NFZ chce obciąć pieniądze na leczenie u specjalistów. Ekspert: kolejki jeszcze urosną
Narodowy Fundusz Zdrowia planuje wprowadzenie nowych zasad finansowania badań diagnostycznych i świadczeń specjalistycznych. Zmiany mają ograniczyć koszty, ale mogą oznaczać trudniejszy dostęp do części usług dla pacjentów. Konsultacje społeczne w tej sprawie trwają do 24 marca.
NFZ zapowiedział, że zamierza ograniczyć finansowanie najbardziej kosztownych badań, takich jak tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, kolonoskopia czy gastroskopia. Refundacja nadwykonań – czyli badań wykonanych ponad limit przewidziany w umowie z Funduszem – miałaby wynosić tylko 40 procent kosztów, a rozliczenia mają być dokonywane po zakończeniu roku, a nie jak dotąd kwartalnie. Zaproponowane rozwiązania są obecnie konsultowane.
Planowane zmiany mogą objąć nie tylko wybrane badania, ale także wszystkie świadczenia specjalistyczne, na które pacjenci trafiają ze skierowaniem od lekarza rodzinnego. Wysokość refundacji będzie uzależniona od aktualnej sytuacji finansowej Funduszu. Oznacza to, że jeśli dana placówka wykorzysta już przewidziany limit, pacjent może nie zostać przyjęty na badanie w danym roku, ponieważ dla świadczeniodawcy będzie to ekonomicznie nieopłacalne.
Paweł Florek, rzecznik prasowy NFZ, tłumaczył w rozmowie z Medonetem, że rozważane rozwiązanie ma objąć cały zakres świadczeń w ramach Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej. Zmiana miałaby polegać na innym sposobie finansowania nadwykonań, co stanowi reakcję na rosnące koszty świadczeń specjalistycznych i wyzwania budżetowe Funduszu. Florek podkreślił, że obecna luka finansowa oraz zapowiadany wzrost wynagrodzeń personelu medycznego wymuszają poszukiwanie oszczędności.
Wprowadzenie nowego modelu finansowania to nie jedyne pole, na którym NFZ szuka oszczędności. Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka zapowiedziała, że skutki lipcowych podwyżek dla medyków odczują wszyscy. Paweł Florek wskazał, że na razie zmiany dotyczą diagnostyki ambulatoryjnej oraz rehabilitacji, a konsultacje społeczne w tych sprawach są otwarte przez 14 dni.
O szczegółach planowanych zmian mówił również Filip Nowak, prezes NFZ, podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach. Zwrócił uwagę, że publiczny płatnik nie może finansować wszystkich świadczeń ponadlimitowych
Według Mariusza Trojanowskiego, dyrektora szpitala w Aleksandrowie Kujawskim i członka zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, propozycja NFZ sprowadza się do limitowania świadczeń. Wyjaśnił, że powyżej określonych w umowie limitów finansowanie może wynosić nawet 70, 40, 20 proc., a w skrajnych przypadkach nie być realizowane wcale. Trojanowski zauważył, że środki przeznaczane są głównie na wynagrodzenia, co może skutkować brakiem funduszy na świadczenia medyczne.
Dyrektor Trojanowski podkreślił w Medonecie, że dyrektorzy szpitali stoją przed trudnym wyborem – nie chcą obniżać pensji pracowników, ale jeśli wszystkie środki zostaną przeznaczone na wynagrodzenia, pojawia się pytanie o sens istnienia szpitali i całego systemu. Dodał, że wkrótce może zabraknąć pieniędzy nawet na wypłaty, a państwo nie ma osób wśród polityków wysokiego szczebla, które wzięłyby odpowiedzialność za funkcjonowanie ochrony zdrowia.
Według Trojanowskiego ochrona zdrowia jest traktowana jak "dziki zachód", a ustawa o najniższym wynagrodzeniu nie gwarantuje równomiernego rozdziału środków. W innych sektorach publicznych obowiązują szczegółowe rozporządzenia dotyczące wynagrodzeń, czego w ochronie zdrowia brakuje.
Ekspert rynku zdrowia Sławomir Jagieła ocenia, że proponowane zmiany to implementacja modelu degresyjnego, w którym każde kolejne świadczenie realizowane po przekroczeniu limitu kontraktu będzie wyceniane niżej niż te mieszczące się w limicie. Jagieła wyjaśnił, że mechanizm ten nie wprowadza formalnego zakazu realizacji świadczeń, ale zmienia strukturę bodźców ekonomicznych, prowadząc do powstania tzw. miękkiego limitu. W nowym modelu każda dodatkowa aktywność medyczna ponad limit może skutkować stratą lub znaczącym obniżeniem rentowności działalności.
Ekspert zauważa, że te działania są odpowiedzią na brak możliwości zamrożenia ustawowych podwyżek wynagrodzeń w sektorze medycznym. W efekcie Narodowy Fundusz Zdrowia szuka sposobów na stabilizację budżetu, a najłatwiej znaleźć je w ograniczaniu nadwykonań. Jagieła wskazał, że w perspektywie krótkoterminowej jest to działanie racjonalne, ale może prowadzić do ograniczenia liczby świadczeń ponad zakontraktowany wolumen, co szczególnie dotknie placówki opierające się na wysokim udziale nadwykonań, jak diagnostyka obrazowa, ambulatoryjna opieka specjalistyczna czy rehabilitacja.
Bezpośrednim skutkiem dla pacjentów może być wydłużenie czasu oczekiwania na świadczenia. Jeżeli świadczeniodawcy zaczną ograniczać realizację procedur ponad limit z powodów ekonomicznych, system nie będzie w stanie zaspokoić nadmiarowego zapotrzebowania, co może przełożyć się na wydłużenie kolejek i wzrost presji na sektor prywatny.
Jagieła podkreślił, że tego typu działania są standardowym narzędziem kontroli kosztów w wielu europejskich systemach ochrony zdrowia, jednak kluczowe jest ich wdrożenie, zwłaszcza wyłączenia dla świadczeń o znaczeniu krytycznym, takich jak onkologia, pediatria czy ratowanie życia, oraz monitorowanie wpływu zmian na dostępność i jakość opieki.
Propozycja Ministerstwa Zdrowia, by przesunąć coroczną waloryzację pensji medyków z lipca na styczeń i powiązać wzrost płac z mniej dynamicznym wskaźnikiem, mogłaby przynieść oszczędności rzędu 4,5 mld zł. Jednak obecnie to właśnie ograniczenia w finansowaniu świadczeń stają się głównym narzędziem kontroli wydatków publicznych w ochronie zdrowia.
Skomentuj artykuł