Czy należy się bać (z)wątpienia?

Czy należy się bać (z)wątpienia?
(fot. shutterstock.com)

Katolicy boją się własnych wątpliwości i często się z nich spowiadają. Czy słusznie?

W Ewangelii według Piłata, powieści Erica-Emmanuela Schmitta, jest scena, w której Piłat skarży się w liście do brata, że dotąd był Rzymianinem, który wie; teraz stał się Rzymianinem, który wątpi. Piłat przytacza zaraz wypowiedź swojej żony Klaudii Prokuli: "Wątpić i wierzyć to jest to samo, Piłacie. Tylko obojętność jest ateistyczna".

W tej perspektywie wątpienie staje się wiarą a rebours, wiarą pytającą, szukającą zrozumienia, wiarą, która nie zaspokaja się sama sobą, szukając intelektualnych fundamentów. Wątpienie jest przede wszystkim dowodem na nieobojętność. Ma rację powieściowa Klaudia Prokula mówiąca, że to obojętność jest ateistyczna. Jeśli wyznaniem ateisty miałyby być słowa "nie wierzę", to przecież w gruncie rzeczy jest to wyznanie dokonane w perspektywie wiary. Najpierw trzeba założyć istnienie Boga, by móc Go później odrzucić. Zawsze jest przecież niewiara w jakiegoś boga. W pewnym sensie jest niewiara chrześcijańska, islamska czy hinduistyczna. Przecież gdy słowa "nie wierzę w Boga" wypowiada ktoś wychowany w kulturze chrześcijańskiej, to najprawdopodobniej nie deklaruje niewiary jako takiej, ale niewiarę w Boga, o jakim słyszał i jakiego już jakoś poznał.

Pierwsi chrześcijanie na zarzut, że są ateistami, odpowiedzieli słowami świętego Justyna Męczennika: "Tak, przyznajemy, że jesteśmy ateistami. Jesteśmy jednak ateistami wobec wszystkich rzekomych bogów" 43, mając zapewne na myśli panteon rzymskich, greckich czy też innych pogańskich bóstw. Ci, którzy demonstrują niechęć (a może nawet nienawiść) do Boga, mylą się, twierdząc, że są ateistami: są w gruncie rzeczy ludźmi, dla których Bóg jest kimś ważnym, skoro uważają za słuszne podejmować z Nim walkę, wchodzić z Nim w spór. Prawdziwym ateizmem jest niezauważa-nie Boga, odrzucenie możliwości Jego istnienia i podejmowania jakiegokolwiek dyskursu o Bogu. Prawdziwym ateizmem pozostaje właśnie obojętność, a jego praktycznym wymiarem jest życie prowadzone tak, jak by Boga nie było.

Istnieją chyba ludzie, których pewność wiary nie każe stawiać żadnych pytań, "lecz - jak pisał Zbigniew Herbert w wierszu Homilia - "są także tacy którzy wątpią niepokorni / bądźmy szczerzy - to jest także boży lud". Człowiek wątpiący nie jest od razu wrogiem Pana Boga. To raczej ktoś, kto nie zadowala się znanymi mu motywacjami i argumentami. To w gruncie rzeczy człowiek wierzący, który poszukuje zrozumienia dla swojej wiary, który pyta, zastanawia się, szuka sensownych racji. Wiara wątpiących nie sytuuje się wcale na przeciwległym brzegu wobec wiary pewnej, ale wobec naiwnego fideizmu, pochopnego brania wszystkiego "na wiarę". W obu przypadkach może jednak dojść do niebezpiecznych skrajności: z jednej strony do postawy, która nie pozwala uwierzyć już w nic, z drugiej -do możliwości uwierzenia praktycznie we wszystko.

Od wątpienia trzeba odróżnić zwątpienie, które jednak nie jest już aktem intelektualnej weryfikacji tego, w co się wierzyło bądź wierzy. Zwątpienie sytuuje się w opozycji wobec nadziei i jest przedsionkiem rozpaczy. Jeśli wątpienie jest niejakim zachwianiem się wiary w Boga i Jego istnienie, to zwątpienie jest zachwianiem wiary Bogu, owego powierzenia się Bogu, które konieczne jest w wierze. Zwątpić w Boga, to żyć w przekonaniu, że o nas zapomniał, że gdzieś się zapodział, że nas pozostawił, że Jego zapewnienie o trosce o nas jest niczym innym jak pustosłowiem.

Historia pokazuje, że zwątpienie w Boga może być udziałem nawet ludzi świętych. "Ciemna noc" zwątpienia jest stanem, gdy Bóg pozbawia nas wszelkich podpórek intelektualnych i emocjonalnych; gdy Boga już ani nie rozumiemy, ani nie odczuwamy w naszym życiu Jego działania. Pozostaje wówczas czyste pragnienie, akt woli, modlitwa chcenia. "Panie Boże, ja Ciebie chcę" -jak zwykł się modlić sługa Boży biskup Wilhelm Pluta. A gdy nawet tego nie potrafimy, gdy nie ma już zupełnie nic, pozostaje jeszcze modlitwa Jezusowa: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" - ten krzyk ludzkiej nieobojętności wobec Boga i Jego pozornej nieobecności.

Fragment ksiązki: ks. Andrzej Draguła - "Czy Bóg nas kusi"

Czy należy się bać (z)wątpienia? - zdjęcie w treści artykułu

Czy Jezus wzywał do nienawiści? Co to znaczy być błogosławionym? Po co komu modlitwa? Czy można żyć bez grzechu? Czy cierpienie jest karą za grzechy? A może... Bóg nas kusi?
Rzadko zadajemy sobie takie pytania. Niektóre dotyczą spraw uznawanych za tak oczywiste, że nawet ich nie zauważamy. O inne albo boimy, albo wstydzimy się pytać. Mamy poczucie, że nie wypada.
Tymczasem Autor pokazuje, że właśnie w tych pomijanych obszarach naszej wiary kryją się nieraz odpowiedzi fundamentalne dla zrozumienia tego, w co wierzymy. Unika przy tym dawania prostych i ostatecznych odpowiedzi. Zaprasza raczej Czytelnika do głębszego spojrzenia na wiarę i Ewangelię, pokazując, że nieustannie można odkrywać w nich coś nowego.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy należy się bać (z)wątpienia?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.