Do świętszych od papieża

Do świętszych od papieża
Jolanta Szymańska
7 lat temu

Papież Franciszek ochrzcił w niedzielę dziecko, którego rodzice nie są sakramentalnym małżeństwem. Przeczytawszy o tym pięknym geście wobec dzieci z rodzin nie-"idealnych", zerknęłam na komentarze i... przeraziłam się jazgotem, interpretacją kanonów i ocenianiem do którego momentu jest szansa na katolickie wychowanie dziecka urodzonego poza małżeństwem, a od którego takiej szansy nie ma... A ja, naiwna, zawsze myślałam, że może to ocenić tylko sam Bóg.

Sama dorastałam w rodzinie rozbitej, a mimo to zostałam wychowana po katolicku. Zawdzięczam to Panu Bogu, który obdarzył mnie wspaniałą mamą i łaską pragnienia Jego bliskości. W przeciwieństwie do części koleżanek i kolegów z pełnych rodzin, wciąż szukałam Bożej bliskości i ciepła. Przy Bogu czułam się bezpieczna, chciana i akceptowana. Na szczęście do pewnego momentu trafiałam na wspaniałych, otwartych ludzi - zarówno w Kościele, jak i poza nim. Do "pewnego momentu", w którym dowiedziałam się, że rodziny takie jak moja, to właściwie patologia i zło, a dzieci takie jak ja są tym złem obciążone. A w związku z tym, nie należy im ufać.

W pewnym momencie nie przyznawałam się do tego, że rodzice nie są razem, że założyli nowe rodziny, bo bałam się usłyszeć prosto w twarz, że żyję w "złej" rodzinie, opartej na "grzechu", bałam się ocen ludzi, którzy kompletnie nie znali moich bliskich, a chcieli zmieszać nasz dom z błotem. Szybko zrezygnowałam z takich "znajomych", nie mając wątpliwości co do tego, że jest to chore i że ja nie chcę tak żyć, nie chcę w ogóle mieć z takim środowiskiem nic wspólnego.

Do dziś przeraża mnie nienawiść, szyderstwo, poczucie wyższości i szafowanie "godnością". Kiedy słyszę, że papież zrobił coś źle, że ubrał złe buty, że powiedział coś niezgodnego z dogmatami, to nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Nie wiem.

Wiem natomiast jedno - świadectwem wiary i miłości do Boga nie jest siedzenie w pierwszej ławce w kościele, śpiewanie oazowych piosenek, czy należenie do najświętszych kościelnych organizacji. Świadectwem jest życzliwość, dawanie drugiemu szansy i troska o własne zbawienie, własną rodzinę i własne, nie cudze, łóżko. Papieżowi osobiście jestem ogromnie wdzięczna za to, że otwarcie kolejny raz wyciąga rękę do dzieci, którym zawsze będzie trudniej. Nie przemilcza tego, nie udaje, że one nie istnieją, ani że ten problem nie dotyczy Kościoła katolickiego, bo DOTYCZY.

Małżeństwa niesakramentalne są w Kościele, stanowią jego niewyodrębnioną część. Nie mogą jednak przystępować do Komunii Świętej, z czym starają się pogodzić. W dodatku męczy ich to, że stwierdzenie nieważności małżeństwa coraz częściej jest kwestią znajomości i pieniędzy. W końcu, chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę z tak oczywistego faktu, że dorastanie w rozbitej rodzinie to nie tylko doświadczenie, ale przede wszystkim bardzo trudne zadanie (!) dla samego dziecka - aby pracowało nad sobą i swoją świadomością, aby mądrze dojrzewało, aby było rozważne i starało się rozumieć swoje emocje, nie kierując się nimi ślepo, bo mają one często świadomość tego, że w życiu nie zawsze jest tak, jak sobie zaplanujemy i należy być odpowiedzialnym w konkretnych, pełnych łez i cierpienia, wyborach, a nie tylko w abstrakcji filozoficzno-doktrynalnej, którą można zamknąć w grubej księdze.

Osoby wychowane w pełnych rodzinach, a do tego otoczone pełnymi rodzinami mają bezdyskusyjnie łatwiej. Łatwiej nie znaczy jednak "lepiej", a już na pewno nie znaczy, że te osoby z tego powodu są lepsze. Nikt nie ma monopolu, ani jednej jedynej recepty na świętość.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Do świętszych od papieża
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.