosobioną Ewangelią. ============== Ewangelia jest przeznaczona dla wszystkich, a nie tylko dla zamkniętego kręgu ludzi, mamy zatem obowiązek szukać nowych dróg, by dotrzeć z nią do wszystkich. ============ Z tej zasady wyrzeczenia się siebie wynikają bardzo praktyczne konsekwencje. Należy poznawać wszystkie racjonalne i moralnie dopuszczalne metody — wykorzystanie istniejących możliwości przekazu jest obowiązkiem. Jednakże słowa i cała sztuka przekazu nie mogą przebić się do tych głębi człowieka, do których musi dotrzeć Ewangelia. ==============
23 marca 2014, 14:30
Problem polega na tym, co się rozumie pod pojęciem Ewangelizacja. Dla jednych jest to tylko odpowiednik przyciągnięcia jakimikolwiek metodami niećwiczących grubasów do siłowni - byle tylko przyszli, przekroczyli próg, job done! Że nie podejmą ćwiczeń, tylko będą przesiadywać w bufecie, albo podejmą jakieś ćwiczenia na tyle mizerne, że będa de facto oszukiwaniem siebie, bo żadnej korzyści dla zdrowia nie przyniosą - to już leży poza sferą zainteresowanai 'ewangelizatorów przyciągaczy fajną afmosferką'. Dla innych to nie tylko przyciągnięcie do siłowni, ale konieczność podjęcia ćwiczeń rzeczywiście zmieniających sylwetkę. Różne jest również postrzeganie tego, czym jest przesiadywanie w bufecie w miłej afmosferce, a czym jest branie sztangi na klatę.
L
leszek
23 marca 2014, 19:17
Usiłuję wyciągnąć jakąś logiczną myśl z wypowiedzi mojego polemisty, ale nie za bardzo potrafię. Natomiast odnosząc się do : --------- Problem polega na tym, co się rozumie pod pojęciem Ewangelizacja. -------- Według mojej wiedzy, "Ewangelizacja" to głoszenie Ewangelli, czyli dobrej nowiny o Jezusie Chrystusie. Z prawdopodobieństwem bliskim jedności zaryzykuję stwierdzenie, że to samo ma na myśli siostra Cristina. Zaś jeśli kolega zna jakąś inną definicję, to proszę się nią podzielić. 
23 marca 2014, 20:34
"Ewangelizacja", z którą spotykamy się w wypowiedziach czy to ustnych, czy pisemnych jakiejś konkretnej osoby O jest ciągiem 13 literek, które służą zaetykietowaniu pewnego subiektywnego wyobrażenia osoby O odnośnie obiektywnego zjawiska o nazwie Ewangelizacja. Prywatne wyobrażenia mogą być rozmaicie zbieżne, jak i odległe od obiektywnego zjawiska. Jeśli absolutnie dosłownie potraktować przytoczoną przez Pana definicję, to wówczas Ewangelizacja jest niczym innym, jak rozpowszechnieniem pewnych informacji. Jest Pan pewny, że o to chodzi w rzeczywistej Ewangelizacji? Mi się wydaje, że celem nie jest samo głoszenie, a głoszenie prowadzące do nakłonienia słuchaczy do opowiedzenia się po stronie głoszonych treści i rozpoczęcie przez nich starań o życie możliwie zgodne z głoszonymi treściami. Odwołując się do fitnessowej analogii Ewangelizowanie to nie jest jedynie rozpowszechnienie informacji, że gym istnieje i działa i że można doń przyjść, ale nakłonienie słuchaczy do rozpoczęcia nowego, zdrowszego życia w którym ćwiczenia fitnessowe stają się rutynową praktyką. Ewangelizować w sensie jedynie rozpowszechniać informacje już nie ma co, bo w tym sensie świat jest niemal praktycznie zewangelizowany. Polemika między nami na razie nie wystąpiła, bo bez wyjaśnień co Pan rozumie pod pojęciem Ewangelizowanie (określenie przytoczone przez Pana jest niestety wieloznaczne) nie mam pojęcia, czy mówimy o tym samym, czy o czymś zupełnie innym.
L
leszek
24 marca 2014, 20:44
Napisałem wyraźnie "głoszenie dobrej nowiny" a nie przekazywanie informacji o Jezusie Chrystusie, podobnie jak się przekazuje informacje o Juliusze Cezarze. Ramzesie II czy Elvisie Presleyu. "Dobra nowina" to skrót kryjący okresloną treść. Co do istoty problemu to - jak rozumiem - kolega chce dać do zrozumienia, że celem ewangelizacji powinno być nakłonienie odbiorców przekazu do zmiany swego życia, a nie przyciągnięcie ich do kościoła aktrakcyjnie wizualnym przekazem. I tutaj tkwi zasadnicza róznica, bo celem dla człowieka wierzącego jest bycie zbawionym, a nie lepsze samopoczucie. Ale żeby być zbawionym, trzeba najpierw uwierzyć, że Jezus Chstystus nas zbawia, czyli w to, co głosza ewangelizatorzy. Samo "zgodność zycia z głoszonymi treściami" bez wiary w zbawienie to jest dokładnie jak ćwiczenia fittness. Jak ktoś ćwiczy to robi dobrze, ale osiągnie lepsze zdrowie, a nie zbawienie. Dopiero jak ktos uwierzy, przychodzi pora na dalszy krok, "co mam zrobić aby zacząć się podobac Bogu już teraz, co mam zmienić w swoim zyciu ?". Nie ma jakiegos "regulaminu ewangelizacji". Ewangalizacją jest często po prostu osobiste świadectwo. Tak jak to czyni siostra Cristina: "mam telent wokalny, ale Bóg mnie wezwał do życia zakonnego. Ale zobaczcie sami, Bóg mnie wezwał nie po to, żeby mnie zubożyc czy czegos pozbawić, ale żeby mnie wzbogacić". Dokłatnie to mówi i jest przekonujące, bo za tym stoi prawdziwe świadectwo.
24 marca 2014, 21:55
> "Dobra nowina" to skrót kryjący okresloną treść. Na serio sądzi Pan, że 'głoszenie Dobrej Nowicy' jest terminem tak prezycyjnie zdefiniowanym, jak powiedzmy liczby parzyste, czy też że w powszechnym obiegu funkcjonuje ów termin jako pewien szkic osnuty w nadzieję, że odbiorca właściwie go zinterpretuje? > kolega chce dać do zrozumienia, że celem ewangelizacji powinno być nakłonienie odbiorców przekazu do zmiany swego życia, a nie przyciągnięcie ich do kościoła aktrakcyjnie wizualnym przekazem. Moim zdaniem celem Ewangelizacji jest nakłonienie odbiorców do wejścia na pewną drogę. Sądzę, że już na etapie określenia czym jest ta droga występują poważne różnice interpretacji. W niewielkim uproszczeniu Deon (i spora część Katolicyzmu) stoi na stanowisku, iż to wycinkowy rozwój jedynie 'duchowości', a jeśli nie jedynie, a głównie to tak głównie, że praktycznie aż jedynie. Trudno mi się z tym zgodzić. Językiem fitnessu można by to wypowiedzieć, iż trudno mi się zgodzić, że chodzi tylko o ćwiczenie bicepsów, a reszta może leżeć odłogiem bo jest nieistotna. Zdecydowanie opowiadam się po stronie wszechstronności ćwiczeń. > I tutaj tkwi zasadnicza róznica, bo celem dla człowieka wierzącego jest bycie zbawionym, a nie lepsze samopoczucie. Różnica z? (cdn)
24 marca 2014, 21:56
(cd) > Ale żeby być zbawionym, trzeba najpierw uwierzyć, że Jezus Chstystus nas zbawia, czyli w to, co głosza ewangelizatorzy. Samo "zgodność zycia z głoszonymi treściami" bez wiary w zbawienie to jest dokładnie jak ćwiczenia fittness. Pan próbuje skierować dyskusję na odwieczny (absurdalniutki) dylemat o wyższości wiary nad uczynkami lub vice versa. To jest dyskusja na miarę co jest bardziej do życia potrzebne - jedzenie, czy picie. Przemyca Pan również fałszywą dychotomię pomiędzy wiarą i uczynkami. Nieprawdą jest, że starania prowadzenia życia zgodnego z treścią są skruwanym feryzejskim odbębnianiem uczynków bez wiary. Uczynki bez wiary to ćwiczenie bicepsów, ale już nie ud, natomiast wiara bez uczynków to ćwiczenie ud, ale już nie bicepsów. > Dopiero jak ktos uwierzy, przychodzi pora na dalszy krok Formalnie rzecz biorąc nie musi bynajmniej tak być. Nieprawdą jest, że najpierw trzeba dziecko nauczyć czym są bakterie, choroby, stan zapalny, zębina, korzeń zęba, borowanie i wypełnienie, a dopiero gdy to wszystko zrozumie, to poprosić je, by codziennie myło zęby. Wręcz sądzę, iż rodzic który by przyjął taką drogę wpojenia dziecku nawyku mycia zębów napotkałby opłakane skutki. Kolejny raz popełnia Pan błąd stawiania sytuacji w sytuacji fałszywej dychotomii: wiara kontra uczynki. Tu nie ma dychotomii, tylko jest uzupełnianie się - uczynki kształtują charakter i duszę, a przez to także i wiarę. Dyscyplina zachowań i działań wpływa na dyscyplinę duszy i umysłu. Pan się porusza w niepoprawnym stereotypie kolejności 'od umysłu do ciała', podczas gdy pomiędzy oboma zachodzi sprzężenie zwrotne. Nie tylko zresztą między nimi - emocje, wola, charakter, ciało - to wszystko są naczynia połączone, a nie całkowicie niezależne zmienne, z których oberważną jest 'uwierzyć', a reszta jest jej służącymi. > Nie ma jakiegos "regulaminu ewangelizacji". Zatem tym bardziej dziwne jest, że Pan go stara się na siłę wystrugać. Natomiast mamy informację z najlepszego źródła o tym jak oceniać czy Ewangelizacja jest skuteczna, czy nie - po owocach.
E
eNeN
23 marca 2014, 10:34
nie wszystko złoto co sie świeci nawet jesli podniecaja sie tym wystepem p.Zylka, pól świata i papież
E
ech:)
23 marca 2014, 07:00
Podobał mi się wystep siostry Cristyny. Można i tak dawać świadectwo wiary i ewangelizować. Nie ma wtym nic nadzwyczajnego, za to wzbudziło to wiele pozytywnych reakcji. Tak samo jak można rapować słowa o czysto chrześcijańskich treściach. Modlitwa śpiewana potrafi łatwiej zadomowić się w sercu. Z reguły jest radośniejsza. Tak jak radosna jest wiara chrześcijańska, która mówi o radości zmartwychwstania, nie o smutku śmierci. Czy w polsce potępiono by ten występ? Chyba nie znacie swoich rodaków. Uważam, że zachwycono by się siostrą wcale nie mniej niż we Włoszech.  Pamiętam jakieś trzydzieści lat wstecz na Jasnej Górze miał występ protestancki zespół ze Skandynawii. To w tamtych czasach nie było nazbyt czeste i popularne. Zesół spiewał i tańczył na szczycie. I rozruszał tłum. Pamiętam staruszkę. Typową wiejską staryszkę, która kojarzy się z powagą i różńcem. Ona bawiła się najlepiej i wspaniale podrygiwała w rytm muzyki.  Polacy nie znacie Polaków. My też potrafimy się nie tylko bawić w rytm muzyki ale i modlić.
K
kate
22 marca 2014, 21:33
do wszystkich moich adwersarzy: w mojej wypowiedzi nie posługiwałam się terminem "kultura chrześcijańska" tylko "kultura" z prostej przyczyny: nie wierzę w nic takiego jak "kultura chrześcijańska", bo to by świadczyło, że istnieje jakaś inna kultura, np. islamska, żydowska, gejowska, itp., które stanowią zamknięte konglomeraty jakichś artefaktów i żyją sobie jak jakieś monady. Wierzę w kulturę jako pole twórczej aktywności ludzi wyrażających najgłębsze wartości, w tym te przeżywane na polu doświadczeń religijnych. I w tym kontekście, i tylko w tym kontekście mówię, że kultura zatraca chrześcijańską inspirację, bo ludzie nie wyrażają swojego chrześcijaństwa (tutaj zostawiam na boku wszystkie przyczyny tego zjawiska). Wyrażają wszystkie aspekty swojej osobowości, np. zdolność śpiewania, ale nie bycie chrześcijaninem. Dla mnie nie ma ewangelizacji bez chrześcijańskich artefaktów, w tym przede wszystkim doświadczenia religijnego. Zachwycam się siostrą Cristiną jako piosenkarką, uzdolnioną kobietą, a nie jako śpiewajacą ewangelizatorką. I tylko temu poświęcony był mój wpis. Wszystkie inne "nadinterpretację" uważam za nadużycie możliwości komentowania tekstu Piotra Żyły.
V
viki
22 marca 2014, 22:43
Napisałaś: (może trudno nam to zrozumieć, ale chrześcijaństwo to margines kultury, ewenement. Ponieważ jest to grupa mniejszościowa, to jako ciekawostka jest promowana). I tyle. A kultura chrześcijańska istnieje, nawet bez Twojej wiary. Poza tym pomotały ci się nieco przeróżne pojęcia. A jak się coś mota, to albo się temat zgłębia, albo go zostawia. Wybacz, ale nie będę Ci tego klarować.
M
mateusz
22 marca 2014, 23:46
Chrześcijaństwo to nie jest margines kultury, tylko fundament, w oparciu o który przez ponad 10 wieków kształtowały się wielkie dzieła kultury europejskiej.  Nieważne, czy wierzący, czy ateista, trzeba być ignorantem, żeby mówić "chrześcijaństwo to margines kultury". Może margines demograficzny czy światopoglądowy (chociaż nadal nie nazwałbym tego 'marginesem'). W każdym razie: margines kultury? Bzdury!
V
viki
22 marca 2014, 23:49
Właśnie cały czas o tym piszę, że to bzdury. A rozmowa zaczyna się wcześniej. Z reguły czyta się cały czyjś wpis a potem odpowiada.
23 marca 2014, 00:45
> Wszystkie inne "nadinterpretację" uważam za nadużycie możliwości komentowania tekstu Piotra Żyły. Ma Pani chyba na myśli swój komentarz, a nie tekst Pana Żyłki?
K
kate
23 marca 2014, 10:16
Mateusz, czy w moim tekście pada słowo "fundament kultury"? Czy ja coś piszę o budowaniu kultury? Wyciągnąłeś fragment "chrześcijaństwo to margines kultury" z kontekstu całej mojej wypowiedzi i tego się uczepiłeś. Co cię boli, człowieku? Co ci sumienie wyrzuca? Czy właśnie nie to, że nie budujesz kultury, że nic ze swojego chrześcijaństwa nie wprowadzasz do kultury? Nikt i ja też nie kwestoniuje wkładu chrześcijaństwa do kultury: na to pracowały całe wieki, całe pokolenia. Mój tekst odnosi się do kultury dziś i teraz: kultura jest zlaicyzowana i wprowadzanie do niej jakichkolwiek artefaktów chrześcijańskich dziś wywołuje poruszenie. Ostatni artefakt chrześcijański, jaki wprowadzono do kultury w dobie współczesnej to koronka do Miłosierdzia Bożego. Zmienia oblicze kultury wierzących i niewierzących, ale żeby jakikolwiek artefakt powstał musi być doświadczenie wiary. O czym my mówimy, jak w Polsce według badań socjologicznych tylko 27% Polaków uznaje religię (nawet nie chrześcijaństwo) za ważny składnik swojego życia.
EM
Ewelina Możejko
23 marca 2014, 10:22
Kate, bez urazy, ale piszesz jak w stanie upojenia. Kompletnie nie wiesz o czym piszesz, więc bynajmniej nie bluzgaj.
V
Vega
23 marca 2014, 11:37
Fakt, iż Ty czegoś nie piszesz, nie oznacza, że Twoja przewrotna interpretacja stanowi wytyczną do dyskusji. Jedziesz po peryferiach, zaczepiasz o sferę osobistą z przekonaniem, iż należy się wywołanie nieuzasanionych wyrzutów sumienia. To raczej totalitarny system myślenia. I nie wiem skąd czerpiesz wyniki badań socjologicznych, w każdym razie piszesz o obszarach, których nie da się do końca zweryfikować za pomocą socjologiii. Poza tym przewaga liczebna nie świadczy o przewadze realnej w zakresie wpływu na kulturę współczesną. Płytki i głośny, tudzież efekciarski i wszechobeny blichtr, nigdy nie miał mocnych korzeni w żadnej epoce.
23 marca 2014, 12:42
Nieprawdą jest, że wszystko czego Pani nie rozumie jest bluzgiem.
V
Vega
23 marca 2014, 12:58
Nieprawdą jest również i to, że Pan wie, co rozumiem a czego nie.
23 marca 2014, 14:08
Owszem - mogę się jedynie odnosić do Pani wypowiedzi w konktekście wątku w którym się pojawiają.
EM
Ewelina Możejko
23 marca 2014, 14:18
To czemuż nie czyni tego Pan z zachowaniem zasad logiki?
23 marca 2014, 14:35
Poproszę zatem o zgodne z zaadami logiki wskazanie który element wypowiedzi Kate spełnia definicję bluzgu.
EM
Ewelina Możejko
23 marca 2014, 15:08
Zgodnie z zasadami elementarnej kultury, proszę sobie przeczytać wypowiedź Kate i nie sugerować mi więcej, że ponoszę odpowiedzialność za to co ktoś napisał i nie zmuszać mnie do tolerownia Pana upartości, konkretnie wobec jednego wątku (i osoby). I prosze dać mi spokój z dziecinną pyskówką.
23 marca 2014, 15:31
Stosuje Pani wykręt. Nie istnieją srodki umożliwiające zmuszanie jednego uczestnika internetowego forum do tolerowania upartości innego uczestnika internetowego forum.
L
leszek
22 marca 2014, 21:07
Całe szczęście, że siostra Cristine jest Włoszką i całą sprawa miała miejsce we Włoszech. Włosi - jak wiadomo - lubią życie i lubią czerpać radość z życia. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby takie wydarzenie miało miejsce w Polsce. Katolicy z widowni by powstali z miejsc, ale nie z entuzjazmu, ale żeby rzucić się na scenę i rozszarpać biedną zakonnicę na strzępy. Pod studiem telewizyjnym by się zgromadzili egzorcyści aby wypędzić szatana, a w pobliskim kościele rozpoczęto by modlitwę espiacyjną. Posłowie PiS by złożyli petycję w Sejmie, aby ustalić, czy jakies państwowe pieniądze nie były w tę zgrozę włożone.
23 marca 2014, 01:02
Ma Pan na myśli te Polskę w której zajmujący poważne stanowisko ksiądz potrafi skwitować darcie Biblii 'satanizmem jasełkowym', czy jakąś inną Polskę?
W
widz
23 marca 2014, 08:20
Niedawno w moim kościele śpiewały zakonnice i nawet jedna grała na gitarze! Bez podskoków, ale też  było radośnie i jakoś nikt ich nie przegonił sprzed ołtarza i nie egzorcyzmował
A
aviss
22 marca 2014, 20:23
A gdyby siostra Cristina zatańczyła na rurze (oczywiście w pełnym stroju zakonnym) to dopiero byłaby ewangelizacja!
K
Kris
22 marca 2014, 20:34
Reductio ad absurdum. [url]http://en.wikipedia.org/wiki/Reductio_ad_absurdum[/url]
V
viss
22 marca 2014, 19:25
Właściwie, aby dotrzeć jeszcze lepiej w niektóre obszary ewangelizacji, należałoby jeździć na miotle.
A
annap
22 marca 2014, 22:46
Najlepiej siedzieć przed komputerem i krytykować...stuprocentowa, chrześcijańska pastawa, na pewno wielu się dzięki niej nawróci...
V
viss
22 marca 2014, 23:52
Wypowiedź ad personam. Zgłaszam nadużycie. Na temat bezczelności rozwodzić się nie będę. I nie twoja sprawa przed czym siedzę a krytykować mi wolno.
23 marca 2014, 00:17
A dlaczego dzięki siedzeniu przed komputerem i sadzeniu słodziuteńkich historyjek na poziomie teletubisiowatego 'tuuuuliiiiimyyyy' ktoś ma się nawrócić?
K
Kris
23 marca 2014, 18:05
Tobie wolno krytykować, ale już annapowi nie?
V
viss
23 marca 2014, 18:58
Napisałam, że krytykować mi wolno, a nie że nie wolno annapowi. A poza tym krytyka napisana przez annap, nie jest krytyką, ale eksplozją jadu i ma się nijka do mojego komentarza.
V
Vega
22 marca 2014, 15:55
Nie oszukujmy się. Myslę, że każda utalentowana dziewczyna, która mogłaby wziąć udział w takim programie, i tam odniosłaby sukces - to z pewnością nie miałaby juz czego szukać np. jako katechetka. Zostałaby powszechnie okrzyknięta przez kler i sztywne klerofanki, jako wchłonięta w diabelska kulturę świata i spisana na karę odizolowania, nie odzywania sie i szyderstwa ze strony "głembokowierzących". A czy w ogóle miałaby prawo użyć argumentu, że ewangelizuje? Zostałaby opluta, przez min. zakonnice, jako fałszywa ladacznica. Ale ponieważ  HABIT CHRONI przed wszystkim, (także ma czarodziejską moc zamieniania podłości na cnotę) no to hulaj dusza!!!! I jest to luźna myśl w temacie, w któej nie nawiązuję personalnie do s. Cristiny.
M
mateusz
22 marca 2014, 23:41
Może tak, może nie. Skoro pani Cristina została zakonnicą, to z pewnością czuła jakiś rodzaj powołania, a wiara była dla niej wartością numer jeden. Jej udział w konkursie jest tylko epizodem w życiu zakonnicy. Natomiast w przypadku, który opisujesz, nie wiemy nic na temat życia tej osoby sprzed hipotetycznego zostania katechetą. Jeżeli jedyną informacją jest udział w konkursie, to nasuwa się myśl, że rzeczywiście - być może osoba pyszna, egocentryczna, "światowa"... Jezeli zaś taka osoba byłaby głęboko wierząca, to z pewnością sława nie uderzyłaby jej do głowy, a jej wiara nie zostałaby skrzętnie ukryta przed kamerami. Dlatego sądzę, że jak najbardziej, miałaby czego szukać jako katechetka!
V
Vega
22 marca 2014, 23:55
Nie opisuję przypadku. Opisuję schemat myślenia.
V
Vega
23 marca 2014, 18:42
Gdyby jednak potraktować mój przekaz jako przypadek, nawiązując do pani Cristiny, która została zakonnicą, to nasuwa się samo, że jako zakonnica nie powinna - moim zdaniem - pozwolić sobie na taki epizod. I jest to wiedza wystarczająca. Jej wybór - który oznaczał wybranie wiary, jako wartości numer jeden, nie przemawia za tym, iż wiara usprawiedliwia takiego rodzaju wyjście "do świata". Rozumiem to jako wyjście "w świat" i w pewnym stopniu akceptację dla antywartości, ktorej nie można utożsamiać z próbą "zjednania" w celu ewangelizacji. Zresztą w adhortacji pp Fraciszkowi, to raczej zdecydownie nie o takie niesienie radości chodziło. To jest też miażdżenie sensu tamtego przesłania. A radość i entuzjazm może mieć wiele twarzy. Nie rozmumiem też podstaw pewności w stwierdzeniu o "uderzeniu sławy do głowy"  i w stwierdzeniu o "skrzętnym ukrywaniu wiary". To jest etykietowanie i uprzedzanie, a ujęcie tych stwierdzeń w formie zaprzeczającej, nie oznacza, iż one nie zostały wypowiedziane.
SZ
siostra zakonna
22 marca 2014, 14:41
prostota, skromność, pokora, posłuszeństwo, radość życia. Wychodząc z domu wyrzekła się posiadania na własność czegokolwiek bez zgody zgromadzenia. Jest właściwie całkowicie na utrzymaniu zgromadzenia. Swoje zarobki oddaje do dyspozycji zgromadzenia. Na wakacje przyjeżdza raz w roku na parę dni. Poza tym funkcjonuje jak każdy z nas. Pracuje tam gdzie została skierowana przez Zgromadzenie, studiuje to co Przełożone zadecydowały, ma swoje hobby i lubi góry, jest roześmiana, radosna i pełna chęci do życia. Bardzo konserwatywnie podchodzi do narzeczeństwa i macierzyństwa pomimo swoich 31 lat. Zawsze taka była. Wstępując do Zakonu nie była przez nikogo porzucona, zraniona ani takie tam... Dobrze jest podobać się Bogu nie ludziom, bo ludzie raz tak raz siak.
RS
rechot sztana
22 marca 2014, 12:08
Kościół Michnika? Dzięki Bogu, jeszcze nie powstał, ale nieustające prace jak widać ciągle trwają. Ma być już tu na ziemi wprost rajsko-fajnie, radośnie i bezstresowo na piekielnej ruinie Kościoła katolickiego.
KK
kawiarniani katolicy
22 marca 2014, 13:19
Czy możliwe jest bycie „wybiórczym” katolikiem? Wielu ludzi mówi: Jestem katolikiem, ale… Kardynał Raymond Leo Burke, prefekt Trybunału Sygnatury Apostolskiej: "Pojęcie wybiórczego katolicyzmu jest sprzecznością samą w sobie, odzwierciedlającą współczesną kulturową tendencję do indywidualizmu i relatywizmu, innymi słowy: tendencję do dostosowywania wszelkiej rzeczywistości, bez względu na jej obiektywną naturę, do własnych myśli i pragnień. Katolików reprezentujących taką postawę nazywa się czasem katolikami „kawiarnianymi”, gdyż wybierają sobie z nauczania Kościoła o wierze i moralności tylko to, w co chcą wierzyć i jak chcą żyć. Prawdziwy katolik przyjmuje bez żadnych kompromisów wszystkie prawdy o wierze i moralnym życiu, których naucza Kościół". [url]http://www.pch24.pl/musimy-bronic-prawa-naturalnego,21868,i.html[/url]
V
viss
22 marca 2014, 13:23
I w związku z tym co? (Poza wykazaniem się Ctrl+V)
22 marca 2014, 13:37
Czy ja wiem, czy to aż kościół św. Marksa i Gendera? Chyba raczej zakon mniejszy pw. św. Idiotego Pożytecznego. Użyjmy brzytwy Ockhama i nie odwołujmy się do wyjaśnień bardziej skomplikowanych, gdy są prostsze.
OP
ostrzeżenia Papieży
22 marca 2014, 14:02
Przemilczane ostrzeżenia Papieży. Leon XIII "Humanum Genus" - encyklika "O Masonerii". Papież dogłębnie analizuje doktrynę masonerii, której celem jest zniszczenie społecznego królowania Naszego Pana Jezusa Chrystusa, zepchnięcie Kościoła do zakrystii, a ostatecznie zrujnowanie moralności chrześcijańskiej. [url]http://www.tradycja.koc.pl/HumanumGenus.htm[/url] Oraz potępienie masonerii przez Papieży: Klemensa XII, Benedykta XIV, Piusa VII, Leona XII, Piusa VIII, Piusa IX [url]http://www.tradycja.koc.pl/Dokumenty.htm[/url] Choć istotnie jest bardzo prawdopodobne, że Pan Żyłka jest tylko narzędziem
S
senior
22 marca 2014, 16:13
Dla szatańskich zamiarów jest bez znaczenia z jakich pobudek są realizowane: głupoty, czy wyrachowania
23 marca 2014, 00:22
Ja nie twierdzę, że dla efektów ma to jakiekolwiek znaczenie, jednak dla określenia strategii postępowania z X ma znaczenie czy X jest wyrachowanym cynikiem, czy zwiedzionym głuptaskiem.
S
senior
23 marca 2014, 03:24
Do ignoranta i wyrachowanego nie przemówisz, ani z nimi nie pogadasz. Można tylko ostrzegać przed ich działaniami.
23 marca 2014, 12:46
Dla poprawności przestrogi warto jednak rozróżniać osobne sytuacje, by odpowiednio przestrzegać albo -) nie jedzcie tam, bo tam chcą was z premedytacją otruć, albo -) nie jedzcie tam, bo oni tam nie bardzo gotować umieją i przyrządzają z niewiedzy trujące mikstury.
A
Ania
22 marca 2014, 11:52
Mam siostrę zakonnicę, która jest 17 lat w zakonie i jest podobna do siostry Cristiny. Walczymy o jej normalność, bo nie chcemy żeby jak inne siostry była zamyślona (smutna) i wszystko nazywala zlem i źle patrzyła na inne osoby bo ubierają się lub malują w jakiś sposób. Ludzie boja się zakonów bo myślą , że siostry na nic nie pozwalają a tu wychodzi młoda śliczna zaonnica z poczuciem humoru i pokazuje zakon z innej strony, że siostry są pogodne, ładne ale z klasą i nie wyzywające, radosne i potrafią rozmawiać z ludźmi totalnie innymi o innych poglądach. Dlaczego my katolicy mamy tylko dyskryminować i być oskarżycielami innych ludzi. Przeciętna zakonnica nie pogadałaby z tymi ludźmi z jury tylko i wyłącznie z powodu wyglądu. 
E
emilia
22 marca 2014, 12:13
Wierzę. A to wszystko bierze się stąd, ze w zakonach i w seminariach wpaja się ludziom, iż stanowią wyższy gatunek człowieka a wychowanie w pysze i klamstwie może prowadzic wyłącznie do smutku i frustracji, która potem przekłada się na patologiczne wręcz  zachowania.
H
Hania
22 marca 2014, 14:59
Sugerujesz, że walczycie o to, aby siostra nie była jak inne zakonnice- zamyślona smutna, widząca wszędzie zło. Jak to się ma do tego co piszesz dalej... siostry są pogodne, ładne, z klasą i nie wyzywające, radosne potrafiące rozmawiać z ludźmi totalnie innymi. O co zatem ta walka?
A
Ania
23 marca 2014, 11:05
Tak walczymy o to bo mnóstwo sióstr, które znam na sam widok odpychają od siebie, takie są niemiłe. I nie są dobrym świadectwem. Znam siostry młode i pełne energii i życia, ale zazwyczaj nie są wypuszczane do ludzi tylko pracuja np. na kuchni i nie mogą dać  dobrego świadectwa. Amen
V
Vega
22 marca 2014, 11:37
Ok, s. Cristina uznała że w ten sposób odpowiada na wezwanie pp frranciszka i ewangelizuje. Tak to zrozumiała i miała prawo, ok. Nie każdy musi jej decyzję popierać. Problem w tym, że uznaje się, co znalało też odzwierciedlenie w tytule i w komentarzach, że zrobiła furrorę. A w ewangelizacji nie o to chodzi. Skuteczna i autentyczna ewangelizacja nie polega na grze na emocjach. A skoro zakonnice tak rozumieją wyjście do świata, to wkrótce powinniśmy je zobaczyć też na  kasach w hipermarketach - myślę, że i tam potrzeba ewangelizacji, tak jak i w zwykłych biurach i zakładach pracy, gdzie ludzie cierpią prześladowania. Ale na własne oczy widziałam, jak zakonnica poprosiła o przeniesienie z placówki, mając tylko kilka godzin katechezy, bo warunki dla niej były nieznośne. Bidulka była tak wrazliwa, że nie mogła patrzeć na dyskryminację niektórych osób a nie wypadało się układać z mobberami... choć tak bardzo było jej to na rękę...Jeśli zakonnice wychodzą do świata, niechże wychodzą wszędzie, nie tylko po to, żeby robić furrorę. A z drugiej strony - występ s. Cristiny - jak najbardziej był udany. I nie uważam za słusze zdania, że zrobiła więcej niz niejeden ksiądz kazaniem. Uważam to za mieszanie dwóch różnych rzeczywistości.
K
kate
22 marca 2014, 09:46
Problem tkwi w tym, że siostra Cristina jest piosenkarką, która jest zakonnicą, a nie zakonnicą, która jest piosenkarką. To nie chrześcijaństwo wchodzi w kulturę, jak było u schyłku starożytności, gdy tworzyły się m.in. klasztory, a kultura wchodzi w chrześcijaństwo, które straciło swój impet kulturotwórczy. Jurorzy nie dziwili się, że zakonnica śpiewa (przecież ma do tego prawo jak każda istota ludzka), ale że piosenkarka jest zakonnicą (może trudno nam to zrozumieć, ale chrześcijaństwo to margines kultury, ewenement. Ponieważ jest to grupa mniejszościowa, to jako ciekawostka jest promowana). Jeżeli chcemy rzeczywiście ewangelizować świat, mieć realny wpływ na kulturę, na społeczną mentalność ludzi, to musimy tam wnosić  nowe potrzeby. I z tym jest problem, bo tendencja jest odwrotna, a to osłabia chrześcijaństwo, rozmywa go. Mówiąc krótko laicyzujemy chrześcijaństwo.
22 marca 2014, 09:54
To oznacza zdegradowanie spiżowego paradygmatu 'musimy być tacy mili i fajni, żeby nas polubili' z rangi najgłębszej istoty Chrześcijaństwa do jednej w wielu metod, a to orka na ugorze, tym beznadziejniejsza, że i same elity intelektualne KK dały się bezalternatywności paradygmatu Ewangelizacji przez fajność uwieść, czego exemplum stanowi Deon.
N
Nland
22 marca 2014, 11:00
No właśnie, mamy dylemat: ewangelizować świat świadcząc o Chrystusie, czy się do niego tego świata stopniowo dostosować. Papież Benedykt wzywał do delaicyzacji, zresztą nie on jeden. Jedni katolicy chcą przemieniać ten świat przyjmując krzyż, który się z tym wiąże. Inni chcą się do niego dostosować, za szelką cenę, i reagują z agresją wobec tych pierwszych. Nie będę przytaczał inwektyw, jakimi ci pierwsi są obrzucania, ale z tolerancją, nie ma to nic wspólnego, nie mówiąc o postawie chrześcijańskiej.
22 marca 2014, 11:08
Sytuacja jest tym karykaturalniejsza, iż aggiornamentowcy komicznie zawłaszczają sobie 'miłość' jako przynależną im i obecną tylko u nich, a zatem jeśli ktoś nie jest w 100% aggiornamentowcem, to wedle karykaturalnego sylogizmu aggiornamentowców *) również opowiada się przeciwko zawłaszczonej przez nich 'miłości', zatem żadnej milości okazywać mu nie trzeba. Podobny efekt pseudomyślenia można zaobserwować przy utożsamianiu krytyki WOŚP z niechęcią do pomocy chorym dzieciom. *) "Jeśli ktoś nie lubi truskawek, a ja lubię truskawki i jagody, to ów ktoś również nie lubi jagód"
W
wierny
22 marca 2014, 11:43
Problem jest z tobą Kate taki, że jak ktoś ma jakiś talent to od razu odmawiasz mu prawa do bycia zakonnicą/zakonnikiem mówiąc, że się nie zrealizował w zakonie albo, że marnuje talent.
22 marca 2014, 11:48
Argumentum ad personam (łac. argument skierowany do osoby) – pozamerytoryczny sposób argumentowania, w którym dyskutant porzuca właściwy spór i zaczyna opisywać faktyczne lub rzekome cechy swego przeciwnika. http://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_personam
V
viki
22 marca 2014, 11:51
Kate, szkoda, że wypowiadasz się na temat kultury chrześcijańskiej, nie mając o niej zielonego pojęcia. To dopiero kuriozum. Zresztą, jesli chcesz się ośmieszać - twwoja wola.
22 marca 2014, 13:54
Argumentum ad personam (łac. argument skierowany do osoby) – pozamerytoryczny sposób argumentowania, w którym dyskutant porzuca właściwy spór i zaczyna opisywać faktyczne lub rzekome cechy swego przeciwnika. http://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_personam
V
viki
22 marca 2014, 15:11
Nigdzie nie opisuję cech, tylko w 100% odnoszę się do tego, co zostało zawarte w wypowiedzi. Jeśli wpis został napisany z krajów arabskich, albo z Indii, wtedy zgodze się, że o kulturze chrześcijańskiej można mówić, iz jest unikatowa, ale ze względu na znaczenie, też na pewno nie marginalna. A pisząc na temat, o którym nie ma się pojęcia, można się tylko ośmieszyć. Nie sądzę, żebym w najmniejszym stopniu wpasowywała się w wypowiedź ad personam. Wręcz przeciwnie - powinnam przeczytać przeprosiny za taką insynuację, bo coś mi się zdaje, że ktoś tu nogami tupie i dostaje histerii.
V
viki
22 marca 2014, 15:30
A ponadto, rzeczą oczywista jest, iz istnieje "kultura" i "Kultura", a określenie kultury chrześcijańskiej jako "margines kultury i ewenement", to już czysty analfabetyzm.
M
mateusz
22 marca 2014, 23:36
Widzę, że nie brakuje wśród nas erudytów.
23 marca 2014, 00:26
Taka erudycja to był kiedyś niezbędny poziom byle maturzysty. Fakt, że poziom wykształcenia poleciał na twarz nie stanowi moim zdaniem przesłanki, by poziom uczciwego maturzysty nobilitować terminem erudycji.
23 marca 2014, 00:31
> Nigdzie nie opisuję cech, Czyżby? > wypowiadasz się na temat kultury chrześcijańskiej, nie mając o niej zielonego pojęcia > jesli chcesz się ośmieszać - twwoja wola. > coś mi się zdaje, że ktoś tu nogami tupie i dostaje histerii.
V
viki
23 marca 2014, 09:28
Spostrzeżenie nie jest wydumane, ale wynika z napisanego tekstu. A pisząc komentarz mam prawo wypowiedzieć się także na temat wartości mertytorycznej. Zwłaszcza ze względu na poruszony w niej temat, potraktowany z ignorancją - należało się. A że temat  jest "drążony" oznacza to, że i trzecia wypowiedż jest słuszna. Reasumując: jeśli ktoś nie nadąża, nie wie o co chodzi a się wypowiada, nie radzi sobie z postawionymi zarzutami, to widocznie powienien w inny sposób uzywać tegoz portalu.
V
Vega
23 marca 2014, 09:35
Ale piotr_ słowiński  zapewne uważa za erudycję pisanie bzdur w różnych konfiguracjach i schematach, byle móc się sobą epatować. I oczywiście "wycieczek osobistych nie robi", a w wypowiedziach kultura osobista i wiedza merytoryczna też mu na zbitą twarz leci, ale wyobraża sobie, że inteligencję i "poziom" stanowi neurotyczny słowotok. Za to z pewnością ma poważne zadanie "dowartościować", talibokatoli i taliboateuszy ze szczękościskiem, którzy nie dają rady.
V
Vega
23 marca 2014, 09:47
Ratowanie tupiącej nogami rozkapryszonej niuni, bo: "ksześcijanin pownien być MIŁY" i słodkogłupkowaty i wszystkiemu przytakiwać, a jak ona pisze bzdury i rzuca błotem pod adresem chrześcijańskiej kultury, to ja ingrnorancji wyeskalowanej aż do tego stopnia słodzic nie będę. Trzeba się było lenistwem i próżnością zapuszczać przez lata, żeby coś takiego ponawypisywać. Ale ona "kce!", "czeba" być miłym a piotrowi_słowińskiemu, żal tego rodzaju niszczyciela chrześcijaństwa.
23 marca 2014, 12:31
1) Rozkapryszona tupiąca nogami niunia (RTNN) nie ma nic wspólnego z wypowiadaniem się merytorycznym o tym co ta rzekomo RTNN nawypisywała. 2) Pani ewidentnie nic nie zrozumiała z tego co ta rzekomo RTNN ponawypisywała, więc co najwyżej opisuje Pani de facto swoje zachowanie przypisując je rzekomo RTNN. Chrześcijaństwo (pośrednio) w kulturze jest obecne przez 'Ojca Mateusza' i 'Wilkowyje', ewentualnie gdy bohaterowie serialu się żenią lub któryś umiera - w scenie ślubu lub pogrzebu. Ponadto w kulturze dominuje goły cyc, pochwała chytrości i codzienne problemy bohaterów telenowel. Niszczeniem Chrześcijaństwa nie jest poszukiwanie prawdy o stanie rzeczywistości zaprezentowane przez Kate, a uciekanie do jakichkolwiek fałszywych wyobrażeń o jej stanie, niezależnie czy są to wyobrażenia przesłodzone, czy przepojone nieuzasadnioną goryczą.
23 marca 2014, 12:36
Erudycja to posiadanie jakiejś w miarę rzetelnej wiedzy na temat oraz pewnych uniwersalnych narzędzi do operowania informacjami, jak logika, czy rozpoznawanie erystyki, niepoprawnych schematów rozumowania etc, a nie ograniczenie świata pojęć do niepoważnych memowych zbitek przygotowywanych wedle matrycy 'propaganda dla opornych'.
EM
Ewelina Możejko
23 marca 2014, 13:18
Jesli ktoś nie ma nic wspónego z tym co napisał, to rzeczywiście nawet nie mam zamiaru określać takiego zachowania i nie zależy mi na zgłębianiu ideologii przewrotności. I dziwi mnie natręctwo w tym wątku. A jeśli w Pana mniemaniu ignorancja nie jest punktem wyjścia do niszczenia, i to własnie miałam zaakceptować, min. jako poprawność mertytoryczną, to rozumiem dlaczegóż rozpościerają się przed Panem wizje fałszu i goryczy.
EM
Ewelina Możejko
23 marca 2014, 13:19
I tegoż właśnie trudno się dopatrzeć w Pana wypowiedziach.
23 marca 2014, 17:40
Nic dziwnego, skoro nie używam niepoważnych memowych zbitek przygotowanych wedle matrycy 'propaganda dla opornych'.
V
Vega
23 marca 2014, 19:11
Wykroczył Pan poza definicję "erudycji". Odrzucam argument.
23 marca 2014, 20:41
Non sequitur. Aby wypowiedzieć jakieś twierdzenie dotyczące jedynie liczb parzystych w treści nie jest konieczne odwoływanie się wyłącznie do liczb parzystych.
A
A-W
22 marca 2014, 08:47
BYĆ JAK SIOSTRA CRISTYNA- a więc Panie Żyłka,niech Pan taki będzie-czekam na Pana ewangelizację w takiej formie,w takim programie -pozdrawiam
A
A-W
22 marca 2014, 08:32
Jezuici na rekolekcjach IGNACJAŃSKICH,które są podstawową ich formacją , często powtarzają ,że każdy ma być sobą ,a na swojej stronie pozwalają na publikace artykułu ............ 
A
Andrzej
22 marca 2014, 06:21
dobry felieton, występ siostry jbardzo dobry. A hejterzy mają używanie. Pozdrawiam
22 marca 2014, 11:11
Czy Pan uważa, że istnieje coś takiego jak krytyka merytoryczna, czy wszystko co nie jest przyklaskiwaniem jest hejtem?
T
tak
22 marca 2014, 00:33
Zakonnica ma dobry głos, chociaż jej wygibasy i naśladowanie pop-gwiazd wydało mi się humorystyczne. Trudno też uznać to za esencję religijnej radości. Radować sie wiara można w różny sposób. Jeżeli ktos uważą, że ten jest najlepszy to juz jego problem. To kwestia smaku. Nie widzę też w tym występie żadnych argumentów za tym, że dzięki nawet udanym występom zakonnic w tv ludzie staną się gorliwymi katolikami. Przecież nasza religia nie jest na poziomie przeboju pop-kultury. Wpadajacą w ucho piosenkę  nie można zrównywać z głębią religii, tajemnicy Trójcy Przenajświętszej, męki i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa itd. Cieszę się , że jest zakonnica, która umie ładnie spiewać. Myślę, że jest takich więcej, ale odtrąbiać sukces Kościoła i religii z powodu tego wydaje mi sie brakiem umiaru. Od kiedy to ładnie wykonany przebój jest lekarstwem na brak wiary i najlepszym sposobem ewangelizacji? Aha. Spokojnie czekam na wyzwiska od niny. Może jeszcze ktoś inny chce się przyłaczyć?
I
II
22 marca 2014, 07:53
Dzięki za głos rozsądku. 
E
emilia
22 marca 2014, 12:38
Ode mnie doczekasz się komplementu: super:) i w samo sedno. A nina chyba przybrała inną taktykę. Uruchamia wyszukiwarki swoje i znajomych i daje "minusy" :))
E
Ew
22 marca 2014, 18:43
Odkąd zauważyłam, jak niewspółmiernie rośnie liczba minusów (rośnie, dopóki nie przekroczy liczy plusów), przestałam brać udział w dyskusji. Nie ma sensu dyskutować z kimś, kogo jedynym argumentem są bluzgi i fałszywe poparcie. W każdym razie - ode mnie też plus. Popieram, to głos rozsądku.
23 marca 2014, 00:41
Niezrozumiałe fluktuacje syatystyk to jedna, na dodatek słabsza przesłanka. Fakt, że owe fluktuacje dotyczą konkretnych osób, bez względu na treść komentarza i zajęte w nim stanowisko stanowi wyrazistszą przesłankę małpiointeligentnego klepania w klawiaturę.
EM
Ewelina Możejko
23 marca 2014, 11:56
Przede wszytskim jest to wyraz konsekwentnego "tupania nogami", w  wyniku trwałego wdrukowania nihilistycznych, totalitarnych i agnostyckich wizji, nakazujących oceniać te konkretne osoby, a nie treść. Tego rodzaju statystyki są kreowane przez osoby nie reformowalne, mające na celu wyłącznie etykietowanie. Trudno więc, żeby  schizofrenię zbiorową traktować jako informację zwrotną.
23 marca 2014, 13:09
Wydaje mi sie, że nie ma Pani racji z tego prostego powodu, że osoby z trwale wdrukowanymi nihilistycznymi, totaliitarnymi i agnostyckimi wizjami na takiego Deona po prostu nie zaglądaja, bo po co, skoro mają media, które ich wyobrażenia doskonale pasają, ich w nich utwierdzają i na dodatek łechtają ich ego poczuciem wyższości nad resztą w wyniku posiadania wdrukowanych nihilistycznych, totaliitarnych i agnostyckich wizji właśnie. Ja obstawiam, że siłą napędową jest tu dysonans poznawczy sprowadzający zagrożenie konieczności weryfikacji najlepszościowych serduszkowych przekonań o tym czym jest Chrześcijaństwo w dodatku na podmioty które z używaniem czegoś poza serduszkiem do poznawania świata doświadczeń nie mają, więc jest to de facto taki dysonans pozanawczy do kwadratu.
EM
Ewelina Możejko
23 marca 2014, 13:38
De facto jest to wybuch Pana złosci, bo w Pana mniemaniu "nie jest w porządku" uczucie, które hamuje przekonanie, że w pełni Pan diagnozuje, kontroluje i panuje nad wszystkimi. Dlatego podejmuje Pan próby dokręcenia śruby, testując, czy już wywołał lęk i przekonanie o "niższości" atakowanego podmiotu (czyli mnie) , czy jeszcze musi uciekać się do wykrętów, aby sprowokować wypowiedzi, które dostarczą pożywki do dalszego deprecjonowania. Dlatego Pan "obstawia". Zagrywka z serduszkiem i dysonansem poznawczym, jest nieco pospolita, ale zawiera mnóstwo informacji zwrotnych dla upatrzonej "ofiary", czyli w tym  wypadku dla mnie. A co do "rodzaju" osób, które na Deona zaglądają, to nihilizm, totalitarym z domieszką agnostycyzmu, aż się przelewa i to przede wszystkim w niektórych wypowiedziach "głęboko wierzących".
23 marca 2014, 14:56
Znów psychoanaliza dla opornych. Pani zdaje sie uznaje takie demaskowania emocji interlokutora za merytoryczną dyskusję, a nie argumenty ad personam.
EM
Ewelina Możejko
23 marca 2014, 15:19
To się Panu zdaje. I prosze dać mi spokój.
23 marca 2014, 15:36
Celem obecności na internetowym forum jest przedstawianie jakichś treści publiczne, co wiąże się per se z wystawieniem ich na różnego rodzaju opinie innych użytkowników forum. Jeśli Pani życzy sobie dzielić się swoimi przemyśleniami bez wystawiania ich na niebezpieczeństwo komentarzy nie przyznających ich racji, wówczas odpowiednim narzędziem jest blog z wyłączoną możliwością komentowania wpisów.
V
Vega
23 marca 2014, 16:14
A zatem do wykopanego przez Pana dołka pode mną wpadł ten, kto kopał na własny rozmiar.
V
Vega
23 marca 2014, 16:19
Rozumiem Pana rozczarowanie i proszę uwierzyć, że nie od tej chwili. A od poruszonego tematu, proszę się trzymać z daleka - ja na Pana podwórko nie wchodzę z własnymi insynuacjami. A całokształt postrzegania przez Pana faktów w tym zakresie jest naprawdę nielogiczny. Komentarze nie przyznające racji nie są niebezpieczeństwem, co najwyżej nadal się z nimi nie zgadzam. I tyle. A niebezpieczeństwo to raczej widzi w tym ktoś inny. I znów mi Pan przypisuje swoje wykreowane z niczego "prawdy".
23 marca 2014, 17:31
Strzela Pani metaforą ponad mój poziom rozwikływania metafor. Rozkładam bezradnie ręce i stwierdzam, że nie pojmuję.
B
BOGNA
21 marca 2014, 23:00
To był świetny występ - radosny, pokazujący zdolności ktöre dostała Siostra od Boga lepsze niż godziny nudnych kazań takie radosne świadectwo to najwyższa wartość dziękuję Siostro
K
Kris
21 marca 2014, 23:40
Siostra nie po to chyba radośnie tańczyła żeby ludzie marudzili na kazania jej braci - księży.
K
Kris
21 marca 2014, 23:51
Czy księża zamiast kazań mają śpiewać najlepsze kawałki listy przebojów (z całym szacunkiem dla siostry Cristiany)? ;)
K
Kris
22 marca 2014, 00:14
I ostatnia moja refleksja - może księża mają talenty, z którymi poza standardem i podstawą posługi (msza, kazania itd.) mogli by wyjść "w świat" i dzięki temu ewangelizować a tego jeszcze nie robią (niektórzy) :) 
L
leszek
21 marca 2014, 22:57
Wszystkim narzekaczom i nadąsamym zalecam także Psalm 149 i 150 (BT) ========== 3 Chwalcie Go dźwiękiem rogu, chwalcie Go na harfie i cytrze! 4 Chwalcie Go bębnem i tańcem, chwalcie Go na strunach i flecie!3 5 Chwalcie Go na cymbałach dźwięcznych, chwalcie Go na cymbałach brzęczących: ------------
V
viki
21 marca 2014, 22:59
A więc CHWALCIE! A nie oglądajcie skaczące zakonnice :) A miedzy jednym a drugim istnieje bezkresna przepaść.
K
k24
21 marca 2014, 22:57
Autorze. Bardzo celnie. Wara to wyzwanie. Intelektualne, emocjonalne, twórcze. Kto powiedział ze będzie łatwo?
F
Franek
21 marca 2014, 22:08
Mamy teraz w Kościele dwie trójce, Tą "tradycyjną": Ojciec, Syn i Duch Święty i tą współczesną: fun, cool i raban.
A
AP
21 marca 2014, 22:51
Papież mówiąc o rabanie nie postawił mu żadnych granic. Nie ma więc powodu, żeby oddawać go tym, którzy szukają "tylko" cool i fun, ani stawiać go obok cool i fun na wyłączność w ramach "trójcy".
S
Sławek
21 marca 2014, 21:54
Śpiewająca siostra, tańcząca siostra, ... Oglądając występy Sióstr w habitach, pojawiła się refleksja i odniesienie do innych "występów" chrześcijan na arenach tego świata znanych nam z martyrologium Kościoła. Towarzyszyło jej pytanie? O co w tym wszystkim chodzi? Czy o obecność Kościoła w przestrzeni publicznej? Czy o dzieło krzewienia wiary? Czy o nową ewangelizację?  Przed wiekami nikt nikogo nie zapraszał na areny cesarstwa, a "występom" chrześcijan nie towarzyszyły wrzawa i oklaski! Jednak świadectwo jakie złożyli, wciąż żywe jest w Kościele! Mam mieszane uczucia co do takiej obecności Kościoła w przestrzeni publicznej ... przestrzeni bądź, co bądź naznaczonej popkulturą. Moim zdaniem Kościół powinien stronić od taniej popularności, powinien promować kulturę wyższą, powinien głosić kerygmat bez ubierania go w "nowoczesne formy".      Kolejna wątpliwość dotyczy intencji autorów programów, od których jak wiemy wszystko zależy! Mogą ulać wirtuoza już na samym starcie a wypromować przeciętniaka tylko dlatego, że taki mają kaprys. Wiodącym zaś imperatywem jest kasa i oglądalność. Jakby nie patrzeć, Siostrzyczki wpisały się doskonale w zamierzony scenariusz, tych samych mediów, które jutro ponownie będą opluwały kościół. Czy zmienią swoje podejście? Wątpię by "duch tego świata" pozwolił na to?!
KW
Kościół walczący
21 marca 2014, 19:43
CZEGO SIĘ PANICZNIE BOJĄ INŻYNIEROWIE TEGO ŚWIATA Dla Kościoła nadszedł czas walki Kardynał Raymond Leo Burke, prefekt Sygnatury Apostolskiej powiedział, że Kościołowi potrzeba katolików, którzy nie uznają kompromisów. Nadszedł czas walki i mocnego świadectwa wiary w Chrystusa! Twarda postawa jest konieczna, jeżeli na poważnie chce się zmienić społeczeństwo. I usunąć sytuacje, w których dochodzi do mordowania nienarodzonych, praktykowania sztucznego zapłodnienia czy promowania ideologii gender. Zaznaczył, że obecnie w Europie dochodzi do regularnego „prania mózgu”. Kultura, która odrzuciła Kościół, stara się narzucić społeczeństwu swoją hegemonię. Według hierarchy to nie jest czas, w którym poradzi sobie Kościół, który tylko się temu wszystkiemu przygląda albo idzie na kompromisy. Kardynał wezwał szczególnie rodziców i nauczycieli do otwartego i zdecydowanego oporu względem niebezpiecznych zmian w programach szkolnych. Chodzi tu zwłaszcza o pomysły nauczania najmłodszych dzieci o rzekomym istnieniu wielu równouprawnionych form małżeństwa. „Trzeba wytoczyć walkę dyktaturze niszczącej teorii gender” – uznał kard. Burke. Nadszedł czas, by świadczyć o prawdziwe Chrystusa, by bronić prawa naturalnego, by głośno przypominać o nauce Kościoła. Katolicy muszą zdecydowanie odrzucić „perwersję relatywizmu”, powiedział kardynał. [url]http://www.fronda.pl/a/dla-kosciola-nadszedl-czas-walki,35642.html[/url]
JC
Janek Chmiel
21 marca 2014, 17:48
Drodzy Katolicy wyluzujcie...a poźniej powiedzcie co każdy z Was zrobił dzisiaj, aby pokazac innym jak dobry i kochający jest Bóg, że On jest blisko człowieka, kocha go i chce, aby był szczęśliwy. Jak się zachowujecie Katolicy, w pracy, w domu, stojący w korku w mieście, jadąc tramwajem? Czy dobroć Boga choć trochę przez Was przemawia?  "Specjaliści" od oceny tej siostry, papieża, kościoła, zawcy, eksperci, mądre głowy, wykształceni, pełni zapału, ewangelizatorzy..... w waszych domach, małżeństwach, pafafiach,  rodzinach wszystko w porządku, żyjecie w czystości, sznujecie inych ludzi, jestście uczciwi w pracy? Może potrzebuję Waszego świadectwa, może jestem słabszy od Was... dlaczego w tym jak się zachowujecie wyczuwam zakłamanie i hipokryzję?
21 marca 2014, 17:54
Nie rozumiem - jeśli 'nieśmiejącysięjakgłupidosera' postulują, żeby 'nieśmiaćsięjakgłupidosera', to gdzie tu hipokryzja, czy zakłamanie? Co do tego szczęścia, to niestety czeka ono na tym drugim świecie, czego Chrystus lojalnie nie ukrywa i zapowiada swoim wyznawcom rzeczy powszechnie uznawane za mało przyjemne.
T
taka_sobie_ja
22 marca 2014, 03:22
całkowicie się z Tobą zgadzam.. strasznie ubolewam nad tym, że w dzisiejszym świecie wychodzi na to, że to ateiści bardziej trzymają się przykazań Bożych aniżeli katolicy. Ciekawy artykuł, który faktycznie odkrywa prawdę o katolikach, że niestety są sztywni i zamknięci na jakikolwiek rozwój, mimo że świat idzie do przodu. Ja również jestem wyznania katolickiego. Zwątpiłam jednak nie w Boga a w księży- od czasu czytania listu w kościołach, w sprawie gender- czyli wyimaginowanego potwora, który chce zniszczyć psychikę naszych dzieci. Psychikę naszych dzieci to niszczą sami księża poprzez molestowanie, a gender to była niezła przykrywka, aby sprawę uciszyć. Ta zakonnica przywróciła mi choć trochę wiary w osoby duchowne w naszym kościele.
22 marca 2014, 09:23
Śpiewająca zakonnica tłumaczy swoim śpiewem, że obawy wobec gender są bezpodstawne i przywraca wiarę w to, że w KK osoby duchowne mogą sie zajmować czyms innym, niż molestowaniem dzieci. To jest wypowiedź z innego wszechświata.
21 marca 2014, 17:47
Gdyby Jezus Chrystus żył w naszych czasach i gdyby posłuchał speców od piaru odnośnie tego, jak skutecznie przyciągać klientów do religii, to założyłby coś w rodzaju społeczności RedBulla, czy wyznawców Appla, a nie żadne sztywne i posępne Chrześcijaństwo. ... ale spokojnie - już tam myślący podobnie do Pana Żyłki zbliżą to smęcące Chrześcijaństwo, żeby wyglądało jak roześmiana grupka friendów z reklamy Coca-Coli, bo to jest przecież trendy, na czasie i profesjonalne.
Miłosz Skrodzki
Miłosz Skrodzki
21 marca 2014, 17:39
No i skąd właściwie taki entuzjazm? Z tego artykułu niewiele wynika. Pośpiewała sobie i hej.
21 marca 2014, 18:23
Tu nie ma co wynikać, to się ma rozumieć samo przez się, jak to, że poezja Słowackiego zachwyca! Pała Gałkiewicz!
21 marca 2014, 16:32
Kobieta ma talent:) Uważam, że nie chodzi w pokazywaniu czegoś takiego o zmuszanie od teraz wszystkich katolików, że jedyną wersją właściwej realizacji wiary jest taka eksplozja, bo różni ludzie mają różne osobowości. A każdy z nich, różne nastroje w różnych sytuacjach, okolicznościach. Lecz jakoś tak się układa, że ludzie spoza lub oddaleni od Kościoła mają obraz katolików jako tych bardziej posępnych, pozamykanych, sztywnych. Jeszcze inna kwestia to zdarzające się nawet cierpiętnictwo, męczennictwo... Tego typu akcje pokazują, że chrześcijaństwo może mieć też jeszcze inną twarz: radośniejszą, bardziej wyluzowaną, otwartą, zdystanstowaną do siebie, do świata.
21 marca 2014, 17:21
Nie chodzi o 'zakaz' radości, a o nie fetyszyzowanie jej, bo się popada w pomylenie celu ze środkiem.
21 marca 2014, 19:35
Jak będzie za dużo irracjonalnej, głupkowatej wesołkowatości, bardziej przypominającej najaranie się niezłym ziołem, mylnie utożsamianej z prawdziwą radością Boga, to sam zareaguję. A póki co, wydanie katolicyzmu (powszechne) jest takie, że jest mało zachęcające dla tych spoza. Nie chodzi o wchodzenie w relatywizm, sprzedawanie się za wszelką cenę. Ale jak ktoś spoza, albo tylko oddalony ma się zachęcić do - najpierw, na początek - zainteresowania tym, co dla nas ważne? Żeby chcieć to dalej poznawać i może wybrać taką właśnie drogę, jako jednak tą właściwą? Chyba, że uznajemy siebie za prestiżowy klub zamknięty. Chodzących ideałów niebiańskich, którym jako jedynym wybranym udało się przejść wszystkie możliwe próby, egzaminy, perfekcyjnie wypełniać wszystkie nakazane praktyki, rytuały i tylko my zasługujemy na przywilej Nieba, bo wiemy, jak się samemu uświęcać.
21 marca 2014, 19:42
W skrócie mówiąc postuluje Pan Chrześcijaństwo dreptające w przedsionku Kościoła, żeby tylko być blisko tych co są poza Kościołem, bo wejście do środka głębsze od tych na zewnątrz oddali. Czy JPII sprawiał na Panu wrażenie prezesa zamkniętego klubu przez swoją świętość? Coś Pan tu stawia na głowie.
N
nina
21 marca 2014, 20:05
Rafał, głupca nie przekonasz. Zakrzyczy Cię, sprowadzi do swojego poziomu i pokona doświadczeniem.
21 marca 2014, 20:11
Jednak jestem naiwną osobą, bo zacząłem liczyć na uczciwą dyskusję, a nie wprowadzanie w maliny, wkładanie w moje usta tego, czego nie powiedziałem i bym nie powiedział (napisał)... Ehhh... Zostawiam to, nie będę na to tracił energii:)
21 marca 2014, 20:28
Pan nie odróżnia manipulowania od wykazywania Panu niezauważanych przez Pana konsekwencji Pańskiego stanowiska. Jeśli Pan piłuje gałąź na której siedzi, a ja stwierdzę, że Pan w wyniku tego rymsnie na glebę to Panem nie manipuluję, ani nie wsadzam Panu w usta, czy w palce czegoś, co do Pana nie należy.
21 marca 2014, 20:29
Ulało się Pani miłości.
AC
Anna Cepeniuk
21 marca 2014, 20:36
Zgadzam się z Toba Rafale...... i pozdrawiam Są ważniejsze i lepsze "rzeczy" do zrobienia
E
Ew
21 marca 2014, 20:41
Dziękuję bardzo! Ja próbowałam to powiedzieć niemożliwie długaśnym postem, a tu jedno zdanie i samo sedno:)
I
II
21 marca 2014, 20:44
Ależ to chrześcijańskie i miłosierne było. 
N
nina
21 marca 2014, 21:12
Nie czuję miłości do wyziewów zła i nieodłącznie związanej z nim głupoty. Jeśli przeszkadza Ci pan Żyłka, to przestań go czytać. Jeśli go czytasz mimo tego, że Ci przeszkadza, jesteś głupcem. Jeśli przeszkadza Ci zachwyt śpiewem siostrzyczki i radość z tego, jak śpiewa, nie oglądaj jej. Jeśli uważasz, że wszyscy powinni się przestać nim ekscytować, bo taki jest twój pogląd i wciskasz ten pogląd pod każdą przychylną opinię, jesteś tym większym głupcem. Jeśli uważasz, że masz niezbywalne prawo do krytyki innych na podstawie tego, że cieszy ich śpiew i radość i że uważają, że sztywne ramy tradycji powinny ustąpić przed miłością, której tak nienawidzisz, z której tak szydzisz, jesteś nie tylko głupcem, ale i narzędziem w ręku zła. Sklęśnij, człowieku pełny pychy. Więcej pokory. Mówię to z miłości do tego, kim możesz być. Ale to długotrwały i bolesny proces. Więcej nie napiszę, dość już usłyszałeś. Podobnie jak Rafał Borkowski i Effa, uważam, że teraz rozmowa z tobą to strata czasu. 
I
II
21 marca 2014, 21:18
Ale oczywiście Ty teraz obrzucasz człowieka błotem i nie jest to osądzanie. Nie, to jest z miłości. Ileż w tym pychy, ile buty. 
E
emilia
21 marca 2014, 23:04
Oj nina, nina. Czy ty nie wiesz, że masz niezbywalne prawo zamilknąć, jesli ktoś wyraża swoją opinię w jedną czy w drugą stronę? Jasnowidzem nie jestem, ale zakonnica mi tu powiało. Więc SKLĘŚNIJ i... okaż odrobinę szacunku innym, zanim zaczniesz nawoływac batem do pokory innych.
I
II
21 marca 2014, 23:13
Tez pomyslalam o zakonnicy. 
21 marca 2014, 23:34
Gdyby Pani miała jakieś pojęcie o tym, co piszę to wiedzialaby Pani, że nie mam nic przeciwko obecności radości, natomiast wszystko przeciwko faktycznemu ograniczeniu rozumienia chrześcijaństwa do pewnych jego elementów, bo każde ograniczenie całości do pewnych jego elementów jest wypaczeniem całości. Skoro Deon dostarcza możliwość komentowania zamieszczanych tekstów, więc stosując powszechnie obowiązujące zasady elementarnej kultury oraz starając się dbać o merytoryczność, z dostarczonej opcji korzystam, czego i Pani życzę.
22 marca 2014, 00:33
Dziękuję. Żeby tylko ten język niegiętki zawsze chciał przekazać wszystko, co pomyśli głowa...
22 marca 2014, 09:43
> Jak będzie za dużo irracjonalnej, głupkowatej wesołkowatości, Jak już będzie za dużo, to będzie za późno. Nie chodzi o obecność głupokowatej wesołkowatości, a o ilość zajmowanego przez nią miejsca, bo ta ilość powoduje nieobecność innych elementów, które wedle Nauki Chrystusa obecne powinny być. Chodzi o patologicznie zachwiane proporcje. Chodzi również o to, że np. tacy Jezuici, którzy powinni stanowić strażników intelektualnych Nauki porzucają swoją rolę i przyłączają się do afirmacji głupokowatej wesołkowatości.
22 marca 2014, 10:58
Może przy takich stereotypach zakonnic rzeczywiście trzeba trochę takich sióstr Cristin, żeby przełamać takie nunzillowskie stereotypy ;)
22 marca 2014, 14:12
Panie Rafale. W końcu wypadałoby, żeby Pan zrozumiał, że dyskusja to nie tylko odnoszenie się do eksplicite wyrażonych stwierdzeń, ale również do ich konsekwencji w otaczającej rzeczywistości. Dyskusja z Panem wygląda tak: Pan: Możemy popchnąć Kowalskiego, ja: Ale Kowalski stoi nad przepaścią, więc gdy go popchniemy, to spadnie i się zabije, Pan: Nic o zabiciu Kowalskiego nie mówiłem, a tylko o popchnięciu go - Pan manipuluje moimi słowami i imputuje mi coś, czego nie powiedziałem!!! (foch) Przy takim rozumieniu dyskusji, jakie Pan kolejny raz prezentuje, nie ma mowy o żadnej dyskusji.
L
leszek
21 marca 2014, 16:16
Wszystkim krytykantom polecam ewangeliczne opowiadanie o talentach (MT 25 14-30). Jeśli siostra Cristina ma talent, to dlaczego ma go zakopać w ziemi ? Talentami i darami bożymi trzeba się cieszyć i je pomnażać, a najlepiej hojnie dzielić się z innymi. 
I
II
21 marca 2014, 16:30
Sama i dobrowolnie wybrała życie, w którym talentów używa się inaczej,niż popisując się nimi przed światem.
MK
Marcelina Koprowska
22 marca 2014, 10:55
Skąd ten wniosek? Że w życiu zakonnym używa się talentów inaczej? Zrozumiałe jest to dla mnie w przypadku zakonów klauzurowych, ale innych niespecjalnie.
23 marca 2014, 00:52
Przynajmniej talentu do rodzenia dzieci używa sie w życiu zakonnym inaczej, niż w cywilnym.
I
II
23 marca 2014, 09:13
Napisałam, że "inaczej niż popisując się nimi przed światem", to po pierwsze. Po drugie, to jest najbardziej oczywista rzecz z możliwych. Życie zakonne to życie inne niż żye duchowe, inne zadania, inna służba. Żyje się w świecie, ale jednak inaczej. Mam wrażenie, że mnóstwo młodych zakonnic chce zjeść ciastko i mieć ciastko, czyli do zakonu iść, ale z życia zwykłego anintrochę nie stracić. Miałam okazję takie pomieszanie powołań obserwować na własne oczy u znajomej zakonnicy i nawet sobie nie wyobrażasz, jakie to miało tragiczne skutki. Dla niej przede wszystkim. 
I
II
23 marca 2014, 09:19
Na przykład. Poza tym zdolności używa się na służbę innym, nie stawiając siebie w centrum. Stawianie siebie w centrum zdolności to typowe dla życia świeckiego, kiedy trzeba powalczyć o awans, uznanie, karierę i tak dalej. Z założenia zakonnica o takie przyziemne rzeczy walczyć nie musi, dostaje zadanie zgodne z predyspozycjami i je wypełnia, tu używając talentów. Zawsze uważałam to za godne podziwu, teraz coraz więcej dla mnie antyświadectw.  skąd ten munus u Piotra? To prawda, z rodzenia dzieci dobrowolnie rezygnują, by realizować powołanie do macierzyństwa inaczej. Tak jest, z czym tu się nie zgadzać?
I
II
23 marca 2014, 09:21
Życie zakonne to życie inne niż życie świeckie, miało być, pomyłka. 
MK
Marcelina Koprowska
23 marca 2014, 13:34
>czyli do zakonu iść, ale z życia zwykłego anintrochę nie stracić. Miałam okazję takie pomieszanie powołań obserwować na własne oczy u znajomej zakonnicy i nawet sobie nie wyobrażasz, jakie to miało tragiczne skutki. Dla niej przede wszystkim. Ja takich przypadków nie znam, więc faktycznie sobie nie wyobrażam, aczkolwiek podejrzewam, że mogło mieć okropne. Mam wrażenie, że rozmawiamy o dwóch różnych sprawach, chyba trochę z mojej winy. A w jednej się na pewno zgadzamy :) 1. Życie zakonne jest inne niż świeckie i w związku z tym ma się inne zadania do wykonania - i w tym się zgadzamy 2. Jak dla mnie to nie wyklucza używania talentów w "świecki" sposób. Oczywiście, zależy których. I pominęłabym w dyskusji rodzenie dzieci, bo jest talentem szczególnym. Bardziej mi chodzi o (na przykład) muzyczne. Chyba cały problem naszej dyskusji (znaczy mojej i Pani, pomijam tu całą wielką resztę komentarzy) leży w tym, że moim zdaniem nie zawsze występowanie w telewizji czy takich programach to "popisywanie się talentami przed światem". Oczywiście, w przypadku ogromnej części ludzi tak jest, ale to dla mnie nie znaczy, że można postawić znak równoważności... No ale nie wiem, być może w tym puncie Pani się ze mną nie zgadza.
I
II
23 marca 2014, 21:40
Czyli w punkcie pierwszym mamy zgodę. Co do drugiego, rzeczywiście, stoję na stanowisku, że osobom konsekrowanym inne zadania przypadły. Przy okazji - bardzo dziękuję za normalną w tonie wypowiedź. Udowadnia to, że można rozmawiać kulturalnie, mając odmienne zdania. Czytając komentarze pod tym artykułem można w to zwątpić.
W
Wind
21 marca 2014, 14:42
A może by w antyklerykalnej Polsce, kościół wreszcie odważył się spojrzeć na szeregi często lepiej wykształconych, zdecydowanie bardziej bezinteresownych i ubogich, bardziej autentycznych, a przede wszystkim lepiej radzących sobie z mediami sióstr zakonnych, niż spychać je ciągle do roli "służebnic pańskich - kapłańskich". Drodzy biskupi, proboszczowie, kapłani nie marnujcie tego Bożego daru dla Kościoła Chrystusowego jakim są siostry!!!
21 marca 2014, 14:20
W ewangelizacji i wychodzeniu do świata należy zachować rozsądek. Znajomy księdz do dziś załuje, że zgodził się zagrać księdza w filmie. Rola jak rola... tylko całośc filmu zupełnie nie nadaje się do ewangelizacji, został raczej tłem w obrazie do deewangelizacji... Siostra odważna i chyba dobrze śpiewa ale... ( ale juz wpisalem parę razy więc sobie daruję)
21 marca 2014, 13:46
Za przekazywaną treścią musi iść czytelność znaku. - wesoła zabawa w Wielkim Poście - "rogi" (diavolo) jako oznaka radości i dobrej zabawy... Diabeł boi się ludzi radosnych - lubi tych ktorzy wskazuja na niego pytani o dobra zabawę. Problemem nie jest to, że siosta śpiewa i okazuje radośc - problemem jest kiedy i jak to robi.
21 marca 2014, 13:51
Czy wiadomo, że nagranie pochodzi z Wielkiego Postu? - bo fakt wypłynięcia go akurat teraz nie determinuje, iż powstało ono niedawno.
21 marca 2014, 14:10
Nagranie nie pochodziło z Wielkiego Postu zgodnie z regulaminem zostało tylko na Wielki Post przygotowane go emisji. W Wielki Poście robione są nowe nagrania do nastepnych odcinków. Polska wersja emitowana np w Wielką Sobotę
21 marca 2014, 14:17
Zatem przynajmniej w tym zakresie sprawczyni zamieszania jest czysta - ufff!
21 marca 2014, 14:26
I to jest pytanie o roztropność. Nie chciała źle. Gdyby tafiła do edycji jesiennej nie byłoby problemu... a tak... Czy to dobrze przygotwac dla innych zabawę na Wielki Post bo samemu nie weźme się w niej udziału? Ile osób bedzie się zastanawiac nad tym że ta zabawa w Wilkim Poście to nie jest na żywo. A co z zabawami, nagraniami, które już będa na żywo realizwoane w Wielkim Poście? Nie przyjdzie?
Z
zola
21 marca 2014, 14:58
Problemem jest też to, że to nie jej "rewir" a całokształt wygląda żałośnie. I nie myslę tu bynajmniej o śpiewie, ani o stroju :)))
21 marca 2014, 20:31
Pan tu mówi o bardzo wysokim 'C' roztropności, a ja chciałbym choć zobaczyć uznanie dla roztropności zaledwie podstawowej.
P
pytanie
21 marca 2014, 12:45
" jej występ zrobił więcej dobrego i może przynieśc więcej ewangelicznych owoców niż kilkadziesiąt moralizujących kazań księży.." - napisał P. Żyłka ... proszę o konkrety: jakie ewangeliczne owoce przyniósł występ siostry? (tylko proszę nie pisać, że ewangelicznym owocem jest przekaz do świata, że zakonnice w habitach potrafią spiewać)
21 marca 2014, 13:02
Jeśli niepodważalnym paradygmatem działania jest 'niech nas polubią', a wszystko na to wskazuje, to nie ma tu żadnej niespodzianki. Przypomina mi się tylko, że po latach ze szkoły największym szacunkiem darzy się tych belfrów, którzy wymagali i byli żyletami i z ich przedmiotów się najwięcej pamięta, a z przedmiotów nauczanych przez fajnych misów do przytulania pamięta się tylko, że prowadzili je fajni misie do przytulania.
W
w
21 marca 2014, 12:03
Smutne to czasy, kiedy zakonnica używająca podejrzanych symbolii dostaje od ludzi poklask, a ci, którzy ośmielą się nie podzielać zachwytu lub po prostu sami używają mniej wylewnych środków wyrazu, zostają niemal wykluczeni poza społeczność Kościoła.
W
w
21 marca 2014, 12:09
Dopisek: jednocześnie Ci, którzy tak krzyczą o nieocenianiu intencji siostry, nie mają problemu z tym, żeby osoby wyrażające mniej aprobaty zmieszać z błotem. Wniosek: osądzanie to teraz wyrażenie opinii sprzecznej z jedynym panującym nurtem. 
21 marca 2014, 13:52
'Miłościzm' dość łatwo potyka się o własne nogi.
E
eNeN
21 marca 2014, 17:57
...wlasne rogi :)
22 marca 2014, 09:32
Dokładnie chodzi o to, że miłościzm stawia swoje wyobrażenia miłości nie tylko ponad innymi wyobrażeniami, ale także ponad samym Bogiem i gdy tylko pojawia sie ktoś, kto nie podziela slodkopierdzących wyobrażeń w 100% natychmiast staje się najgorszym wrogiem, któremu żadna miłość sie nie należy. W psychologii określane jako dysonans poznawczy.
K
Kris
21 marca 2014, 10:06
Panie Piotrze Żyłka: Po co tworzyć podziały na dobre radosne zakonnice i złych ponurych księży, którzy ostrzegają przed zagrożeniami? Czyżby w kościele nie było miejsca na te dwie postawy? Ja uważam, że te postawy się uzupełniają i są równie konieczne.
K
Kris
21 marca 2014, 10:15
No może nie trzeba ponurych ale w odpowiednich maspektach i momentach poważnych -jak najbardziej. 
E
Ew
21 marca 2014, 10:30
Kris, w sedno. Od zawsze mamy cała paletę osobowości, które wspólgrają i uzupełniają się tylko dlatego, że są różnorodne. Tymczasem najnowszy trend ewangelizacji ogranicza je do jedynej słusznej. 
E
Ew
21 marca 2014, 10:30
Prawda.
Marcin Kaczmarczyk
Marcin Kaczmarczyk
21 marca 2014, 07:51
Twórczość radosna w komentarzach jak zwykle :) Trochę to wisokę smerfów przypomina: Zgrywus daje Marudzie prezent. Mówi: -Weź, ten prezent jest fajny! A Maruda odpowiada: -Nie cierpię fajnych prezentów! -Ale ten jest najlepszy! -Nie cierpię najlepszych prezentów. -On jest super! -Nie cierpię super prezentów! Ale jeszcze bardziej nie cierpię złych prezentów!!! Pozdrawiam A jeśli chodzi o siostrę to zdecydowanie ma talent :) 
21 marca 2014, 00:34
Przerzucałem kiedyś kanały pilotem i na jakimś Discovery, albo Planete natrafiłem na interesujący film dokumentalny. Był to film o pewnych socjologicznych efektach sukcesu filmu 'Pretty Woman'. Okazało się, że jednym z takich efektów było zwiększenie napływu prostych dziewoj z prowincji do miast do pracy w charakterze call-girl, zainspirowanych historią przedstawiona w 'Pretty Woman'. Owe prostoduszne dziewoje wyruszały przekonane, że przeżyją podobną do przedstawionej w filmie historię i znajdą jako prostytutki swojego bogatego i uroczego księcia z bajki. ... nie znalazły. Tak mi się jakoś nasunęło w kontekście afirmacji naiwności serwowanej na Deonie.
N
nina
21 marca 2014, 06:14
Po pierwsze, gratuluję zamiłowania do sportu związanego z ćwiczeniem kciuków na pilocie TV. Nie masz nic lepszego do roboty? Po drugie, te "Discovery" i "Planete" to zwykła papka serwowana przez TV udającą bardziej ambitną. W TV nie ma niczego, co można określić jako "dokumentalne", to tylko propaganda przedstawiona w inny sposób. Ludzie lubią słuchać o morderstwach, prostytucji, seksie, tragediach i innych wstrząsach, więc telewizje serwują im to w przystępny sposób, bez większego związku z rzeczywistością, włączając tak zwane telewizje dokumentalne. Wreszcie, po trzecie, jaki ma ten komentarz związek ze śpiewaniem i innymi zagadnieniami będącymi przedmiotem komentarzy Piotra Żyłki na Deonie? Czy też ta wypowiedź to może naciągane utożsamienie obecności w TV z formą prostytucji, na przykład intelektualnej? Niech Ci będzie, ale wtedy Ty też jesteś konsumentem, więc nie krytykuj innych za to, co sam robisz. Wyrzuć telewizor i zabierz się za Pismo święte, a przejdzie Ci ochota do taniego wymądrzania się.
K
Kamila
21 marca 2014, 07:49
Panu, słowo EWANGELIZACJA chyba nic nie mówi, za to KRYTYKA jest Panu potrzebna, jak rybie woda. Przepraszam, że tak osobiście, ale tak mi się nasunęło w kontekście Pana komentarzy.
21 marca 2014, 08:33
Rzeczywiście nie dostrzegam głębszego związku pomiędzy Ewangelizacją, a stręczeniem płytkich duszoszczypatielnych historyjek i komiksowym zagrzewactwem, co jest modus operandi Deonu.
21 marca 2014, 08:37
To właśnie znajomość Pisma wykraczająca poza trzy na krzyż hasełka o 'miłości' wałkowane i na Deonie i przez Pana Żyłkę ad nauseam nie pozwala mi siedzieć cicho gdy z Nauki Chrystusa robi się teletubisiowate tuuuuuliiiiiiiimyyyyyyy.
W
Ws
21 marca 2014, 09:38
Ależ czy chrystus nie nauczał o miłości?
21 marca 2014, 10:18
Ponieważ żadnego 'chrystusa' nie znam, więc nie mam pojęcia o czym nauczał i czy w ogóle istniał.
N
nina
21 marca 2014, 11:33
Znajomość? Czyżby? Zastanów się nad sobą i popraw siebie, zamiast zastanawiać się nad innymi i poprawiać innych. Jeden jest Nauczyciel. To nie Ty.
D
Did
21 marca 2014, 11:58
Ani nie Ty, Nino.
21 marca 2014, 12:13
Pani wypowiedź odnosi się równie dobrze do jakiegokolwiek wypowiadania jakiegokolwiek przekonania odnośnie zawartości Nauki Chrystusa, włączając w to twórczość Pana Żyłki, Deonu i wszelkich praktycznie religijnych publikacji. De facto żadni teologowie nie mają racji bytu, gdyby potraktować Pani wypowiedź ściśle.
N
nina
21 marca 2014, 19:26
Krytyka krytykanta, to nie to samo, co krytyka bliźniego swego za źdźbło. Po liczbie komentarzy widzę, że masz strasznie dużo do powiedzenia, niekoniecznie z sensem, wręcz raczej bez sensu. Proponuję dojrzeć.
22 marca 2014, 00:54
> Proponuję dojrzeć. Wierzy Pani, że po ponad czterdziestu wiosnach mam jeszcze na to jakąś szansę?
21 marca 2014, 00:05
Nie mam co prawda szklanej kuli, ale stawiam dolary przeciwko orzeszkom, że kolejny tekst Pana Żyłki będzie znów o tym jaki fajny jest fajnokatolicyzm. ... i kolejny ... ... i kolejny ... ... i kolejny ... ...
A
Anna
21 marca 2014, 08:17
Ma do tego prawo. Tak, jak każdy z nas może wyrażać swoje uczucia i przedstawiać poglądy. Można się z tym nie zgadzać, ale należy to przekazywać na poziomie kulturalnej dyskusji. 
21 marca 2014, 08:38
Co Pani znajduje niekulturalnego w moich komentarzach?
B
Berta4
21 marca 2014, 10:24
Niekulturane = wszystko co nie jest po myśli zwolennikó katolicyzmu w wersji lekkiej, miłej i niezobowiązującej. 
W
WITOS
20 marca 2014, 23:40
Dlaczego mnie wkurza Piotr Żyłka? Dlatego, że przy okazji zachwytu nad czymś, nie omieszka przyłożyć tym, którzy ewentualnie tego zachwytu nie podzielają. Siostra śpiewa super i generalnie chyba wniosła dużo piękna do tego badziewnego programu. Jednak dlaczego Pan Piotr tak łatwo pozwala sobie na tworzenie sztucznych wrogów i ładuje w nich z ckm-u. Panie Piotrze, buduj Pan jedność Kościoła a nie dziel Go Pan, bo... Kim Pan jest, by sobie urządzać połajanki i ocenianki. A najbardziej mnie wkurza moralizatorstwo nieustannie obecne w "artykułach" Pana Piotra. Ma Pan talent, ale... niech Pan panuje nad emocjami, bo... to nie piaskownica chyba.
I
IDA
20 marca 2014, 23:35
Jak czytam niektóre komentarze, to zaczynam rozumieć coraz większą niechęć społeczeństwa do katolików a tym samym do Kościoła. We wszystkim doszukujecie się diabła, zlych intencji, i większość z Was, porządnych niby katolików z góry wie co w sercu tej zakonnicy. Żałosne to. Zajmijcie się swoim życiem. Kto tu nie wie co czyni?  Potraficie zniszczyć, położyc cień na każdej radości.
20 marca 2014, 23:44
W moim odczuciu to nader tendencyjna interpretacja. W komentarzach pod tekstem dostaje się niemal wyłącznie "Deonowi" czy Panu Żyłce (i to za całokształt raczej, niż ten konkretny tekst). Komentarze traktujące o samej sprawczyni zamieszania stanowią znikomiuteńki margines.
I
Inceptive
20 marca 2014, 23:04
Niektórzy ludzie są z urodzenia ekstrawertykami, niektórzy ludzie rodzą się z talentem do śpiewania, niektóre kobiety są zakonnicami. Tutaj mamy te trzy elementy jednocześnie. Siostra po prostu "jest sobą", taka się urodziła.  W ogóle, o czym my mówimy! Ot, utalentowana dziewczyna błyszczy i zdobywa sławę.  Są dziewczyny, których wygląd nie pozwalał im nawet na bycie zaliczonym przez męską część klasy do dziewczyn. Są dziewczyny, które marzą, by wystąpić jak Cristina, a nawet nie słyszą, jak bardzo fałszują, gdy próbują śpiewać.  Brak tu obiektywizmu - trudno odnieść sytuację Cristiny do osób bez wybitnego uzdolnienia, a co dopiero do tych maluczkich, tych cierpiących, odrzuconych...? Radość, radość... Ale czy tylko ja nie rozumiem "ochów" i "achów" niektórych katolickich publicystów?
20 marca 2014, 23:17
Sądzę, że to jednak (niestety) kompleks prowincjusza, który pragnie potwierdzenia własnej wartości od świata. (Suplement) Mam na myśli internetowe reakcje na występ w katolickich środowiskach w Polsce, a nie sam występ.
E
ewa
20 marca 2014, 22:49
Może czas przestać oceniać wszystko i wszystkich - nie sądzcie, abyście nie byli sądzeni.Tylko Pan ma prawo osądzać. Jeśli w swoim sercu siostra Cristina miała dobre intencje, to Pan to rozpozna i oceni, a jeśli złe - to stanie się tak samo. Przestańmy oceniać!!!! Cieszmy się i ewangelizujmy tak jak podpowiada nam nasza relacja z Panem. Każdy ma swoją drogę... On to oceni....
20 marca 2014, 23:13
Nie tylko krytykowanie, ale również sądzenie pochlebne jest sądzeniem.
P
pat
20 marca 2014, 22:27
Ojojoj,, słit... Z pewnością radosny papież nie może się do s. Cristiny dodzwonić, bo linia zajęta przez wielbicieli... 
C
Czytelnik
20 marca 2014, 21:59
Przyzwyczaiłem się już do ostrożności wobec ludzi i rzeczy reklamowanych na Deonie. Im bardziej reklamują, tym bardziej trzeba uważać. Teraz reklamują siostrę, która robi satanistyczne gesty i publicznie fraternizuje się z satanistami - taka jest pewnie przyczyna zamieszczenia tej reklamy. Jej dokonanie ma polegać na zachowaniu jak u nastolatki, a siostra zachowuje się nie jak osoba duchowna. Oczywiście satanistom pokazanym na filmiku wyraźnie się to podoba. Poprzednio reklamowano tu o. Gruena, który głosi swoje "chrześcijańsko" new ageowe nauki. W warszawie wprawił jednak publiczność w zupełną konsternację orzekając, że każdy, w domyśle chrześcijanin, może zawierać wolne związki, a księża powinni je błogosławić. Deon stawiał nam też za wzór do naśladowania reklamę CocaColi, jakbyśmy nie mieli świętych i błogosławionych. Quo vadis Deonie? Quo vadis SJ???
20 marca 2014, 21:49
> Cóż z tego, że będziemy rozdzierać szaty i mówić, że programy telewizyjne są coraz słabsze i w ogóle wszystko upada na dno? Czy w ten sposób przyciągniemy kogokolwiek do Kościoła? Raczej nie. Co najwyżej utwierdzimy ludzi w przekonaniu, że jesteśmy jakimś skansenem, który obawia się wszystkiego co nowe. No to powiem 'sprawdzam'. Muzułmanie przyjeżdżają do Europy? Stosują jakieś radościowato-telewizyjne sztuczki by utrzymać dotychczasowych, czy zdobyć nowych wiernych? Czy drżą ze strachu przed uznaniem ich za niedzisiejszy skansen obawiający się wszystkiego co nowe? Czy mają takie problemy z ucieczką młodych, czy ogólniej odpływem wiernych z powodu dobrobytu jakie ma kremówkowaty Katolicyzm?
W
Weronika
20 marca 2014, 22:20
Kremowkowaty Katolicyzm??? A co to takiego??? 
C
Cz
20 marca 2014, 22:26
W WB średnia wieku muzułmanów wynosi około ... 25 lat. Jest tam wielu konwertytów, a jeszcze więcej konwertytek! Ale muzułmanie są wyraziści. Wyróżniają się strojem, zachowaniem i obyczajami, czego nie można powiedzieć o chrześcijanach, szczególnie wyznania anglikańskiego.
20 marca 2014, 22:46
Katolicyzm napędzany kremówkami.
20 marca 2014, 22:48
Nie miałem zamiaru przeprowadzać dogłębnej znalizy porównawczej, a tylko odczarować oczywistą oczywistość przekonań Pana Żyłki.
A
alleluja
20 marca 2014, 22:59
Tak szczególnie kobiety muzłumanki są wyraziście okryte szmatami od stóp do głów ! Dzięki Ci Jezu Chryste żę urodziłam się jako katoliczka i mogę czuć sie równoprawnym człowiekiem !!!
20 marca 2014, 23:09
Prosze nie rozszerzać mojej wypowiedzi na rejony, których ona nie dotyczyła. Nie wychwalam tutaj Islamu, a tylko obalam sugestie poczynione przez Pana Żyłkę, iż inne metody niż radościzm muszą być mniej od radościzmu skuteczne.
H
Hh
20 marca 2014, 23:29
Niech się Pani cieszy, że żyje w kraju wciąż katolickim, że wciąż jest ta chrześcijańska alternatywa wobec libertynizmu i nihilizmu. W niektórych krajach już jej nie ma. Stąd taka popularność islamu, szczególnie wśród kobiet.
W
Weronika
20 marca 2014, 21:39
Przeciez w 6.51 minucie siostra Cristina pokazuje DIABELSKIE ROGI !!!!!!! Jak mozna polecac to jako ewangelizacje i pozytyw???? Cale to jury wyglada jak z piekla rodem. Jeden z mezczyzn ma na szyi wytatuowana trupia czaszke , czyli symbol szatanski i napis “JA ZWYCIEZE, JA BEDE TRIUMFOWAC!!!!! Temu wlasnie nasza radosna Siostra dala sie uniesc i nia zawirowal….faktycznie zwyciezyl…. Drugi zwany przez nich diablem, caly w tatuazach i szatanskiej bizuterii, wygladal na bardzo zadowolonego, jakby mu juz siostra do odchlani piekielnej wpadla. Pani z blond wlosami rowniez szatanska bizuteria , czarne paznokcie…..makabra…. Zgadzam sie ze Cristina moze byc opetana, ale co z pozostalymi siostrami??? One rowniez skakaly, klaskaly i sie cieszly nie wiem z czego jak opetane…. Boze wybacz, bo nie wiedza co czynia….
20 marca 2014, 21:44
Skoro darcie Biblii jest satanizmem jasełkowym, to co tam jakieś pokazanie palców.
Y
Y
20 marca 2014, 21:54
Nie pokazała. Popularne "rogi" charakteryzują się kciukiem schowanym (jak w pięści), siostra Cristina miała kciuk na zewnątrz (jest to przeciwieństwo "diabelskich rogów") - taki symbol znaczy... "Kocham Was" :) 
W
Weronika
20 marca 2014, 22:28
Mylisz sie. Ktos Cie najwyrazniej oszukal. Kciuk na zewnatrz oznacza przeklecie kogos. PRZECIWNIESTWO kocham cie !!!!!!  http://namaszczenie.blox.pl/2009/01/Gest-rogow-czy-to-tylko-niewinny-gest.html
J
ja
20 marca 2014, 22:51
Błagam, co to za mydlenie oczu z tym migowym? Nie ma tam ani słowa o migowym, jest ryczenie i to na ewidentną zachętę pana z jury, a towarzyszy temu niedbale wykonany charakterystyczny gest. Tyle. Jak ci w twarz plują, też można powiedzieć, że deszcz pada, tylko po co?
I
IDA
20 marca 2014, 23:18
dokładnie :-)
E
Ew
20 marca 2014, 21:30
Nie chcę być jak siostra Cristina, z całym szacunkiem do siostry. Chcę być jak ja. A z natury jestem poważna i spokojna. Czy mam teraz czuć się winna, że moje emocje nie są tak wyraziście i ekspresyjnie wyrażane? Mam przepraszać, że jestem introwertykiem? Czy może po prostu zbierze się nade mną gremium Nowej Ewangelizacji i stwierdzi, że brak we mnie zrozumienia dla Ewangelii, stąd ten brak entuzjazmu? Papież Franciszek był już uprzejmy powiedzieć, że w Kościele nie ma miejsca dla smutnych. Zaczynam się obawiać, że powoli zaczyna się wcielać to w życie. Nie ma już miejsca dla ludzi przeżywających wiarę w sobie, nie na zewnątrz, zostali zakrzyczani i wyśmiani. Część z nich nazwano „dewotami” czy innymi uroczymi przydomkami, oczywiście w imię chrześcijańskiej miłości. (Najciekawsze jest to, że nigdy nie miałam problemu ze swoją duchowością, dopóki typowi przedstawiciele duchowości oazowej nie zaczęli mi uświadamiać, jak bardzo ze mną źle – na marginesie). Nie dzieje się dobrze, skoro mnóstwo wierzących zaczyna czuć się wykluczonych tylko z powodu swojej osobowości, która przecież jest im dana z rąk samego Pana. Introwertycy są w przyrodzie potrzebni dla równowagi, byli i będą, i, o dziwo, zawsze dają sobie radę, choć według ludzi bardziej ekspresyjnych są całkowitymi dziwakami. Nadaktywny ekstrawertyk, taki jak siostra Cristina, nigdy nie będzie dla mnie wzorem do naśladowania. Po prostu, bo to nie jestem ja. Bo mam inny styl bycia. A mimo to mam czelność nazywać się chrześcijanką, katoliczką, nie narzekać na swoje życie i nie mam potrzeby udowadniać nikomu, jak bardzo jestem radosna, szczęśliwa i jak Bóg mnie kocha. Tyle się mówi o pozwoleniu na różnorodność w Kościele – ale osoby bardziej zamknięte w sobie odsądza się od czci i wiary. W najlepszym przypadku zaczyna się im łagodnie tłumaczyć, jak bardzo są nieszczęśliwi. Dlatego nie, nie będę jak siostra Cristina, drogi panie Piotrze. Ani tego nie chcę, ani nie potrzebuję.
M
Mariaem
20 marca 2014, 21:47
Ew... bądź sobą! I nie daj się zwieść "światowym modom'... Stajemy się naprawdę sobą tylko na miarę naszej życiodajnej i przemieniającej relacji z Bogiem... to jest kryterium i nic innego. Z modlitwą +
H
Honia
20 marca 2014, 22:06
Kochana, myślę, że dokonałaś nadinterpretacji.  Po pierwsze są różne wspólnoty w kościele, w ktorych można się odnaleźć, jedne skandują imię Jezus i tańczą na chwałe Pana, inne idą na adoracje. Nie ma złych metod.  Po drugie radość nie jest zarezerwowana dla ekstrawertyków. Radość można też wyrażać na delikatny, subtelny sposób, charakterystyczny dla mniej wylewnych osób. Radość to uśmiech do innych, a nie koniecznie od razu rzucanie się na szyję. Radość to poklepanie po ramieniu, a nie koniecznie od razu widowisko, głośna zabawa...  Mój narzeczony jest introwertykiem i to bardzo. Jest radosnym człowiekie, ale nie wylewnym. Wiem, że smuci się częsciej niż ja, że potrzebuje więcej czasu na naładowanie się, że jest bardziej powściągliwy w ruchach, nie skacze jak ja na modlitwie, ale jest radosny!! Bóg daje radość i na różne sposoby ta radość wychodzi na zewnątrz. Jeżeli nie masz takiej ekspresji - to nic, kwestia temperamentu, ale jeżeli nie masz radości wcalę, to warto sprawdzić czy wszytsko jest ok. I nie obrażam Cię tu. Ale choćby wdzięczność Bogu za życie daje radość, którą moża wykrzyczeć, jak ja, lub poświęcić mu czas w inny sposób, ale z uśmiechem, a nie cierpiętnictwem.  
20 marca 2014, 22:15
Proponuję następujący eksperyment myślowy: powiedzmy, iż wiemy, że Kowalski i Malinowski są złodziejami, ale na dzielnicy plotkuje się wyłącznie o wyczynach Kowalskiego. Nikt formalnie nie twierdzi eksplicite, że Malinowski nie jest złodziejem, ale w umysłach będzie rozpowszechniona tylko informacja o Kowalskim. To, co się odbywa na Deonie ma podobny charakter. Tu raczej nie spotka się informacji wprost potępiającej 'smucenie się' na przykład, ale 24/dobę, ze wszystkich luf artyleria wali wyłącznie jednym rodzajem ładunków, po których można się spodziewać jednego rezultatu. Czy więc następuje nadinterpretacja? I tak i nie. Po faryzejsku tak, uczciwie nie.
E
Ew
20 marca 2014, 22:16
No i właśnie o to mi chodzi. Ja piszę, że jestem spokojna i nie wyrażam intensywnie emocji, słyszę, że powinnam się dobrze zastanowić, czy wszystko ze mną w porządku. Natychmiastowa diagnoza i próba naprawienia. Ani razu nie napisałam, że introwertyk równa się cierpiętnik, litości, nie napisałam też nigdzie, że jestem smutna i z niczego się nie cieszę! Jeszcze raz: introwertyk kieruje swoje emocje do wewnątrz, ekstrawertyk na zewnątrz. Sprzeciwiam się jedynie wmawiania wszystkim na siłę, że emocjonalny sposób ewangelizacji jest jedynym słusznym, opowiadam się za pozwoleniem każdemu na bycie tym, kim jest. Ot, cała filozofia.
E
Ew
20 marca 2014, 22:23
Mariaem, tak właśnie robię :) +
W
Weronika
20 marca 2014, 22:41
To Twoj narzeczony nie ma z Toba lekko jak Ty tak skaczesz na modlitwie. A dlaczego skaczesz? Jak Pan Jezus umiera na krzyzu tez skaczesz? Matka Boska tez tak skakala i tanczyla?? Watpie. Mysle, ze czlowiek bardziej dla siebie skacze niz dla Boga. Jak piszesz "i nie obrazam Cie tu" to chyba masz jednak rozeznanie, ze to wlasnie robisz, inaczej bys tak nie pisala. Co do usmiechu zamiast ciaglego wyrazu cierpietnictwa to sie zgadzam. 
W
Wiolka
21 marca 2014, 00:09
Wg mnie, to nikogo nie obraziła i nie chciała nikogo obrazić, tak jak to napisała tylko chodziło o głębszy sens - jeśli ktoś się nie potrafi z niczego cieszyć, to może przyczyna tkwi w psychice i trezba byłoby to zbadać. Ot to. 
E
Ew
21 marca 2014, 00:32
I znowu. Nie jesteś taki, jak my, więc masz problem z psychiką. To jest właśnie to, z czym walczę. Piętnowanie kogoś tylko dlatego, że jest bardziej powściągliwy? Z czego wy wysnuwacie te dzikie wnioski o nie cieszeniu się z niczego? To straszne i powierzchowne, oceniać ludzi tylko po zewnętrznych okazach ich przeżyć. Można się bardzo pomylić, opierając się tylko na tym. Jeśli ktoś wykazuje mniej zachwytu nad euforycznym i emocjonalnym przeżywaniem, jest z automatu ponurym żałobnikiem? Ludzie, są stany pośrodku. A tak naprawdę chodzi tylko o jedno: jest miejsce dla introwertyków i ekstrawertyków, radosnych i smutnych, euforycznych i tych w depresji. Pod jednym warunkiem: że nie zaczniemy przemocą nawracać innych na jedyny słuszny model przeżywania wiary. I porzucimy protekcjonalny ton, często w stylu: my jesteśmy głośniejsi, więc my mamy rację i musimy pomóc nieszczęśnikom, którzy nie rozumieją, jak bardzo są nieszczęśliwi. Nawet, jeśli są gdzieś ludzie, którzy się z niczego nie cieszą (niewielu takich jest, naprawdę), to mają do tego święte prawo. I koniec, kropka. Jeśli mamy prawo do bycia wolnymi, mamy też prawo do decyzji, jak będziemy przeżywać i okazywać emocje. Tymczasem widzę, że jest tu wielu ludzi, którzy usiłują przekonywać, że jeśli nie myślisz tak, jak oni, to nie jesteś wolny, masz problem z psychiką i tak dalej. Na szczęście nie mam najmniejszych wątpliwości, że Bóg do tych swoich powściągliwych introwertyków nie ma żadnych pretensji. Inna osobowość, inne zadania. Tyle.
21 marca 2014, 10:29
Na marginesie tej zdecydowanie słusznej wypowiedzi dodałbym tylko, iż sama obserwacja zjawiska przywiązywania wielkiej wagi do zewnętrznych objawów przeżywania emocji stanowi dowód na to jak kiepsko działa płytkoemocjonalny Katolicyzm, który jest tak mocno na Deonie lansowany. Cytując Kisiela: "to nie kryzys, to rezultat" afirmacji płytkiej duszoszczypateilności.
MR
Maciej Roszkowski
20 marca 2014, 20:32
"najemnik jezuitów, dysydencki portaL" - co to za język, co to za umysł i na co chory?
AC
Anna Cepeniuk
20 marca 2014, 19:52
Super..... To jest autentyczne świadectwo i wyjście do świata..... Nie zdziwię się jak Papież Franciszek zadzwoni do siostry i jej podziękuje.... i pogratuluje.....
20 marca 2014, 20:37
Na czym polega wspomniane danie świadectwa?
M
mb
20 marca 2014, 19:48
Moda na bezrefleksyjną, przenoszoną emocjami radość, to w prostej linii uczynienie człowieka poddatnym na zarządzanie emocjami - czyli na różnego rodzaju manipulacje. To typowo "świecki" wynalazek różnej maści socjotechników i ideologów panowania nad człowiekiem. Tak skrojony przekaz "ewangelizacyjny" mający zachęcać młodych z obrzeży Kościoła tworzy wydmuszkę, czyli w swej istocie jest zwyczajnym kłamstwem. Także z tego powodu, że fałszuje (zagłusza, redefiniuje) samą rzeczywistość wykreowanym nierealnym matrixem narracji. Przyjrzyjmy się Jezusowi w Ewangelii - ile się radował, smucił, gniewał, a ile w najwyższej powadze nauczał i cierpiał... No właśnie: "Oczywiście można tak podchodzić do rzeczywistości, ale z punktu widzenia naszej misji ewangelizacyjnej (do której wszyscy jesteśmy zobowiązani) nie ma to najmniejszego sensu". 
M
Mavoy
20 marca 2014, 20:42
Przyjrzyjmy się Jezusowi w Ewangelii - ile się radował, smucił, gniewał, a ile w najwyższej powadze nauczał i cierpiał... No właśnie: "Oczywiście można tak podchodzić do rzeczywistości, ale z punktu widzenia naszej misji ewangelizacyjnej (do której wszyscy jesteśmy zobowiązani) nie ma to najmniejszego sensu".  To mnie przekonuje do ewidentnego kłamstwa tego artykułu
20 marca 2014, 20:43
Podzielam spostrzeżenia poruszania się Kościoła po takiej właśnie równi pochyłej. Apelujący o jakieś nietrywialnie płytkie analizy są małymi duchem smutasami, a rządzi hurra-kremówkowatość.
H
Honka
20 marca 2014, 22:19
Jesteście szaleni !! Z mojej znajomości Biblii... MT 6, 17 Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, 18 aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Bóg nie chce nas smutnych. Ktoś, kto oddaje Syna za drugiego człowieka, żeby ten mógł żyć - chce by owy człowiek teraz przez całe życie był w żałobie. Chyba nie po to nas uratował od konsekwencji grzechu!! Chciał byśmy byli wolni. Wolni od śmierci, a za śmiercią idą łzy, płacz smutek. Bóg, a przynajmniej ten, którego znam, jest Bogiem radości. Daje życie, daje piękno, daje miłość, nadzieje - to są powody do smutku. Do reszty oszaleliście!! Jezus nas zbawił - a najlepszym na to świadectwem jest ogromna radość z tego faktu!!!!!!!!!!- bo jeśli się tym niecieszymy, to po jaką cholerę inni mają przyjść do kościoła, wrócić do Boga, po smutek? po żałobe mają przyjść? ja wróciłam do Boga, bo jest jedynym dawcą radości, prawdziwej i głębokiej, On daję poczucie szczęścia, a nie Jego złudę. A nasz rola jest zgoła inna niż Chrystusa, chyba, że Wy też zamierzacie dać się ukrzyżować za grzechy świata. Myślała, że On to zrobił, żebym ja już nie musiała zostać ukrzyżowana za swoje. 
J
ja
20 marca 2014, 22:58
Między smutkiem i żałobą a euforią i pianiem z zachwytu jest całe mnóstwo normalnych emocji. To, że ktoś nie skacze z radości, nie znaczy, że jest ponurakiem. Nikt tu nie jest szalony, skończmy z epitetami, zwłaszcza, jeśli potem następuje cytat ze Słowa Bożego. Przerażający kontrast, nazwać kogoś szalonym i podsumować Pismem Świętym.
E
Ew
20 marca 2014, 23:10
Z niedopatrzenia nie podpisałam komentarza. Ew.
4
4581
20 marca 2014, 18:52
 Унас таке не зрозуміли б .І я сама волію  БАЧИТИ СЕСТЕР СКРОМНИМИ І ВИРАЖАТИ РАДІСТЬ НЕ НА ШОУ,А СПІВАЮЧИ ДЕСЬ ІНДЕ-в дитячих будинках тощо .Слава Богу шо у нас та4кого нема .
A
AP
20 marca 2014, 18:30
To się Pan obudził! Siostra miażdży system nie od dziś! Teraz tylko zadała mu cios w potylice. http://www.youtube.com/watch?v=mwFNlN5MAZw
20 marca 2014, 17:54
Co się stało z Błogosławieni smutni, albowiem oni będą pocieszeni i resztą podobnie niepopularnej gadki? Z tekstów Pana Żyłki wynika, że chrześcijaninowi nie przystoi nic innego, jak entuzjazm Amwayowca.
A
adekeda
20 marca 2014, 17:58
z tego tekstu wynika, że można chwalić boga radująć sie ...... dzieki ci Franciszku..... wypal tą zaraze smutasów 
20 marca 2014, 18:17
Z faktu, że można, czemu nikt nie zaprzecza, nie wynika, że to jest w każdych okolicznościach jedyny odpowiedni sposób, a w twórczości Pana Żyłki o niczym innym mowy nie ma. Mycie zębów jest dobre, ale spędzenie całego życia w łazience na myciu zębów już dobre nie jest. PS. Kto/co to jest 'bóg'?

Skomentuj artykuł

Być jak siostra Cristina
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.