O świecie bez Boga raz jeszcze

O świecie bez Boga raz jeszcze
(fot. EPA/Andy Rain)

Znakomity duszpasterz i psycholog, ojciec Józef Augustyn, w swoim opublikowanym na portalu DEON.pl komentarzu dopatruje się przyczyn londyńskich wydarzeń w powszechnej na zachodzie Europy laicyzacji i ateizacji. W odrzuceniu Boga i wynikających z wiary w Niego konstruktywnych wartości dostrzega źródło wielkiego kryzysu społecznego, który prowadzi, zamiast do rozmów i debat, do wyjścia na ulice, aktów przemocy i dewastacji.

Słowem, młodzież stolicy Anglii, zdaniem ojca Augustyna, dlatego ma demolować sklepy i zagrażać powszechnemu bezpieczeństwu, ponieważ jest po prostu niemoralna, nie wyznaje żadnych zasad, jest przeżarta liberalizmem. Zamiast wziąć się do pracy, woli ciągły karnawał i fajerwerki. Zamiast wymagać od siebie, wymaga od innych. To wszystko, na co patrzymy - sugeruje ojciec Augustyn - jest jakąś wielką katastrofą myślenia oświeceniowego, ostatnim paroksyzmem czasu nieskrępowanych swobód, przedśmiertnymi podrygami chorego europejskiego humanizmu, który próbował wymyślić sobie hierarchię wartości zupełnie od podstaw, samodzielnie, lekceważąc prawo naturalne i Boży porządek.

Ojciec Augustyn mówi mniej więcej w ten sposób: popatrz, Europo, płoniesz z własnej winy, przez niechęć do religii, z powodu patologicznego kryzysu idei, przez nihilizm. Sama na siebie bicz ukręciłaś przez lata formowania ateistycznego światopoglądu. Trudno się z ojcem Augustynem nie zgodzić. Wkroczyliśmy na manowce demokracji, dokucza nam przykry konsumpcjonizm. Ale czy na pewno tylko o to w tym wszystkim chodzi? Czy to na pewno tylko oświeceniowa czkawka nam dokucza?

Ja, w przeciwieństwie do ojca Augustyna, choć oczywiście - co wyżej widać - rozumiem jego żachnięcie się na liberalną Europę, będę zdania, że Europa płaci cenę za wszystkie swoje pomyłki i nadużycia, również te sprzed oświecenia, a z czasów chrześcijańskiego uniwersalizmu. Mówiąc inaczej: może i dziś brakuje Europejczykom wyobraźni religijnej, ale czy kiedykolwiek ją posiadali w stopniu rozwiniętym? Czy religia kiedykolwiek grała u nas poważną, autentyczną rolę?

Czy kiedykolwiek byliśmy na naszym kontynencie z Panem Bogiem uczciwi, szczerze Go słuchaliśmy? Czy nasza kultura pragnęła Boga rzetelnie i prostym sercem, ewangelicznie? Czy Kościół przed wiekami krzewił wiarę dobrymi metodami, bezinteresownie, bez ukrytych aspiracji? Czy liturgia zawsze była przestrzenią Jezusa Chrystusa? Czy biskupi zawsze byli pasterzami? Czy nie czaiły się w tle dworskie koterie, pogańskie inklinacje, pieniądze i trupy? Czy nauka Kościoła nie pozostawała jakże często służebna wobec rozmaitych ideologii nacjonalistycznych czy nachalnego tryumfalizmu? Czy Ewangelia miała swoją autonomię?

Łatwo zrobić rachunek sumienia odnośnie ostatnich dwustu lat, kiedy Kościół wyraźnie zniżkował i nie raz cierpiał prześladowania, a co z rachunkiem sumienia za czas, gdy Kościół był w Europie górą? Może tamta epoka była równie niepoważna i mało rozwojowa? Może my nie tyle straciliśmy ostatnio poczucie Boga, co nigdy nie wykształciliśmy w sobie ewangelicznej intuicji?

Ojciec Augustyn przekazuje nam wiele mądrych i słusznych opinii, ale zdaje się zapominać o jednym, najważniejszym: Europa nigdy nie była chrześcijańska, ani dzisiaj, ani kiedykolwiek. Niegdysiejsze koronacje przed ołtarzem, kościelne uniwersytety i wspaniała myśl teologiczna to trochę za mało, żeby nazywać tamten dawny porządek chrześcijańskim i kontrastować go z dzisiejszym, uchodzącym za laicki. Nie jest zbyt poważnym opierać się na resentymencie: kiedyś to byli święci ludzie, a dziś bezbożni.

Myślenie religijne, niegdyś faktycznie dominujące, wcale nie jest wydajniejsze od myślenia ateistycznego, nie chroni przed przemocą, nie rozwiązuje problemów automatycznie. Jest tak samo podatne na wszelkiego rodzaju instrumentalizacje, ewoluuje w różnego autoramentu fanatyzmy, wysługuje się polityką, dzieli ludzi. Sama mocna obecność religii w sferze publicznej nie wystarczy. To nie o religię przecież w życiu chodzi, nie o jej znaki rozpoznawcze, emblematy. To chodzi o to, by ludzie posiadali osobistą więź z Chrystusem. A tego się ani nie zadekretuje parlamentarnie, ani się nie nauczy na pamięć. Ta osobista więź jest daleko poza prostym podziałem: laicki-religijny.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

O świecie bez Boga raz jeszcze
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.