Uczestniczył w egzekucjach. Pod wpływem słów papieża zmienił zdanie
Były szeryf i sekretarz ds. resocjalizacji Tim Reisch przez lata stał na straży surowego prawa w Dakocie Południowej. Wszystko zmieniło krótkie nagranie z papieżem Leonem XIV, które polityk zobaczył na swoim telefonie. Reisch rzucił wyzwanie systemowi i zaproponował zniesienie kary śmierci, wywołując ogólnokrajową debatę o spójności postawy pro-life. Choć jego projekt upadł, historia ta pokazuje głębokie pęknięcia między wiarą a twardą polityką w konserwatywnym stanie.
Tim Reisch spędził większość kariery na egzekwowaniu prawa, a nie na próbach znoszenia najsurowszych kar. Jako wieloletni sekretarz ds. resocjalizacji Dakoty Południowej uczestniczył w pierwszej w tym stanie egzekucji wykonanej przez zastrzyk trucizny. To on odczytał oficjalny nakaz przed wykonaniem wyroku. Przełom nastąpił jesienią ubiegłego roku, gdy na ekranie jego smartfona pojawił się papież Leon XIV. Ojciec Święty mówił o tym, co naprawdę oznacza bycie pro-life w sposób spójny i bezkompromisowy.
Pytanie o sumienie polityka
„Kiedy usłyszałem papieża mówiącego w ten sposób, pomyślałem: czy jestem pro-life, czy nie w oczach Kościoła katolickiego?” – wspomina Tim Reisch. To pytanie stało się impulsem do złożenia projektu ustawy, która miała całkowicie wyeliminować karę śmierci w stanie. Reisch świadomie zrezygnował z jakichkolwiek wyjątków, nawet dla morderców funkcjonariuszy policji czy strażników więziennych. Uważa on, że dodanie wyjątków mogłoby przynieść więcej głosów, ale osłabiłoby moralny fundament propozycji.
„Aby być pro-life, tak jak instruuje nas wiara, życie musi być chronione od poczęcia do naturalnej śmierci każdego człowieka” – mówi Tim Reisch. Jego postawa odzwierciedla nauczanie Kościoła, według którego kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ stanowi zamach na nienaruszalność i godność osoby. Papież Leon XIV, pierwszy Amerykanin na Stolicy Piotrowej, podkreśla, że ludzie nie tracą godności nawet po popełnieniu najcięższych zbrodni. Zdaniem papieża, nowoczesne systemy więzienne mogą chronić społeczeństwo bez odbierania przestępcom szansy na odkupienie.
Więzień z celi śmierci
Projekt ustawy skupił uwagę mediów na postaci Brileya Pipera, jedynego obecnie więźnia w celi śmierci w Dakocie Południowej. Piper spędził tam ćwierć wieku po wyroku za morderstwo, jednak w izolacji przeszedł głęboką przemianę. Przyjął chrzest i stał się częścią wspólnoty katolickiej, która uformowała się wokół niego dzięki telefonom i wizytom przy kratach celi. Jego historia stała się dla wielu dowodem na to, że zmiana człowieka jest możliwa, co jest kluczowym argumentem przeciwników egzekucji.
Demokratyczna posłanka Kadyn Wittman, która regularnie odwiedzała więzienie, przyznaje, że droga wiary Pipera jest inspirująca, choć nie jest to przypadek odosobniony. Wittman od lat wspiera starania o zniesienie kary śmierci, jednak zauważa, że w zdominowanym przez Republikanów parlamencie Dakoty Południowej jest to zadanie niemal niewykonalne. „Nie potrafimy jeszcze spojrzeć na karę śmierci jako na karę, a nie sprawiedliwość” – mówi Kadyn Wittman.
Polityczna cena miłosierdzia
W lutym komisja sądownicza Izby Reprezentantów stosunkiem głosów 10 do 1 zdecydowała o odłożeniu projektu Reischa do szuflady. Przeciwko zniesieniu kary śmierci wystąpił prokurator generalny stanu Marty Jackley oraz przedstawiciele organów ścigania. Reisch był jedynym, który zagłosował przeciwko odroczeniu prac nad ustawą. Wiedział, że szanse na sukces są minimalne w kulturze politycznej, która stawia na surowość i porządek.
Krisanne Vaillancourt Murphy, dyrektor wykonawcza Catholic Mobilizing Network, wskazuje na istotną barierę polityczną. Według niej jednym z najgorszych zarzutów, jakie może usłyszeć polityk w Dakocie Południowej, jest oskarżenie o bycie „miękkim wobec przestępczości”. „Politycy zyskują znacznie więcej punktów, gdy są postrzegani jako twardzi gracze, traktujący karę śmierci jako rozwiązanie” – mówi Krisanne Vaillancourt Murphy. Dodaje ona, że więźniowie z cel śmierci stają się często „politycznymi pionkami” w kampaniach wyborczych.
Nadzieja na małe kroki
Mimo porażki w parlamencie, Reisch uważa, że debata ruszyła z miejsca. Choć sam nie ubiega się o reelekcję i nie będzie mógł ponownie złożyć projektu, wierzy, że ktoś inny przejmie tę pałeczkę. Stanowisko Kościoła katolickiego, wzmocnione przez papieża Franciszka w 2015 roku i kontynuowane przez Leona XIV, staje się coraz bardziej widoczne dla wiernych w USA.
„Mamy długą drogę do zniesienia kary śmierci, ale to nie zdejmuje z nas odpowiedzialności za próbę skierowania spraw w dobrym kierunku” – mówi Tim Reisch. Polityk podkreśla, że w tak trudnych sprawach sukcesem jest już samo „przesunięcie igły” choćby o milimetr. Dakota Południowa na razie pozostaje przy starym prawie, ale ziarno rzucone przez byłego szeryfa i słowa papieża zaczęło już tam kiełkować.
NCR/łs


Skomentuj artykuł