Kenia: mimo zamieszek i wezwań opozycji do strajku po przegranych wyborach, mieszkańcy poszli do pracy

Kenia: mimo zamieszek i wezwań opozycji do strajku po przegranych wyborach, mieszkańcy poszli do pracy
(fot. PAP/EPA/DANIEL IRUNGU)
4 lata temu
PAP / kw

Kenijczycy w większości zignorowali apele lidera i kandydata kenijskiej opozycji na prezydenta Raili Odingi, który nie uznał swej przegranej w niedawnych wyborach, i wezwał swych stronników, by zastrajkowali - podał w poniedziałek Reuters.

Samochody, autobusy i motocykle wróciły na ulice stołecznego Nairobi a także miasta Kisumu na zachodzie kraju, gdzie dochodziło do powyborczych demonstracji zwolenników Odingi, którzy protestowali przeciwko ponownemu wyborowi na prezydenta Uhuru Kenyatty. Otwarta została większość firm, sklepów i lokali usługowych, pracowali też urzędnicy.

"Apeluję, byście nie szli jutro (w poniedziałek) do pracy. Jeszcze nie przegraliśmy. Nie ustąpimy. Poczekajcie, we wtorek powiem, co należy robić" - oznajmił w niedzielę Odinga, zwracając się do kilkutysięcznego tłumu zwolenników w Kiberze, największej dzielnicy slumsów w Nairobi.

Lider opozycji oskarżył partię Kenyatty o przelanie krwi niewinnych ludzi. Obrońcy praw człowieka twierdzą, że od dnia wyborów 8 sierpnia 24 osoby zostały zastrzelone przez policję. Władze twierdzą, że bilans ofiar śmiertelnych wynosi 10.

Kenijski Czerwony Krzyż poinformował, że w wyniku powyborczych starć udzielił pomocy 177 osobom, z czego 108 miało poważne obrażenia.

Już w niedzielę w tych miejscach, gdzie po wyborach doszło do zamieszek, było spokojnie; policja patrolowała ulice, wielu ludzi udało się do kościoła na mszę, gdzie duchowni nawoływali w kazaniach do zachowania spokoju, w tym w Kiberze, w Mathare - innej dzielnicy slumsów w Nairobi oraz w Kisumu.

Zarówno Kisumu, jak i Mathare są zdominowane przez zwolenników Odingi, którego partia odrzuciła wyniki głosowania, nazywając je "komedią".

Rozruchy wybuchły po ogłoszeniu w piątek wieczorem przez komisję wyborczą rezultatów głosowania, zgodnie z którymi 55-letni Kenyatta pozostanie na kolejne pięć lat na stanowisku prezydenta mimo zarzutów, że wyniki sfałszowano. Międzynarodowi obserwatorzy jednak tego nie potwierdzili.

Wielu Kenijczyków obawia się, że w kraju może się powtórzyć fala przemocy z 2007 roku, kiedy wyniki wyborów zostały zakwestionowane przez opozycję. W walkach plemiennych poniosło wtedy śmierć ok. 1200 osób, a liczbę uchodźców szacowano na kilkaset tysięcy.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Kenia: mimo zamieszek i wezwań opozycji do strajku po przegranych wyborach, mieszkańcy poszli do pracy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.