Zmartwychwstały Chrystus ogarnia cały świat

Zmartwychwstały Chrystus ogarnia cały świat
Fot. Grzegorz Gałązka/galazka.deon.pl
Libreria Editrice Vaticana

Drodzy Bracia i Siostry!

«Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu» (Mk 16, 6). Boży posłaniec, odziany w jasną szatę, tak mówi do niewiast, które szukały ciała Jezusa w grobie. W tę świętą noc Ewangelista to samo mówi również do nas: Jezus nie jest postacią z przeszłości. On żyje i jako żyjący idzie przed nami. Woła nas, byśmy szli za Nim, żyjącym, i byśmy w ten sposób także i my odnaleźli drogę życia.

«Powstał... Nie ma Go tu». Gdy Jezus po raz pierwszy mówił swoim uczniom o krzyżu i zmartwychwstaniu, oni, schodząc z góry Przemienienia, rozprawiali między sobą, co znaczy «powstać z martwych» (Mk 9, 10). W Wielkanoc radujemy się, ponieważ Chrystus nie został w grobie, a Jego ciało nie doznało rozkładu. Należy do świata żyjących, nie do świata umarłych. Radujemy się, ponieważ jest On — jak głosimy podczas obrzędu przygotowania paschału — Alfą i jednocześnie Omegą, istnieje więc nie tylko wczoraj, ale dziś i na wieki (por. Hbr 13, 8). Jednak zmartwychwstanie w jakiś sposób tak daleko wychodzi poza nasze pole widzenia, poza wszelkie nasze doświadczenia, że powracając do własnych myśli, kontynuujemy dyskusję uczniów: na czym właściwie polega «zmartwychwstanie»? Co znaczy ono dla nas? Dla świata i historii w ich całokształcie? Pewien znany teolog niemiecki powiedział kiedyś z ironią, że cud ożywienia umarłego — jeśli do tego naprawdę doszło, w co on jednak nie wierzył — w ostatecznym rozrachunku byłby czymś nieistotnym, właśnie dlatego, że nas nie dotyczy. Rzeczywiście, gdyby tylko ktoś jeden został kiedyś wskrzeszony i na tym koniec, w jaki sposób miałoby to nas dotyczyć? Jednak zmartwychwstanie Chrystusa jest właśnie czymś więcej, jest czymś innym. Jest ono — jeśli możemy posłużyć się językiem teorii ewolucji — największą «mutacją», absolutnie najbardziej decydującym przeskokiem w całkowicie nowy wymiar, który w długiej historii życia i jego rozwoju nigdy przedtem nie występował: jest skokiem w kompletnie nowy porządek, dotyczący nas i całych dziejów.

Co znaczy: zmartwychwstał?

Zapoczątkowana przez uczniów dyskusja miałaby zatem dotyczyć następujących pytań: Co się tam wydarzyło? Co to oznacza dla nas, dla świata pojmowanego jako całość oraz dla mnie osobiście? Przede wszystkim: co się wydarzyło? Jezusa nie ma już w grobie. Jest w zupełnie nowym życiu. Ale jak to się mogło stać? Jakie zadziałały tu siły? Sprawą decydującą jest, by ten człowiek Jezus nie był sam, by nie był «Ja» zamkniętym w samym sobie. On stanowił jedno z Bogiem żywym, był z Nim zjednoczony do tego stopnia, że tworzył z Nim jedną osobę. Można by powiedzieć, że trwał w objęciach Tego, który jest samym życiem, w uścisku nie tylko emocjonalnym, ale obejmującym i przenikającym Jego byt. Jego życie było nie tylko Jego własnym życiem, stanowiło egzystencjalną i istotową komunię z Bogiem i byt wszczepiony w Boga, i dlatego rzeczywiście nie mogło Mu być odebrane. Z miłości mógł On pozwolić się zabić, ale właśnie w ten sposób zniweczył definitywny charakter śmierci, ponieważ w Nim była nieprzemijalność życia. Stanowił On jedno z niezniszczalnym życiem w taki sposób, że przez śmierć to życie rozkwitło na nowo. Wyraźmy to samo jeszcze raz, patrząc z innej strony. Jego śmierć była aktem miłości wyrażonej w darze z siebie. Podczas Ostatniej Wieczerzy antycypował On śmierć i przemienił ją w dar złożony z siebie. Jego egzystencjalna komunia z Bogiem stanowiła konkretnie egzystencjalną komunię z miłością Bożą, a ta miłość stanowi prawdziwą moc skierowaną przeciw śmierci, jest silniejsza od śmierci. Zmartwychwstanie było niejako eksplozją światła, eksplozją miłości, która przerwała nierozdzielny dotąd splot «umieraj i stawaj się». Zapoczątkowała ona nowy wymiar istnienia, życia, w które w sposób przemieniony została również włączona materia i z którego wyłania się nowy świat.

Znaczenie chrztu św.

Jest rzeczą jasną, że wydarzenie to nie jest jakimś tam cudem z przeszłości, którego istnienie w gruncie rzeczy mogłoby być dla nas obojętne. Stanowi ono skok jakościowy w dziejach «ewolucji» i ogólnie życia do nowego, przyszłego życia, do nowego świata, który, począwszy od Chrystusa, już nieustannie przenika nasz świat, przemienia go i pociąga do siebie. Ale jak to się odbywa? W jaki sposób to wydarzenie może dotrzeć skutecznie do mnie i przyciągnąć moje życie do siebie i w górę? Odpowiedź, która w pierwszym momencie być może jest całkowicie zaskakująca, ale rzeczywista, brzmi: tego rodzaju wydarzenie dociera do mnie przez wiarę i chrzest. Właśnie dlatego chrzest jest jedną z części Wigilii Paschalnej, co podkreśla także podczas obecnej celebracji udzielenie sakramentów inicjacji chrześcijańskiej kilku dorosłym, pochodzącym z różnych krajów. Chrzest właśnie to oznacza: że nie chodzi o wydarzenie z przeszłości, ale że jakościowy przełom w powszechnej historii dociera do mnie i mnie przenika, aby mnie przyciągnąć do siebie. Chrzest to coś innego niż akt zrzeszenia kościelnego, niż trochę niemodny i skomplikowany obrzęd przyjmowania osób do Kościoła. Jest również czymś więcej niż zwykłym obmyciem, swoistym oczyszczeniem i przyozdobieniem duszy. Jest rzeczywiście śmiercią i zmartwychwstaniem, odrodzeniem, przemianą w nowe życie.

«Już nie ja żyję»

A jak możemy to pojąć? Myślę, że to, co dokonuje się w chrzcie, staje się dla nas jaśniejsze, jeśli przyjrzymy się końcowej części krótkiej autobiografii duchowej, którą przekazał nam św. Paweł w swoim Liście do Galatów. Zamyka się ona słowami zawierającymi również trzon tej autobiografii: «Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus» (Ga 2, 20). Żyję, lecz to już nie ja. Samo «ja», istotna tożsamość człowieka — tego człowieka, Pawła — zmieniło się. Istnieje on jeszcze i już nie istnieje. Przekroczył pewne «nie» i stale znajduje się w tym «nie»: Ja, ale już «nie» ja. W tych słowach Paweł nie opisuje jakiegoś doświadczenia mistycznego, które mogło stać się jego udziałem i które jeśli już to mogłoby nas zainteresować jedynie z punktu widzenia historycznego. Nie, powyższe zdanie wyraża to, co dokonało się w chrzcie. Moje własne ja zostaje mi odebrane i włączone w nowy większy podmiot. A więc moje ja istnieje na nowo, ale właśnie przemienione, przeobrażone, otwarte poprzez włączenie w drugiego, w którym otrzymuje nową przestrzeń życia. Paweł wyjaśnia nam jeszcze raz tę samą rzecz, podkreślając inny aspekt, gdy w trzecim rozdziale Listu do Galatów mówi o «obietnicy», że została ona dana tylko jednemu, a tym jednym — mówi — jest Chrystus. Tylko On nosi w sobie całą «obietnicę». Co zatem dzieje się z ludzkością, z nami? Paweł odpowiada: staliście się kimś jednym w Chrystusie (Ga 3, 28). Nie jedną rzeczą, ale jednym, jedynym nowym podmiotem. To wyzwolenie naszego ja z izolacji i odnalezienie się w nowym podmiocie oznacza odnalezienie się w szerokiej przestrzeni Boga i wprowadzenie w życie, które już teraz wyszło poza kontekst «umieraj i stawaj się».

W jedności ze Zmartwychwstałym

Wielka eksplozja zmartwychwstania przeniknęła nas w chrzcie, by nas przyciągnąć. W ten sposób jesteśmy włączeni w nowy wymiar życia, w które jesteśmy już w jakiś sposób wprowadzeni pośród udręk naszych czasów. Przeżywać własne życie jako stałe wkraczanie w tę otwartą przestrzeń: oto co znaczy być ochrzczonym, być chrześcijaninem. Oto radość Wigilii Paschalnej. Zmartwychwstanie nie minęło, zmartwychwstanie dotarło do nas i nas przeniknęło. Do Niego, to znaczy do zmartwychwstałego Pana garniemy się, a On nas trzyma mocno, nawet kiedy nasze ręce tracą siły. Chwytamy Jego rękę i w ten sposób trzymamy się wszyscy razem za ręce, stajemy się jednym podmiotem, nie tylko czymś jednym. Ja, ale już nie ja: oto formuła życia chrześcijańskiego, której podstawą jest chrzest, formuła zmartwychwstania w czasie. Ja, ale już nie ja: jeśli żyjemy w ten sposób, przemieniamy świat. Jest to formuła kontrastująca ze wszystkimi ideologiami przemocy oraz program sprzeciwiający się korupcji, dążeniom do władzy i posiadania.

«Ja żyję i wy żyć będziecie» — mówi Jezus w Ewangelii św. Jana (14, 19) do swoich uczniów, czyli do nas. Żyć będziemy dzięki egzystencjalnej komunii z Nim, przez włączenie w Niego, który jest samym życiem. Życia wiecznego i błogosławionej nieśmiertelności nie mamy od siebie samych i nie mamy w nas samych, ale dzięki relacji — dzięki egzystencjalnej komunii z Tym, który jest Prawdą i Miłością, a więc jest wieczny, jest Bogiem samym. Zwykła niezniszczalność duszy sama z siebie nie mogłaby nadać sensu życiu wiecznemu, nie mogłaby uczynić z niego prawdziwego życia. Nasze życie bierze się stąd, że jesteśmy miłowani przez Tego, który jest życiem; bierze się stąd, że żyjemy z Nim i miłujemy z Nim. Ja, ale już nie ja: oto droga krzyża, droga «krzyżująca się» z życiem zamkniętym jedynie w «ja», otwierając w ten sposób drogę prowadzącą do prawdziwej i trwałej radości.

I tak, pełni radości, możemy z całym Kościołem śpiewać w Exsultet: «Weselcie się już, zastępy Aniołów (...) Raduj się, ziemio». Zmartwychwstanie jest wydarzeniem kosmicznym, obejmującym niebo i ziemię i łączącym je razem. I jeszcze raz wraz z pieśnią Exsultet możemy głosić: «Jezus Chrystus, Twój Syn Zmartwychwstały, który oświeca ludzkość swoim światłem i z Tobą żyje i króluje na wieki wieków». Amen!

Benedykt XVI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Zmartwychwstały Chrystus ogarnia cały świat
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.