Dariusz Piórkowski SJ o sumieniu: W tym modelu Kościoła wierni całe życie są traktowani jak dzieci
Skąd tyle lęku przed sumieniem? Po pierwsze, właśnie stąd, że sumienie nie daje absolutnej pewności jak w matematyce, a niektórzy ludzie tak chcieliby - pisze Dariusz Piórkowski SJ.
Po drugie, Kościół boi się sumienia, a raczej subiektywizmu z nim związanego, ponieważ na skutek masowości chrześcijaństwa i braku formacji ludzi świeckich, i to przez wieki, słusznie zaniepokojono się, że, jeśli się tak ludzi zostawi, to zaczną wybierać źle. Jest to jednak efekt błędnego koła. Nie było formacji, a sumienie go ciągle potrzebuje, to trzeba je czymś zastąpić i dla dobra Kościołą, i społeczeństwa. Bo ludzie będą źle wybierać. Powoli to błędne koło pęka. Od Soboru Watykańskiego II mówi się już wprost o sumieniu, ale nadal z niepewnością i ostrożnością.
Po trzecie część ludzi woli zrzucić odpowiedzialność za swoje decyzje moralne na innych, na księży, na przepisy. Ma rację F. Dostojewski w 'Braciach Karamazow", w poemacie o Wielkim Inkwizytorze. To daje poczucie bezpieczeństwa, ale utrzymuje nadal w pozycji niewolnika. Kardynał Inkwizytor z kolei ma rację, że duchowni (nie tylko w Kościele) chętnie wchodzą w rolę decydujących o innych ludziach. W tym modelu i wizji Kościoła wierni całe życie są traktowani jak dzieci. I tak się nie nauczą. Nie znają się. Bije stąd wielka nieufności wobec człowieka.
Po czwarte, oskarżenie o subiektywność sumienia wiąże się też z kontrreformacją. Niektórzy reformatorzy powoływali się na sumienie. A władza kościelna bardzo tego nie lubi. Dlatego przez wieki naukę o sumieniu wyciszono albo uznano tych, którzy na sumienie się powołują za kierujących się subiektywnością. Sumienie jest też subiektywne, ale jest w nim też obiektywność. Przeciwstawianie sumienia nauczaniu Kościoła nikomu nie pomaga.
Po piąte, ostatecznie lęk przed sumieniem jest lękiem przed wolnością, przed popełnianiem błędów, przed wzięciem odpowiedzialności za swoje wybory i uczenia się na własnych błędach.
Skomentuj artykuł