Kolejki do lekarzy ciągle rosną. Ekspert: system osiada powoli jak kompost

Fot. AI / Depositphotos
Onet / pk

Średni czas oczekiwania na wizytę u specjalisty w Polsce wynosi obecnie 4,2 miesiąca, a na badania diagnostyczne 2,8 miesiąca - wynika z najnowszego raportu Fundacji Watch Health Care. Najdłużej pacjenci czekają na chirurgię plastyczną, stomatologię i ortopedię, a najkrócej na radioterapię onkologiczną i neonatologię. Eksperci wskazują, że problem nie wynika wyłącznie z liczby lekarzy, lecz także z organizacji systemu, niewłaściwego kierowania pacjentów oraz marnotrawstwa środków w publicznej opiece zdrowotnej.

Średni czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne w Polsce wynosi obecnie 4,2 miesiąca, a na badania diagnostyczne pacjenci czekają średnio 2,8 miesiąca. Najdłuższe kolejki dotyczą chirurgii plastycznej, stomatologii i ortopedii, natomiast najkrócej czeka się na radioterapię onkologiczną i neonatologię - informuje Onet.

DEON.PL POLECA

 

 

Fundacja Watch Health Care opublikowała najnowszy raport dotyczący dostępności do świadczeń zdrowotnych w Polsce. Wynika z niego, że na przełomie września i października 2025 r. czas oczekiwania na wizytę u specjalisty czy badania diagnostyczne był zbliżony do poprzednich lat. Spośród 215 analizowanych świadczeń poprawę odnotowano w 63 przypadkach, pogorszenie w 38, a w większości - 114 - zmiana była nieznaczna, sięgająca około pół miesiąca.

Wciąż najdłużej trzeba czekać na świadczenia w zakresie chirurgii plastycznej (średnio 11,1 miesiąca), stomatologii (10,2 miesiąca) oraz ortopedii i traumatologii narządu ruchu (9,7 miesiąca). Długi czas oczekiwania dotyczy także neurochirurgii, otolaryngologii i otolaryngologii dziecięcej. Z kolei najkrótsze kolejki dotyczą radioterapii onkologicznej (0,5 miesiąca), neonatologii (0,7 miesiąca), chirurgii onkologicznej (0,9 miesiąca) oraz medycyny paliatywnej (1 miesiąc).

Analiza dostępu do 41 specjalistów z 43 dziedzin medycyny pokazuje, że sytuacja jest zróżnicowana. W przypadku ośmiu specjalizacji dostępność się pogorszyła, w trzynastu poprawiła, a w dwudziestu zmiany były minimalne. Najdłużej pacjenci czekają na wizytę u neurochirurga (średnio 13,1 miesiąca), endokrynologa (12,9 miesiąca) oraz gastroenterologa (9,9 miesiąca). Najkrótszy czas oczekiwania dotyczy pediatrów, neonatologów (0,2 miesiąca), ginekologów-położników (0,3 miesiąca) oraz chirurgów onkologów (0,7 miesiąca).

W minionym roku najbardziej wydłużyły się kolejki do neurochirurgów, neurologów dziecięcych i otolaryngologów, natomiast największe skrócenie czasu oczekiwania zanotowano w angiologii, chirurgii naczyniowej, ortodoncji i urologii. Jednak także w tych specjalizacjach kolejki nadal bywają długie.

DEON.PL POLECA


Statystyki dotyczące czasu oczekiwania na operacje również nie napawają optymizmem. Na usunięcie żylaków kończyn dolnych pacjenci czekają 30,5 miesiąca (rok wcześniej 35,8 miesiąca), na endoprotezoplastykę stawu kolanowego 25,4 miesiąca (przy 20,7 miesiąca rok wcześniej), a na leczenie aparatem ortodontycznym 21,3 miesiąca (wobec 21 miesięcy rok wcześniej). Skrócił się natomiast czas oczekiwania na wymianę zastawki serca - obecnie to 19,5 miesiąca, podczas gdy wcześniej wynosił 21,4 miesiąca.

Eksperci podkreślają, że liczba specjalistów w Polsce w wielu dziedzinach jest wystarczająca, a nawet przewyższa średnią europejską. Prof. Marek Ruchała z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu w rozmowie z Medonetem zwraca uwagę, że w Polsce pracuje od 1400 do 1500 aktywnych endokrynologów przy populacji około 37 mln mieszkańców - Jeśli porównamy to z innymi krajami, to np. w Hiszpanii pracuje około 1000 specjalistów na populację liczącą 49 mln mieszkańców, w Anglii 800/56 mln, a w całej Wielkiej Brytanii 2500/70 mln - wylicza profesor. - Jeśli dodamy, że tych krajach diabetologia jest elementem endokrynologii, a w Polsce mamy dodatkowo od 1100 do 1500 diabetologów, to ta liczba powinna zabezpieczyć zapotrzebowanie na opiekę endokrynologiczną - dodaje.

Problem kolejek wynika jednak nie tylko z liczby lekarzy. Prof. Ruchała wskazuje, że większość łagodnych schorzeń tarczycy powinna być leczona przez lekarzy rodzinnych, tymczasem część przychodni oczekuje corocznych konsultacji specjalistycznych, co niepotrzebnie wydłuża kolejki. Profesor zaznacza, że lepsza diagnostyka obrazowa zwiększa wykrywalność zmian, które nie zawsze wymagają interwencji endokrynologa.

Kolejną przyczyną są niesumienni pacjenci, którzy zapisują się na wizytę, ale nie pojawiają się w gabinecie lub rejestrują się jednocześnie w kilku poradniach. To zjawisko blokuje dostęp dla innych osób, często bardziej potrzebujących. Dodatkowo, jak zauważa profesor, zdarza się wystawianie skierowań na "cito" bez uzasadnienia, co obciąża system.

Także w neurochirurgii liczba specjalistów nie jest problemem. Prof. Tomasz Trojanowski z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie stwierdza w Medonecie, że obecnie w Polsce pracuje 650 neurochirurgów, choć wystarczyłoby 400.

- Zapotrzebowanie na milion mieszkańców wynosi 100 specjalistów, łatwo więc obliczyć, ilu zaspokoiłoby potrzeby naszego kraju - informuje profesor. - Kiedyś istniało 40 ośrodków neurochirurgicznych, w których pracowała około stu neurochirurgów i to w pełni wystarczało, co więcej było bardziej zasadne, bo mogli oni blisko ze sobą współpracować, konsultować się i łatwiej było im specjalizować się w poszczególnych obszarach. Dziś funkcjonuje 96 ośrodków, bo taki oddział przynosi dochód, więc każdy dyrektor chętnie widzi oddział tej specjalności u siebie. Niestety to droga donikąd - od publicznej ochrony zdrowia, na którą płacimy składki, nie powinno się oczekiwać, że przyniesie dochód - dodaje w rozmowie z Medonetem.

Jego zdaniem rozdrobnienie ośrodków neurochirurgicznych wpływa negatywnie na jakość świadczeń i organizację pracy lekarzy. Profesor podkreśla również, że pacjenci często wybierają konkretnego specjalistę, co wydłuża czas oczekiwania do popularnych lekarzy, podczas gdy inni mają wolne terminy.

Krzysztof Łanda, założyciel Fundacji Watch Health Care i były wiceminister zdrowia, uważa, że sytuacja się nie poprawia, ponieważ politycy korzystają z opieki zdrowotnej poza publicznym systemem. Według niego, politycy i ich rodziny mają dostęp do specjalnych ścieżek i nowoczesnych szpitali bez kolejek. Łanda podkreśla, że w połowie państw Europy istnieją kolejki do lekarzy, a w połowie nie, a kluczowe znaczenie ma odpowiednie finansowanie gwarantowanych świadczeń oraz efektywne zarządzanie środkami.

Były wiceminister zwraca uwagę, że w Polsce od 30 do nawet 50 proc. środków finansowych jest marnotrawionych, a ręcznie sterowany, scentralizowany system z monopsonem płatnika nie stawia pacjenta w centrum uwagi. Jego zdaniem, dopóki Narodowy Fundusz Zdrowia nie będzie miał konkurencji, nie można liczyć na poprawę organizacji i skrócenie kolejek.

Prof. Marek Ruchała przypomina, że od dwóch lat trwają prace nad tzw. odwróconą piramidą świadczeń, która ma przenieść część schorzeń z ambulatoryjnej opieki specjalistycznej do podstawowej opieki zdrowotnej. W założeniu lekarz rodzinny będzie musiał wykonać podstawowe badania przed skierowaniem pacjenta do specjalisty. Profesor podkreśla również konieczność poprawy kształcenia lekarzy endokrynologów, których praca wymaga solidnych podstaw z chorób wewnętrznych oraz praktycznego szkolenia.

Źródło: Onet / pk

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kolejki do lekarzy ciągle rosną. Ekspert: system osiada powoli jak kompost
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.