[PILNE] Nawet 900 ludzi w podziemiach nepalskich elektrowni. Część z nich niemal na pewno żyje
Ponad 900 osób może wciąż znajdować się w zniszczonych tunelach nepalskich elektrowni wodnych. Ratownicy od tygodnia próbują dotrzeć do uwięzionych, jednak ich działania paraliżują błoto, skały i woda. Władze nie tracą nadziei, że część pracowników przeżyła katastrofalną powódź.
Niemal na pewno pod ziemią są uwięzieni żywi ludzie
Jak informuje Interia, w zniszczonych tunelach nepalskich elektrowni wodnych wciąż może znajdować się ponad 900 pracowników, a władze nie wykluczają, że część z nich żyje. Przedstawiciel sektora energetycznego deklaruje dużą pewność, że pod gruzami są ocaleni, co daje nadzieję na pomyślne zakończenie akcji. Ratownicy prowadzą dramatyczny wyścig z czasem, ponieważ każda kolejna minuta może decydować o życiu uwięzionych.
Akcję ratunkową utrudniają zalegające w tunelach błoto i potężne głazy, a dodatkowym zagrożeniem pozostają deszczowa pogoda i rosnący poziom wody - podaje portal.
Akcja ratunkowa trwa bardzo długo. Po tygodniu od powodzi ratownicy w elektrowniach Rasuwagadhi i Langtang pokonali zaledwie 150 metrów, a działania blokują zalegające w tunelach skały i muł. Intensywne poszukiwania trwają także w innych elektrowniach, w tym w Upper Trishuli-1, gdzie według szacunków może przebywać ponad 500 osób - czytamy na Interii.
Potężna powódź błyskawiczna w Himalajach. Ludzie nie mieli szans na ucieczkę
W środowy poranek (26 sierpnia) doszło do potężnej powodzi błyskawicznej, która zniszczyła podhimalajskie rejony północnego Nepalu. Publikowane w internecie nagrania pokazują sceny niczym z filmu katastroficznego - olbrzymie fale wody, błota i kamieni niszczące dna dolin oraz wszystko, co znajdowało się na drodze żywiołu. Na wielu filmach i zdjęciach widać uciekających w panice ludzi, którzy chwilę później zostają pogrzebani żywcem.
Katastrofa wydarzyła się w godzinach porannych, nie zostawiając ludziom czasu na ucieczkę.
Początkowo jako przyczynę kataklizmu podawano trzęsienie ziemi. Później okazało się, że oderwał się potężny fragment himalajskiego lodowca, co następnie wywołało wstrząs sejsmiczny. Materiał skalny miał zablokować system rzeczny, a zgromadzona za powstałą zaporą woda gwałtownie uwolniła się, niszcząc wszystko co napotkała na swojej drodze.
Trudno jednoznacznie odtworzyć przebieg tragedii, ponieważ część aparatury monitorującej została zniszczona przez kataklizm.
Nie jest to pierwsze tego typu wydarzenie. Latem ubiegłego roku doszło w tym rejonie do podobnego zdarzenia, jednak na mniejszą skalę. Doszło wtedy do gwałtownego opróżnienia zawartości jeziora lodowcowego.
Źródło: Interia / red
Skomentuj artykuł