Pamiętasz jeszcze o drobnych rzeczach, które sprawiają ci radość?

Fot. Clay Banks / Unsplash

Łatwo o nich zapomnieć, gdy codzienność zagęszcza się i zachwaszcza, gdy ciągle nie ma czasu, gdy nieustannie coś trzeba i w dodatku to coś jest konieczne. Łatwo zapomnieć o tych drobiazgach, które z pragmatycznego punktu widzenia są zbędne, ale bez nich szybko zaczynamy zgrzytać, szwankować i narzekać. I właściwie sami nie wiemy, dlaczego.

Nawet z odpoczynku można zrobić sobie obowiązek, zadanie do odhaczenia, jak listę zabytków do zwiedzenia w mieście, do którego polecieliśmy na wakacje i chcemy jak cytrynę wydusić je do ostatniej kropli, żeby nic się nie zmarnowało, jakby czas niezagospodarowany był czasem straconym, jakby siedzenie z kawą na tarasie i gapienie się w przestrzeń liczyło się mniej od oglądania wielkich dzieł dawno nieżyjących ludzi, tworzonych dla innej wrażliwości i innej epoki.

A przecież odpoczynek nie jest luksusem zarezerwowanym na weekend, urlop, wakacje. Potrzebujemy go codziennie. Przyjmowanie go w małych dawkach chroni przed smutkiem życia tak, jak witamina D chroni przed depresją. Kwadrans albo dwa dziennie, które przeznaczymy nie na skrollowanie rolek w telefonie, ale na coś, co naprawdę nas cieszy (uwaga, jeśli uważasz, że naprawdę cieszą cię treści serwowane przez twórców w twoich ulubionych mediach społecznościowych, powinna ci się teraz zapalić czerwona lampka).

Kawa wypita w słońcu na balkonie, wśród kwiatów i ziół. Mały spacer. Krótka rozmowa z kimś, kto dodaje optymizmu, zamiast go zabierać. Leżenie na trawie. Chodzenie boso. Głaskanie kota albo psa. Przytulanie kogoś, kogo kochasz. Słuchanie tej piosenki, na którą masz teraz ochotę. Spokojna chwila spędzona ze Stwórcą. To tylko początek listy rzeczy, które są mi bliskie i które szybko potrafią podładować mi wewnętrzną bateryjkę na tyle, że na koniec dnia nie będę zmęczonym, zirytowanym, narzekającym, nieznośnym stworzeniem. Co jest na twojej liście?

DEON.PL POLECA

To, co na niej masz, jest twoje i jest w zasięgu ręki. Niezależnie od stanu konta, stanu zdrowia, aktualnego stanu emocji i umysłu (poza przypadkiem depresji, która jak każda inna choroba potrzebuje uważnego leczenia) każdy ma pod ręką swoje kwadransowe drobiazgi, małe przyjemności, chwile odpoczynku, które jak cynamon w kawie nadają codzienności inny smak. Lekkość. Pomagają głęboko oddychać, lubić siebie i resztę świata. Cieszyć się życiem, zamiast nieustannie się nim martwić na zapas.

To nie jest łatwe, to nie jest modne, jak w tej starej piosence T-Love. Nasi rodzice ciężko pracowali, my pracujemy równie ciężko i do tego mamy smartfony: cudowne źródło łatwego dostępu do niemal wszystkiego, a jednocześnie niemal pewne źródło zmęczenia i depresji. Dajemy sobie kraść nasz odpoczynek jak najwięksi naiwniacy świata. Zapominamy, że można zrobić coś innego niż wczoraj i przedwczoraj. Odzwyczajamy się, odwykamy. Horyzont możliwości maleje i kurczy się do małego, czarnego ekranu, który zalewa nas tysiącem pięknych zdjęć i fajnych ludzi, których nie da się dotknąć ani z nimi spotkać i przemęcza umysł tak, że zatapiamy się w smutku i nijakości. Czujemy, że życie smakuje inaczej, gorzej, mniej i zwalamy to na okoliczności, wiek, politykę, inflację, cokolwiek.

A przecież wystarczy kwadrans. Kwadrans dziennie. Jedna drobna rzecz, która wciąż cię przecież cieszy, ale nie dajesz sobie pozwolenia, by się nią ucieszyć. Może jutro. Może w weekend. Albo myślisz inaczej: to za mało, to i tak nie wystarczy. Może dajesz się okradać się z tego kwadransa Instagramom, fejsom i tiktokom, które żyją, boleśnie dosłownie, z twojego czasu i uwagi. I nie korzystasz z usług tego mocnego zawodnika w walce o radość życia, którego tak łatwo nie docenić i uznać za zbyt mały – bo co to jest piętnaście minut - żeby miał moc.
A ma. I to jaką! W dodatku na wyciągnięcie ręki. Dostępną dla każdego.
Dlaczego tak wiele osób o tym zapomina? Co nam się stało? Kiedy? Kto nam to zrobił?

Znam ludzi, którzy żyjąc w pięknym miejscu, mając wokół siebie dobrych ludzi, z budżetem pozwalającym na małe przyjemności nie potrafią sami siebie przekonać, że to, co jest pod ręką, może wystarczyć. Że nie trzeba jechać daleko, wchodzić wysoko, robić wszystkiego na tysiąc procent, że czasem wystarczy podładować wewnętrzną baterię o pięć kresek, przez kwadrans chodzić boso po trawie, przejść się z psem na skraj lasu i pooddychać sosnowym, żywicznym powietrzem – i to wystarcza, to na dziś wystarcza, tak jest dobrze.

To nie znaczy, że trzeba porzucać marzenia, te duże, które często najłatwiej się realizuje właśnie podczas urlopu. Ale duże marzenia składają się z małych chwil; pięć godzin górskiej wspinaczki po to, żeby kontemplować przez kwadrans widok ze szczytu, pół dnia w pociągu, żeby zanurzyć się w chłodnej i czystej wodzie leśnego jeziora, bo to właśnie ten widok i to jezioro zostają w głowie i czasami na zdjęciach. Ten kwadrans, drobiazg, mały wycinek całości, który jest jak wanilia w lodach: mikroskopijna ilość, a jednak to ona tutaj rządzi.

Coraz mniej z nas umie się zatrzymać, zachwycić, zagapić. Pobyć. Mamy czas wyliczony co do minuty, a jednak jest go ciągle mniej i mniej. Dusi nas uczucie, że gdy się na chwilę zatrzymamy, coś ważnego stracimy. A przecież tracimy o wiele więcej, nie zatrzymując się ani na chwilę, niemal każdego wieczora wyładowując swoją baterię do zera.

Wystarczy kwadrans, jedna drobna rzecz, która nie przestała cię jeszcze cieszyć.
Wiesz, co to jest. Jeszcze pamiętasz, prawda?
Nie odkładaj jej na jutro.
Jutra może nie być.

Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Poza pisaniem ogarnia innym ludziom ich teksty i książki. Na swoim Instagramie organizuje warsztatowe zabawy dla piszących. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem. Jest żoną i matką. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając dobrych historii. W Wydawnictwie WAM opublikowała podlaski kryminał z podtekstem - "Ciało i krew"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Pamiętasz jeszcze o drobnych rzeczach, które sprawiają ci radość?
Komentarze (3)
DW
~Drumena Wilde
15 lipca 2023, 16:38
Najważniejsze są priorytety. Nie wymyślone bóstwa. Rodzina (moja się bardzo skurczyła), zwierzęta. Dwie godziny o świcie z Szyszką- intensywny ruch, piłeczka, piłeczka- mam wyrzutnię- praca- co? sobota? W niedzielę też pracuję .Przestańcie się użalać
JK
~Jan Kocoń
10 lipca 2023, 15:56
Coraz więcej ludzi w Polsce cierpi na depresję. Wraz z tą chorobą przychodzi objaw zwany ahedonią - czyli zanikiem odczuwania radości i przyjemności z czegokolwiek. Wszystko staje się jednakowo nużące i jałowe.
AM
~Adam MB
9 lipca 2023, 09:17
Dzięki, pani Marto. Dobrze pani pisze...