Folwark "Polska"

Folwark "Polska"
(fot. PAP/Adam Warżawa)
7 lat temu

Afera taśmowa pokazała jak na dłoni, w jak wielkim stopniu Polska po 25 latach świętowania wolności nie dopracowała się realnej polityczności, rozumianej jako troska o dobro państwa. I jak niska jest kultura polityczna grupy odpowiedzialnej za funkcjonowanie struktur odpowiedzialnych za prawidłowe funkcjonowanie kraju.

"Aferę taśmową" można postrzegać jako serię cotygodniowych fajerwerków, które podnoszą poczytność tygodnikowi "Wprost". Takie ustawienie sprawy pozwala na dość łatwe zarzuty wobec redakcji, że chce zarobić na zdobytych materiałach. Pomijając fakt, że media to nie instytucja charytatywna, ale część współczesnej gospodarki, ten zarzut niestety mocno spłyca problem. Rzecz jest o wiele istotniejsza: podobnie jak w przypadku "afery Rywina", która tak mocno zelektryzowała opinię publiczną, znów okazuje się, że instytucje publiczne stanowią pewnego rodzaju dekorację, dopiero za którą dzieje się "prawdziwe życie".

A jeśli prawdą jest, że premier Tusk po wygranych w 2011 r. miał sobie "zażartować": "teraz, k..., paliwo może być nawet i po 7 złotych", to znaczy, że polityczny cynizm głęboko korumpuje polską rzeczywistość i naszą dwudziestopięcioletnią demokrację, podobno już prawdziwą, w odróżnieniu od tej PRL-owskiej. W polską polityczność głęboko wżarł się cynizm, który sprawia, że urzędnicy państwowi, nawet najwyższej rangi, traktują swój kraj jako folwark. W dodatku folwark bardzo źle zarządzany, co także pokazują wyimki z rozmów  decydentów. "Ch.j z Polską wschodnią" - mówi jeden z nich, podsumowując metody zarządzania środkami finansowymi przez wicepremier, minister infrastruktury i rozwoju Elżbietę Bieńkowską (ulubienicę wielu mediów). To folwark, w którym obywatele, szczególnie z tych regionów uboższych, są traktowani przez swoich "ekonomów" z pogardą i lekceważeniem.

Wielu Polaków głosowało na Platformę Obywatelską, ponieważ zaufało tej partii, że będzie sprawnie modernizować kraj. Ale z rozmów do których mamy dostęp dzięki "aferze taśmowej" wynika, że ludzie ze szczytów władzy są na ogół przekonani, że to wszystko to kiepska prowizorka. Sprawiają wrażenie równocześnie bardzo sfrustrowanych i równocześnie aroganckich. A ich "zarządzanie folwarkiem" niekiedy wprost wiąże się z tym, jakim gazetom nie można dawać reklam. To niby wszystko wiadomo nie od dziś, ale teraz dostaliśmy to jasnym tekstem: ot, choćby od Pawła Grasia oburzającego się, że szef PZU daje ogłoszenia w jednej z gazet popierających opozycję. I co jeszcze mówi Graś? Że "prokuratura wydaje coraz dziwniejsze werdykty". Co znaczy "coraz dziwniejsze" w ustach prominentnego polityka PO? Ano, takie nie pomyśli władzy.

Skąd to się wzięło? Cóż, ta władza bardzo długo mogła liczyć na życzliwość mediów głównego nurtu. To ich mocno rozzuchwaliło i skutki widzimy jak na dłoni. Jeśli dziś znaczna część dziennikarzy "nagle przejrzała na oczy" to, niestety, mam prawo zapytać co wcześniej przeszkadzało im przejrzeć. A nie ma się co oszukiwać: medialni decydenci, w tym grube ryby publicystyki wiedzą o polskim światku politycznym jeszcze więcej, niż mówią nam opublikowane taśmy. I bynajmniej nie jest to tylko problem tzw. resortowych dzieci, to po prostu kwestia silnego uzależnienia i mocnego zblatowania mediów i polityki, często także towarzyskiego.

Dodajmy do tego, że stale straszono nas służbami, które w IV RP każdemu z rana "wejdą na chatę". Tymczasem akcja ABW we "Wprost", groteskowa w swej nieudolności, nie odbyła się bynajmniej pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Była rozpaczliwą próbą opanowania sytuacji przez władzę, którą tak chwalono za "przestrzeganie standardów demokracji". A tu taka heca, że aż wzburzyła się Monika Olejnik...

Jan Paweł II stwierdził niegdyś, że demokracja bez wartości przemienia się w jawny lub ukryty totalitaryzm. Kłopot w tym, że także wielu katolików uważa, że wartości w polityce sprowadzają się do tego, czy polityk/partia są za lub przeciw aborcji. Powiem to mocno: taki uproszczony pogląd to szkodliwa bzdura. Równie nieprawdziwy jak opinia, że polityk ma po prostu sprawnie rządzić. Bo rządzenie ludźmi to nie zaganianie bydła do folwarcznej obory, ani podliczanie słupków statystyk. Nie jesteśmy chłopami pańszczyźnianymi, których jedynym prawem i obowiązkiem jest łożenie na państwo, które w coraz mniejszym stopniu spełnia swoje role.

Związki między polityką a etyką są węzłowe, elementarne. Jeśli zanikają, to dostajemy cynizm, władzę sitw, lekceważenie zwykłych ludzi, zabieganie o ich głosy na pokaz i faktyczną pogardę wobec nich. Wtedy demokracja rzeczywiście staje się formą autorytaryzmu, mniej lub bardziej miękkiego, coraz mniej transparentnym sposobem zarządzania "folwarkiem Polska". Bez etyki polityka staje się polem do popisu właśnie dla tych, co uważają, że "ch.j tam z Polską wschodnią", w ogóle: "pal licho" wszystko, na czym po prostu nie można osiągnąć zysku i korzyści dla siebie i wąskiej grupy interesu którą się reprezentuje. I obawiam się, że ta zaraza w naszym życiu publicznym nie dotyka tylko jednego środowiska politycznego, że to stała naszego społecznego sposobu istnienia.

Niegdyś, w czasach Polski szlacheckiej, która jest modelowym przykładem atrofii państwa na rzecz anarchii nazywano to prywatą. Powiedzmy sobie wprost: albo państwo, albo sobiepaństwo. I to nie jest tylko problem polityczny czy partyjny. To problem naszej odpowiedzialności, odpowiedzialności katolików i obywateli za kraj, który podobno uważamy za tak cenny. Tymczasem wiele wskazuje na to, że przy porządniejszym geopolitycznym wietrze nasze państwo się przewróci: jak wieczna prowizorka, jak domek z kart.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Folwark "Polska"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.