Czy wielodzietną rodzinę stać na samochód?

Wielodzietne rodziny gwarantują przyszłość nam wszystkim (fot. sxc.hu)

Jak się zapakować z piątką dzieci do samochodu? Dzisiaj wielodzietna rodzina nie oznacza jedynie więcej gęb do wyżywienia i więcej szkolnych wyprawek. Chciałoby się pojechać wspólnie na wakacje a przynajmniej wyjechać za miasto na wspólny piknik. Ile takich rodzin stać na auto mogące pomieścić wszystkich milusińskich?

Siedmioosobowe wany lub dziewięcioosobowe busy kosztują górę pieniędzy i niemało palą. Jedynie bogate rodziny mogą sobie pozwolić na kupno i utrzymanie takiego auta. Ponadto bagażnik nie zawsze jest w stanie pomieścić dwa wózki, rowerek syna i podręczny bagaż córki, która chce mieć wszystko pod ręką. Istna wyprawa.

Na forum internetowym „wielodzietni.net” Natalia, matka sześciorga dzieci, umieszcza ogłoszenie, że sprzeda siedmioosobowe auto, bo ani męża ani bagaży zmieścić już nie może.

Jak można zachęcić ludzi do posiadania licznej rodziny, pokazały tegoroczne inicjatywy niektórych gmin i władz wojewódzkich ale sprowadzają się ona na razie do porozumienia z przedsiębiorcami, którzy udzielają rabatów. Zniżki w sklepach, kinach, teatrach, domach kultury, to jednak za mało. Może warto pomyśleć o darmowych biletach na weekendowe przejazdy pociągiem i taniej wypożyczalni samochodów.

DEON.PL POLECA

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Czy wielodzietną rodzinę stać na samochód?
Komentarze (38)
12 sierpnia 2011, 22:03
Osoba podpisująca się "taka prawda" nieco mija się z prawdą. Otóż nie tylko nie pobiera się w Kościele opłat za sprawowanie sakramentów ale taka praktyka jest zakazana. Handel sakramentami jest grzechem symonii. Nikt nie może żądać zapłaty ani za chrzest, ani za bierzmowanie ani za błogosławienie malżeństwa ani za sprawowanie żadnego innego sakramentu. Dobra duchowe nie są na sprzedaż. Drogi Ojcze, cieszy, że napisał to Ojciec, bo nie wątpię, że tak Ojciec myśli i postępuje. Ale bardzo często jest wręcz przeciwnie, niestety...
12 sierpnia 2011, 22:02
Należy zadać sobie podstawowe pytanie, czy rodzinę wielodzietną stać w ogóle na jakikolwiek wyjazd wakacyjny? Autor pisze o czymś, o czym po prostu nie ma pojęcia. Śmiechu warte. Mimo wszystko trudno nie oprzeć się wrażeniu, że W TYM akurat wypadku autor naprawdę sprowokował do dyskusji, nie jak w niektórych na DEONie, w których autorzy mają wyraźny  problem z przyjęciem krytyki. Aktualnie rzeczywiście, wielu rodzin nie stać na wakacje, ale nie stać też na sprawy bardziej podstawowe.
12 sierpnia 2011, 21:59
Ojcze Wojciechu, może raczej zapytajmy czy rodzinę z jednym dzieckiem stać na mieszkanie. To większy problem, wiele rodzin emigruje z kraju z powodu braku dachu nad głową. Myślę, że brak wana w którym pomieszczą się wszystkie rowerki jest do przeżycia, to nie jest jeszcze ubóstwo. Rodziny wielodzietne często dostają darmowe mieszkania od miasta, posiłki w szkole, dopłatę do przedszkola, podręcnzików i mundurków. Duszpasterze powinni być trochę bliżej ludzi i znać ich problemy. Trafnie oceniasz sytuację. Dla rodzin nawet nie wielodzietnych - bo trudno uznać rodzinę z dwojką dzieci (a co dopiero z jednym) za wielodzietną - problemu nie stanowi obecnie brak jakiegokolwiek samochodu. Wiele nie żyje jeszcze na skraju ubóstwa, ale nie stać ich na sprawy wydawać by się mogło podstawowe, typu lepsze wyżywienie. Znam takie rodziny.
Szymon Żminda
12 sierpnia 2011, 17:20
Nie rozumiem czemu moje podatki mają isć na kina, przejazdy rodzin wielodzietnych, których niestetry nierzadko jedynym wkładem w podatek jest - zrobienie kolejnego dziecka. Przykre. A ja nie rozumiem, jak można nie rozumieć. Pomogę więc zrozumieć. Otóż wkład w postaci powołania do życia kolejnego dziecka, to wkład ogromny, kluczowy dla cywilizacji, nie mówiąc o jakimś tam systemie podatkowym. Dzięki temu dziecku zarobią sobie nauczyciel, lekarz, sprzedawca, pracownik magazynu - cały szereg osób pracujących w przemyśle przetwórczym. W przyszłości to dziecko pracować wytwarzać będzie, to co zwie się PKB i będzie płacić podatki - oddając to, co zostało spożytkowane na jego wychowanie, wykształcenie, utrzymanie itd. Oczywiście zamiast bawić się w Janosika lepiej po prostu nie zabierać - ale przedstawiać rodzenie dzieci, jako coś mało znaczącego i jako powód do przykrości to po prostu... przykre.
29 czerwca 2011, 13:03
"Jak można zachęcić ludzi do posiadania licznej rodziny, pokazały tegoroczne inicjatywy niektórych gmin i władz wojewódzkich ale sprowadzają się ona na razie do porozumienia z przedsiębiorcami, którzy udzielają rabatów. Zniżki w sklepach, kinach, teatrach, domach kultury, to jednak za mało. Może warto pomyśleć o darmowych biletach na weekendowe przejazdy pociągiem i taniej wypożyczalni samochodów. " OK tylko, ze KTOS za to jednak płaci. Czyli my wszyscy - podatnicy. Nie rozumiem czemu moje podatki mają isć na kina, przejazdy rodzin wielodzietnych, których niestetry nierzadko jedynym wkładem w podatek jest - zrobienie kolejnego dziecka. Przykre. Oczywiście zdecydowanie bardziej efektywne i motywujące do pracy są ulgi w podatkach... ale rząd woli łupić i rozdawać co popadnie. Wspierane powinno być wychowywanie dzieci a nie ich posiadanie - to też prawda. Pomoc społeczna to powinno byc co innego niz polityka prorodzinna...
E
Ewa
29 czerwca 2011, 12:43
"Jak można zachęcić ludzi do posiadania licznej rodziny, pokazały tegoroczne inicjatywy niektórych gmin i władz wojewódzkich ale sprowadzają się ona na razie do porozumienia z przedsiębiorcami, którzy udzielają rabatów. Zniżki w sklepach, kinach, teatrach, domach kultury, to jednak za mało. Może warto pomyśleć o darmowych biletach na weekendowe przejazdy pociągiem i taniej wypożyczalni samochodów. " OK tylko, ze KTOS za to jednak płaci. Czyli my wszyscy - podatnicy. Nie rozumiem czemu moje podatki mają isć na kina, przejazdy rodzin wielodzietnych, których niestetry nierzadko jedynym wkładem w podatek jest - zrobienie kolejnego dziecka. Przykre.
K
Kludia
29 czerwca 2011, 12:35
Nie zgadzam sie z Yemar, nie kązdego stać na posiadanie dóbr materialnych. I nie wolno sugerować że jak ktos czegos nie ma, to dlatego, że się nie modli. Modlitwa nie ma nic wspólnego z dobrami materialnymi. Widcznie Yemarowi pomagaja rodzice. Bedą c w Neokatechumenacie spotykałam sie z takimi postawami, jakie reprezentuje Yemar. Smutne to było, bo nieszczere i oderwane od rzeczywistości.
D
demeter
29 czerwca 2011, 12:14
Zgadzam się z Elżbietą. Ciężko jest nawet z jedynakiem, przy obydwojgu pracujących rodzicach. Dlatego nie odważę sie raczej na drugie. ps. Nie jezdzę na wakacje pod palmy, nie chodze po restauracjach, nie kupuję markowych rzeczy. Zadowalam sie Biedronka, Lidlem i lumpeksami. Niestety. Nie żałuje tylko na książki i lekcje ang. dla dziecka.
E
elzbieta
29 czerwca 2011, 09:55
Yemar, nikt tu niep inuje rodzin wielodzietnych. Jest też stereotyp małodzietnych- rzekomo wygodnickich i egoistycznych. Tymczasem jest bardzo różnie. Nie zgadzam się z pochwałam "jak leci" wielodzietnych, że poświęcający się itd. Wiem, że są ludzie bardziej i mniej zaradni, lepiej i gorzej zarabiający, ale nie przekonasz mnie, że typową sytuacją jest zakup mieszkania czy domu przez rodzinę wielodzietną wyłącznie za własne środki, kiedy często dochody dwójki pracujących rodziców jednego czy dwójki dzieci są za niskie aby myśleć o mieszkaniu. Byłby to nie lada wyczyn, aby taka rodzina od początku samodzielna wynajmująca mieszkanie jednocześnie odkładała na własne albo miała zdolność kredytową przy dużej gromadce, kiedy matka nie pracuje albo przynajmniej ma przerwy w pracy. Gdyby to było możliwe, to w Polsce byłby raj dla rodzin i nikt nie zająknąłby się o problemie mieszkaniowym, czy braku polityki prorodzinnej. Tak więc wielkość wkładu pracy, ustawienie priorytetów- jak to ująłeś- nie zależą od ilosci dzieci, ale od wielu innych uwarunkowań. Wiele rodzin z dwójką dzieci wkłada więcej pracy jeżeli są samodzielni. Fajnie, że Ci się poukładało, ale nie oznacza to, że rodziny z problemami nie ufają Bogu. Ty zawsze znajdowałeś pracę po utracie, ja nigdy nie traciłam pracy, a inni stracili i nie mogą znaleźć chociaż bardzo jej potrzebują. Tobie sytuacja (poziom życia) z każdym dzieckiem poprawia się, ale w rodzinie gdzie trzeba oddać jedną pensję za wynajem albo spłatę kredytu wraz z koniecznościa rezygnacji matki z pracy sytuacja pogarsza się. Oczywiśćie, że wspaniale mieć rodzinę, nawet kiedy nie wszystko sprzyja, ale nie ma co pleść, że wystarczy ufać Bogu a on za nas wszystko załatwi. Też znam takich ufających. Po prostu wiedzą, że w trudnej sytuacji można wrócić do rodzinnego domu ale inni muszą smai o siebie zadbać. To nie ma nic wspólnego z zaufaniem Bogu. 
MJ
można jechać pociągiem
29 czerwca 2011, 09:34
 zapomnieliście jaki fajny jest transport publiczny? nie wszyscy musza jeździć samochodami i płacic. W pociągach obowiązuja bilety rodzinne, natomiast w wielu miastach funkcjonuje darmowy bilet dla wielodzietnych rodzin na przejazdy komunikacją miejską. Aby wycieczka była fajna nie trzeba jechać do Paryża, można pozwiedzać miasto.
RG
Robert Grobel
29 czerwca 2011, 08:38
Czytam tak te komentarze i mam wrażenie, że w naszej polskiej mentalności funkcjonuje i ma się całkiem dobrze utożsamianie rodziny wielodzietnej z rodziną patologiczną. A przecież tak wcale nie jest. Owszem, trafiają się rodziny, które nie posiadając dochodów, bądź posiadając minimalne, żerują na zasiłkach, tak łatwo udzielanych kredytach bez zaświadczeń, etc., ale często są to rodziny z jednym bądź dwójką dzieci. W moim najbliższym otoczeniu mam trzy wielodzietne rodziny posiadające łącznie 16 dzieci. Dodając do tego moją rodzinę jest ich dwadzieścioro. Żadna z nich ani moja nie korzysta z żadnej formy wsparcia ze strony państwa, czy też jakiejkolwiek organizacji, nie licząc darmowych biletów miesięcznych na przejazdy komunikacją miejską dla dzieci w wieku szkolnym. Nie mamy dopłat do przedszkoli, podręczników, wyprawek, czynszu - do niczego. Rodzice często sami bardziej potrzebują pomocy, niż mogą jej udzielić. Ale - nie narzekamy - każda z tych czterech rodzin żyje na przyzwoitym poziomie, każda z nich ma co najmniej jeden samochód (a właśnie a propos samochodu - przy dużej ilości osób ten środek transportu wychodzi najtaniej - nawet smok z 4-litrowym silnikiem, a takim jeżdżę), ja mieszkam w małym ale własnym mieszkanku, pozostałe trzy rodziny mają domy, w tym dwie zbudowały je za własne pieniądze (nie za kredyt). Dodam, że żadna z tych rodzin nie posiada wielkiej firmy, wszyscy równo pracują na etatach i to wcale nie najwyżej płatnych. Podsumowując - standard życia wcale nie obniża się wraz ze wzrostem ilości dzieci - wręcz przeciwnie. Moim zdaniem zależy to przede wszystkim od tego, kto w jaki sposób sobie zdefiniuje priorytety i na ile chce mu się wziąć za robotę, a przede wszystkim, na ile Bóg i zaufanie do niego jest na pierwszym miejscu. Jest takie powiedzenie - każde dziecko przynosi ze sobą bochenek chleba - jest w tym wiele prawdy. Z własnego podwórka - podczas każdej z ciąż mojej żony traciłem pracę... a następnie znajdowałem nową, na dużo korzystniejszych warunkach, a nie jestem jakimś geniuszem - po prostu lubię i chcę pracować. Pozdrawiam wszystkich wielodzietnych i życzę odwagi tym, którzy się tego boją.
T
T7HRR
29 czerwca 2011, 08:25
Praktyka mija się z teorią Ojcze Wojciechu. Z tego co wiem podstawowym żródłem dochodu księdza jest stypendium mszalne. Oczekuje się od wiernych słusznej zapłaty wiążąc ją ze sprawowaniem sakramentu... Nie jest więc tak, jak niektórzy imputują: że bez zapłaty ksiądz nie ochrzci n-tego dziecka w rodzinie wielodzietnej i nie dopuści go do I Komunii. Natomiast całkiem słusznie ksiądz oczekuje, że człowiek mający pieniądze (większe lub mniejsze też) zadba o materialne potrzeby Kościoła. I tu się muszę z Tobą zgodzić. Natomiast nieszczęśliwe jest powiązanie głównego źródłą utrzymania ze sprawowaniem sakramentu w konkretnej intencji...
Jadwiga Krywult
29 czerwca 2011, 07:47
Praktyka mija się z teorią Ojcze Wojciechu. Z tego co wiem podstawowym żródłem dochodu księdza jest stypendium mszalne. Oczekuje się od wiernych słusznej zapłaty wiążąc ją ze sprawowaniem sakramentu... Nie jest więc tak, jak niektórzy imputują: że bez zapłaty ksiądz nie ochrzci n-tego dziecka w rodzinie wielodzietnej i nie dopuści go do I Komunii. Natomiast całkiem słusznie ksiądz oczekuje, że człowiek mający pieniądze (większe lub mniejsze też) zadba o materialne potrzeby Kościoła.
28 czerwca 2011, 22:36
Paulus, mam wrażenie, że jednak z jakiejś pomocy korzystasz, skoro twierdzisz, że jak ktoś spłaca kredyt to musiał on być na wypasioną brykę. Kredyty są przede wszystkim na mieszkania. Jak udało Ci się przy takiej gromadce zarobić tyle, że kupiłeś mieszkanie bez kredytu? Podziel się doświadczneiem, może ktoś skorzysta z dobrej rady. No właśnie, przecież rodzice Wam nie pomagają, prawda?
E
elzbieta
28 czerwca 2011, 22:24
Paulus, mam wrażenie, że jednak z jakiejś pomocy korzystasz, skoro twierdzisz, że jak ktoś spłaca kredyt to musiał on być na wypasioną brykę. Kredyty są przede wszystkim na mieszkania. Jak udało Ci się przy takiej gromadce zarobić tyle, że kupiłeś mieszkanie bez kredytu? Podziel się doświadczneiem, może ktoś skorzysta z dobrej rady.
T
T7HRR
28 czerwca 2011, 22:12
@koala Rodziny wielodzietne mają postawę roszczeniową. Żyją w przeświadczeniu, że wszystko im się należy: zapomogi, obiady, ubrania, zwolnienie z opłat w szkole, darmowe książki, wyprawki do szkoły etc..... I słusznie. Mają dużo więcej kosztów i obowiązków niż wygodnickie koale. A dzieci w wielkim trudzie wychowują nie dla siebie, a dla społeczeństwa. Należy im się, ale nieprawdą jest, że mają postawę roszczeniową. Lepiej mniej nam  zabierać (podatki), niż potem rozdawać jw... A problem z samochodem nie jest taki oderwany od rzeczywistości.... Rodziny wielodzietne, przy dobrej pracy, są w stanie żyć jako tako na co dzień... co innego gdy braknie pracy dla rodzica...
T
T7HRR
28 czerwca 2011, 22:02
Osoba podpisująca się "taka prawda" nieco mija się z prawdą. Otóż nie tylko nie pobiera się w Kościele opłat za sprawowanie sakramentów ale taka praktyka jest zakazana. Handel sakramentami jest grzechem symonii. Nikt nie może żądać zapłaty ani za chrzest, ani za bierzmowanie ani za błogosławienie malżeństwa ani za sprawowanie żadnego innego sakramentu. Dobra duchowe nie są na sprzedaż. Praktyka mija się z teorią Ojcze Wojciechu. Z tego co wiem podstawowym żródłem dochodu księdza jest stypendium mszalne. Oczekuje się od wiernych słusznej zapłaty wiążąc ją ze sprawowaniem sakramentu...
K
klara
28 czerwca 2011, 21:16
@koala Rodziny wielodzietne mają postawę roszczeniową. Żyją w przeświadczeniu, że wszystko im się należy: zapomogi, obiady, ubrania, zwolnienie z opłat w szkole, darmowe książki, wyprawki do szkoły etc..... I słusznie. Mają dużo więcej kosztów i obowiązków niż wygodnickie koale. A dzieci w wielkim trudzie wychowują nie dla siebie, a dla społeczeństwa.
Ś
świateło
28 czerwca 2011, 21:09
 Dziwny artykuł, świadczący o nieznajomości problemów finansowych przeciętnej rodziny. Wynika z niego, że największym problemem wielodzietnej rodziny jest wielkość samochodu. Pokazuje całkowite oderwanie od normalnego zycia.
Szymon Żminda
28 czerwca 2011, 21:07
@taka prawda. Nie chcesz to nie płać - przekonasz się, że tak można i nikt nie odmawia. A nie narzekaj na własne przyzwyczajenia. Co w tym zdrożnego, że ktoś przyjmuje dobrowolne ofiary, gdy nie ma źródła utrzymania? Normalne. Składanie ofiar to zwyczaj, który powstał, gdy ludzie mieli dużo mniej niż dziś, ale mieli wielkie serca. Dzisiaj małostkowość się wkrada wszędzie. Nie chcesz, to nie ofiaruj i nie narzekaj.
M
marzyciel
28 czerwca 2011, 20:59
To chyba tylko twoje pobożne życzenia.
T
taka_prawda
28 czerwca 2011, 20:55
 Do W. Żmudzińskiego SJ Niestety nie mogę się zgodzić z księdzem, co do darmowego udzielania sakramentów. Na podstawie własnego doświadczenia mogę powiedzieć: za chrzest zapłaciłam, z okazji biermowania była składka, za ślub syn też zapłacił. Więc gdzie tutaj darmowe sakramenty? Jeśli wykonuję coś dla kogoś za darmo  -to nie biorę za to ŻADNYCH PIENIĘDZY (nawet  "dobrowolnej" ofiary, która dobrowolną wcale nie jest).
28 czerwca 2011, 20:44
Nawet tutaj mówicie o rodzinach wielodzietnych ,,darmozjady", otóż aby mieć dopłatę lub pomoc trzeba mieć 350zł dochodu na osobę w rodzinie, to nie jest tak łatwo dostać zasiłek. Pracuję jak inni, żone też pracuje mamy sześcioro dzieci, mamy samochód, małe mieszkanie, ale własne i nie żyjemy w strachu, że nie wolno nam mieć drugiego dziecka bo musimy spłacić kredyt za 30 lat, bo przydałaby się wypasiona bryka. wszystko zależy od tego jak ustawi sobie piorytety. Każdy zakup jest przemyślany, nie możemy kupować tandety, bo musi wytrzymać.Tak naprawdę nic mi jest niepotrzebne ' wszystko dla dzieci i tu mam sens życia.Rodzice nam nie pomagają wręcz odwrotnie, więc proszę nie krzywdzić rodzin wielodzietnych, bo o dziwo są zmuszone dobrze prosperować. W naszych czasach tak się porobiło, iż to co jest normalne stae sie nienormalne, a nienormalne-normalne ( rodzina złożona z dwóch tatusiów jest ok! ale rodzina z z mnogiem dzieci to anomalia mimo tego, że dlatego nistnieje ) Proszę o szacunek... pozdrawiam - ojciec dzieciorób :-) a skąd macie mieszkanie?
K
koala
28 czerwca 2011, 20:40
 Rodziny wielodzietne mają postawę roszczeniową. Żyją w przeświadczeniu, że wszystko im się należy: zapomogi, obiady, ubrania, zwolnienie z opłat w szkole, darmowe książki, wyprawki do szkoły etc..... Jak ktoś świadomie decyduje się na posiadanie rodziny wielodzietnej, to powinien być również świadomy wysokich kosztów utrzymania, ale najwygodniej jest ciągle żebrać i obwieszczać wszystkim swój niedostatek.
K
klara
28 czerwca 2011, 20:39
@Paulus W naszych czasach tak się porobiło, iż to co jest normalne stae sie nienormalne, a nienormalne-normalne ( rodzina złożona z dwóch tatusiów jest ok! ale rodzina z z mnogiem dzieci to anomalia mimo tego, że dlatego nistnieje ) Proszę o szacunek... pozdrawiam - ojciec dzieciorób :-) Szacunek i uznanie ode mnie! I jeszcze dużo serdeczności:) . Niech Pan Bóg darzy Was zdrowiem i pomyślnością.
P
Paulus
28 czerwca 2011, 20:23
Nawet tutaj mówicie o rodzinach wielodzietnych ,,darmozjady", otóż aby mieć dopłatę lub pomoc trzeba mieć 350zł dochodu na osobę w rodzinie, to nie jest tak łatwo dostać zasiłek. Pracuję jak inni, żone też pracuje mamy sześcioro dzieci, mamy samochód, małe mieszkanie, ale własne i nie żyjemy w strachu, że nie wolno nam mieć drugiego dziecka bo musimy spłacić kredyt za 30 lat, bo przydałaby się wypasiona bryka. wszystko zależy od tego jak ustawi sobie piorytety. Każdy zakup jest przemyślany, nie możemy kupować tandety, bo musi wytrzymać.Tak naprawdę nic mi jest niepotrzebne ' wszystko dla dzieci i tu mam sens życia.Rodzice nam nie pomagają wręcz odwrotnie, więc proszę nie krzywdzić rodzin wielodzietnych, bo o dziwo są zmuszone dobrze prosperować. W naszych czasach tak się porobiło, iż to co jest normalne stae sie nienormalne, a nienormalne-normalne ( rodzina złożona z dwóch tatusiów jest ok! ale rodzina z z mnogiem dzieci to anomalia mimo tego, że dlatego nistnieje ) Proszę o szacunek... pozdrawiam - ojciec dzieciorób :-)
22 sierpnia 2010, 11:36
Wielodzietne rodziny gwarantują przyszłość nam wszystkim. Tylko niech najpierw zatroszczą się o własną przyszłość.
22 sierpnia 2010, 11:35
Cóż, też chciałbym mieć wiele dzieci, ale wolę pomyśleć, czy jestem w stanie zapewnić im odpowiednie warunki. Problem z samochodem to tylko przykład, a co z mieszkaniem? Opieką zdrowotną? Nie stać mnie to nie rozmnażam się na potęgę. Nie bierzesz kredytu, którego nie jesteś w stanie spłacić. To nie kwestia mody czy odwagi ale odpowiedzialności. Potem łatwo żalić się, że państwo nie daje. Nie daje wsparcia - i to jest żenująca prawda - ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.
A
awtor77
22 sierpnia 2010, 06:01
OCZYWISCIE ZE STAC!!tatus wyjedzie na saxy i przywiezie od kochanych sasiadow po roku tyrabnia starego grata.oni tam pono wojne przegrali lata temu-stare auta im niepotrzebne. potem tutaj w kraju przy rejestracji zaplaci 3xtyle il wart ten gruchot.tylko skad te dzieci skoro ojciec bedzie poza krajem.mielismy nowa Japonie(jak na razie ma ja tylko jedna wielodzietna rodzina),mielismy nowa Irlandie(maja ja czlonkowie jednej partii-pono dosc licznej).az strach pomyslec co nas teraz czeka. drogi autorze w tym kraju wielodzietnej rodziny nie stac nawet na stary rower dwuosobowy..no oczywiscie jezeli rodzice tej rodziny zyja wedle boskich przykazan.tylko ten drugi swiat ,tylko tyle...
3
3D8ZB
21 sierpnia 2010, 23:31
Franek, gratulacje! Daj jakąś radę jak przy takiej gromadce zarobić na kupno/wynajęcie mieszkania, utrzymanie rodzinki i samochodu. Zawstydzisz innych.
F
franek
21 sierpnia 2010, 23:01
Po co pisac: czy stac wielodzietną rodzinę na wakacje. Jestesmy rodziną wielodzietna i zawsze stac nas było na wakacje. W wakacje nie wydajemy wiecej niz normalnie. Odpoczywamy razem w namiotach, są bardzo tanie, jeźdzximy rowerami, oczywiście nie kupujemy nowych. Ciepłe śpiwory poszyliśmy sami, bo te ze sklepów są tandetne, cieniutkie, a te lepsze dosyc drogie. Teraz mamy samochód, czternastoletni, ale fajny i pojemny. Przejazd 200 km z Warszawy na Mazury jest najtańszy dla 6 osób właśnie samochodem.
Wojciech Żmudziński SJ
21 sierpnia 2010, 22:58
Osoba podpisująca się "taka prawda" nieco mija się z prawdą. Otóż nie tylko nie pobiera się w Kościele opłat za sprawowanie sakramentów ale taka praktyka jest zakazana. Handel sakramentami jest grzechem symonii. Nikt nie może żądać zapłaty ani za chrzest, ani za bierzmowanie ani za błogosławienie malżeństwa ani za sprawowanie żadnego innego sakramentu. Dobra duchowe nie są na sprzedaż.
E
elzbieta
21 sierpnia 2010, 22:39
Taka prawda, no teraz to przesadzasz. Jestem trochę wiekowa, a jeszcze żaden ksiądz nie upominał się o ofiarę. Przy chrzcie nawet mówił, że nie jest konieczna. Komunia to przede wszystkim koszty stroju- tu zazwyczaj decydują w dużej mierze rodzice. Składka na dar dla kościoła u mnie akurat była smiesnzie niska- kilka zł od dziecka i nikt nie ścigał. Przy bierzmowaniu nie słyszałam o ofiarach, a slub to już mniej związane z wielodzietnością, ale też myslę, że można złożyć skromną jeżeli jest się ubogim.
E
elzbieta
21 sierpnia 2010, 22:34
Samo życie- niektóre wielodzietne rodziny na pewno stać na wakacje. Skoro ta pani Natalia z Ojca artykułu matka siedmiorga dzieci ma samochód i jeszcze narzeka, że za mały to pewnie stać taką rodzinę na wakacje. Zresztą i wakacje też wielodzietnym często funduje państwo. Na pewno przy gromadce dzieci nie jest łatwo ale wbrew temu co pisze Ojciec jednak takie rodziny trochę wsparcia mają. A  rodzina "małodzietna" musi sobie wszystko zapewnić sama, więć może być w gorszej sytuacji. No i jeszcze dochodzi wsparcie ze strony rodziców i teściów- jedno mają a inni nie. A zatem problem jest nie w wielodzietności ale niesprawieldiwości społecznej. Zarobki powinny być w sensownej relacji do kosztów aby nie było pradoksów, że lepiej żyją biedni z zasiłków czy małżeństwa na wikcie rodziców niż uczciwie pracujący ludzie.
T
taka_prawda
21 sierpnia 2010, 22:31
 Moja propozycja jest prosta: udzielać sakramentów za darmo- chrzciny, pierwsza komunia dla dzieci, bierzmowanie, ślub -  zw. są niestety z ogromnymi wydatkami. Proszę o odpowiedź czemu za to trzeba płacić? Czy to ma być zachętą do posiadania dzieci? Najłatwiej innym "udzielać "rad.
samo_ życie
21 sierpnia 2010, 22:23
 Należy zadać sobie podstawowe pytanie, czy rodzinę wielodzietną stać w ogóle na jakikolwiek wyjazd wakacyjny? Autor pisze o czymś, o czym po prostu nie ma pojęcia. Śmiechu warte.
E
elzbieta
21 sierpnia 2010, 21:05
Ojcze Wojciechu, może raczej zapytajmy czy rodzinę z jednym dzieckiem stać na mieszkanie. To większy problem, wiele rodzin emigruje z kraju z powodu braku dachu nad głową. Myślę, że brak wana w którym pomieszczą się wszystkie rowerki jest do przeżycia, to nie jest jeszcze ubóstwo. Rodziny wielodzietne często dostają darmowe mieszkania od miasta, posiłki w szkole, dopłatę do przedszkola, podręcnzików i mundurków. Duszpasterze powinni być trochę bliżej ludzi i znać ich problemy.
M
mela
21 sierpnia 2010, 18:56
Para prezydencka daje dobry przykład. Więcej niż dwójka dzieci, to błogoslawieństwo. Teraz mogą cieszyć się wnukami i oby wpłynęli na prorodzinną politykę państwa.