Grojec to komunikacyjna katastrofa. Wizerunku biskupa uratować się nie da
Przykład Grojca to komunikacyjna katastrofa. Nie wiem jak wysilaliby się spece od zarządzania kryzysowego, ale wizerunku biskupa – nawet w sytuacji, gdy proboszcz został uznany za winnego zarzucanych mu nieprawidłowości w zarządzaniu parafią i jego odwołanie jest uzasadnione – uratować się nie da.
Cała Polska śledzi w tych dniach konflikt, który wybuchł w parafii Grojec w diecezji bielsko-żywieckiej, po tym jak biskup Roman Pindel odwołał z urzędu proboszcza ks. Józefa Zborka. Obrazki biskupa, którego wzburzeni wierni obrzucali słowami niecenzuralnymi, gdy usiłował wytłumaczyć sytuację, a potem ewakuowanego spod kościoła przez policję na długo pozostaną w pamięci. Nie ma wątpliwości, że sama parafia Grojec długo będzie zbierała się po skandalu i sporo wody w Wiśle upłynie zanim wszystko wróci tam do normy. Tu przyznam, że nie zazdroszczę księdzu, którego biskup wyznaczy tam na nowego proboszcza. Będzie musiał mieć dużo cierpliwości, ale nie o tym ma być ten felieton.
Nie znamy szczegółów odwołania proboszcza. Milczy w tej sprawie biskup, milczy też sam zainteresowany. Pierwszy mówi, że nie może nic powiedzieć, bo zabronił mu Watykan. Drugi stwierdza, że w „swoim czasie wszystko się wyjaśni”. Parafianie, a wraz z nimi także pół Polski, zdani są na doniesienia i przecieki medialne. I to w gruncie rzeczy jest największa porażka: brak komunikacji, który powoduje jeszcze większą frustrację u ludzi. Trudno w tej sprawie powiedzieć kto ma rację: biskup, czy proboszcz. Decyzje hierarchy podtrzymał Watykan, ale w oczach opinii publicznej mamy dwóch bohaterów: złego biskupa i dobrego księdza, którego biskup usiłuje zniszczyć.
Najnowsza historia Kościoła w Polsce zna takie przypadki. Dość wspomnieć, że podobnie było kilka lat temu, gdy ówczesny ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej zdecydował o odwołaniu z urzędu proboszcza parafii Jasienica ks. Wojciecha Lemańskiego. Za duchownym murem stanęli wierni, domagając się wyjaśnień, ale kuria postanowiła milczeć. Opinia publiczna zdana była na medialne przecieki i spekulacje. Ksiądz odwoływał się do Watykanu, ostatecznie został zasuspendowany, potem kary zdjęto, ale nigdy nie powiedziano wprost dlaczego proboszcza odwołano. Podobna sytuacja miała miejsce niedawno w archidiecezji krakowskiej, gdy abp Marek Jędraszewski zdecydował o usunięciu z urzędu ks. Dariusza Rasia, proboszcza Bazyliki Mariackiej. Komunikaty kurii mówiły co prawda o jakiś nieprawidłowościach w zarządzaniu majątkiem parafii, ale wierni więcej dowiadywali się z mediów aniżeli od Kościoła hierarchicznego. I w tym przypadku sprawa też oparła się o Watykan. We wrześniu z kolei stacje telewizyjne na żywo relacjonowały protesty wiernych w Krzeszowie w diecezji legnickiej, gdzie biskup odwołał tamtejszego proboszcza ks. Łukasza Langenfelda.
Wszystkie te sprawy łączą z jednej strony protesty wiernych, którzy stają w obronie duchownych, z drugiej osobliwe milczenie biskupów. Motywem tego milczenia bywa albo watykański zakaz, albo też próba obrony dobrego imienia odwoływanego, albo też lęk przed jeszcze większym zgorszeniem wiernych, gdy dowiedzą się o tym co „na sumieniu” ma uwielbiany przez nich ksiądz. Milczenie to – doskonale pokazuje to właśnie przykład Grojca – to komunikacyjna katastrofa. Nie wiem jak wysilaliby się spece od zarządzania kryzysowego, ale wizerunku biskupa – nawet w sytuacji, gdy proboszcz został uznany za winnego zarzucanych mu nieprawidłowości w zarządzaniu parafią i jego odwołanie jest uzasadnione – uratować się nie da.
Z podobnymi historiami mieliśmy do niedawna do czynienia w przypadkach oskarżeń duchownych o wykorzystywanie seksualne. Kaliber oskarżeń o wiele cięższy aniżeli nieprawidłowości w zarządzaniu parafią. A jednak w tych sprawach biskupi nie są już tak powściągliwi. W zasadzie nie czekają na to aż mleko się rozleje i sprawa wycieknie do mediów lecz robią ruch wyprzedzający. A przecież w takich wypadkach ryzyko zgorszenia jest jeszcze większe.
Nie namawiam rzecz jasna biskupa bielsko-żywieckiego do tego, by postępował wbrew zaleceniom Stolicy Apostolskiej, ale wydaje się, że ona sama winna dostrzec, że świat się zmienił i dziś wiernych nie da się już zbyć milczeniem, bo mają prawdo do tego, by wiedzieć.


Skomentuj artykuł