Krakowska kuria ws. zwolnionej katechetki

(fot. Piotr Drabik / flickr.com)
KAI / slo

"Wybór pracy w roli katechety wiąże się z akceptacją wymagań moralnych, jakie stawiane są nam wszystkim, uczącym religii. Rezygnacja z tych wymagań moralnych oznacza jednocześnie rezygnację z prawa do katechizowania" - napisał w oświadczeniu ks. Krzysztof Wilk.

Dyrektor Wydziału Katechetycznego Kurii Metropolitalnej w Krakowie odniósł się do sytuacji jednej z katechetek, która żyła w konkubinacie.

W środę w "Gazecie Wyborczej" ukazał się artykuł o zwolnieniu z jednej z krakowskich szkół katechetki, która żyła w konkubinacie. Ks. Krzysztof Wilk, dyrektor Wydziału Katechetycznego Kurii Metropolitalnej w Krakowie wydał oświadczenie w tej sprawie. Czytamy w nim, że katechetka nie otrzymała od proboszcza wymaganej zgody na przedłużenie misji kanonicznej (wymaganej do nauczanie religii w szkole) "ze względu na swój osobisty wybór życiowy, którego konsekwencje doskonale rozumiała".

Jak informuje KAI ks. Wilk, kobieta w ubiegłym roku szkolnym była na przysługującym nauczycielom urlopie zdrowotnym. Z końcem sierpnia wygasała jej misja kanoniczna. Wydział Katechetyczny przypomniał jej, że to warunek rozpoczęcia pracy w szkole od września br. Katechetka nie złożyła jednak odpowiednich dokumentów.

DEON.PL POLECA

Ks. Wilk podkreśla, że kobieta nie została zwolniona przez dyrekcję, a "utraciła na mocy prawa możliwość nauczania religii". Zaświadczenie o ciąży dostarczyła do szkoły dopiero 22 dni po wygaśnięciu uprawnień do nauczania religii.

"Wybór pracy w roli katechety wiąże się z akceptacją wymagań moralnych, jakie stawiane są nam wszystkim, uczącym religii. Rezygnacja z tych wymagań moralnych oznacza jednocześnie rezygnację z prawa do katechizowania" - poinformował w oświadczeniu ks. Wilk.

W związku z nieobecnością katechetki od 1 września br. dyrekcja szkoły zatrudniła na zastępstwo uczącego w tej placówce księdza.

"W tym trudnym zdarzeniu nie zaistniało nic, co byłoby zaskoczeniem dla katechetów. To prawna konsekwencja, którą znają i z którą liczą się wszyscy uczący religii. Nie można ominąć w tym jednym przypadku zasad i wymogów, które obowiązują pozostałych uczących religii" - napisał dyrektor Wydziału Katechetycznego krakowskiej kurii.

Kapłan przyznał też, że była katechetka pozostaje w złożonej sytuacji prawnej. "Nikt nie poruszył tematu pomocy, jakiej potrzebuje ta Pani. Osobiście Ks. Kardynał przypomniał, by Kościół Krakowski nie zostawił bez pomocy także tej materialnej, gdy przyjdzie na to czas i pora" - kończy oświadczenie ks. Wilk.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Krakowska kuria ws. zwolnionej katechetki
Komentarze (43)
.
.
8 listopada 2014, 12:54
sic
J
jana
8 listopada 2014, 09:34
Kuria narobiła sobie problemów na własne życzenie. Mogli od razu cofnąć misję kanoniczą katechetce, gdy się rozwiodła i zaczęła życ w konkubinacie. Czy wtedy nie widzieli, że taka osoba nie spełnia moralnego wymogu stawianego katechetom? Wtedy , gdy jeszcze nie była w ciąży, nie było by problemów, z jej zwolnieniem. A teraz jest szum, no bo jak to zwalniać kobietę w ciąży?
K
krak
8 listopada 2014, 10:24
Czy naprawdę sądzisz, że kuria chodzi z batem po domach kaetchetów i sprawdza, kto z kim sypia?
J
jana
8 listopada 2014, 10:35
Takie rzeczy Kuria powinna wiedzieć. Wszak są jasne wymagania, kto może wykonywać pracę katechety. Źle by świadczyło o Kurii, jeśli by zaniechała obowiązku sprawdzenia komu powierza naukę religii. Chcesz powiedzieć, że wymagania są tylko na papierze i pracę mogą wykonywać geje, lesbijki, cudzołożnicy?
A
anonim
8 listopada 2014, 11:45
Takie rzeczy Kuria powinna wiedzieć. --- Powinna wiedzieć? A niby skąd? Własny aparat śledczy czy system donosicieli? Tobie najwyraźniej Kościół myli się z NKWD... Źle by świadczyło o Kurii, jeśli by zaniechała obowiązku sprawdzenia komu powierza naukę religii. --- Obowiązek sprawdzenia? Sama to wymyśliłaś czy ktoś Ci wcisnął taki kit? Chcesz powiedzieć, że wymagania są tylko na papierze i pracę mogą wykonywać geje, lesbijki, cudzołożnicy? --- Nie. Nikt nie chciał nic takiego powiedzieć. Wymagania nie są tylko na papierze. Ale nie oznacza to że Rada Parafialna chodzi po parafiach zbierając plotki a ministranci śledzą gdzie chodzą i co robią "podejrzani"
P
pytam
7 listopada 2014, 21:05
Katecheta zwolniony ze szkoły nie ma odprawy takiej jak inni nauczyciele... Nawet jeśli jest nauczycielem dyplomowanym, a przechodzi wszystkie stopnie, egzaminy, staże tak jak inni. Czy to jest równośc wobec prawa wszystkich nauczycieli ???
A
anonim
7 listopada 2014, 21:56
Katecheta jest nauczycielem tak jak każdy inny nauczyciel i ma dokładnie takie same prawa jak i każdy inny nauczyciel! Dlaczego więc wypisujesz takie bzdury? Zależy ci na tym aby mącić i jątrzyć?
P
Pero
7 listopada 2014, 13:43
Pora więc zwolnić księży, którzy żyją w podobnych związkach...
MR
Maciej Roszkowski
7 listopada 2014, 11:39
Stroną umowy o pracę jest szkoła. Jeśli tę Panią skrzywdzono, to sąd pracy to nakaże zmienić. Kuria przyznając misje kanoniczną daje jedynie prawo nauczania religii.
K
kate
7 listopada 2014, 19:01
Jest prawny pat, gdyż wprawdzie stroną umowy jest szkoła, ale bez misji kanonicznej nie można uczyć w szkole: nie ma misji, umowa o pracę jest rozwiązana. Katecheta nie staje się nawet nieczynnym nauczycielem. Jest nikim. Stąd katecheci świeccy, aby być nauczycielami robią inne studia, zatrudniają się jako np. nauczyciele jęz. polskiego i dodatkowo są katechetami. Gdy tracą misję, mogą dalej uczyć - nie tracą uprawnień nauczycielskich.
A
anonim
7 listopada 2014, 20:06
Piszesze nieprawdę i wprowadzasz w błąd. Bez misji kanonicznej nie możesz uczyć religii, a nie że nie możesz uczyć w szkole
K
kate
8 listopada 2014, 02:46
Możesz uczyć w szkole, ale nie jako katecheta. Jeśli zrobisz studia z innej dziedziny, np. biologii, matematyki to tak, ale nie jako katecheta. Jak cię zwolnią ze szkoły jako katecheta, a masz misję, to możesz szukać innej szkoły, która cię zatrudni jako katecheta, ale jak misji nie masz, nie jesteś nawet nieczynnym nauczycielem. Tu jest pat. Nie ma u nas wolnego zawodu nauczyciel religii, jak jest wolny zawód nauczyciel chemii.
A
anonim
8 listopada 2014, 08:32
Możesz uczyć w szkole, ale nie jako katecheta. --- Jest zasadnicza różnica pomiędzy Twoim pierwszym twierdzeniem, że: "bez misji kanonicznej nie można uczyć w szkole" - co jest nieprawdą, a więc zwyczajnym kłamstwem sfabrykowanym tak aby wprowadzać w błąd, a tym stwierdzeniem które teraz na Tobie wymusiłem, że: "Możesz uczyć w szkole, ale nie jako katecheta". Nie ma u nas wolnego zawodu nauczyciel religii, jak jest wolny zawód nauczyciel chemii. --- Chemia jest niezależną nauką, jednakowa w treści niezależnie od wyznawanych poglądów religijnych. Natomiast religie są różne, i nauczane treści oraz wartości przekazywane w trakcie przedmiotu religia mogą być bardzo różne zależnie od konkretnej religii. Nie istnieje więc coś takiego jak uniwersalny nauczyciel wszelkich religii. I dziwi mnie to że nie jesteś w stanie zrozumieć tego iż to jedynie dany Kosciół ma prawo decydować o tym kto w imieniu danego Kościoła będzie katechizował. Katecheta to nie prostytutka świadcząca swoje usługi wg upodobań płacącego.
T
tomi
6 listopada 2014, 19:42
Druga rzecza ktora mnie zastawia czym tak na dobra sprawe sa studia teologiczne w Polsce, glajtem, przepustka do nauki religii w szkolach. Zdaje sie ze tak. A skoro tak to czy to powinno byc celem ich? Druga rzecz czemu sluza, jakie cele spelniaja? Czy przypadkiem nie sa zamknietym garnkiem z szkoda dla ogolu katolikow? Moze czas pomyslec o przekazie wiary w ramach teologii? Moze warto sie otworzyc na ogol, na interaktywne zajecia, wyklady, zajecia roczne, semestralne, dwuletnie dla ogolu? Druga rzecz postawie teze, ale nie chce nikogo krzywdzic, ze dziesiejsze zajecia z telogii niewiele maja wspolnego z wiara, jej przekazem w duzej mierze? Trzecie pytanie cy w Polsce mamy uczelnie katolickie tylko z nazwy? W moim odczuciu tak, sam taka skonczylem i niczym sie roznila od typowo laickich uczelni, no moze wiecej wykladowcow w koloratkach i rozpoczecia roku akademickiego robione dla siebie z goscinnym udzialem biskupow.  Wiec stawiam pytanie o tozsamosc? 
K
kate
6 listopada 2014, 19:51
Bardzo dobre stwierdzenie. Również zauważam utratę tożsamości przez uczelnie katolickie w Polsce, również z winy samego Kościoła - liczą tylko na dotacje państwowe, prowadzą "gładkie" badania, takie bezpieczne obszary, żeby dostać grant, a nic właściwie dla rozwoju nauki nie zrobić. Nie tworzą alternatywy naukowej, a więc nie mają wpływu na bieg rozwoju świata. Nie umieją oddziaływać na społeczeństwo i tym samym trudno je przekonać, dlaczego wierni mają na nie łożyć - tylko dlatego, że katolickie, to dzisiaj za mało, żeby przetrwać. A katecheza jest tylko odzwierciedleniem poziomu nauczania teologi u nas.
A
anonim
6 listopada 2014, 22:41
Druga rzecza ktora mnie zastawia czym tak na dobra sprawe sa studia teologiczne w Polsce, glajtem, przepustka do nauki religii w szkolach. Zdaje sie ze tak. --- Masz rację, zdaje Ci się... Aż nie chce się komentować głupstw które wypisujesz...
T
tomi
7 listopada 2014, 21:04
teologia bespieczna , taka 4m od brzegu plywam, w wodzie tak do kolan, dalej w morze wiekszosc nie rusza, bo przyzwolenia biskupow nie ma, przeciez to nie 2000 lat i jeszcze potona, wiec wzorem Piotra wiekszosc w morze nie ruszy a bedzie nogi moczyc przy brzegu. Swieckie katolickie uczelnie zamienily sie w laickie zupelnie, a seminaria za to puszki, zamkniete, zkoszarowane, z zasady wyrownaj w szeregu do srodka, ani waz sie wychilic i zapytac, sredni i przecietny, byle zdyscyplinowany i trzymajacy sie regulaminu i modelu.  Wiele lat temu pewien wikary (swoja droga naprawde dobry ksiadz, o ktorym parafianie potrafia powiedziec "Nasz Ukochany Proboszcz"  )dziwil sie na kazaniu ze jak byl w sutannie na KULu to nikt go nie pozdrowil, ale dzisiaj to rozumiem. Wielu duchownych potrafi miec jakies takie rozdwojenie, potrafia byc dwoma osobami jednoczesnie. Zupelnie inny czlowiek jako dajmy na to wykladowca akademicki na kierunkach swieckich, a inny np jako rektor seminarium. I nie jest to kwestia czestotliwosc noszenia kolaratki a sutanny. 
T
tomi
6 listopada 2014, 19:20
Ktos madrze tutaj napisal, ze czym tak naprawde jest lekcja religii? Katecheza(przekazem wiary), lekcja teologii, lekcja religioznawstwa? Bo albo jest to jeden z przedmiotow szkolnych, na takich samych prawach jak wszystkie, albo sa to zajecia katechezy(przekazywania wiary) w jakiejs wydzielonej enklawie rzadzacej sie swoimi prawami. Religia nie moze byc tez narzuceniem albo przymuszeniem ucznia na chodzenie na nia. Jesli jest to przekaz Wiary, nie moze byc tez na sile i indoktrynacja tych co do Kosciola Katolickiego nie naleza. Z punktu widzenia mnie jako katolika i pewnie z punktu widzenia Kosciola Katolickiego wszystko jest w porzadku, tak powinno byc... Jednak prosze sobie wyobrazic ze zamieszkal bys w kraju w 90% islamskim i ktos cie zmusza do chodzenia na ich lekcje religii i studiowania Koranu. I co wtedy katoliku bys robil?  W moim odczucia przekaz wiary powinien byc realizowany w wspolnotach religijnych, do ktorej dana rodzina nalezy. To rodzice, wspolnota danego kosciola powinni dbac o przekaz Wiary. W szkole co najwyzej powinny byc lekcje religioznawstwa, ewentualnie etyki. Jesli chodzi o katolikow dzieci powinny byc animowane w parafiach. Druga rzecza ktora powinna byc powszechnie dostepna to szkoly katolickie i spoleczne, gdzie wartosci katolickie powinny byc przekazywane i tam lekcje religii jak najbardziej, ale dobor kadry powinnien byc pozostawiony dyrekcjom szkol.
A
anonim
6 listopada 2014, 22:38
Coś Ci się pomieszało, bo wbrew temu co sugerujesz, religia w szkole nie jest obowiązkowa czy przymusowa. I nie jest też bynajmniej żadną indoktrynacją na siłę kogokolwiek, a w szczególności tych co do Kościoła Katolickiego nie należą. Więc Twoje odwoływanie się do islamu jako przykładu, i porówwnywanie do przymuszania do studiowania Koranu jest bez sensu.
K
kate
6 listopada 2014, 17:41
Mnie ta cała sprawa bardzo bulwersuje, a odpowiedź Kurii jest wymijająca i nie dotyka problemów poruszonych w artykule GW i również w dzisiejszej prasie. Kobieta 16 lat pracuje jako katechetka, więc zakładam, iż wie, jakie wymogi stawiane są katechetom, również co do postawy moralnej. Na rozwód kobiety Kościół nie zareagował, choć katechetka już wtedy zgłaszała wątpliwość, czy otrzyma misję. O konkubinacie też Kościół wiedział od dawna i nic w tej sprawie nie robił. De facto sprawy by nie było, gdyby sama kobieta kurii nie poinformowała o ciąży. Chciała poinformować, że nie będzie ubiegać się o misję po macierzyńskim, ale chciała zachować etat w szkole, bo od tego zależy wysokość macierzyńskiego. I tu w mojej ocenie kuria postąpiła nie fair: odebrała jej misję zamiast ją zawiesić - przecież i tak  pracujacy w tej szkole ksiądz wziąłby jej uczniów i dopełnił etat jako zastępstwo za koleżankę, a od następnego roku wziąlby cały etat. Kuria się pogubiła prawnie, a powinna wiedzieć, że odebranie misji skazuje kobietę na wyrzucenie ze szkoły: nie ma macierzyńskiego jako bezrobotna. Kościół nie zadbał o uregulowanie tej kwestii nawet wtedy, gdy do szkół zaczęli wchodzić świeccy katecheci. Jest to poważne niedopatrzenie. A władze oświatowe traktują katechetów jak dopust boży, nie chcą wchodzić w konflikt z Kościołem i mamy pat. Wizerunek Kościoła na tym poważnie traci zwłaszcza, że katecheci świeccy są sukcesywnie, jeśli chodzi o krakowską diecezję, rugowani ze szkół na rzecz duchownych.
K
Kinga
6 listopada 2014, 18:07
nie ma macierzyńskiego jako bezrobotna Macierzyński to urlop po narodzinach dziecka , było duzo czasu , aby o tym pomyśleć , spotkały ją tylko konsekwencje jej własnych wyborów.
K
kate
6 listopada 2014, 19:37
Ta Pani jest dopiero w ciąży. Obecnie jest na chorobowym, rozwiazanie na Wielkanoc. Ale cała sprawa pośrednio dotyczy tej Pani - chodzi o sposób rozwiazywania umowy o pracę z katechetami, czy pracodawcą jest Kościół, czy Państwo. Kościół wystawia misję kanoniczną lub nie i nic go poza tym nie obchodzi, a Państwo umywa ręce. To tylko sprawia, że praca katechety jest obarczona ogromnym ryzykiem, słowem dla bardzo zamożnych lub desperatów. Nie chciałabym, aby dzieci uczyli desperaci.
A
anonim
6 listopada 2014, 22:31
Najwyraźniej nie masz pojęcia o czym piszesz... Kościół wystawia (lub nie) misję kanoniczną właśnie dlatego, że obchodzi go kto prowadzi katechizację. Pracodawcą nie jest ani Kościół ani państwo. Pracodawcą jest szkoła! Państwo nie umywa rąk a właśnie robi to co do niego należy. Religii nie może uczyć byle kto. Nauczyciel religii musi być do tego delegowany przez swojego biskupa. A jak nie ma takiej delegacji (misji kanonicznej) to nie może być zatrudniony jako nauczyciel religii, zwyczajnie nie ma uprawnień do nauczania religii. I nie jest to żadne kuriozum. Jest wiele zawodów przy których wymagane są specyficzne uprawnienia, a z chwilą gdy się je traci, to traci się możliwość wykonywnia danego zawodu. Wbrew temu co piszesz, praca katechety obarczona jest znacznie mniejszym ryzykiem niż praca innych nauczycieli. I nie trzeba być ani zamożnym ani desperatem, wystarczy się nie puszczać.
K
kate
7 listopada 2014, 13:09
Jest różnica zasadnicza między katechetą a innym nauczycielem w szkole. Katecheta to nie nauczyciel religii - bardzo bym chciała, żeby tak było, ale tak nie jest. Katecheta jeśli nie ma misji nie może uczyć w szkole - ta Pani ma uprawnienia pedagogiczne i mogłaby pracować na świetlicy szkolnej, ale ponieważ jest katechetką nie może. Katecheta jest taką chybrydą - jeśli jest to osoba duchowna, ksiądz czy siostra zakonna, to nie zalezy im na umiejscowieniu społecznym - mają oparcie w strukturze kościelnej, świecki katecheta może jedynie liczyć na Pana Boga, gdy straci pracę. Jest poza systemem. Dla dyrekcji szkoły to kula u nogi - jeśli chcą zapewnić naukę religii w szkole muszą się liczyć z tym, że wybierać moga jedynie z tej puli ofert, jakie proponuje Kościół. Nie mają zupełnie wpływu na to, jakie osoby w szkole katechizują. Pracowałam w wielu szkołach i zawsze to był problem: szkoła nigdy w tej sprawie nie jest autonomiczna, musi współpracować z parafią. Spróbuj zatrudnić katechetę w Krakowie z innej diecezji - to niemożliwe. Znam szkołę, która chciała zatrudnić katechetę z Austrii - nie mogła. Moralność nie ma tutaj nic do rzeczy - przecież obowiązuje wszystkich katolików, czy uczą w szkole, czy nie - to kwestia systemu.
A
anonim
7 listopada 2014, 14:08
Piszesz nieprawdę twierdząc, że katecheta to nie nauczyciel religii. Bo właśnie katecheta to nauczyciel religii. Przedmiot szkolny nazywa się religia, a osoba prowadząca zajęcia z tego przedmiotu nazywa się nauczycielem religii. Określenie katecheta wynika z tego, że w trakcie tego przedmiotu odbywa się katechizacja. Kolejną nieprawdę piszesz twierdząc, że osoba mająca uprawnienia pedagogiczne mogłaby pracować na świetlicy szkolnej ale nie może ponieważ jest katechetką. Misje kanoniczne dają możliwość prowadzenia lekcji religii, a nie zabierają możliwość pracy w szkole na świetlicy czy jako nauczyciel innych przedmiotów. I jeżeli jakaś osoba ma prawo pracować na świetlicy czy uczyć jakiegoś przedmiotu to misje kanoniczne nie odbierają jej tego prawa. Kolejną nieprawdę piszesz twierdząc, że gdy świecki katecheta traci pracę to może liczyć jedynie na Pana Boga. Świecki katecheta jest w dokładnie takiej samej sytuacji jak każdy inny świecki tracący pracę. Jego możliwości znalezienia zatrudnienia zależą od tego jakie ma kwalifikacje. Nauczanie religii to nie sposób na bezrobocie. cd
A
anonim
7 listopada 2014, 14:08
cd Kolejną nieprawdą jest Twoje stwierdzenie, że szkoła nie ma zupełnie wpływu na to jakie osoby w szkole katechizują i że jest to dla szkoły kula u nogi. Nauczyciel religii podlega ocenie tak samo jak każdy inny nauczyciel przedmiotowy i może być zwolniony na dokładnie takich samych zasadach jak każdy inny nauczyciel. Jedyna różnica polega na tym, że skoro ma prowadzić lekcje z jakiejś religii to musi zostać zaaprobowany przez przedstawicieli danej religii - w Kościele Katolickim nazywa się to misją kanoniczną. Kolejną nieprawdą jest Twoje twierdzenie, że niemożliwe jest aby zatrudnić w Krakowie katechetę z innej diecezji, np. z Austrii. Zatrudnienie katechety spoza diecezji - nawet z Austrii - jest jak najbardziej możliwe. Tyle tylko, że to nie szkoła jest uprawniona do tego by decydować kto ma prowadzić lekcje danej religii. Jak na osobę rzekomo pracującą w szkole stanowczo za dużo tych nieprawd...
K
kate
7 listopada 2014, 18:40
Katecheza obejmuje proces wtajemniczenia religijnego, zaś nauczanie religii jest pojęciem szerszym i węższym zarazem - mamy tam elementy etyki, filozofii, psychologii religii, religionawstwa. Na mocy konkordatu ustalono w Polsce ścisły związek między katechezą a nauczaniem religii, choć de facto w aspekcie przygotowania do I Komunii i Bierzmowania Kościół idzie w poprzek tej praktyki wprowadzając na parafiach dodatkowe katechezy. W Ministerstwie Edukacji nie ma takiego departamentu, a był przed wojną, który odpowiadałby za nauczanie religii w szkole, stąd nie można matury z religii zdawać.
K
kate
7 listopada 2014, 18:41
Kościół ma całkowity nadzór nad treściami, ale i formą nauczania religii w szkole, to de facto ogranicza nadzór pedagogiczny dyrektora w szkole: może on zwrócić uwagę katechecie, że jego metody nauczania są niewłaściwe, ale dopóki ma misję, to go nie zwalnia. Jeżeli szuka innego katechety dyrektor musi się liczyć z tym, że kuria może nie dać misji katechecie, którego znalazł. Stąd praktyka najpierw misja, potem zatrudnienie w szkole. Jeśli chcę uczyć np. jęz.polskiego jako katechetka, bo mam uprawnienia, to jest problem, kiedy tracę misję, bo automatycznie jestem zwalniana. Dopiero muszę zatrudnić się jako nauczyciel jęz. polskiego, aby go uczyć. Nie ma takiego problemu, gdy jestem najpierw nauczycielem jęz. polskiego, a dodatkowo katechetką: wtedy OK tracę misję, ale zachowuję etat w szkole. Katechetą jest się tylko dzięki misji katechetycznej, jeśli ją tracisz przestajesz być katechetą. Jeśli jestem nauczycielem biologii, a mnie zwolnią ze szkoły jestem nauczycielem nieczynnym, ale nie tracę uprawnień nauczyciela, np. mogę nauczać nie w szkole, ale na portalu edukacyjnym. Misja katechetyczna wiąże bardziej niż jakiekolwiek zobowiązania zawodowe nauczyciela innego przedmiotu - nie można być nieprawomyślnym katechetą, ale można być nieprawomyslnym nauczycielem fizyki. Ponieważ rozwiązania systemowe są niedopracowane, a problemy ze świeckimi katechetami wzrastają obserwuję od dłuższego czasu problem rugowania świeckich katechetów ze szkół i zastępowania ich duchownymi. To jest bardziej na rękę dyrekcji, ale to też wskazuje na niepowodzenie podjętej w latach 90. akcji kształcenia świeckich katechetów na uczelniach katolickich: z znanych mi katechetów świeckich żaden już nie pracuje w szkole, a w szkołach, w których ja pracowałam też już nie ma świeckich katechetów.
A
anonim
7 listopada 2014, 22:03
Najwyraźniej nie masz pojęcia o czym piszesz a usiłujesz jedynie mącić dla swoich celów :-( Katecheza tak samo jak i religia są pojęciami, które mogą być rozumiane w szerszym lub węższym znaczeniu więc Twoje "refleksje" są chybione. A Twoje stwierdzenie, że "Na mocy konkordatu ustalono w Polsce ścisły związek między katechezą a nauczaniem religii" jest najzwyczajniej kosmiczną bzdurą.
A
anonim
7 listopada 2014, 22:37
W tym że to dany Kościół ma całkowity nadzór nad treściami i formą nauczania religii nie ma nic ani dziwnego ani niewłaściwego. Uważasz że nad treściami powinien mieć nadzór ktoś inny? Komuniści też tak uważali... Nieprawdą jest Twoje twierdzenie, że ogranicza to nadzór pedagogiczny dyrektora w szkole. Nauczyciel religii tak samo jak i inny nauczyciel podlega ocenie i tak samo jak i inni nauczyciele może być zwolniony. Misja kanoniczna nie czyni z niego świętej krowy. Twoje użalanie się że jak dyrektor znajdzie katechetę to może on nie dostać misji jest oparte na Twojej ignorancji i przekonaniu że to dyrektor szuka katechety. Jeśli rodzice/uczniowie życzą sobie religii w szkole to dyrektor zwraca się do Kościoła o zapewnienie katechety! I to zadaniem Kościoła jest znaleźć katechetę!
K
kate
8 listopada 2014, 02:57
Uważam, że powinien być departament katechetyczny w MEN, jak było przed wojną, gdzie ze strony kościelnej winni zasiadać metodycy katechetyczni i ze strony państwowej metodycy. To również zakładałoby inny charakter nauczania religii, mniej w stronę katechezy, a bardziej w stronę etyki i religioznawstwa. Katecheza zaś ściśle byłaby w Kościele poza szkołą.
A
anonim
8 listopada 2014, 08:39
Uważać to sobie możesz co tylko zechcesz. Weź jednak pod uwagę, że nie każdy musi uważać tak jak Ty, bo każdy ma takie same prawa jak i Ty więc może uważać inaczej. I weź również pod uwagę to, że chęć lansowania Twojego uważania nie upoważnia Ciebie do wypisywania nieprawdy.
A
anonim
6 listopada 2014, 14:11
Stawianie wymagań moralnych zgodnych z nauką KK wobec osób prowadzących katechizację jest całkiem logiczne i prawidłowe. Ostatecznie katechizacja to przekaz wiary. Nie widzę jednak jakiegokolwiek uzasadnienia aby tego rodzaju wymagania stosować wobec osób nie prowadzących katechizacji i nie przekazujących wiary, a prowadzących zajęcia dydaktyczne z przedmiotu jak każdy inny, i jak każdy inny przygotowujący do matury. Trzeba się więc zdecydować! Albo lekcje religii to katecheza i przekaz wiary więc stawiamy określone wymagania moralne, albo to przekaz wiedzy jak każdy inny przedmiot i życie osobiste nie powinno być osądzane.
E
etyk
6 listopada 2014, 15:03
Zastanawiałem się w kontekście Twojej wypowiedzi, czy chciałbym, aby moje dzieci były katechizowane/nauczane religii przez katolickiego księdza żyjącego w konkubinacie z kobietą, chłopem, czy kozą. Zastanawiałem się również nad możliwością nauczania moich dzieci etyki przez złodzieja, czy gwałciciela. W obu wypadkach moja odpowiedź brzmi NIE! Nie wyobrażam sobie również, aby matematyk, historyk, czy pani od biologii nauczające moje dzieci swoich przedmiotów mogły to robić pod wpływem środków psychoaktywnych, lub w nieprzyzwoicie skąpym odzieniu, albo mając na karku wyrok za nieudzielenie pomocy ofierze spowodowanego przez siebie wypadku drogowego. Nauczyciel, to zawód zaufania publicznego. Jeśli ktoś decyduje się być katechetą, to musi mieć świadomość znacznie ostrzejszych rygorów moralnych do spełnienia, niemniej ostre wymagania pod tym względem dotyczą wszystkich osób zawodowo zajmujących się nie tylko nauczaniem, ale i WYCHOWYWANIEM naszych dzieci!
A
anonim
6 listopada 2014, 16:42
Nie wyobrażam sobie również, aby matematyk, historyk, czy pani od biologii nauczające moje dzieci swoich przedmiotów mogły to robić pod wpływem środków psychoaktywnych, lub w nieprzyzwoicie skąpym odzieniu, albo mając na karku wyrok za nieudzielenie pomocy ofierze spowodowanego przez siebie wypadku drogowego. --- No to sobie dalej nie wyobrażaj i nie przytaczaj tak demagogicznych przykładów, bo to co podajesz jest niedopuszczalne nie tylko dla nauczycieli matematyki itp, a w dodatku nie słyszałem aby ktokolwiek domagał się dopuszczalności czegoś takiego. Lepiej zrobiłyś odnosząc się do tego o czym mówił artykuł, a więc np. do konkubinatu. A nie są mi znane jakiekolwiek przykłady protestów spowodowanych tym że nauczycielka, matka dzieciom jest panienką lub rozwódką albo tym że żyje w konkubinacie. Nauczyciel, to zawód zaufania publicznego. Jeśli ktoś decyduje się być katechetą, to musi mieć świadomość znacznie ostrzejszych rygorów moralnych do spełnienia, --- Masz rację, że nauczyciel to - to przynajmniej w teorii ciągle jeszcze -  zawód zaufania publicznego. I w związku z tym co? Nie może być rozwodnikiem? Nie może żyć w konkubinacie? A może jeszcze musi być ochrzczony i gorliwie praktykujący? A dla ateistów wobec tego osobne szkoły? Bo zapewne nie będą sobie życzyć aby ich dzieci uczył ochrzczony i praktykujący? Weź jednak pod uwagę, że tu nie było mowy o nauczycielu jako takim lecz o katechetce. Nie widzisz różnicy pomiędzy nauczycielem a katechetką?
K
kate
6 listopada 2014, 20:17
W wypowiedzi "etyka" i "anonima" są dwie rozbieżne kwestie: jedna dotyczy wymogów etycznych przynależnych nauczycielom wogóle jako grupie zawodowej, a drugie wymogów, jakie stawia się katechetom. Niestety nie ma takich szczegółowych zapisów, które by jednoznacznie określały co można, a co nie można: jest to uznaniowe. W małych miejscowościach czy na wsi łatwiej o tzw. ogląd społeczny, który de facto przesądza o uznaniu nauczyciela za wiarygodny podmiot, ale może być to bardzo krzywdzące, np. kłamliwe oskarżenia, obmowy czy nawet oszczerstwa. W dużych miastach problemem jest anonimowość: relacje są powierzchowne, a postawa nauczyciela badana jest jedynie w kontekście sytuacji szkolnych, a nie poza nią. Co do katechetów świeckich - są między młotem a kowadłem, z jednej strony nauczyciele (muszą mieć przygotowanie pedagogiczne), a z drugiej nie wiadomo co (teologowie?, religioznawcy?). Wymogi natury moralnej są też bardzo dwuznaczne: przecież właściwa postawa w zakresie choćby etyki małżeńskiej nie tylko obowiazuje katechetów, ale wogóle katolików, więc jeśli katolicy świeccy mają z tym problem, to dlaczego nie katecheci. No chyba, że uznamy, iż katecheta to jakaś inna nacja, między duchownymi a świeckimi, jakiś taki konsekrowany świecki katolik (może więc dawać misje kanoniczne tylko konsekrowanym dziewicom i konsekrowanym mężczyznom).
A
anonim
6 listopada 2014, 22:21
Co do katechetów świeckich - są między młotem a kowadłem, z jednej strony nauczyciele (muszą mieć przygotowanie pedagogiczne), a z drugiej nie wiadomo co (teologowie?, religioznawcy?). --- Nie bardzo wiem na czym miałoby polegać to bycie między młotem a kowadłem. Czy wg Ciebie przygotowanie pedagogiczne kłóci się z teologią czy religioznawstwem? Chyba po prostu nie wiesz co iznacza takie określenie. Wymogi natury moralnej są też bardzo dwuznaczne: przecież właściwa postawa w zakresie choćby etyki małżeńskiej nie tylko obowiazuje katechetów, ale wogóle katolików, więc jeśli katolicy świeccy mają z tym problem, to dlaczego nie katecheci. --- I niby na czym miałyby polegać te bardzo dwuznaczne wymogi natury moralnej? Co tam miałoby być dwuznaczne? Chyba znowuż nie wiesz co oznacza kolejne określenie.
E
etyk
7 listopada 2014, 10:59
Widzę, że adrenalina zalała Ci synapsy. Poluzuj trochę emocje i zacznij analizować przeczytany tekst bez naciągania jego treści pod swoje argumenty :) Nie powinna żyć w konkubinacie osoba ucząca, że konkubinat jest nie do przyjęcia z punktu widzenia teologii moralnej Kościoła Katolickiego, mniej więcej w taki sam sposób, jak matematyki nie powinien nauczać człowiek znany z tego, że uparcie twierdzi, iż 2+2=5 Wiem, że analogia jako narzędzie dowodzenia racji ma swoje wady, ale zanim puścisz kolejnego bluzga, że jestem demagogiem, weź łyk zimnej wody i pomyśl..., że rodzice chcący posyłać swoje dzieci na lekce religii mają prawo domagać się od Kościoła choćby elementartnej kompatybilności pomiędzy treścią nauczania i postawą nauczającego.
A
anonim
7 listopada 2014, 13:16
To mi adrenalina zalała synapsy?!? I dowodem na to ma być ta Twoja wywrzeszczana boldem odpowiedź? Tio Ty wyluzuj swoje emocje i przeczytaj ze zrozumieniem to co napisałem. Ja puściłem bluzga że jesteś demagogiem? Widzę że masz poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Nie widzisz różnicy pomiędzy moim stwierdzeniem, że przytaczałeś demagogiczne przykłady, a Twoim zarzutem że puściłem Ci bluzga że jesteś demagogiem? Masz oczywiście rację stwierdzając, że rodzice mają prawo domagać się od Kościoła choćby elementarnej kompatybilności pomiędzy treścią nauczania i postawą nauczającego. Jednak problem w tym, że choć takie ich prawo jest całkiem logiczne, to akurat znacznie prawdopodobniejsze jest to iż tak jak większość Polaków aprobuje rozwody i powtórne związki, tak samo większość rodziców będzie oburzona "wyrzuceniem z pracy ciężarnej kobiety". A tak poza tym, to te Twoje w/w stwierdzenie nie ma żadnego związku z tym co napisałem i jest jedynie Twoją insynuacją jakobym twierdził coś przeciwnego. Łudzę się jednak że to nie wynika z Twojej złej woli a jest tylko kolejnym przejawem Twojego czytania bez zrozumienia treści.
K
kate
7 listopada 2014, 18:53
Uprawnienia pedagogiczne, jakie obowiązują nauczycieli wszystkich przedmiotów, nie zakładają certyfikatu moralności. Nikt nie sprawdza, czy nauczyciel jest rozwiedziony, czy nie. W zakresie misji kanonicznej to jest brane pod uwagę, więc stawia nauczycieli religii w szczególnej sytuacji. Katolik - nauczyciel fizyki może uczyć w szkole będąc rozwodnikiem i żyjąc w konkubinacie. Nikt go z tego tytułu nie zwolni. Jego sytuacja jako katolika jest owszem etycznie naganna, ale może sobie żyć i pracować dalej. Katechetka żyjąca w konkubinacie, 16 lat pracująca w szkole jako katechetka, traci wszystko. I to jest dla mnie dwuznaczne: Kościół nie może ją dwa razy uderzać - wystarczy, że grzeszy, to przecież dla osoby praktykującej jest cios, a tu jeszcze utrata pracy. Po co to robić, żeby piętnować, żeby kobieta miejsca na ziemi nie miała. Czy to wogóle jest Kościół?
P
pytanie
6 listopada 2014, 12:42
Katechetka utraciła możliwość wykonywania pracy bo nie spełnia wymogów moralnych stawianych nauczycielom religii. Jest to zrozumiałe stanowisko strony kościelnej. Ale wobec tego nasuwa się pytanie dlaczego inne standardy obowiązują w sprawie profesora Chazana, który żyje w ponownym związku po rozwodzie, a jednak ciągle jest stawiany za wzór nawróconego katolika, zapraszany do kościołów w celu wygłaszania prelekcji i to w tematach dotyczących rodziny i etyki ?.
A
anonim
6 listopada 2014, 14:03
Pytanie bez związku z artykulem i bez sensu. Świadczy jedynie o obsesyjnej antypatii do prof. Chazana. Nikt nie stawia prof. Chazana za wzór nawróconego katolika.
MR
Maciej Roszkowski
6 listopada 2014, 15:18
 Prof. Chazan nie ma misji kanonicznej, czyli zgody na nauczanie religii.Udział w prelekcjach, dyskusjach takiej misji nie wymaga.