Premier Tusk będzie wzywał do sankcji

(fot. PAP/Rafał Guz)
PAP / kn

Premier Donald Tusk zapowiedział w Sejmie, że będzie wzywał do wprowadzeniu sankcji osobistych i finansowych wobec "sprawców ukraińskiego nieszczęścia". Przekonywał, że stanowisko Polski i Europy wobec zdarzeń na Ukrainie powinno być jednolite.

Premier, który w środę przedstawił w Sejmie informację na temat sytuacji na Ukrainie, oświadczył, że za dramat i przemoc w Kijowie odpowiada władza, a nie opozycja ukraińska. Poinformował też, że Polska jest przygotowana na przyjęcie poszkodowanych i ewentualnych uchodźców.
Tusk zapowiedział, że w rozmowie z najważniejszymi politykami w Europie i szefami unijnych struktur będzie wzywał do wprowadzenia sankcji osobistych i finansowych, które powinny dotknąć "sprawców ukraińskiego nieszczęścia". Przyznał jednocześnie, że nie wierzy, iż sankcje zmienią zachowanie władz na Ukrainie, "doprowadzą do uczciwego dialogu", ale - jak oszacował - "ważniejsza staje się potrzeba ludzi", bo takiego gestu potrzebują ofiary zamieszek na Ukrainie.
Według Tuska "sankcje są bardziej reakcją moralną, niż elementem scenariusza, który może doprowadzić do pozytywnego finału, bywają "niezbędnym gestem solidarności i wyraźnym sygnałem dla rządzących, że ich postawa nie jest akceptowana". Premier zauważył jednocześnie, że sankcje - niezależenie od ich charakteru - "rzadko kiedy, prawie nigdy, są narzędziem skutecznej polityki". Jak mówił, scenariusz optymalny dla Ukrainy, to "porozumienie, integralność, uniknięcie wojny domowej".
Szef rządu zaapelował o wspólne działanie parlamentarzystów w sprawie Ukrainy. "Podejmując twardsze niż do tej pory działania, jak sankcje, musimy mieć w pierwszym rzędzie na uwadze interesy naszego kraju. Liczę na państwa wsparcie w tej kwestii. Każdy ma prawo do własnego zdania, ale dobrze by było czasem to własne zdanie umieścić w logice wspólnego działania i wspólnego zagrożenia. Bo te zagrożenia mogą być większe niż do tej pory" - przestrzegał premier.
Zaznaczył, że nie ma lepszego wyjścia dla Ukrainy niż próba budowania kompromisu, ale - jak przyznał - obecnie ten scenariusz staje się coraz mniej realny. "Scenariusze, jakie Polska podpowiada Unii Europejskiej - i te scenariusze ze strony polskiej są traktowane w Europie, jako scenariusz wiodący - biorą pod uwagę ten fakt, że szukamy scenariuszy realistycznych, a fundamentem tych scenariuszy jest poszanowanie autonomii Ukrainy i przekonanie, że nie ma dobrej alternatywy na Ukrainie, jak próba budowania kompromisu wewnątrz Ukrainy" - podkreślił szef rządu.
"Problem polega na tym, że alternatywne scenariusze są dramatycznie złe dla Ukrainy i dla Polski, bo jeśli nie próba porozumiewania się podstawowych sił politycznych na Ukrainie to co w zamian? Postępująca anarchizacja z groźbą rozpadu państwa lub gorąca wojna domowa, której być może pierwsze godziny obserwujemy właśnie w Kijowie" - powiedział premier.
Zapowiedział, że Polska jest przygotowana na przyjęcie poszkodowanych w związku z wydarzeniami na Ukrainie i ewentualnych uchodźców. Poinformował, że Grupa Wyszechradzka omawiała już koordynację działań ws. przyjęcia osób wymagających opieki medycznej, ewentualnych uchodźców z Ukrainy. "W jakimś sensie czarny scenariusz na naszych oczach się dzieje" - przyznał szef rządu.
"Do dyspozycji jest duża ilość miejsc w szpitalach MSW, także rezerwowo w szpitalach MON-u. Jesteśmy przygotowani na większą ilość poszkodowanych. Także wojewodowie podkarpacki i lubelski są przygotowani do różnych scenariuszy na granicy polsko-ukraińskiej. Jesteśmy w stałym kontakcie ze służbami, tak aby poszkodowani, ranni, a także ewentualni uchodźcy znaleźli dobrze przygotowane miejsca do ich przyjęcia. Polska jest do tych ewentualności dobrze przygotowana" - powiedział Tusk.
Poinformował też, że w tej chwili 11 obywateli Ukrainy poszkodowanych, przed wydarzeniami z wtorku, znajduje się w polskich szpitalach.
W ocenie Tuska "za ofiary, za dramat w Kijowie, za przemoc odpowiada władza w Kijowie, a nie opozycja". "Jeśli w czasie demonstracji i manifestacji padają zabici i ranni, jeśli na oczach całego świata siły porządkowe katują ludzi, jeśli polityczna władza nie podejmuje żadnych działań na rzecz zaniechania przemocy, to ocena moralna i polityczna tych zdarzeń jest czarno-biała, tam nie ma półcieni" - powiedział premier.
W jego ocenie, wydarzenia na Ukrainie nie mają precedensu, a ukraińskie władze tracą mandat demokratyczny. Premier ocenił, że UE zrobiła wszystko, aby "europejską drogę dla Ukrainy otworzyć". "Wolta, jaką wykonał prezydent Ukrainy, stała się bezpośrednią przyczyną napięcia i tragicznych wydarzeń w Kijowie" - uważa Tusk.
"Obok dramatu i tragedii na Majdanie w Kijowie, mamy także do czynienia z postępującą destrukcją państwa ukraińskiego" - powiedział Tusk. Zdaniem szefa rządu, najgorszym scenariuszem dla Polski, który obecnie stanowi realne zagrożenie, jest "postępujący rozpad państwa ukraińskiego".
Jak podkreślił, "jako premier polskiego rządu czuje się zawsze w pierwszym rzędzie odpowiedzialny za bezpieczeństwo Polski i Polaków". "Szanse na skuteczną polską politykę na wschód od polskich granic mamy wtedy, kiedy działamy wspólnie i mamy realny wpływ na zachowanie świata zachodniego w tym przede wszystkim Unii Europejskiej, a w sytuacjach bardziej dramatycznych NATO" - zaznaczył.
"W moim najgłębszym przekonaniu kluczem do skutecznej polityki wschodniej, jeśli patrzymy z naszego polskiego punktu widzenia jest nieustanna mobilizacja Europy i zaangażowanie całej Unii Europejskiej w działania dyplomatyczne, polityczne, gospodarcze na wschód od naszej granicy" - powiedział Tusk.
Szef rządu zaznaczył przy tym, że "mamy do czynienia z bezprecedensową presją innego państwa (na Ukrainę), chodzi tu o Rosją". Dodał, że ta presja jest "wywierana na Kijów, władze Ukrainy, Ukraińców w kontekście sporu o przyszłość Ukrainy, przyszłość europejską lub euroazajtycką". Ocenił, że "jednym z powodów, dla których narasta poczucie bezradności i bezsiły w konfrontacji z jednolitymi działaniami Rosji jest to, że UE jest czymś innym niż Rosja".
"Musimy z tym faktem żyć, bo UE nie jest i będzie imperium dowodzonym z jednego ośrodka władzy. To ma swoje wady i zalety. Tym, co formułują takie marzenie, żeby Europa była tak skuteczna jak Rosja, warto przypomnieć, że taka Europa nie musiałaby realizować polskich marzeń" - powiedział premier. Jeśli UE - dodał szef rządu - "jest nie zawsze wystarczająco zdecydowana, gdy konfrontuje swoje plany czy marzenia z politycznie jednolitym imperium, to właśnie dlatego, że nie jest imperium i nie ma imperatora".
Tusk przypomniał, że Polska proponowała partnerom europejskim program, który "był jedynym wartym obstawienia", bo - jego zdaniem - "każdy inny może oznaczać rzeczywiście tragedię, nie tylko dla Ukrainy, ale dla całego regionu". "Proponowaliśmy i nasi partnerzy europejscy uznali to za warunek sine qua non - że suwerenność i integralność Ukrainy jest w tym konflikcie i procesie wartością naczelną, największą i nikt nie powinien narażać jej na szwank" - zaznaczył premier.
Jak dodał, Polska proponowała też, aby Europa konsekwentnie prowadziła trudne rozmowy zarówno z liderami opozycji, jak i z władzą ukraińską. "I jeden, i drugi dialog nie jest prosty, dzisiaj władza na Ukrainie nie przestrzega właściwie żadnych reguł, główny problem z władzami Ukrainy polega na tym, że nie dotrzymuje właściwie żadnych zobowiązań (...) właściwe każda rozmowa z władzami Ukrainy, w tym z prezydentem Ukrainy, kończy się fiaskiem" - ocenił Tusk.
Premier przyznał jednocześnie, że dialog z opozycją ukraińską też bywa trudny ponieważ "liderzy opozycji formułują często różne scenariusze". "Chcę podkreślić, że solidarność (liderów opozycji), szczególnie w obliczu przemocy i wzajemna lojalność i tak jest na wyższym poziomie, niż niektórzy komentatorzy się tego spodziewali" - zaznaczył.
W ocenie Tuska Polacy, Ukraińcy i cała Europa muszą być przygotowani do solidarnego działania obliczonego nie na godziny czy tygodnie, ale lata. "Niezależnie od rozstrzygnięć wewnątrz Ukrainy, będzie ona potrzebowała aktywności, wsparcia i mądrości Unii Europejskiej na długie, długie lata" - mówił premier.
Zdaniem Tuska o przyszłości Ukrainy muszą bezwzględnie decydować sami Ukraińcy. "Żadna instytucja międzynarodowa nie może Ukraińcom narzucać tego scenariusza na przyszłość. Problem polega na tym, że sami Ukraińcy nie mają zgody, co do przyszłości. Inny scenariusz wybrała władza, inny opozycja. I w najbliższej przyszłości nie ma możliwości rozstrzygnięcia tego sporu przez wybory lub referendum" - ocenił premier.
"My Polacy na pewno nie będziemy obojętni na zdarzenia na Ukrainie" - zadeklarował premier. Podkreślił, że "rozwój zdarzeń na Ukrainie będzie determinował także historię i przyszłość całego regionu, w tym wpływać będzie bezpośrednio na przyszłość i bezpieczeństwo Polski i Polaków".
Zdaniem szefa rządu stanowisko wobec zdarzeń na Ukrainie powinno być jednolite, zarówno w wymiarze europejskim, jak i polskim. "W kwestii Ukrainy, szczególnie w kontekście dramatu, który się dzieje na naszych oczach, nie stać nas na jałowy konflikt" - przekonywał Tusk. Jak ocenił, "musimy umieć budować wspólne, solidarne stanowisko, tego potrzebuje Polska".
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Premier Tusk będzie wzywał do sankcji
Komentarze (5)
M
misio
19 lutego 2014, 19:01
W Polsce po upadku poprzedniego systemu przestali mordować "nieznani sprawcy",      ... Za to w ich miejsce pojawili się seryjni samobójcy. Dla ofiar to raczej niezbyt duża różnica.
A
AP
19 lutego 2014, 19:00
Najlepsze rozwiązanie dla Janukowycza to polski scenariusz tzn. teraz powinien wyprowadzić na ulice czołgi, później stan wojenny, kilka lat marazmu, dogadać się z częścią opozycji, gruba kreska, człowiek honoru i na końcu żyć nie umierać.
MR
Maciej Roszkowski
19 lutego 2014, 18:39
W Polsce, mimo, że wiele nam się nie podoba, nie ma tylu patologii co na Ukrainie. Tam skala korupcji, złodziejstwa, zawłaszczania pastwa przez układ mafii, polityków i milicji ma rozmiary o jakich nam się nie śniło. W Polsce przypadki niepłacenia pracownikom zdarzają się, tam jest to stała praktyka. W Polsce po upadku poprzedniego systemu przestali mordować "nieznani sprawcy", tam jest to dzień powszedni. Tam jest to rozpacz ludzi, którzy nie widzą żadnej przyszłości w istniejącym układzie, a to że nie mają pomysłu na swoją przyszłość tylko zwiększa tragedię. Nie ma też żadnej nadzieji, że zachodnie zgniłki zrobią coś naprawdę na rzecz Ukrainy. Janukowicz et tutti quanti dotąd bali się o oswoje nagrabione bogactwo, teraz boją się o życie. Tu nie ma żadnego, porównania z sytuacja w Polsce, o Francji, czy Niemcach już nie mówiąc. U nas cierpimy na swędzącą nieco wysypkę, tam jest syf, kiła i mogiła w ostatnim stadium.     
jazmig jazmig
19 lutego 2014, 14:36
Mam pytanie do Tuska: wyobraźmy sobie, że na placu Defilad w Warszawie grupa ludzi rozstawia namioty, blokuje ruch uliczny, podpala samochody i autobusy, niszczy mienie, a następnie rozpoczyna okupację kolejnych budynków publicznych, obrzuca policję koktailami mołotowa, kamieniami brukowymi i strzela do ludzi, w tym do policjantów. Proszę o infromację, co w tej sytuacji zrobiłby Tusk, Merkel, gdyby coś podobnego stało się w Niemczech, podobnie władze brytyjskie, francuskie itd.
jazmig jazmig
19 lutego 2014, 14:33
Niech zacznie od Kliczki i Jaceniuka oraz Tahnyboka.