Wybory 2010. Kandydaci zagłosowali

Zobacz galerię
Wybory 2010. Kandydaci zagłosowali
Jarosław Kaczyński głosuje razem z Martą Kaczyńską i jej córką Ewą w w lokalu wyborczym w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie (fot. PAP/Tomasz Gzell)
PAP / drr

Kandydaci startujący w wyborach na prezydenta kraju już oddali swój głos. Niemal wszyscy, pytani przez dziennikarzy, podkreślali wagę tych wyborów i gorąco zachęcali Polaków do wzięcia udziału w wyborach.

"To są ważne wybory" - powiedział w niedzielę kandydat PiS na prezydenta Jarosław Kaczyński dziennikarzom, po tym jak oddał głos. Wyraził nadzieję, że jak najwięcej Polaków weźmie udział w wyborach.

DEON.PL POLECA

 

 

Kandydat PiS na prezydenta głosował w komisji na warszawskim Żoliborzu w Szkole Głównej Służby Pożarniczej. Towarzyszyła mu rodzina: bratanica Marta Kaczyńska z mężem i dziećmi.

- Dobrze, żeby frekwencja była wysoka. Te wybory są rzeczywiście istotne. Tyle można mi powiedzieć w czasie ciszy wyborczej - powiedział Kaczyński.

- Mam nadzieję, że frekwencja - jak to zwykle w wyborach prezydenckich - będzie, jak na nasze warunki wysoka - powiedział. - Natomiast bardzo bym chciał wiedzieć, ale nikt nie potrafi tego w Polsce do końca wyjaśnić - chociaż mam swoje teorie - dlaczego w Polsce frekwencja w porównaniu z innymi krajami jest tak niska - zaznaczył. - Mam nadzieję, że będzie rosnąć, że Polska demokracja będzie się umacniać - dodał.

Jarosław Kaczyński namawiał wszystkich do głosowania. "Namawiam do tego z całego serca" - powiedział.

DEON.PL POLECA


W Jazgarzewie k. Piaseczna pod Warszawą głosował kandydat na prezydenta Marek Jurek (Prawica Rzeczypospolitej). Jurek głosował w towarzystwie żony.

Po oddaniu głosu powiedział, że jest w dobrym nastroju, ponieważ jest to jego debiut w wyborach prezydenckich. - Każdy głos jest dla mnie zobowiązujący, jako dla polityka - powiedział, pytany na ile głosów liczy w wyborach.

Zdaniem Jurka "dopiero 4 lipca wybierzemy prezydenta". Nie chciał powiedzieć, kogo poprze w ewentualnej drugiej turze. Poinformuje o tym w niedzielę po godz. 20 w swoim sztabie wyborczym.

Dodał, że spodziewa się frekwencji "wyraźnie wyższej niż 50 proc".

Andrzej Olechowski: Wybory do decydowanie o swoim losie

Niezależny kandydat na prezydenta Andrzej Olechowski uważa, że jeśli ktoś w dniu głosowania nie idzie do urny wyborczej, to pozwala zadecydować o swoim losie innym.

Olechowski razem z żoną głosował przed południem w szkole podstawowej w Wilanowie w Warszawie.

- Oczywistością jest pójście do wyborów. Jak ktoś nie głosuje, to wydaje mi się po prostu, że oddaje swój głos innym - powiedział kandydat. Dodał, że tak w żadnym razie nie można robić.

Nawiązując do frekwencji wyborczej, powiedział, iż sądzi, że co najmniej połowa Polaków uprawnionych do głosowanie pójdzie w niedzielę do urn wyborczych.

- Mam nadzieję, że będzie 60 proc. - dodał. Zwrócił jednocześnie uwagę, że ogólna frekwencja we wszystkich wyborach w Polsce spada.

Wybory to wielkie święto demokracji. Polacy mogą wybierać. Nie ma komunizmu. Mamy to prawo i zaszczyt, że możemy ustanawiać prezydenta RP - powiedział Kornel Morawiecki, legendarny przywódca Solidarności Walczącej, kandydat na prezydenta RP.

Morawiecki głosował w komisji na wrocławskim Gaju w Szkole Podstawowej nr 90. Towarzyszyła mu córka i 4-letnia wnuczka.

Pytany przez dziennikarzy, jaki wynik wyborczy spodziewa się uzyskać, powiedział, że biorąc pod uwagę sondaże to "zero". - Chciałbym osiągnąć jak najlepszy wynik, ale każdy wynik uszanuję. Każdy wynik będzie też przybliżeniem nas do lepszej Polski, bo uczestniczę w tych wyborach, mogę powiedzieć o sprawach ważnych dla Polaków. O prawdzie, o której mówiłem, a której brakuje w przestrzeni publicznej. To jest bardzo ważne - mówił Morawiecki.

Oceniając przebieg samej kampanii, powiedział, że ma "poważne pretensje do mediów czy do demokratyczności, w tym sensie, że ona nie była przedstawiona w sposób uczciwy". - My kandydaci, którzy zebraliśmy, po 100 tys. podpisów, nie mieliśmy równych szans dotarcia do społeczeństwa, bo media były skoncentrowane na pewnym wyborze, który sobie założyły i go potem realizowały. Moim zdaniem, to bardzo poważna wada tej kampanii - mówił Morawiecki.

Kandydat na prezydenta Janusz Korwin-Mikke przyjechał przed południem do komisji wyborczej w podwarszawskim Józefowie, ale nie oddał głosu w wyborach.

- Nie głosuję, ponieważ nie ma żadnej kobiety na liście - powiedział. Dodał, że nie odda głosu na swoich konkurentów, a na siebie głosować mu nie wypada.

Żona kandydata, Małgorzata, głosowała.

Ubiegający się o urząd prezydenta lider Samoobrony Andrzej Lepper głosował w obwodowej komisji nr 6 w Krupach (Zachodniopomorskie).

Do lokalu wyborczego Lepper przyszedł z kościoła z żoną Ireną i dwójką wnucząt: Wiktorią i Wojciechem. Po głosowaniu powiedział dziennikarzom, że liczy na dobry wynik wyborczy. - Myślę, że pierwsza piątka będzie pewna - wyjaśnił.

Zdaniem lidera Samoobrony dojdzie do II tury wyborów prezydenckich. Nie potrafił jednak powiedzieć, kogo w niej poprze. Jak wyjaśnił decyzję podejmie dopiero po zapoznaniu się z ich stanowiskami "odnośnie różnych spraw." Lepper nie sprecyzował, jakie to sprawy, dodał natomiast, że "tak jak w poprzednich wyborach zwróci się do obu kandydatów, żeby odpowiedzieli na piśmie."

O urząd prezydenta Andrzej Lepper ubiega się już po raz czwarty. Startował w wyborach w roku 1995 r. (1,32 proc. głosów), w roku 2000 (3,05 proc. głosów) i roku 2005 (15,11 proc. głosów).

Według wicepremiera, prezesa PSL Waldemara Pawlaka, udział w wyborach prezydenckich to decyzja, od której zależy kształt Polski w najbliższych latach.

Pawlak, który jest kandydatem ludowców na prezydenta, głosował przed południem wraz z synem Maciejem w lokalu obwodowej komisji wyborczej nr 1 w Pacynie pod Płockiem.

- Bardzo ważne jest, żeby w tej chwili jak najwięcej osób wzięło udział w głosowaniu i głosowało zgodnie z sercem, zgodnie ze swoim przekonaniem, bo to jest też decyzja, która będzie kształtowała przyszłość naszego kraju i każdego z nas - powiedział dziennikarzom po głosowaniu Pawlak.

Uchylił się od odpowiedzi na pytanie, czy będzie druga tura wyborów prezydenckich. - Za parę godzin się przekonamy. Po godzinie dwudziestej możemy wrócić do takiej dyskusji, dywagacji o tym, jak dalej postępować. Z mojej strony będzie ciekawa propozycja - zapowiedział Pawlak.

W warszawskiej komisji obwodowej nr. 57 w Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Batorego głosował marszałek Sejmu, wykonujący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski. Do lokalu wyborczego przyszedł z żoną Anną.

Oczekującym dziennikarzom Komorowski powiedział, że wybory to "święto polskiej demokracji. Cała Polska głosuje, każdy głosuje na tego, kogo lubi, kogo ceni. Trzeba się cieszyć z samego uczestnictwa w akcie wyborczym " - dodał.

- To bardzo miła chwila takiego wyciszenia po kampanii, dosyć nietypowej i pełnej napięcia, związanego nie tylko z walką wyborcza, ale przede wszystkim z sytuacją związaną z katastrofą smoleńską i z powodzią - powiedział Komorowski.

Kandydat SLD na prezydenta Grzegorz Napieralski podkreślił w niedzielnej rozmowie z dziennikarzami, że każdy akt głosowania to wielkie święto demokracji, a w dniu wyborów Polacy mają największą władzę, jaką mogą mieć.

Napieralski głosował w Obwodowej Komisji Wyborczej nr 236 przy ul. Korotyńskiego na warszawskiej Ochocie. Towarzyszyły mu żona Małgorzata oraz córki Ala i Ola.

- Głosowanie jest bardzo ważne. Dzisiaj Polacy mają największą władzę, jaką mogą mieć. Oddając głos, mogą zmienić Polskę - podkreślił Napieralski po tym, jak oddał swój głos. - Apeluję o głosowanie - powiedział.

Odnosząc się do frekwencji wyborczej, Napieralski przyznał: - Szkoda, że trochę odstajemy od tych krajów, które mają dużą frekwencję. Ale przecież się uczymy. Wierzę głęboko, że z roku na rok będzie coraz lepiej.

Zdaniem kandydata SLD na prezydenta, starania o zwiększenie w Polsce frekwencji wyborczej to "duże zadanie dla polityków".

- Ja będę robił wszystko, aby zachęcać ludzi do głosowania. Bo ten jeden głos, który oddajemy w ciszy i spokoju, który wrzucamy do urny może zmienić wszystko. Trzeba mieć tego absolutną świadomość - powiedział Napieralski.

- Nie wolno poddawać się namowom, że "jeden głos to zbyt mało". Jeden głos to naprawdę bardzo, bardzo dużo. Warto głosować, warto iść na głosowanie - zawsze - mówił w niedzielę Napieralski.

Lider Polskiej Partii Pracy i związku zawodowego Sierpień 80 Bogusław Ziętek głosował w niedzielę w Ogrodzieńcu (Śląskie). Mimo iż - jak mówił - wielu ludzi zniechęciło się do klasy politycznej i nie wierzy w zmiany, zachęcał do udziału w wyborach.

- Rozumiem, że można czuć pewne zmęczenie i zniechęcenie, bo w końcu nie wszystko jest tak, jak wielu ludzi sobie wyobraża, ale powinniśmy wierzyć w demokrację. Jeżeli człowiek, który został nazwany przez jedną z ważnych gazet największym zadymiarzem w kraju, tę wiarę w demokrację ma i dzisiaj również głosował, to tym bardziej zachęcam do tego wszystkich ludzi, którzy chcą zmian - powiedział Ziętek.

Jego zdaniem, wielu ludzi "straciło wiarę w demokrację i w to, że wybory mogą cokolwiek zmienić", ponieważ w ciągu minionych 20 lat "dla wielu ludzi sprawy w Polsce nie szły we właściwym kierunku". Innym czynnikiem, mogącym osłabić frekwencję, jest - jak mówił - dramat tegorocznej powodzi.

- Jeżeli po raz kolejny okaże się, że frekwencja jest niska, w granicach 50 proc., to oznacza, że klasa polityczna, zwłaszcza w tym zakresie, który jest dominujący w życiu politycznym, nie spełnia oczekiwań wielu ludzi - ocenił kandydat.

Ziętek przekonywał, że "wybory to wielkie święto demokracji, kiedy wszyscy ludzie są sobie równi. - Każdy ma taki sam głos, bez względu na to jak mu się powodzi, jaki jest stan jego posiadania, czy ma pracę, czy jest osobą bezrobotną, czy ma perspektywy czy też nie; starzy, młodzi, wszyscy tego jednego dnia są sobie równi - przekonywał.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wybory 2010. Kandydaci zagłosowali
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.