Prokuratura bada sprawę zaginięcia 1,5 tys. min przeciwpancernych. Wojsko zaprzeczało utracie sprzętu
Od czterech miesięcy trwa śledztwo w sprawie zaginięcia 1,5 tysiąca min przeciwpancernych, zawierających łącznie 12 ton trotylu — ustalił Onet. Sprawą zajmuje się Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia Fabryczna, choć wcześniej wojsko zapewniało, że nie doszło do żadnej utraty sprzętu.
Do pierwszego głośnego incydentu doszło 6 lipca 2023 r., kiedy podczas rozładunku uzbrojenia w miejscowości Mosty pod Szczecinem żołnierze przeoczyli 250 min przeciwpancernych. Przez tydzień miny przemieszczały się po kraju w cywilnym składzie PKP, by finalnie zostać odnalezione pod magazynem IKEA w Orli na Podlasiu. Po ujawnieniu sprawy stanowisko stracił szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, gen. Artur Kępczyński - przypomina Onet.
Pięć dni później, 12 lipca 2023 r., doszło do kolejnego incydentu — tym razem w Krapkowicach na Opolszczyźnie. Transport kilku tysięcy rosyjskich min TM-62M wjechał na teren magazynu, jednak żołnierze nie odczepili jednego z wagonów od lokomotywy, sądząc, że jest pusty. Wagon z 1,5 tysiącem min opuścił teren wojskowy i dotarł na cywilną stację oddaloną o około 10 km. Wojsko zareagowało szybko — w ciągu godziny wagon z materiałami wybuchowymi został odnaleziony i sprowadzony z powrotem.
8 grudnia 2025 r. prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Tego samego dnia wojsko zapewniało, że nie doszło do żadnej utraty min. Rzecznik Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, ppłk Marek Chmiel, nazwał doniesienia o utracie min "nieprawdziwymi i niemającymi pokrycia w faktach", podkreślając, że wagon z minami "nigdy nie opuścił terenu składu przed rozładowaniem".
Jak poinformował Onet rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, Damian Pownuk, postępowanie wszczęto na podstawie materiałów przekazanych przez Departament ds. Wojskowych Prokuratury Krajowej. Do tej pory przesłuchano 13 osób, jednak nikomu nie postawiono zarzutów.
Onet/dm
Skomentuj artykuł