Rutkowski zeznawał w procesie Katarzyny W.

(fot. PAP/Andrzej Grygiel)
PAP / drr

Katarzyna W. swym zachowaniem od początku zdradzała, że może mieć związek z zaginięciem córki; to osoba, która patologicznie kłamie - mówił w poniedziałek przed sądem Krzysztof Rutkowski. Zapewnił, że nie czuje do niej nienawiści.

Rutkowski był jednym w pierwszych świadków przesłuchanych w procesie W., oskarżonej o zabicie półrocznej córki Magdy. Zeznawał przez blisko cztery godziny. Świadek jest właścicielem agencji detektywistycznej zaangażowanej w poszukiwania dziecka. Opowiadał przed sądem, jak dzień po dniu wyglądała jego praca nad tą sprawą. - Nie traktowałem tej sprawy jako wyścigu - kto pierwszy zatrzyma sprawcę - oświadczył.

Sprawa Katarzyny W. zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu dziewczynki z Sosnowca. Według relacji matki miała zostać porwana z wózka w centrum miasta. Na początku lutego ciało dziecka znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu. To właśnie Rutkowskiemu Katarzyna W. wyznała, że dziecko w rzeczywistości nie zostało uprowadzone.

Rutkowski zeznał, że o pomoc w odszukaniu dziecka zwrócił się do niego pełnomocnik rodziny W. Zgodził się pracować nad tą sprawą za darmo. Jak mówił, od początku największą aktywność przejawiali rodzice Bartłomieja - ojca Magdy, sam ojciec dziecka i inne osoby; natomiast Katarzyna zachowywała dystans. - Była na uboczu, jakby nie identyfikowała się z tym zdarzeniem - dodał. - Jej stosunek do mnie był niezrozumiały. Z doświadczenia kontaktów z rodzicami porwanych dzieci wiem, że matki reagują zawsze bardzo emocjonalnie - zeznał świadek.

Dodał, że zastanawiające było też, że matka nie chciała zgodzić się, by jego współpracownik na czas akcji poszukiwawczej zamieszkał z rodziną W. oraz jej niechęć do kontaktu z mediami. Kobieta nie chciała brać udziału w konferencjach prasowych, a przed wywiadem dla jednej ze stacji telewizyjnych miała zamknąć się w łazience. Kiedy już przekonano ją do występu przed kamerą, po wszystkim miała podejść do Rutkowskiego i powiedzieć ze złością: "Macie ten swój wywiad". - To był sygnał, że coś jest nie tak - zeznał świadek.

Rutkowski powiedział też, że na początku - poza mężczyzną w kapturze, który miał porwać jej dziecko z wózka - jako potencjalnych podejrzanych wskazała sąsiadów, młodych ludzi, którzy - jak sama mówiła - zazdrościli jej i Bartłomiejowi Madzi. Ta teza szybko okazała się nieprawdziwa.

Rutkowski mówił, że gdy nabrał pewności, że to Katarzyna W. sama stoi za zniknięciem dziecka, poinformował o tym policję. W przeciwieństwie do męża Katarzyna W. - podkreślił Rutkowski - od początku unikała badania wariografem.

Aby wydobyć prawdę na temat zniknięcia Magdy, Rutkowski uciekł się do podstępu. Umówił się z Katarzyną W. na rozmowę w jednym z hoteli, pod drzwiami kazał stać swojemu znajomemu z narzeczoną. Katarzynie W. powiedział, że to świadkowie, którzy widzieli, jak Katarzyna - jak sama twierdziła - wcale nie została zaatakowana, ale sama położyła się na chodniku i uderzyła głową o podłoże; nikt też nie zabrał jej dziecka z wózka. Katarzyna miała wówczas powiedzieć: - Niech oni trzymają się swojej wersji, ja będę trzymała się swojej. Chwilę później jednak W. powiedziała Rutkowskiemu, że dziecko wypadło jej z rąk, uderzyło o podłogę lub próg i zmarło. Rozmowa Rutkowskiego z W. została zarejestrowana przez kamery jednej z gazet, a później przekazana mediom.

O nagrania i kulisy konferencji prasowych z udziałem bliskich Magdy, także samej Katarzyny W., pytał Rutkowskiego obrońca oskarżonej. Świadek odpowiadał, że nikogo nie namawiał do kontaktu z mediami, a konferencje organizował, by uporządkować pojawiające się w mediach informacje, nieraz nieprawdziwe.

- Jest to osoba, która patologicznie kłamie - powiedział Rutkowski o Katarzynie W., a sędzia zwrócił mu uwagę, by skupił się na faktach, a nie na ocenach. W dalszej części zeznań świadek oświadczył, że nie czuje do świadka nienawiści, złości, czy niechęci, mimo że składała obciążające go zeznania. Chodzi o śledztwo dotyczące zaangażowania Rutkowskiego w sprawę Magdy. Śledztwo w tej sprawie umorzyła gliwicka prokuratura, nie dopatrując się przestępstwa.

Prokurator Zbigniew Grześkowiak przyznał po rozprawie, że Rutkowski wiele wniósł do sprawy, zwłaszcza na jej początku. - Doprowadził do ujawnienia tego, co podejrzewano już wcześniej. Było mu łatwiej, bo nie krępowały go pewne przepisy, pewne wymogi - dodał.

W poniedziałek sąd przesłuchał też dwóch pracowników biura Rutkowskiego. Jeden z nich zeznawał w kamizelce z nazwą agencji Rutkowskiego. Wychodząc z sali, założył na głowę kominiarkę.

Ostatnim przesłuchanym w poniedziałek świadkiem był Marcin K., z którym Katarzyna W. mieszkała jesienią ubiegłego roku - najpierw w Krakowie, a potem w Turośni Dolnej (Podlaskie), gdzie została zatrzymana przez policję. Jak mówił, nie wiedział, że mieszkał z poszukiwaną listem gończym Katarzyną W. Kobieta miała mu się przedstawić jako Majka. Jego podejrzenia nie wzbudziły też częste zmiany wyglądu. "To normalne, że kobiety się farbują" - powiedział.

Następna rozprawa 2 kwietnia.

Poniedziałkowa rozprawa była trzecią w procesie, który ruszył miesiąc temu. 23-letnia Katarzyna W. oświadczyła wtedy, że nie przyznaje się do winy i odmówiła złożenia wyjaśnień.

Zdaniem prokuratury Katarzyna W. udusiła swoją córkę, a plan zabójstwa przygotowywała co najmniej od 19 stycznia, wcześniej próbując zatruć córkę tlenkiem węgla. 24 stycznia miała cisnąć dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że mimo to niemowlę przeżyło, dusić je przez kilka minut. Sama oskarżona twierdzi, że Magda zmarła na skutek wypadku. Według oskarżonej dziecko wypadło jej z rąk na podłogę, gdzie zmarło po kilku nieudanych próbach nabrania powietrza.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Rutkowski zeznawał w procesie Katarzyny W.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.