100 ekonomistów chce, by "rząd" zmienił kurs

Związki zawodowe naciskają na rząd o zmianę polityki (fot. EPA/ANDY RAIN)
PAP/ ad

Stu czołowych ekonomistów zwróciło się do rządu Wielkiej Brytanii z apelem o zmianę realizowanej strategii gospodarczej i wprowadzenie awaryjnych działań (tzw. planu B) . Ekonomiści obawiają się ponownego ześlizgnięciu się gospodarki w recesję.

W liście zamieszczonym przez tygodnik "Observer", ekonomiści napisali, że minister finansów George Osborne musi przemyśleć przyjętą strategię i wprowadzić nadzwyczajne środki dla pobudzenia wzrostu, jeśli chce przeciwdziałać rosnącemu bezrobociu i spadkowi poziomu życia ludności.

"Nie ulega wątpliwości, że plan A (rządowy program zaciskania pasa) nie przynosi wyników. Seria za serią ekonomicznych danych (...) prowadzi do jednego i tego samego wniosku - brytyjska gospodarka słabnie" - napisali. "W tej sytuacji nie robienie niczego nie jest żadną opcją" - dodali.

Wśród działań, które ich zdaniem rząd mógłby wprowadzić, sygnatariusze listu wymieniają m.in.: wstrzymanie cięć wydatków dla ochrony miejsc pracy w sektorze publicznym oraz zwiększenie świadczeń dla nisko i średnio sytuowanych warstw społecznych, by mogły zwiększyć wydatki i wygenerować popyt.

Innym proponowanych środkiem jest kolejna runda elektronicznego wykreowania pieniądza (tzw. ilościowe poluzowanie, ang. Quantitative easing), tym razem z myślą o stworzeniu nowych miejsc pracy w tzw. zielonym sektorze (ochrony środowiska). Dotychczasowe dwie rundy były adresowane przede wszystkim do sektora bankowego.

Ekonomiści chcą też wprowadzenia podatku od transakcji finansowych, który sfinansowałby inwestycje infrastrukturalne: w transporcie, energetyce i budownictwie mieszkaniowym.

Najnowsza seria danych sugeruje, że brytyjska gospodarka hamuje. Prognoza PKB za III kw. br. wynosi 0,3 proc. kwartał do kwartału wobec wzrostu o 0,2 proc. kwartał do kwartału w poprzednim.

Przychody ludności rosną wolniej niż inflacja, która we wrześniu sięgnęła 5,2 proc. rok do roku. Wydatki gospodarstw domowych obniżają się. Liczba bezrobotnych przekroczyła we wrześniu 2,5 mln. Priorytetem rządu jest uzdrowienia finansów publicznych i usunięcie strukturalnego deficytu za kadencji obecnego parlamentu (do maja 2015 r.).

W listopadzie minister Osborne przedstawi sprawozdanie z wykonania budżetu. Niewykluczone, że ogłosi wówczas nowe rozwiązania stymulujące gospodarkę. Za zły stan finansów publicznych rząd obwinia poprzedni rząd laburzystów.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

100 ekonomistów chce, by "rząd" zmienił kurs
Komentarze (2)
S
szary
30 października 2011, 19:30
 Zgadzam się z przedmówcą, z ta drobną uwagą, że to nie tylko dyletanci, ale pewnie otumanieni  orędownicy teorii Keynesa ,  może i  podpłaceni  pożyteczni idioci
jazmig jazmig
30 października 2011, 17:10
 To nie są ekonomiści, tylko dyletanci, któzy nie mają pojęcia o elementarnych prawdach ekonomicznych. Rząd nie kreuje rozwoju gospodarczego, może go tylko spowolnić lub uniemożliwić, a to, co proponują ci "ekonomiści" doprowadzi właśnie do zapaści ekonomicznej. Wstrzymanie cięć w sektorze publicznym oznacza utrzymanie wysokiego opodatkowania, a urzędnicy tego sektora będą nadal utrudniali funkcjonowanie gospodarki. Także zwiększenie świadczeń dla nisko i średnio uposażonych oznacza wzrost podatków, a za tym wzrost kosztów produkcji i zmniejszenie konkurencyjności brytyjskiej gospodarki, czyli jej zapaść. Kreowanie pustego pieniądze, nawet elektronicznie, wywoła inflację. Coś takiego przeżyliśmy w latach 1980/81 a w efekcie hiperinflację i puste półki sklepowe. Brytyjczycy i nie tylko oni muszą się pogodzić z tym, że bez pracy nie ma kołaczy i nie można się bezustannie i bezkarnie zadłużać. Zawsze przychodzi moment, kiedy trzeba spłacać kredyty, a przejedzone pieniądze przepadły, co powoduje, że trzeba poważie ograniczać wydatki.