Burkina Faso: Puczyści kapitulują

Burkina Faso: Puczyści kapitulują
(fot. PAP/EPA/AHMED YEMPABOU)
PAP / mc

W Burkinie Faso życie wraca do normy - w czwartek mieszkańcy stali w kolejkach po benzynę i przed bankomatami. Dzień wcześniej po tygodniowym puczu straży prezydenckiej do władzy powrócił popierany przez społeczność międzynarodową rząd tymczasowy.

Od czwartku do Burkiny Faso wraca konstytucyjny porządek i spokój, choć w mocy pozostaje godzina policyjna.
Zbuntowany regiment straży prezydenckiej został uwięziony w koszarach, a pozostała część armii, lojalna wobec tymczasowych władz, w nocy ze środy na czwartek wycofała się ze stolicy, Wagadugu.
Tymczasowy prezydent Michel Kafondo, na powrót obejmując w środę swą funkcję, powiedział: "Mogę was zapewnić, że będziemy kontynuować tę wspaniałą misję powierzoną nam przez Burkińczyków".
Po tej ceremonii przywódca puczystów Gilbert Diendere w obecności prezydentów Beninu i Nigru ogłosił: "Dla mnie pucz się zakończył. Żałuję, że nie obyło się bez ofiar". Oświadczył, że bierze się na siebie całą odpowiedzialność za wydarzenia ostatnich dni.
Przewrót - przeprowadzony tydzień temu przez regiment straży prezydenckiej dowodzony przez Diendere, który był blisko związany z wygnanym rok temu z kraju prezydentem Blaise'em Compaore - zachwiał procesem demokratycznym. Puczyści chcieli zaprotestować przeciw wykluczeniu z życia politycznego obozu byłego prezydenta; na mocy uzgodnień okresu przejściowego jego reprezentanci nie mogli stanąć do wyborów prezydenckich i parlamentarnych.
Władze tymczasowe, które w listopadzie ub. roku objęły władzę w kraju po ustąpieniu Compaore, oskarżały powiązaną z nim partię CDP (Kongres na rzecz Demokracji i Postępu) o knucie spisku prowadzącego do odzyskania władzy. Przywódca ugrupowania Eddie Komboigo wprost zapowiedział, że jeśli kandydatura jego oraz jego towarzyszy zostanie odrzucona przez tymczasowe władze, to zaplanowane na 11 października wybory parlamentarne po prostu się nie odbędą.
Według wielu komentatorów bezpośrednią przyczyną buntu były plany rozwiązania CDP przez władze tymczasowe. Regiment wygnanego dyktatora przez zwykłych ludzi kojarzony jest z największymi przestępstwami i zbrodniami reżimu, w tym z morderstwami opozycjonistów.
Elitarna jednostka w tym roku kilkakrotnie okazywała nielojalność wobec tymczasowych władz. Te jednak, z obawy przed wywołaniem bratobójczych walk, próbowały łagodzić narastający konflikt. W efekcie doszło do wybuchu i żołnierze, mający ochraniać prezydenta, aresztowali go wraz z rządem.
Społeczność międzynarodowa stanęła murem za internowanym rządem Yacouba Zidy - Rada Bezpieczeństwa ONZ jednogłośnie potępiła zamach, wiele państw zagroziło sankcjami. Negocjacji mających zakończyć konflikt podjęli się prezydenci sąsiednich Nigerii i Czadu oraz Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej.
W pierwszej fazie puczu reszta armii zachowywała ostrożny dystans, jednak już we wtorek zdecydowanie opowiedziała się za konstytucyjnym rządem i zażądała od buntowników bezwarunkowego złożenia broni.
Po zakończeniu puczu planowane na 11 października wybory przełożono na później, choć władze podkreślają, że zależy im na tym, by odbyły się jak najszybciej.
Przedstawiciele organizacji społecznych naciskają teraz, aby nie obejmować puczystów amnestią. Przypominają, że w starciach wywołanych przewrotem zginęło kilkanaście osób, a ponad sto zostało rannych. Burkińskie media domagają się wymierzenia im sprawiedliwości; dziennik "Le Pays" żąda wręcz "wyrwania zła z korzeniami".
Zamieszanie wywołane puczem w Burkinie Faso postanowił wykorzystać prezydent Konga Denis Sassou-Nguesso. Niepomny losów Compaore, zapowiedział referendum w sprawie zmiany konstytucji, która umożliwiłaby mu kandydowanie w wyborach. Obecnie konstytucja zakazuje Nguesso, który ma 72 lata, a władzę sprawuje od 32, ubiegania się o prezydenturę ze względu na jego podeszły wiek.
Rozwój wypadków w Burkinie Faso jest bacznie obserwowany także w Gwinei, gdzie 11 października odbędą się wybory prezydenckie. Jednym z tematów kampanii pozostaje ewentualny powrót do kraju kapitana Dadisa Camara, który w 2009 r. stał na czele junty wojskowej i odpowiada za masakrę bezbronnych manifestantów opozycji.
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Burkina Faso: Puczyści kapitulują
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.