Kto naprawdę zranił Czarną Madonnę? Ta historia burzy znane legendy

Fot. BP Jasnej Góry
Polskie Radio 24/X - ks. Tomasz Podlewski/łs

Najbardziej intrygującym elementem jasnogórskiego wizerunku są rany na twarzy Maryi. Choć miliony pielgrzymów widzą w nich pamiątkę po barbarzyńskim napadzie, badacze wciąż toczą spór o ich prawdziwe pochodzenie. Fakty okazują się znacznie ciekawsze niż ludowe wyobrażenia.

Większość Polaków bez wahania wskazuje rok 1430 i najazd husytów jako moment powstania blizn. Tymczasem historycy sztuki burzą ten prosty schemat. – Z badań obrazu przeprowadzonych przez konserwatorów i historyków sztuki wiemy, iż szramy widoczne na obrazie częstochowskim istniały niewątpliwie przed rokiem 1430 – uważa prof. Anna Niedźwiedź z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Analizy prof. Anny Różyckiej-Bryzek i prof. Jerzego Gadomskiego dowodzą, że rysy widniały na twarzy Maryi już w momencie przekazania obrazu paulinom w połowie XIV wieku. Prawdopodobnie naniósł je nieznany malarz z Włoch podczas dawnej renowacji wizerunku.

DEON.PL POLECA

Średniowieczny chwyt marketingowy?

Po co ktoś miałby celowo niszczyć twarz Madonny? Odpowiedź kryje się w mentalności ludzi średniowiecza, którzy znali pojęcie „zranionego świętego wizerunku”. W ówczesnej Europie opowieści o ikonach uszkodzonych przez innowierców budowały prestiż sanktuariów. – W religijno-symbolicznym języku krwawe rany widoczne na świętym wizerunku nadają mu w sposób oczywisty, bezpośredni i niezaprzeczalny wymiar osobowy, a co za tym idzie – statut relikwii – tłumaczy prof. Anna Niedźwiedź. Celowe rany podnosiły rangę obrazu do poziomu żywej świętości i przyciągały tłumy.

Jeśli jednak rany powstały w wyniku rzeczywistego napadu, to jego kulisy dalekie są od znanej legendy. Popularna wersja chętnie oskarża o ten czyn heretyckich husytów, jednak prawda może być znacznie trudniejsza do przyjęcia przez nasze narodowe ego. Jan Długosz w swojej kronice opisuje to bez owijania w bawełnę: „Niektórzy ze szlachty polskiej, wyniszczeni marnotrawstwem i obciążeni długami (...), ściągnęli ręce świętokradzkie do naczyń i sprzętów kościelnych (...) Sam nawet obraz Najchwalebniejszej Panny odarli z złota i klejnotów (...) twarz pomienionego obrazu mieczem na wylot przebili”. Bankrutujący polscy szlachcice zebrali po prostu bandę rzezimieszków z Czech, Moraw i Śląska, po czym napadli na klasztor w Wielkanoc, szukając nieistniejących skarbów…

Cięcia mieczem i czerwona farba

Sposób zniszczenia obrazu również budzi naukowe dyskusje. Choć starsze tłumaczenia Długosza mówią o przebiciu twarzy mieczem na wylot, prof. Wojciech Kurpik, wybitny znawca ikony, proponuje inną interpretację łacińskiego zapisu: „oblicze wizerunku na krzyż ostrzem przecięli”. Zdaniem badacza to właśnie to cięcie dało początek czterem znanym dzisiaj bliznom na policzku. Co najciekawsze, podczas późniejszej rekonstrukcji konserwatorzy wcale nie próbowali zamaskować tych śladów. Jak ustalił prof. Kurpik, celowo wypełnili rysy czerwoną farbą, aby na zawsze utrwalić pamięć o tym dramatycznym wydarzeniu.

Sami paulini wolą trzymać się wersji o uszkodzeniach z 1430 roku. „Śladem przypominającym świętokradczy napad są na prawym policzku ikony dwie rysy, które rozszerzają się ku szyi. Przecina je trzecia poprzeczna” – podkreśla o. prof. Eustachy Rakoczy w rozmowie z historykiem Wojciechem Kozłowskim. Z kolei o. Mariusz Tabulski dodaje, że ówcześni konserwatorzy przez rok naprawiali obraz, ale blizn nie zdołali usunąć. Te niedoskonałości szybko zyskały głęboki sens duchowy – Maryja stała się tą, która nosi blizny całego narodu w czasach wojen i niewoli.

Wcześniejsza historia obrazu przynosi kolejną opowieść – legendę o tatarskiej strzale. Gdy ikona znajdowała się jeszcze na zamku w Bełzie, tatarski grot miał wpaść przez okno i ugodzić Maryję w szyję. Prof. Wojciech Kurpik uważa tę historię za literacką fikcję, zwłaszcza że opisywany atak na zamek w ogóle nie miał miejsca. Rentgen ujawnia jednak ślady uszkodzeń na szyi Madonny. Badacz przypuszcza, że rabusie po prostu brutalnie zerwali stamtąd kosztowne ozdoby.

Apokalipsa na prawym policzku

Ludzka wyobraźnia nie znosi próżni, a rany na obrazie potrafią „żyć” własnym życiem w czasach kryzysu. W latach 80. XX wieku, w mrokach stanu wojennego, w Polsce wybuchła histeria. Ludzie szeptali o nadprzyrodzonym zjawisku: rany na twarzy Madonny rzekomo wydłużają się i krwawią. Prof. Anna Niedźwiedź wspominała o żywej wówczas plotce, według której koniec świata nastąpi w momencie, gdy blizny sięgną serca Maryi.

Napięcie urosło do tego stopnia, że ojcowie paulini musieli zareagować. W 1987 roku wydali oficjalne oświadczenie, w którym stanowczo zdementowali te rewelacje. Zakonnicy podkreślili, że specjaliści stale kontrolują stan obrazu i nie widzą żadnych zmian. Nazwali uleganie tym plotkom zachowaniem „naiwnym” oraz „bałamutnym”. Choć apokalipsy nie było, ta historia doskonale pokazuje, jak bardzo ludzie potrzebują materialnych znaków w trudnych czasach.

DEON.PL POLECA


Jasnogórska Pani to ikona Dobrej Nowiny

Niezależnie od prawdziwości poszczególnych hipotez, tym, co najbardziej przemawia przez rany Maryi jest bycie znakiem Bożego miłosierdzia, którym niewątpliwie jest jasnogórska ikona. „Jej ikona to dobra nowina. Że zranione nie przestaje być piękne. Że przed Bogiem blizny nie szpecą. Że świętości zdarzają się trudne historie. Że przy Jezusie jest miejsce na ślady przeszłości. Dziś dzień NMP Częstochowskiej. Matki tych, co myślą, że ich życie już się odbyło” – napisał na platformie X ks. Tomasz Podlewski. Te słowa trafiają w samo sedno tajemnicy jasnogórskiego wizerunku.

Polskie Radio 24/X - ks. Tomasz Podlewski/łs

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kto naprawdę zranił Czarną Madonnę? Ta historia burzy znane legendy
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.