W USA skazana przeżyła egzekucję. Czy kara śmierci powinna być zakazana?
Christa Pike miała zostać stracona w więzieniu w Nashville. Podczas egzekucji dwukrotnie podano jej pentobarbital, jednak lek nie doprowadził do śmierci kobiety. Procedurę przerwano, a skazaną przewieziono do szpitala. Władze Tennessee zdecydowały o zawieszeniu kolejnych egzekucji do końca roku.
Egzekucję Christy Pike zaplanowano na środowy wieczór w więzieniu Riverbend w Nashville. O godz. 19.37 odsłonięto zasłony oddzielające salę egzekucyjną od pomieszczenia dla świadków. 50-letnia skazana leżała przypięta pasami do noszy. Była przytomna i zdezorientowana. Pike miała zostać uśmiercona poprzez podanie pentobarbitalu. Pierwsza dawka nie przyniosła jednak oczekiwanego skutku. Kobieta miała pytać funkcjonariuszy, czy odczuwane przez nią dolegliwości w ramieniu są normalną reakcją na podawaną substancję.
O godz. 20.26 zdecydowano o podaniu drugiej dawki. Również ona nie doprowadziła do śmierci skazanej. Świadkowie relacjonowali, że Pike zaczęła głośno chrapać, następnie odzyskała świadomość, skarżyła się na ból i poruszała nogami. Według NBC News to właśnie wtedy funkcjonariusze wyłączyli mikrofony, a świadków wyprowadzono z pomieszczenia. Egzekucję przerwano. Pike została przewieziona karetką do szpitala, gdzie udzielono jej pomocy medycznej.
Procedury tego nie przewidziały
Procedury obowiązujące w Tennessee przewidują możliwość podania drugiej dawki trucizny, jeśli pierwsza okaże się nieskuteczna. Nie określają jednak szczegółowo, co zrobić w sytuacji, gdy również druga dawka nie doprowadzi do śmierci skazanego. Zakładano, że do czegoś takiego po prostu nie może dojść. Okazuje się, że to założenie było błędne. Więzienne władze znalazły się więc w sytuacji, na którą nie były przygotowane i zdecydowały o przerwaniu egzekucji.
Robin M. Maher, dyrektorka Death Penalty Information Center, w rozmowie z Associated Press zwróciła uwagę, że w Stanach Zjednoczonych zdarzały się już problemy z uzyskaniem dostępu do żyły podczas egzekucji. Jej zdaniem przypadek Pike jest jednak wyjątkowy, ponieważ kobieta przeżyła podanie dwóch pełnych dawek środka mającego ją uśmiercić.
Ekspert zespołu prawnego Pike, dr Joel Zivot z Emory University School of Medicine, uważa jednak że kobieta przeżyła właśnie w związku z problemem z dostępem do żył. Jego zdaniem to właśnie mogło sprawić, że pentobarbital nie osiągnął we krwi stężenia wystarczającego do wywołania bezdechu. Lekarz zwrócił również uwagę na możliwe konsekwencje opóźnienia w rozpoczęciu działań ratunkowych. W jego ocenie mogło ono doprowadzić do niedotlenienia i trwałego uszkodzenia mózgu. Adwokaci Pike argumentowali, że nieudana egzekucja naraziła ich klientkę na niepotrzebne cierpienie i może stanowić naruszenie konstytucyjnego zakazu stosowania kar okrutnych i nadmiernych.
Tennessee zawiesza kolejne egzekucje
Po wydarzeniach w Nashville gubernator Tennessee Bill Lee polecił przeprowadzenie niezależnego dochodzenia w sprawie przebiegu egzekucji. Jednocześnie zdecydowano o zawieszeniu wykonywania zaplanowanych w stanie egzekucji do końca roku.
Lee podkreślił, że mieszkańcy Tennessee mają prawo oczekiwać, iż wykonywanie wyroków śmierci będzie odbywać się zgodnie z prawem i przy zachowaniu obowiązujących procedur. Przedstawiciele stanowego Departamentu Więziennictwa przekonywali natomiast, że podczas egzekucji postępowano zgodnie z obowiązującymi zasadami.
Zbrodnia sprzed blisko trzydziestu lat
Historia Christy Pike sięga 1996 r. Wówczas, mając 18 lat, została skazana za zabójstwo 19-letniej Colleen Slemmer. Pike i jej 17-letni wówczas chłopak, Tadaryl Shipp, zwabili Slemmer do opuszczonej elektrowni w Knoxville. Powodem zbrodni miała być zazdrość. Pike zaatakowała Slemmer, obezwładniła i przez dłuższy czas torturowała. Na ciele ofiary wycięła pentagram, a następnie rozbiła jej czaszkę. Fragment kości zabrała ze sobą jako trofeum.
Za zbrodnię Pike została skazana na śmierć. Shipp, który w chwili zabójstwa nie miał jeszcze 18 lat, otrzymał karę dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie. Proces Pike wzbudzał później pytania dotyczące jakości jej obrony. Adwokat kobiety nie powołał części istotnych świadków i nie doprowadził do zawarcia ugody, która mogłaby skutkować karą dożywotniego więzienia zamiast śmierci.
Po latach psychologowie badający przeszłość Pike wskazywali na traumatyczne doświadczenia z jej dzieciństwa. Według ustaleń przedstawianych przez jej obrońców kobieta miała być od najmłodszych lat wykorzystywana seksualnie przez partnerów swojej matki. Zdiagnozowano u niej również chorobę afektywną dwubiegunową i zespół stresu pourazowego. Adwokat Pike, Randall Spivey, przekonywał w rozmowie z NBC News, że historia jej życia pokazuje osobę głęboko naznaczoną traumą. Nie zmienia to jednak faktu, że ofiarą jej zbrodni była młoda kobieta, której życie zostało brutalnie przerwane.
Dwie rodziny, dwie pamięci
Dla rodziny Colleen Slemmer sprawa nigdy się nie skończyła. Matka zamordowanej, May Martinez, przez lata sprzeciwiała się przedstawianiu Pike przede wszystkim jako ofiary własnej przeszłości. W rozmowach z mediami wracała również do bolesnych doświadczeń związanych z losem córki po jej śmierci.
Martinez opowiadała, że po zakończeniu postępowania sądowego otrzymywała pocztą fragmenty szczątków córki przechowywane wcześniej jako dowody. W konsekwencji ciało Slemmer musiało być kilkakrotnie ekshumowane z katolickiego cmentarza a trumna uzupełniana. Matka zamordowanej chciała być świadkiem egzekucji Pike. Zamierzała trzymać w dłoniach zdjęcie córki. Dla niej kara śmierci miała być formą sprawiedliwości za zbrodnię, która na zawsze zmieniła życie jej rodziny.
Ostatnie rozmowy
W ostatnich tygodniach przed egzekucją Pike pozostawała pod opieką buddyjskiego duchownego Mikeya Noechela, który miał być obecny przy niej również podczas egzekucji. W liście opublikowanym przez NBC News kobieta pisała, że przed wyznaczonym terminem śmierci doświadczyła więcej ludzkiej życzliwości i wsparcia niż przez większą część swojego życia.
Jej przypadek otworzył jednak przede wszystkim pytania dotyczące granic i odpowiedzialności państwa w wykonywaniu kary śmierci. Egzekucja zakończyła się w sposób, którego nie przewidziały żadne procedury: skazana przeżyła pierwszą dawkę, przeżyła drugą, co sprawiło, że państwowa machina wykonująca wyrok pozostała bezradna. Dla rodziny ofiary pozostaje to bolesnym rozdziałem historii Colleen Slemmer. Dla obrońców Pike – argumentem, że nieudana egzekucja sama w sobie stała się źródłem cierpienia, którego państwo nie powinno było się dopuścić.
Kara śmierci. Czy państwo powinno mieć prawo zabijać?
Historia Christy Pike jest szczególnie wstrząsająca, ale kwestia kary śmierci nie powinno zależeć od tego, czy konkretna egzekucja została przeprowadzona sprawnie, czy zakończyła się porażką. Problem jest głębszy: czy państwo powinno mieć prawo świadomie i w majestacie prawa pozbawiać człowieka życia? Nawet wtedy, gdy człowiek ten dopuścił się czynu niewyobrażalnie okrutnego.
Odpowiedź Kościoła na to pytanie jest dziś jednoznaczna. Katechizm Kościoła Katolickiego stanowi, że „kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby”. Obecne brzmienie punktu 2267 zostało w 2018 r. zmienione przez papieża Franciszka. Wcześniej Katechizm dopuszczał możliwość kary śmierci w wyjątkowych sytuacjach. Franciszek zmienił ten zapis, podkreślając że współczesne społeczeństwa dysponują skutecznymi systemami, które pozwalają chronić ludzi przed sprawcami najcięższych przestępstw bez odbierania im życia.
Ludzie stanowią prawo i ludzie się mylą
Nie jest to jednak wyłącznie argument religijny. Sprzeciw wobec kary śmierci można uzasadniać także bez odwoływania się do wiary. Państwo może odebrać człowiekowi wolność, może wymierzyć mu surową karę, może na dziesięciolecia odizolować go od społeczeństwa. Nie musi jednak odbierać mu życia. Jeśli celem kary jest ochrona innych ludzi i odpowiedzialność sprawcy za popełnione zło, można te cele osiągnąć bez czegoś tak nieodwracalnego, jak zabójstwo dokonane w majestacie prawa.
Właśnie nieodwracalność jest jednym z najmocniejszych argumentów przeciwko karze śmierci. Wymiar sprawiedliwości tworzą ludzie, a ludzie się mylą. Błędny wyrok pozbawienia wolności można po latach uchylić, a niewinnie skazanego wypuścić z więzienia. Egzekucji nie da się już cofnąć. Każdy system, który dopuszcza możliwość błędu, a jednocześnie przewiduje karę niemożliwą do naprawienia, musi mierzyć się z pytaniem, czy państwo ma moralne prawo podejmować takie ryzyko.
Nie wiadomo, ilu niewinnych ludzi stracono w Stanach Zjednoczonych. Wiadomo natomiast, że od 1973 r. co najmniej 203 osoby skazane na śmierć zostały później oczyszczone z zarzutów. Istnieją również udokumentowane przypadki osób już straconych, których winę po egzekucji podważono na tyle wiarygodnie, że dziś są wymieniane wśród prawdopodobnie niesłusznie straconych.
Człowieka nie da się wpisać w procedury
Historia Pike pokazuje jeszcze coś innego. Państwo, które decyduje się na karę śmierci, bierze na siebie odpowiedzialność nie tylko za sam wyrok, lecz także za sposób jego wykonania. W Nashville procedura miała doprowadzić do śmierci człowieka w sposób kontrolowany i przewidywalny. Tymczasem zawiodła. Nieudana egzekucja ujawniła granicę, której żadna instrukcja nie jest w stanie całkowicie usunąć: człowieka nie da się wpisać w procedurę a śmierć nie jest czynnością administracyjną, którą można w szczegółach i bezbłędnie zaplanować.
Jest też argument praktyczny. W Stanach Zjednoczonych kara śmierci wcale nie jest tańszym sposobem wymierzania sprawiedliwości. Przeciwnie – w wielu stanach postępowania dotyczące kary śmierci są bardziej kosztowne niż sprawy, w których grozi dożywotnie pozbawienie wolności. Wynika to m.in. z wieloletnich apelacji, dodatkowych postępowań sądowych, kosztów obrony oraz szczególnych procedur związanych z osadzonymi w celach śmierci, którzy często i tak spędzają w niej dekady.
Cierpią nie tylko skazani i ich rodziny
Kara śmierci obciąża nie tylko skazanego, jego rodzinę i bliskich ofiary, ale również ludzi, których państwo angażuje w jej wykonanie. Badania nad personelem więziennym uczestniczącym w egzekucjach pokazują, że może ona prowadzić do długotrwałego stresu, poczucia winy i tzw. urazu moralnego – psychicznego cierpienia związanego z wykonaniem czynu sprzecznego z własnymi wartościami. W jednym z najważniejszych badań przeprowadzonych w Luizjanie przebadano 50 z 52 funkcjonariuszy należących do zespołów egzekucyjnych. Choć większość nie spełniała kryteriów depresji klinicznej, wielu funkcjonariuszy mówiło o konflikcie wewnętrznym i trudnościach z wykonywaniem „ostatecznej kary”; badacze zwrócili uwagę na stosowanie mechanizmów takich jak odcinanie się od emocji i rozpraszanie odpowiedzialności.
Jeszcze bardziej niepokojące są relacje zebrane w późniejszych badaniach: byli członkowie zespołów egzekucyjnych opisywali koszmary, bezsenność, ataki paniki, myśli samobójcze, problemy z używkami i trwałe zmiany w relacjach z innymi. W Karolinie Południowej dwóch byłych członków zespołu egzekucyjnego cierpiało na PTSD i depresję i przeszło na rentę, a trzeci odebrał sobie życie. Nie oznacza to, że każdy funkcjonariusz uczestniczący w egzekucji doznaje takiej traumy – reakcje są różne – ale pokazuje, że kara śmierci przenosi część jej ciężaru również na ludzi, których państwo wyznacza do zabijania w jego imieniu.
Kara nie musi być podobna zbrodni by była sprawiedliwa
I wreszcie pozostaje argument najbardziej podstawowy: kara nie musi być przypominać zbrodni, aby była sprawiedliwa. Człowiek, który popełnił najcięższe przestępstwo zasługuje na surową karę. Można domagać się sprawiedliwości dla ofiar i ich rodzin. Można uznać, że sprawca powinien ponosić konsekwencje swoich czynów przez resztę życia. Ale czym innym jest pozbawienie człowieka wolności, a czym innym uznanie, że państwo ma prawo zdecydować, że jego życie przestało mieć wartość.
NBC News
Skomentuj artykuł