Czy pierwszy katolik na czele brytyjskiego rządu rozmontuje Kościół Anglii? W tle stary zakaz
Katolik może być premierem Wielkiej Brytanii, ale nie może wykonywać wszystkich obowiązków związanych z tym urzędem. To efekt XIX-wiecznych przepisów, które zabraniają katolikom i Żydom doradzania monarsze przy niektórych nominacjach w Kościele Anglii. Andy Burnham, pierwszy katolicki premier, przekazał więc te kompetencje swojemu ministrowi i zapowiedział zmianę prawa. Rządowy projekt ma usunąć historyczny anachronizm i zagwarantować, że każdy premier będzie mógł pełnić swoje obowiązki bez względu na wyznawaną wiarę.
Do tej pory żaden brytyjski premier nie musiał mierzyć się z tym prawnym reliktem, ponieważ żaden przed nim nie był katolikiem. XIX-wieczne przepisy – ustawa znosząca część ograniczeń wobec katolików z 1829 roku oraz podobne prawo dotyczące żydów z 1858 roku – kategorycznie zakazują osobom tych wyznań bezpośredniego lub pośredniego doradzania monarsze w sprawach nominacji kościelnych. W przypadku katolików złamanie tego zakazu brytyjskie prawo uznaje wprost za przestępstwo. Gdy stanowisko szefa rządu objął Burnham – przyznający się do katolicyzmu – państwowa machina zderzyła się z własną historią.
Aby uniknąć złamania prawa przy obsadzie kościelnych stanowisk, premier przekazał swoje konstytucyjne uprawnienia doradcze lordowi kanclerzowi, Alexowi Norrisowi. Manewr ten pozwolił na sprawne kontynuowanie procedur nominacyjnych bez naruszania przepisów. Jednocześnie Burnham złożył w parlamencie pisemne oświadczenie, w którym zapowiedział szybką likwidację przestarzałych regulacji. „To niedopuszczalne, aby istniała bariera prawna uniemożliwiająca osobom jakiegokolwiek wyznania wykonywanie wszystkich obowiązków mojego urzędu” – cytuje słowa premiera Katholische Nachrichtenagentur.
Archaiczny przepis trafia do kosza
Wkrótce potem brytyjska Rada Ministrów oficjalnie przedstawiła projekt ustawy noszący nazwę Church Appointments (Repeal of Discriminatory Provision) Bill, czyli projekt ustawy o nominacjach kościelnych, znoszący dyskryminujące przepisy. Nowe prawo ma całkowicie znieść XIX-wieczne zakazy i umożliwić przyszłym premierom wyznania katolickiego lub mojżeszowego pełne wykonywanie obowiązków służbowych. Oficjalny portal rządowy GOV.UK określa obecne regulacje jako „przeterminowaną i archaiczną anomalię”, która nie pasuje do współczesnych standardów państwa. Projekt stał się pierwszym aktem prawnym wniesionym przez nowy rząd Burnhama.
Rola szefa rządu w wyznaczaniu brytyjskich hierarchów sięga czasów Henryka VIII i ustawy z 1533 roku. Współcześnie kluczową rolę odgrywa kościelna Komisja Nominacji Korony, która wybiera kandydata na wolne stolice biskupie i przedstawia jedno nazwisko premierowi. Szef rządu przekazuje to rekomendowane nazwisko królowi, który jako głowa Kościoła Anglii dokonuje formalnej nominacji. Kwestia ta stała się paląca po dymisji arcybiskupa Canterbury Justina Welby’ego, kiedy ruszyły przygotowania do wyboru jego następcy.
Głos sprzeciwu z zaskakującej strony
Choć wydaje się, że decyzja rządu usuwa dyskryminacje, to ruch ten wywołał ożywioną dyskusję wśród przedstawicieli innych wspólnot religijnych. Mocny głos w tej sprawie zabrał publicysta Ashley Hirst, który przedstawia się jako dumny brytyjski Żyd. W otwartym liście do premiera Hirst przekonuje, że XIX-wieczny zakaz wcale nie uderza w katolików ani w żydów. „Zakaz ten nie mówi, że katolicy i żydzi są obywatelami drugiej kategorii. Mówi on, że ta jedna konkretna sprawa należy do Kościoła i powinna być wykonywana przez kogoś, kto z czystym sumieniem może być jego częścią” – pisze Ashley Hirst na swojej stronie internetowej.
Hirst dodaje, że sam czułby przerażenie, gdyby arcybiskup Canterbury decydował o wyborze Naczelnego Rabina. W jego ocenie ten prawny zapis stanowi przejaw zwykłego szacunku, jaki państwo i inne wspólnoty składają Kościołowi Anglii. Publicysta ostrzega szefa rządu przed przeprowadzaniem „rozdziału Kościoła od państwa tylnymi drzwiami” poprzez usuwanie spójnych elementów brytyjskiej tradycji. „Nie chcę, aby zapamiętano Pana jako katolika, który po cichu rozebrał Kościół Anglii” – pisze bez ogródek Ashley Hirst.
Cicha rewolucja czy zwykłe porządkowanie prawa?
Dyskusję wokół projektu rządu podchwyciły środowiska dążące do całkowitej sekularyzacji instytucji państwowych. Jak zauważa Ashley Hirst, organizacja Humanists UK natychmiast po ogłoszeniu projektu zapytała, dlaczego premier w ogóle ma brać udział w wyborze chrześcijańskich biskupów. Krytycy stawiają też pytania o zasadność zasiadania 26 biskupów anglikańskich w Izbie Lordów oraz o obowiązek przynależności samego monarchy do Kościoła Anglii. Jedna mała korekta prawna otworzyła zatem debatę nad głębokimi zmianami w całej strukturze ustrojowej państwa.
Analitycy podkreślają jednak, że proponowane zmiany mają w praktyce bardzo ograniczony zasięg. Nowa ustawa nie narusza pozycji Kościoła Anglii jako kościoła państwowego ani nie znosi wymogu, by król pozostawał w komunii z tą wspólnotą. Sam Andy Burnham deklaruje przywiązanie do katolicyzmu, choć – jak przyznaje – nie praktykuje regularnie. Ostatecznie rządowy projekt ma jedynie usunąć historyczny anachronizm i zagwarantować, że każdy premier będzie mógł pełnić swoje obowiązki bez względu na wyznawaną wiarę.
UK Parliament/ GOV.uk/ Catholic Herald/łs


Skomentuj artykuł