Mieszkańcy Grojca wciąż walczą o powrót swojego proboszcza. „Nikt nas nie pyta, jak się czujemy”
Mieszkańcy Grojca koło Oświęcimia nie zamierzają pogodzić się z odwołaniem ks. Józefa Zborka. Zrezygnowali z uroczystego pożegnania, bo – jak mówią – nie chcą żegnać kapłana, którego wciąż uważają za swojego proboszcza. Wierni czują się pominięci przez kurię bielsko-żywiecką i postanowili zwrócić się o pomoc do nuncjusza apostolskiego w Polsce. Tymczasem parafią kieruje już nowy administrator.
Sprawa odwołania ks. Józefa Zborka z parafii św. Wawrzyńca w Grojcu koło Oświęcimia wciąż jest żywa. Choć kuria bielsko-żywiecka wyznaczyła już nowego administratora, część mieszkańców nadal domaga się powrotu dotychczasowego proboszcza. Nie ukrywają, że decyzja o jego odwołaniu jest dla nich niezrozumiała, a sposób komunikowania kolejnych decyzji przez władze diecezji pogłębia ich poczucie bezradności.
– Łzy w oczach, nie ma księdza – mówią mieszkańcy parafii. Wierni nie chcą organizować uroczystości, która miałaby symbolicznie zakończyć posługę ks. Zborka w Grojcu. Zaplanowane na 16 listopada pożegnanie zostało odwołane. Dla parafian nie jest to bowiem moment, w którym chcieliby zamknąć tę historię. – Jak my go mamy teraz żegnać, skoro tu jest jego dom? – pytają mieszkańcy. – Jak pożegnamy, to on już odejdzie i kuria będzie się śmiała. – Nie chcemy żegnać naszego proboszcza. Chcemy go tutaj powitać – podkreślają.
Parafia ma nowego administratora. To dotychczasowy wikariusz
W międzyczasie kuria bielsko-żywiecka wyznaczyła osobę, która ma kierować parafią. Administratorem został dotychczasowy wikariusz, ks. Paweł Wawak. Oznacza to, że po odwołaniu ks. Zborka parafia ma już nowego przełożonego odpowiedzialnego za jej bieżące funkcjonowanie.
Zmiana na stanowisku administratora nie zakończyła jednak sporu. Dla części wiernych najważniejszą kwestią pozostaje powrót ks. Zborka. Nie chodzi im więc wyłącznie o to, kto będzie teraz odprawiał Msze święte i zajmował się codziennymi sprawami parafii, ale również o sposób, w jaki diecezja podejmuje decyzje dotyczące lokalnej wspólnoty.
„Nikt nie pyta nas, jak się czujemy”
Parafianie twierdzą, że w całej sprawie nie czują się traktowani jak partnerzy do rozmowy. Zarzucają kurii brak komunikacji i pomijanie głosu mieszkańców, którzy przez lata tworzyli wspólnotę pod kierunkiem odwołanego proboszcza. – Czujemy, że zostaliśmy sami. Nikt nie pyta nas, jak się czujemy i co z nami będzie – mówi Katarzyna Walczyk, parafianka z Grojca.
Mieszkańcy przypominają, że pod koniec września skierowali do kurii pismo z prośbą o rozpoczęcie dialogu. Jak relacjonują, nie otrzymali odpowiedzi, która wyjaśniałaby ich wątpliwości lub wskazywała możliwość dalszych rozmów. Szczególnie mocno zapamiętali informację, że odpowiedzi nie będzie, ponieważ sam bieg wydarzeń stanowi odpowiedź. – Poinformowano nas, że odpowiedzi nie będzie, bo sam bieg wydarzeń jest odpowiedzią. To ja się pytam, jak to jest z tą synodalnością, którą papież nam obiecywał – mówi Ryszard Walczyk.
To właśnie kwestia synodalności coraz częściej pojawia się w dyskusji o Grojcu. Dla parafian problem nie ogranicza się do personalnej decyzji biskupa. Pytają również, czy świeccy mają realny wpływ na życie swoich wspólnot i czy ich głos jest brany pod uwagę, gdy zapadają decyzje dotyczące parafii.
„To sygnał alarmowy dla Kościoła”
Sprawa Grojca wywołuje reakcje także poza lokalną wspólnotą. Zdaniem Artura Sporniaka z „Tygodnika Powszechnego” sposób, w jaki władze diecezji prowadzą tę sprawę, pokazuje ograniczenia dotychczasowego modelu zarządzania Kościołem. – Biskup, mówiąc kolokwialnie, przejechał się na takim dotychczasowym klerykalnym funkcjonowaniu struktur kościelnych. To powinno się zmienić, a sytuacja w Grojcu jest sygnałem alarmowym, że tak dalej Kościoła się nie da tworzyć – ocenia Artur Sporniak.
W podobnym tonie wypowiada się jezuita ks. Jacek Siepsiak. Jego zdaniem odwołanie proboszcza było błędem, a reakcja wiernych powinna skłonić władze kościelne do ponownego przyjrzenia się całej sytuacji. – Wszystko wskazuje na to, że dobrze by było, gdyby został przywrócony. Ludzie rzeczywiście go kochają, potrzebują go. Nic nie wskazuje na to, żeby były jakieś zarzuty, które dyskwalifikowałyby go jako duszpasterza tej parafii – uważa ks. Jacek Siepsiak.
Jezuita zwraca również uwagę na problem udziału świeckich w podejmowaniu decyzji dotyczących życia parafialnego. Jego zdaniem nie wystarczy mówić o odpowiedzialności wiernych za Kościół, jeśli nie idą za tym konkretne rozwiązania. – To jest problem i wymaga strukturalnego rozwiązania. Rady parafialne powinny mieć konkretny wpływ na to, co dzieje się w parafii – dodaje.
Były proboszcz otrzymał zakaz przebywania w dekanacie
Sam ks. Józef Zborek zapewnia, że nie złamał prawa kościelnego. Duchowny poinformował również, że otrzymał zakaz przebywania na terenie dekanatu osieckiego. To kolejna okoliczność, która budzi pytania w związku z jego odwołaniem. Na pytania dotyczące przyczyn wydania takiego zakazu kuria bielsko-żywiecka nie udzieliła odpowiedzi.
Parafianie nie zamierzają jednak kończyć swoich działań. Jak wynika z przekazanych informacji, zwrócili się do nuncjusza apostolskiego w Polsce, abp. Antonio Guido Filipazziego. Chcą w ten sposób zwrócić uwagę przedstawiciela Stolicy Apostolskiej na sytuację w swojej parafii i uzyskać pomoc w sprawie, której – jak podkreślają – nie udało im się rozwiązać na poziomie diecezji.
Na razie nie wiadomo, czy interwencja nuncjusza przyniesie jakikolwiek skutek. Wiadomo natomiast, że wyznaczenie nowego administratora nie zakończyło konfliktu. W Grojcu wciąż są wierni, którzy nie chcą pożegnania byłego proboszcza. Czekają na jego powrót.
Radio Kraków/Fakty Oświęcim/TVP Info/Tygodnik Powszechny/łs
Skomentuj artykuł