Umierała na oczach lekarzy. "Pazurami wyrywaliśmy ją śmierci"

fot. depositphotos.com
bialystok.se.pl / jh

To miał być spokojny początek oczekiwania na poród. Zamiast tego rozegrał się jeden z najbardziej dramatycznych medycznych wyścigów o życie. 36-letnia Justyna i jej nienarodzone dziecko znaleźli się na granicy śmierci. Dzięki błyskawicznej reakcji i pracy ponad stu medyków oboje przeżyli.

11 marca nic nie zapowiadało tragedii. Kobieta w 36. tygodniu ciąży przygotowywała się do narodzin dziecka. Wraz z mężem zajmowała się domowymi obowiązkami, kompletując wyprawkę.

DEON.PL POLECA


Nagle jej stan gwałtownie się pogorszył, pojawiły się duszności, zawroty głowy i utrata przytomności. Kluczowa okazała się szybka decyzja męża, który natychmiast wezwał pomoc. Już w drodze do szpitala było jasne, że sytuacja jest krytyczna.

Sekundy decydowały o życiu

Po przyjęciu na SOR kobieta była jeszcze przytomna, jednak w ciągu kilku minut doszło do zatrzymania krążenia. Rozpoczęła się natychmiastowa reanimacja.

Lekarze podjęli decyzję o pilnym cesarskim cięciu, wykonywanym równolegle z walką o życie matki. Dziecko zostało wydobyte kilkanaście minut później i również wymagało natychmiastowej reanimacji.

Noworodek po przywróceniu funkcji życiowych trafił na oddział intensywnej terapii.

DEON.PL POLECA


Diagnoza, która zmroziła lekarzy

Stan Justyny pozostawał skrajnie ciężki. Jej serce wielokrotnie zatrzymywało się, a lekarze musieli przeprowadzać kolejne defibrylacje. Dodatkowo doszło do poważnego krwotoku wewnętrznego.

Przełomem okazała się diagnoza postawiona na podstawie badań obrazowych. Okazało się, że przyczyną był masywny zator płucny.

Jak relacjonował jeden z lekarzy: W jej żyłach nie płynie dziś ani jedna kropla krwi, z którą wjechała do szpitala 11 marca.

Walka wielu zespołów i przełomowa operacja

Do akcji włączyli się specjaliści z różnych dziedzin. Pacjentkę podłączono do aparatury wspomagającej pracę serca i płuc, co pozwoliło zyskać cenny czas.

Kluczowy moment nastąpił, gdy lekarz przeprowadził skomplikowany zabieg wewnątrznaczyniowy, docierając przez żyłę udową aż do tętnic płucnych i usuwając groźny skrzep. W tym samym czasie inne zespoły operacyjne walczyły z krwotokiem, ratując pacjentkę przed wykrwawieniem.

Dwa tygodnie między życiem a śmiercią

Po operacji Justyna przez wiele dni przebywała na oddziale intensywnej terapii. Jej stan był bardzo ciężki, a każdy dzień stanowił kolejną walkę o przeżycie.

Ostatecznie, po ponad dwóch tygodniach, nastąpiła poprawa. 1 kwietnia kobieta opuściła szpital.

Jak podkreślają lekarze, była to jedna z najbardziej wymagających akcji w ich karierze. "Pazurami wyrywaliśmy ją śmierci. To praktycznie cud, że udało się uratować pacjentkę w tak dramatycznym stanie".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Umierała na oczach lekarzy. "Pazurami wyrywaliśmy ją śmierci"
Komentarze (1)
FN
~Faustyna Nowak
8 kwietnia 2026, 11:07
Bądź uwielbiony, Ty, Który dajesz życie. Błogosław dzieciątku, jego mamie Justynie oraz wszystkim medykom, którzy dzięki Twojej łasce uratowali ich od śmierci. Tacie błogosław oczywiście również :-)