Kiedyś na religię chodzili wszyscy. Wyjątek stanowiły dzieci tych „najbardziej partyjnych rodziców” oraz chuligani z prawdziwego zdarzenia, no i dzieci należące do innych wyznań. Religia prowadzona była w przykościelnych salkach – oczywiście albo po lekcjach, albo przed nimi. My, ludzie z Pokolenia X, uważaliśmy, że zawsze tak było i tak być powinno. Dopiero późniejsze zmiany doprowadziły do bałaganu, który niestety trwa do dziś. Czy to oznacza, że za PRL-u było lepiej?
Kiedyś na religię chodzili wszyscy. Wyjątek stanowiły dzieci tych „najbardziej partyjnych rodziców” oraz chuligani z prawdziwego zdarzenia, no i dzieci należące do innych wyznań. Religia prowadzona była w przykościelnych salkach – oczywiście albo po lekcjach, albo przed nimi. My, ludzie z Pokolenia X, uważaliśmy, że zawsze tak było i tak być powinno. Dopiero późniejsze zmiany doprowadziły do bałaganu, który niestety trwa do dziś. Czy to oznacza, że za PRL-u było lepiej?
To nie jest tekst przeciwko lekcjom religii ani tym bardziej przeciwko katechetom, których szczerze podziwiam za wytrwałość i determinację. Nie jest to też tekst przeciwko wierze i Kościołowi, co pewnie mi zaraz niektórzy zarzucą. To tekst o kilku głównych problemach, które mamy z lekcjami religii i które generują następne. Ale po kolei.
To nie jest tekst przeciwko lekcjom religii ani tym bardziej przeciwko katechetom, których szczerze podziwiam za wytrwałość i determinację. Nie jest to też tekst przeciwko wierze i Kościołowi, co pewnie mi zaraz niektórzy zarzucą. To tekst o kilku głównych problemach, które mamy z lekcjami religii i które generują następne. Ale po kolei.
{{ article.published_at }}
{{ article.description }}
{{ article.description }}