Komunia dla rozwiedzionych? Co ustalono w Watykanie?
Czy osoby rozwiedzione, które zawarły nowe związki, mogą przystępować do Komunii świętej? Dziesięć lat po ogłoszeniu adhortacji Amoris laetitia Kościół wciąż nie ma w tej sprawie powszechnie przyjętej odpowiedzi. Watykańskie spotkanie, które miało podsumować dekadę stosowania dokumentu, nie przyniosło przełomu. Ujawniło za to głębokie różnice w podejściu do prawa kanonicznego, miłosierdzia i duszpasterskiego rozeznania. W dyskusji pojawił się również problem, który może mieć znacznie szersze konsekwencje: dlaczego do kapłaństwa przygotowuje się latami, a narzeczonym Kościół często oferuje zaledwie kilkadziesiąt godzin przygotowania do wspólnego życia?
Papież Leon XIV zaprosił do Rzymu przewodniczących konferencji episkopatów, zwierzchników Kościołów wschodnich oraz małżeństwa, by podsumować dziesięć lat stosowania adhortacji Amoris laetitia. Plany spotkania pokrzyżowała jednak hospitalizacja Ojca Świętego w związku z rozpoznanym nowotworem płuca. W rezultacie raport podsumowujący obrady nie został opublikowany. Dokument pozostaje niejawny i czeka na decyzję papieża.
Jednym z głównych tematów spotkania był słynny przypis z ósmego rozdziału adhortacji Amoris laetitia, który otworzył drogę do dopuszczania niektórych osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach, do Eucharystii. Czy watykańskie obrady przyniosły w tej sprawie przełom? Na razie nic nie wskazuje na to, by uczestnicy wypracowali nowe rozstrzygnięcia lub jednolite wytyczne dla duszpasterzy. Nadal kluczowe pozostaje indywidualne rozeznanie konkretnej sytuacji.
Jak wyjaśnia indyjski ekspert, o. Shaji Kochuthara CMI, Amoris laetitia nie dała automatycznego „zielonego światła” wszystkim osobom rozwiedzionym, które zawarły nowe związki. Przeciwnie, podkreśla potrzebę uważnego przyjrzenia się ich sytuacji życiowej, odpowiedzialności i możliwościom dalszej drogi wiary. Takie rozeznanie może prowadzić do sakramentalnego rozgrzeszenia i Komunii świętej, ale nie oznacza, że stanie się tak w każdym przypadku. Samo podejście, oparte na indywidualnej ocenie zamiast jednolitych reguł stosowanych wobec wszystkich, wciąż budzi jednak poważne opory w części Kościoła.
Różne akcenty czy teologiczny klincz?
Oficjalne komunikaty Watykanu podkreślają, że uczestnicy spotkania prezentowali „różne akcenty”, ale nie doszło między nimi do otwartego sporu. Jak zaznaczył o. Giacomo Costa SJ, odpowiedzialny za przebieg obrad, „miłosierdzie i prawo nie są ze sobą w konflikcie”. Wypowiedzi niektórych uczestników pokazują jednak, że pod powierzchnią tej zgodności kryją się poważne różnice. Jeden z afrykańskich biskupów powiedział redakcji The Pillar, że w kwestii osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach sytuacja niewiele się zmieniła od dziesięciu lat. Jego zdaniem watykańskie dyskusje zbyt mocno koncentrowały się na słuchaniu i towarzyszeniu, a za mało miejsca poświęcono nawróceniu i pokucie. Bez nich – przekonywał hierarcha – powrót do sakramentów może okazać się jedynie pozornym rozwiązaniem.
Inny biskup z Ameryki Łacińskiej zwrócił uwagę na trudności, z jakimi mierzą się proboszczowie. Od zwykłego księdza pracującego w parafii oczekuje się niekiedy przeprowadzenia skomplikowanego rozeznania duchowego i moralnego w bardzo delikatnych sprawach małżeńskich. W praktyce może to przekraczać jego możliwości i kompetencje. Spór wciąż toczy się więc między zwolennikami mocnego podkreślania zasad prawa kanonicznego a tymi, którzy większy nacisk kładą na duszpasterskie towarzyszenie wiernym.
Teolożka Marcela Mazzini z Katolickiego Uniwersytetu Argentyny przypomina natomiast, że Amoris laetitia nie zerwała z dotychczasowym nauczaniem Kościoła, lecz nawiązała do myśli Jana Pawła II zawartej w adhortacji Familiaris consortio. Podkreśla również, że rozeznając sytuację osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach, nie można skupiać się wyłącznie na ich obecnej sytuacji. Trzeba wziąć pod uwagę także krzywdę porzuconego współmałżonka oraz dobro dzieci.
Absurd formacyjny: weekend na całe życie
Jednym z najważniejszych wniosków ze spotkania była potrzeba zmiany sposobu przygotowania narzeczonych do małżeństwa. Biskupi zwrócili uwagę na uderzającą dysproporcję: formacja przyszłego księdza i rozeznawanie jego powołania trwają od sześciu do nawet czternastu lat, podczas gdy narzeczeni, którzy chcą spędzić ze sobą całe życie, często muszą zadowolić się zaledwie dwudniowym kursem przedślubnym. „Czy traktujemy małżeństwo jako powołanie wystarczająco poważnie?” – zapytał jeden z biskupów z Ameryki Południowej.
Uczestnicy spotkania uznali, że przygotowanie do małżeństwa powinno wyglądać inaczej niż dotychczas. Nie wystarczą krótkie wykłady tuż przed ślubem. Narzeczeni potrzebują dłuższego przygotowania i wsparcia, które pomoże im także w pierwszych latach wspólnego życia. Mogłyby im w tym towarzyszyć doświadczone małżeństwa oraz żonaci diakoni. Podkreślono również, że parafia nie powinna przypominać sobie o rodzinach dopiero wtedy, gdy pojawiają się poważne trudności lub groźba rozpadu związku. Powinna towarzyszyć im na co dzień, także w spokojniejszych okresach życia. Pojawił się ponadto postulat, by małżeństwa aktywnie uczestniczyły w formacji przyszłych księży i diakonów. Dzięki temu kandydaci do święceń mogliby lepiej poznać codzienne radości, trudności i odpowiedzialność związane z życiem rodzinnym.
Odkrywanie kruchości zamiast ferowania wyroków
Na ważną różnicę zwrócili uwagę abp Charles Jude Scicluna z Malty i bp Philippe Bordeyne. Chodzi o słowo „kruchość”, które we włoskim oryginale adhortacji Amoris laetitia pojawia się 18 razy. W angielskim tłumaczeniu zastąpiono je słowem „słabość”. To pozornie niewielka zmiana, ale niesie ze sobą istotną różnicę w znaczeniu. Kruchość nie dotyczy bowiem tylko osób żyjących w tak zwanych „sytuacjach nieregularnych”. Jest częścią ludzkiego życia i doświadcza jej każdy z nas. Dlatego ksiądz nie powinien występować wobec wiernych przede wszystkim w roli sędziego, lecz człowieka, który potrafi słuchać i towarzyszyć.
Dyskusje w Watykanie pokazały, że problemy współczesnych rodzin nie ograniczają się do kwestii teologicznych. Wpływają na nie także ubóstwo, migracja, przemoc domowa, a nawet codzienne korzystanie ze smartfonów, które coraz częściej odciągają domowników od siebie. Prof. Stanislaus Chu Ilo z Chicago podkreślił, że Kościół powinien nauczyć się być blisko ludzi w ich cierpieniu, zamiast proponować im proste i szybkie rozwiązania.
Uczestnicy spotkania opuścili Rzym bez wspólnego raportu i gotowych odpowiedzi na wszystkie pytania. Jedno pozostaje jednak jasne: rozeznawanie w trudnych sytuacjach małżeńskich, także w przypadku osób rozwiedzionych, nadal należy do zadań duszpasterzy. Aby jednak mogli dobrze wypełniać tę misję, potrzebna jest głębsza zmiana podejścia do duszpasterstwa rodzin. Bez niej nawet najlepsze wskazania zawarte w Amoris laetitia mogą pozostać jedynie pięknymi słowami na papierze.
Skomentuj artykuł