"Wyrok zbyt łagodny; mała satysfakcja"

"Wyrok zbyt łagodny; mała satysfakcja"
Były I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania po ogłoszeniu wyroku w procesie w sprawie stanu wojennego, 12 bm. w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat wymierzył Sąd Okręgowy byłemu szefowi MSW Czesławowi Kiszczakowi w procesie autorów stanu wojennego. Sąd uniewinnił byłego I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię, a sprawę członkini rady państwa Eugenii Kempary - umorzył. (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)
9 lat temu
PAP / slo

Dzisiejszy wyrok nie skończy etapu rozliczania zbrodniarzy komunistycznych w Polsce. Wciąż żyją tzw. przestępcy detaliczni, czyli ci, którzy popełnili pojedyncze zbrodnie. Jest jeszcze gen. Wojciech Jaruzelski. Nie bardzo wierzę, że uda się go skazać; w związku z tym poczucie niespełnienia pozostanie - mówił prof. Andrzej Paczkowski o wyroku sądu w procesie autorów stanu wojennego.

- Sąd dosyć konsekwentnie postąpił biorąc pod uwagę charakter aktu oskarżenia, który kładł główny nacisk na przynależność do związku przestępczego, czyli Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Stanisław Kania do niej niewątpliwie nie należał, dlatego wyroki sądu były zróżnicowane. Dzisiejszy wyrok nie skończy jednak etapu rozliczania zbrodniarzy komunistycznych w Polsce. Wciąż żyją tzw. przestępcy detaliczni, czyli ci, którzy popełnili pojedyncze zbrodnie - mówił prof. Andrzej Paczkowski o wyroku sądu w procesie autorów stanu wojennego.

- Jest jeszcze gen. Wojciech Jaruzelski. Nie bardzo wierzę, że uda się go skazać; w związku z tym poczucie niespełnienia pozostanie. Należy jednak pamiętać, że duża część Polaków uważa, że żadnego procesu o stan wojenny w ogóle nie powinno być. W Polsce i w innych krajach postkomunistycznych kwestia rozliczania sprawców zbrodni komunistycznych wygląda dość podobnie. Taka już jest natura tego upadku komunizmu i transformacji, że rozliczenie zbrodni z przeszłości ma bardzo mały wymiar.

Historyk IPN, prof. Antoni Dudek o wyroku sądu: - Wydaję mi się, że to jest sprawiedliwy wyrok i właśnie takiego oczekiwałem. Odpowiedzialność Stanisława Kani za stan wojenny od początku budziła wątpliwości szeregu historyków, w tym także i mnie, ponieważ on ustąpił ze stanowiska pierwszego sekretarza KC PZPR i nie zgadzał się na wprowadzenie stanu wojennego. Wprawdzie firmował wcześniej przygotowania do stanu wojennego, ale w samej decyzji dotyczącej jego wprowadzenia nie uczestniczył. W przeciwieństwie do Czesława Kiszczaka, który - jako minister spraw wewnętrznych - był głównym współpracownikiem gen. Jaruzelskiego.

Zważywszy na stan zdrowia jest mało prawdopodobne, aby przeprowadzić proces gen. Jaruzelskiego, którego sprawa została formalnie zawieszona. Hipotetycznie, gdyby lekarze uznali to za możliwe do przeprowadzenia, to gen. Jaruzelski powinien odpowiadać za stan wojenny, ale jest niezwykle mało realne. Sądzę, że gra na czas prowadzona przez jego obrońców dała efekty - ten proces trwał 3 lata, choć moim zdaniem mógł trwać rok".

Sąd Okręgowy w Warszawie wymierzył w czwartek karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat Czesławowi Kiszczakowi, b. szefowi MSW. Sąd uniewinnił b. I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię, a sprawę członkini Rady Państwa Eugenii Kempary - umorzył.

- Sąd w stosunku do Czesława Kiszczaka wydał sprawiedliwe orzeczenia. Uznał jego winę, nazwał zbrodnie, orzekł karę. Potwierdził powszechną wiedzę, umocnioną już przez Trybunał Konstytucyjny, że dekrety i uchwała w sprawie stanu wojennego były nielegalne - czytamy w komentarzu Piotra Dudy do decyzji sądu, przesłanym w czwartek PAP.

Szef związku zwrócił uwagę, że "teraz jednak (sąd) wskazał konkretne osoby odpowiedzialne za to". Zauważył, że "zabrakło wśród nich Wojciecha Jaruzelskiego, którego sprawę z powodu złego zdrowia sąd wyłączył z tego postępowania i zawiesił".

- Uznanie winy Czesława Kiszczaka jest oczywiście również uznaniem winy Wojciecha Jaruzelskiego. Dlatego moralnie Wojciech Jaruzelski również został dziś skazany - czytamy w komunikacie.

86-letni dziś generał Czesław Kiszczak w 1981 r. był szefem Wojskowej Służby Wewnętrznej i ministrem spraw wewnętrznych. Został uznany za winnego zbrodni komunistycznej, jaką był jego udział w związku przestępczym o charakterze zbrojnym, który doprowadził do uchwalenia przez Radę państwa PRL dekretów o stanie wojennym. Sąd potwierdził, że wprowadzenie stanu wojennego było nielegalne.

Od sierpnia 2011 r. proces toczył się już bez udziału głównego oskarżonego - b. szefa PZPR, b. premiera i b. szefa MON 88-letniego gen. Wojciecha Jaruzelskiego, którego sprawę z powodu złego zdrowia sąd wyłączył z tego postępowania i zawiesił.

- Jest mała satysfakcja, że jeszcze za swojego życia Czesław Kiszczak usłyszał słowo: "winny" i wyrok, nawet gdy jest czysto symboliczny, nawet gdy w poczuciu ludzkiej sprawiedliwości jest zbyt niski - powiedział Girzyński dziennikarzom w Sejmie.

Podkreślił, że samo stwierdzenie sądu, że Kiszczak jestem winny może być "elementem satysfakcji" dla tych, którzy żądali "elementarnego poczucia sprawiedliwości".

- Jest zasmucające, że inni autorzy stanu wojennego zostali dzisiaj uniewinnieni. Nie powinno być tak, że pan Stanisław Kania wchodzi na salę rozpraw i mówi, że jest dumny z tego co robił i że dzisiaj uczyniłby tak samo. Ktoś, kto był wśród tych, którzy wprowadzali stan wojenny nie powinien być z tego dumny - ocenił.

Girzyński zwrócił się do szefów MON i MSW o wystąpienie do prezydenta o rychłe zdegradowanie ze stopni generalskich Kiszczaka i Jaruzelskiego. - Jest rzeczą niedopuszczalną, aby byli kiedyś chowani w mundurach polskich generałów - zaznaczył.

Z kolei posłanka Iwona Arent powiedziała na konferencji prasowej, że "ten wyrok jest śmieszny". - Tysiące ludzi, których życie zostało złamane, którzy mają dzisiaj po tysiąc złotych emerytury jest w tym momencie upokorzonych. Ten wyrok jest skandaliczny - uważa posłanka PiS.

Politycy PiS skrytykowali ponadto na konferencji prasowej decyzję sądu o ukaraniu Adama Słomki 14 dniami pozbawienia wolności. Przed ogłoszeniem wyroku w procesie o wprowadzenie stanu wojennego policja usunęła z sali dwie osoby, w tym Słomkę. Po chwili wrócił on na salę i wygłosił oświadczenie uniemożliwiając rozpoczęcie ogłaszania wyroku.

W procesie autorów stanu wojennego Sąd Okręgowy w Warszawie wymierzył w czwartek karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat Czesławowi Kiszczakowi. Sąd uniewinnił b. I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię, a sprawę członkini Rady Państwa Eugenii Kempary - umorzył. Kiszczak został skazany na karę 4 lat więzienia, ale na mocy przysługującego mu prawa do amnestii wyrok zmniejszono o połowę, a kara 2 lat więzienia została zawieszona na okres próby na 5 lat.

- Dobrze, że wyrok w ogóle zapadł, bo zanosiło się na to, że decydenci stanu wojennego nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. A to byłoby czymś skandalicznym, gdyby nie zostali ukarani. Ten wyrok de facto nie oznacza, że generał Czesław Kiszczak pójdzie do więzienia, niemniej jednak Kiszczak został skazany, został uznany za winnego. To w jakiś sposób mnie satysfakcjonuje. Nie jestem za tym, żeby 86-latka wsadzać do więzienia. Jak sądzę, wielu osobom wystarczy moralny aspekt tej sprawy - mówił muzyk Przemysław Gintrowski.

- Jeśli chodzi zaś o uniewinnienie Stanisława Kani - nie mam zdania na ten temat. W przypadku generała Kiszczaka sprawa była dla mnie ewidentna. W przypadku generała Jaruzelskiego też ewidentna. Ewidentne było dla mnie to, że oni powinni zostać skazani. Natomiast, co do innych osób - nie jestem sądem, nie czytałem akt sprawy, trudno mi powiedzieć.

Nałęcz w rozmowie z PAP zaznaczył, że wyrok ma jednak także szerszy wymiar. - Suwerenna i demokratyczna Polska potępiła zachowanie władzy, która represjami chciała zdusić wolnościowe marzenia i działania przytłaczającej większości społeczeństwa - ocenił.

- To ważne także na przyszłość, by nikt już w Polsce zapatrzony w swoją partyjną rację nie wyprowadzał przeciwko narodowi wojska na ulice - zaznaczył Nałęcz.

Według niego, "taką przestrogę niesie też personalny wymiar kary" orzeczonej w wyroku.

- Sąd wyraźnie rozróżnił zachowania Stanisława Kani i Czesława Kiszczaka. Dostrzegł, że choć obydwaj funkcjonowali na najwyższym piętrze władzy komunistycznej, to Kania, w przeciwieństwie do Kiszczaka, nie był zwolennikiem rozwiązania siłowego i konfrontacji z własnym narodem - powiedział Nałęcz.

Działacz opozycji demokratycznej w PRL Zbigniew Bujak uważa, że autorzy stanu wojennego powinni byli zostać najpierw osądzeni pod względem odpowiedzialności konstytucyjnej, a dopiero potem akt oskarżenia powinien trafić do sądu.

Według Bujaka, odpowiedzialność za wprowadzenie stany wojennego oraz konsekwencje tej decyzji "to nie są rzeczy do rozpatrywania przez sędziego, który się zajmuje rozpatrywaniem spraw kryminalnych". "Mam poczucie, że w tej sprawie nastąpiła deprecjacja całego wydarzenia" - powiedział.

Zdaniem Bujaka, kierując oskarżenie przeciwko autorom stanu wojennego do sądu, sprowadzono sprawę do kategorii przestępstwa pospolitego. - Problemy Polski rozgrywały się (wówczas) na dużo wyższym, stokroć poważniejszym poziomie niż to, co teraz obserwuję i słucham - podkreślił Bujak. Według niego, dopiero po określeniu odpowiedzialności konstytucyjnej autorów stanu wojennego sprawą powinien zajmować się sąd.

- Ale chciałbym, żeby to była wtedy rozprawa na naprawdę najwyższym poziomie, bo w tej sprawie oskarżenia i wyjaśnienia dotyczą gry, która się rozgrywała na arenie międzynarodowej, z udziałem największych mocarstw tego świata i największych polityków - zaznaczył. Jak dodał, chciałby, aby proces sądowy w sprawie stanu wojennego dorastał do poziomu, na którym toczyła się ta gra.

- Nie tylko mam poczucie, ja wiem, że to w czym uczestniczyliśmy, to była polityczna rozgrywka z udziałem największych potęg tego świata, z udziałem najlepiej wyposażonych służb tychże potęg. Brałem udział w czymś naprawdę wielkim, nie toczyłem walki z jakąś uzbrojoną grupą przestępczą. Z całą pewnością nie - podkreślił.

Pytany, jakie jego zdaniem konsekwencje powinni w takim razie ponieść autorzy stanu wojennego, ocenił: - Jeśli nie byliśmy zdolni do nadania temu rozliczeniu odpowiedniej rangi, to też nie wiemy, bo nie rozmawialiśmy o tym, czym to się powinno skończyć. Jak dodał, nie podejmuje się odpowiadać na takie pytanie, ponieważ - jak zaznaczył - nie jesteśmy jako państwo i naród po dyskusji w tej sprawie. - Zabrakło tego typu procesu. Z żadnej ze stron nie padły żadne kluczowe argumenty, nie znamy ani wyjaśnień, ani argumentów, ani zeznań wszystkich świadków - ocenił.

Bujak podkreślił, że nie chodzi mu o sam wyrok i wielkość kary dla gen. Czesława Kiszczaka. - Chodzi o to, że do tego wydarzenia, jakim był wprowadzenie stanu wojennego, przyłożono kary z Kodeksu karnego, kary dla jakichś małych, choć uzbrojonych grup przestępczych - tłumaczył.

Gen. Jaruzelski od lat 90. dość skutecznie miga się przed sądem i przed wyrokiem, teraz też. Kiszczak i Kania stanęli jednak przed sądem. Każdy człowiek powyżej 80 lat może przedstawić kilka zaświadczeń o złym stanie zdrowia. Kiszczak i Kania tego nie zrobili - powiedział Bogdan Borusewicz.

Jak zaznaczył, mimo że wyrok w sprawie gen. Jaruzelskiego nie zapadł, to w uzasadnieniu wyroku w sprawie Kiszczaka i Kani wskazano, że to nie oni, a właśnie gen. Jaruzelski ponosi główną odpowiedzialność za stan wojenny. - W uzasadnieniu ta sprawa jest jasna, uzasadnienie jest bardzo dobre. W zupełności się z nim zgadzam - powiedział Borusewicz.

Były prezydent Lech Wałęsa powiedział w czwartek, że pocieszającym jest to, że proces ws. stanu wojennego kończy się i "idziemy dalej". Jego zdaniem sprawiedliwości nie da się dziś do końca osiągnąć i nie chodzi o karanie, ale o wyciągnięcie wniosków na przyszłość.

Były prezydent powiedział w TVN24, że "widać po tym procesie, jak wiele rzeczy w Polsce musimy uporządkować i szybko zamykać; bo to powoduje takie zachowanie jak (Adama) Słomki, lekceważenie prawa, sądu, zamienia się w anarchię i dlatego też pocieszające jest to, że sprawa się kończy, zamyka i idziemy dalej". "A tak do końca sprawiedliwości nie da się osiągnąć, możemy zacząć od Grunwaldu 1410, tam też są rzeczy nie wyjaśnione do końca".

Jak ocenił były prezydent, "nie chodzi o karanie, ale o wyciągnięcie wniosków na przyszłość".

Wałęsa pytany o komentarz do zachowania Słomki powiedział, że "on zawsze grał, był zawsze nieodpowiedzialny i jest dalej i to co zrobił, to jest skandal". Jednocześnie dodał, że jest w stanie zrozumieć zachowanie lidera KPN, " (...) proces tak długo trwa, że nie kończymy (...) To u niektórych ludzi powoduje takie zachowania".

Dopytywany czy podczas procesu towarzyszyły mu emocje, odpowiedział: "nie, bo ja byłem politykiem, a polityk w moim przypadku cieszy się, że zwycięstwo nastąpiło. Przegraliśmy parę bitew, ale wojna została wygrana i tu się kończy rola polityków. Politycy mają pracować na dziś i na jutro, a to (proces) zostawić strukturom do tego powołanym.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

"Wyrok zbyt łagodny; mała satysfakcja"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.