Świnie i ameby – „Zielona (dzieli nas) granica”

Świnie i ameby – „Zielona (dzieli nas) granica”
Depositphotos.com (524148488)

„Dialogi w połowie drogi” – odcinek 23. Ewa Skrabacz i Wojciech Ziółek SJ rozmawiają o „Zielonej granicy” Agnieszki Holland, a właściwie o tym, jak wygląda dyskusja wokół tego obrazu. Podejmują refleksję nad tym, jak – mając odmienną ocenę filmu – do siebie mówimy, jak o sobie myślimy. Autorzy podcastu zwracają uwagę, że: pozbawione szacunku, ‘odczłowieczające’ określanie inaczej myślących uderza w samych autorów takich sądów; granica nie przebiega między inaczej myślącymi. Ona wszystkich oddziela od tego, co ludzkie, szlachetne i godne szacunku; nie wolno nie widzieć człowieka w oponencie!

WZ: Bo wielka, dzieli nas granica...
ES: Bo ja w kinie byłam, proszę pana.
WZ: Na “Zielonej granicy”.
ES: Da się to wyczytać z podpowiedzi muzycznej po paru nutkach.
WZ: No to powiedz, wielka ta granica?
ES: Myślę, że spora. Jako przedstawiciel tej skromnej grupy udałam się do kina, żebyśmy mieli ‘papiery na rozmowę’, zahaczającą o ten film.
WZ: Reprezentantka autorów podcastu.
ES: Tak jest, rozbawiła mnie sytuacja, w której jeden z ministrów powiedział, że sam filmu nie widział, ale jego współpracownik polityczny na jego prośbę film zobaczył. Ja co prawda nie w roli ‘współpracownika politycznego’...
WZ: A ja nie w roli ministra...
ES: Ale jako delegacja, owszem. Mówimy o tym, bo dyskusja trwa, jest bardzo, bardzo gorąca i często wypowiadają się ci, którzy filmu nie widzieli, stawiany im jest zarzut w związku z tym. No to my z ‘procesowej ostrożności’.
WZ: Przede wszystkim ja, no, ale ty powiedz parę słów.

Wielka dzieląca granica

ES: Nie zajmę się recenzją filmu, bo ani my kącik filmowy, ani tym się z pasji, ani z zawodu nie zajmujemy. Po tym, jak widziałam fragmenty i omawiane były fragmenty, to rzeczywiście jakoś zasadniczo mi się obraz filmu nie zmienia po obejrzeniu całości. One dość dobrze prezentują tezy filmu. No bo, nie jest to w moim odczuciu film, który można by nazwać ‘obiektywnym’, pozostawiającym jakąś przestrzeń do interpretacji. Poszczególne środowiska są przedstawione dość jednowymiarowo, zarówno aktywiści, uchodźcy czy strażnicy graniczni. No dobrzy są dobrzy, źli są źli. Aktywiści, co do zasady, są dobrzy, bywają wulgarni, impulsywni, ale są dobrzy, straż graniczna, co do zasady jest zła. Wszystko, co reprezentuje państwo, więc w tym znaczeniu powiedziałabym jednak, że to jest film ‘antypolski’, bo jednak obraz państwa polskiego, jego funkcjonariuszy, jego przedstawicieli (pojawiają się wprost nazwiska ministrów: Wąsik, Kamiński i Ziobro), więc trudno to określić jako jakiś sens metaforyczny, przedstawienie li tylko problemu, dylematów. Tak, jest to wprost odniesienie się do państwa, do decyzji podejmowanych przez przedstawicieli tego państwa, do działań służb. Bywają strażnicy z dylematami, ale to rzecz jasna na palcach jednej ręki... No i oczywiście ten kontekst skojarzenia z obrazami: z ramp obozów koncentracyjnych, te szczekające psy, ta bezwzględność, sadystyczne uśmiechy funkcjonariuszy. No to niestety...
WZ: Takie wprost, tak?
ES: No tak, trudno powiedzieć, że to jest lekka sugestia. To jest niemalże odtworzenie tych obrazów ‘jeden do jednego’. No a później mamy w debacie pojawiające się hasła: “tylko świnie siedzą w kinie” nawiązujące znowu wprost do tej wojennej atmosfery, do sugestii kolaboracji części obywateli, itd.

Wzajemne ‘odczłowieczanie’

WZ: Ja filmu nie widziałem, więc na temat filmu nie będę się wypowiadał, ale na temat tego co przeczytałem w internecie i na temat tego, co inni mówili na temat filmu, albo zobaczywszy go albo jeszcze przed emisją, to mogę coś powiedzieć. Tu zacytowałaś to hasło: „tylko świnie siedzą w kinie”, niestety, powtórzone też przez pana prezydenta...
ES: Ja wtrącę się tu jeszcze i powiem, że ja pierwotnie nie wybierałam się na ten film. Jakoś wystarczało mi to, co wyczytywałam i słyszałam. No więc rzeczywiście, nie ma we mnie zgody też na taki język, na określanie kogokolwiek ‘z tej czy z owej strony’ właśnie w ten sposób. No nie, po prostu nie.
WZ: No właśnie, ‘z tej czy z owej’, bo to nie jest tak, jak to zawsze w tym naszym politycznym sporze w Polsce, że to jest tylko z jednej strony, bo z drugiej strony jest podobnie, prawda? Oczywiście, potem cała masa memów o tym, że “dobrze jest być świnią” w odpowiedzi na to, ale też, że zacytuję tutaj pana redaktora Szułdrzyńskiego, który powiedział: „każdy, kto obejrzał film Holland i ma wrażliwość moralną większą od ameby zrozumie, że film stawia pytanie o to, kto przy granicy z Białorusią zachował się jak chrześcijanin”.

ES: Czyli mówisz, że ja mam wybór pomiędzy ‘byciem świnią’, bo byłam w kinie i pomiędzy ‘amebą’, tak?
WZ: A co to oznacza? To znaczy, że to jest wzajemne ‘odczłowieczanie się’. To jest sugestia, że jeżeli nie rozumiesz tego filmu tak jak pan redaktor czy ktokolwiek inny, bo to przecież nie on jeden, to znaczy, że jesteś ‘amebą’, jeżeli poszłaś do kina, to jesteś ‘świnią’. Tu przebiega granica. Ona przebiega między świniami a amebami? Otóż uważam, że dalece nie, bo się okazuje, że niestety jesteśmy wtedy po tej samej ‘złej’ stronie używając takiego języka i przypisując to swoim oponentom. Przecież, na litość boską, można się nie zgadzać i powiedzieć: panie prezydencie, nie ma pan absolutnie racji; panie redaktorze, to co pan powiedział to jest niesłuszne. To jest oczywiste, ale właśnie takie wzajemne obrzucanie się epitetami sprawia, że jesteśmy po tej samej stronie granicy i jakoś nie zanosi się na to, żebyśmy umieli tę granicę przejść, prawda?
ES: Wiesz, kiedy siedziałam na tej sali kinowej, w trakcie filmu, oczywiście, obraz jest poruszający, bo trzeba by było nie być człowiekiem, żeby nie poczuć przerażenia, współczucia, kiedy ludzie są tak traktowani. I bez względu na to, kto kogo traktuje, prawda? Więc to jest oczywiste. Ale mnie takim bezbrzeżnym smutkiem napawały reakcje w poszczególnych momentach na te obrazy. Na szczęście też nie charakteryzujące całą publiczność. Te fragmenty, które znaliśmy i podejrzewam nie tylko ja, ale wszyscy idący na ten film. No to właśnie one powodowały takie reakcje, jak chociażby ten bluzg, który wyrzuca z siebie bohater grany przez Macieja Stuhra pod adresem rządzących itd.: on jest skrajnie wulgarny, agresywny. I wtedy wśród osób obecnych na sali – na szczęście raz jeszcze powtórzę w mniejszości – były brawa, takie pokrzykiwania, łącznie również z wulgaryzmami. Czy na przykład, kiedy bohaterka grana przez Ostaszewską recytuje Ojcze nasz i druga aktywistka się do tego dołącza. To były takie momenty pokazujące jak bardzo daleko jesteśmy od tej granicy bycia człowiekiem w tej rozmowie o problemie, w dyskusji między sobą.

WZ: Wspomniałaś o bardziej lub mniej oczywistych odniesieniach do esesmanów, do rampy w Auschwitz, itd. Mówiliśmy kiedyś w jednym z odcinków o Powstaniu Warszawskim i o tym wierszu, który jest na Woli o przebaczeniu.
ES: Modlitwa Bonawentury.
WZ: Modlitwa Bonawentury, który w takich okolicznościach, a nie zabrakło zobaczenia człowieka w tych ludziach, którzy to zrobili. Nie zabrakło zobaczenia, że ci, którzy rozstrzeliwali to też ludzie, którym trzeba przebaczyć. My jesteśmy teraz na takim poziomie nie tylko agresji, ale to właśnie kwestia człowieczeństwa, że tak sobie go nawzajem odmawiamy, myśląc, że w ten sposób siebie wywyższamy, a tak naprawdę każde takie hasło pokazuje, jaki ja jestem. I mówiąc ‘my’ i mówiąc ‘ja’, to mówię my i mówię ja, bo to dotyczy nas wszystkich, prawda? To nie jest tak, że a tu prezydent, a tu taki redaktor, a tu siaki.

ES: Mnie to wszystko po prostu boli. I powiedziawszy, co powiedziałam o filmie. I poszedłszy, jak poszłam na ten film nie utożsamiam się, nie jest mi jakoś blisko do żadnej ze stron sporu, naprawdę. I będę powtarzać nieskończoność, że nie jest to demonstracja 'wyższości' i czegokolwiek takiego, tylko niezgody jakiejś takiej wewnętrznej, podstawowej, ludzkiej niezgody, żebyśmy tak do siebie mówili, tak na siebie patrzyli, tak o sobie myśleli.
WZ: Tak, to nie jest wywyższanie się, tylko to jest taka ‘rozpaczliwa’ próba obrony właśnie tego, co nam z ‘człowieczeństwa’ jeszcze zostaje. Bardzo, bardzo rozumiem. Bolą takie reakcje. Bolą, dlaczego? Gdyby to byli jacyś ludzie, z którymi ty się nie utożsamiasz? Ale to są Twoi ludzie. Przecież to są Twoi rodacy.
ES: To wszystko jest bardzo nasze i tak na dobrą sprawę, to, że mnie kosztuje na płaszczyźnie emocjonalnej i wszelkiej innej ta sytuacja, to jest dla mnie jakąś pociechą w tym wszystkim.
WZ: To prawda, to prawda, bo “łzy to znak, że bije serce” – mój ulubiony cytat z Sikorowskiego. ‘Ból’, to znaczy, że serce właściwie reaguje, prawda? Jeżeli by mi było wszystko jedno, jeżelibym uważał, że ten ‘motłoch w kinie’, a ja tu przyszłam ‘szlachetna’.
ES: Albo ‘motłoch przed kinem’, prawda? A my tu w kinie szlachetni…
WZ: Tak, no więc właśnie to wszelkie możliwe. Tyle tylko, że jeżeli pojawia się takie to źle, jeżeli boli to dobrze.
ES: To co chcemy powiedzieć, to oglądajmy ten film – dobrze, nie oglądajmy tego filmu – ‘tys piknie’, że tak powiem, ale przede wszystkim bądźmy w tym wszystkim ludźmi, nie odmawiając drugiej stronie, innym człowieczeństwa.
WZ: Tak, jak zaczęliśmy od tej piosenki, bo wielka dzieli nas granica. Tam pojawia się taki motyw, zaraz na początku: „o tobie miła ciągle marzę, o tobie, miła, ciągle śnię”. Gdybyśmy sobie zdali sprawę z tego, że wszyscy, po jednej po drugiej stronie, tak naprawdę marzymy o tej ukochanej Polsce, gdybyśmy przestali sobie wmawiać nawzajem, że to nieprawda, to dopiero wtedy możemy mówić o jakimś postępie.
ES: To dopiero wtedy jest możliwy do zrealizowania scenariusz, że tak filmowo tu nawiążę, który nie tylko na ekranie daje nam szansę na jakiś happy end.

Jezuita, uratowany grzesznik; poprzednio duszpasterz akademicki w Opolu i Krakowie, proboszcz we Wrocławiu, prowincjał (2008-2014), a obecnie proboszcz w Tomsku (Rosja, Syberia); inicjator Deon.pl i Modlitwy w Drodze.

Twitter: wziolek_sj

 

Politolog, nauczyciel akademicki, dawca krwi, amatorka biegów długodystansowych, współpracuje z Radiem Doxa, Modlitwą w drodze i Deon.pl.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Hanna Faryna-Paszkiewicz

Król śmiechu

Natychmiast wywoływał śmiech. Przecież Pan Janeczek z Kabaretu Olgi Lipińskiej, przecież Majster, który uczy Jasia, przecież rólki arcydzieła w filmach Stanisława Barei… A jednak prywatnie był śmiertelnie poważny. Skąd się brała jego oryginalność?...

Skomentuj artykuł

Świnie i ameby – „Zielona (dzieli nas) granica”
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.