Myśliwce znów poderwane do lotu. Co wydarzyło się na polskim niebie?

Myśliwce znów poderwane do lotu. Co wydarzyło się na polskim niebie?
Fot. Depositphotos
PolsatNews/RP/łs

Polskie myśliwce po raz kolejny wystartowały, a wojsko postawiło naziemne systemy obrony powietrznej w stan pełnej gotowości. Powodem porannej akcji było wykrycie tajemniczego obiektu, który zmierzał z terytorium Ukrainy bezpośrednio w stronę polskiej granicy. Zanim sytuacja wróciła do normy, wstrzymano ruch na cywilnych lotniskach, a mieszkańcy przygranicznych rejonów po raz kolejny poczuli chłód wojennej rzeczywistości.

Przed godziną 7:20 Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych wydało komunikat o rozpoczęciu operowania wojskowego lotnictwa w polskiej przestrzeni powietrznej. Ruch ten wymusiły znowu rosyjskie uderzenia powietrzne na cele w Ukrainie. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki w programie „Graffiti” wyjaśnił, że służby zidentyfikowały obiekt zmierzający w stronę naszej granicy. Grodecki zaznaczył, że sytuacja przypominała wydarzenia z poprzedniego dnia, gdy chodziło o uderzenie pocisku S-8000 wystrzeliwanego z bezzałogowca.

Reakcja wojska pociągnęła za sobą natychmiastowe skutki dla cywilów. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej przekazała na platformie X wiadomość o wstrzymaniu operacji lotniczych na lotniskach w Lublinie oraz Rzeszowie. Samoloty pasażerskie uziemiono na czas wojskowej akcji, a normalny ruch w rejonie wznowiono dopiero krótko przed godziną 9:00, gdy myśliwce zakończyły misję. Wojsko podkreśliło, że wszystkie podjęte kroki miały charakter prewencyjny i służyły ochronie obywateli.

DEON.PL POLECA



Wojsko w powietrzu, urzędnicy w piwnicach

Poranny incydent był kontynuacją wydarzeń z czwartku, gdy polskie myśliwce również musiały poderwać się do lotu. Wtedy rosyjski atak na zachodnią Ukrainę zakończył się uderzeniem drona zaledwie cztery kilometry od polskiej granicy. Jak poinformował rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski, maszynę najprawdopodobniej zestrzelono lub sama spadła na ziemię. W odpowiedzi Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało tuż przed południem alerty do mieszkańców Podkarpacia i Lubelszczyzny.

Ogłoszenie alertu powietrznego wywołało natychmiastową reakcję w lokalnych instytucjach. Pracownicy Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie sprawnie zeszli na poziom minus jeden i czekali tam na odwołanie alarmu, o czym poinformował PAP rzecznik wojewody Bartosz Gubernat. Podobne procedury wdrożono w Urzędzie Marszałkowskim oraz w rzeszowskim Ratuszu. Ewakuacja przebiegła bez paniki, ale telefon w Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego rozdzwonił się od zaniepokojonych mieszkańców.

Poradnik na półce, czyli lekcja z reagowania

Sytuacja ujawniła słabość naszej gotowości na kryzys. Bartosz Gubernat w rozmowie z PAP zaapelował do obywateli o czytanie „Poradnika bezpieczeństwa”. Rzecznik wojewody przypomniał, że niedawny weekend z Krajowym Systemem Reagowania nie cieszył się dużym zainteresowaniem ze strony mieszkańców. Dopiero wycie syren przypomniało wszystkim, jak ważna jest wiedza o zachowaniu w czasie zagrożenia.

Rzeszowskie szkoły podeszły do syren i komunikatów w bardzo różny sposób. W I Liceum Ogólnokształcącym zajęcia lekcyjne trwały bez żadnych przerw. Uczennica tej szkoły, 16-letnia Lena, relacjonowała: „Dostaliśmy alerty i słyszeliśmy syreny, ale lekcja odbywała się normalnie. Pani dyrektor przekazała przez radiowęzeł, żeby zachować spokój, bo nic się nie dzieje, i poleciła kontynuować zajęcia”. Nastolatka dodała, że w jej placówce zachowano zimną krew, choć rówieśnicy z innych szkół odczuwali większy stres.

Szatnia zamiast schronu i walka z dezinformacją

Inaczej wyglądała sytuacja w Szkole Podstawowej nr 3 przy ulicy Hoffmanowej. Dzieci skierowano do piwnicy, w której na co dzień znajdują się szkolne szatnie. Mama dziewięcioletniego ucznia opowiedziała, że zastała syna właśnie tam. Kobieta zaznaczyła przy tym: „Byliśmy w piwnicy około 10 minut. To nie jest schron, tylko piwnica, w której znajdują się szatnie”.

Do zgromadzonych w piwnicy dzieci zszedł dyrektor placówki. Apelował do uczniów o spokój, słuchanie nauczycieli i rozsądek. Prosił też dzieci, by nie dzwoniły niepotrzebnie do rodziców. Mama ucznia wspomniała, że dyrektor przestrzegał przed sianiem dezinformacji i niepotrzebnej paniki w sieci. Ostatecznie po około godzinie alarmy odwołano, a wojsko poinformowało, że żaden obiekt nie przekroczył granicy Rzeczypospolitej.

DEON.PL POLECA


PolsatNews/RP/łs

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Myśliwce znów poderwane do lotu. Co wydarzyło się na polskim niebie?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.