Czy nieposyłanie dzieci na katechezę to grzech?

Czy nieposyłanie dzieci na katechezę to grzech?
ks. Damian Wyżkiewicz / fot. ZNP
6 miesięcy temu
Dawid Gospodarek / ks. Damian Wyżkiewicz CM

"Co jednak, kiedy formator jest gorszycielem lub nie traktuje swojej pracy poważnie? Mam kilku ministrantów, którzy nie chodzą na religię, bo katecheta prowadzi lekcje tak, że jest to dla uczniów strata czasu" - mówi ks. Damian Wyżkiewicz CM.

Dawid Gospodarek: Czy uważasz, że grzechem rodziców jest nieposyłanie dzieci na lekcje religii? Że to niemal akt apostazji?

ks. Damian Wyżkiewicz CM: Wierzący rodzice mają moralny obowiązek wychowywania dziecka w wierze katolickiej, bo to przyrzekali w czasie sakramentu małżeństwa. Tak samo pełnoletni uczeń ma moralny obowiązek formowania się w wierze, wynikający z sakramentu chrztu i bierzmowania. Ten obowiązek trwa całe życie. Może być różnie realizowany, poprzez uczestniczenie w katechezie, w duszpasterstwie akademickim, we wspólnocie parafialnej itp. Formacja jest bardzo ważnym elementem w życiu chrześcijanina. Jej brak to grzech zaniedbania.

Co jednak, kiedy formator jest gorszycielem lub nie traktuje swojej pracy poważnie? Mam kilku ministrantów, którzy nie chodzą na religię, bo katecheta prowadzi lekcje tak, że jest to dla uczniów strata czasu. W ogóle nie uczy, włącza filmy, nie rozmawia z młodzieżą, zwalnia z lekcji. Z rozmów z rodzicami wiem, że jest to bardzo trudna sytuacja dla nich, dla ich dzieci, szkoły i parafii. Jedynym rozwiązaniem jest zmiana katechety, ale nie zawsze jest to możliwe.

Co poradziłbyś rodzicowi, którego dziecko nie chce chodzić na religię albo do kościoła?

Część moich przyjaciół, którzy są rodzicami, wywiera na swoje dzieci zbyt mocny nacisk w kwestii praktyk religijnych. Efekt bywa najczęściej taki, że dzieciaki jeszcze bardziej buntują się przeciw nakazom rodziców i oddalają od wiary.

Cieszę się, że w Domowym Kościele – formacji oazowej dla rodzin – coraz częściej przebija się przekonanie, że na pewnym etapie życia młodego człowieka trzeba również w kwestii wiary i praktyk religijnych wyluzować, dać mu czas.

Świadectwo modlących się rodziców jest skuteczniejsze niż przymuszanie dzieci do modlitwy. W ogóle, nie tylko w kwestiach związanych z wiarą, ale także innych, jest bardzo ważne, żeby młodego człowieka do pewnych działań zapraszać, a nie zmuszać.

Wszystkim rodzicom doradzałbym więc dużo spokoju i modlitwy! Przyjąłem za dewizę życiową słowa św. Pawła: „Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia” (2 Tm 1,7). Moim zdaniem, to bardzo dobra wskazówka, chociaż dla niektórych rodziców może być trudna. Dlatego jeszcze raz zachęcam, aby z tym problemem nie zostawać samemu. Nikt z nas nie jest specjalistą od pedagogiki. Warto radzić się innych, szukać różnych lektur. Udział w wychowaniu to wielka przygoda!

Często mówisz o ludzkich obawach i lękach. A czy nie jest trochę tak, że to sam Kościół zaraża wiernych swoim lękiem przed światem?

Kościół, tak jak Chrystus, powinien wyzwalać z wszelkich lęków. Niestety, przykład księdza czy katechety, który sam jest zniewolony swoimi osobistymi lękami, powoduje, że uczniowie na lekcji religii przejmują te obawy.

Dla mnie ważnym pedagogiem był św. Jan Paweł II. Całą jego teologię, filozofię, etykę, pedagogikę i politykę można sprowadzić do jednego zdania: „Nie lękajcie się!”. Uważam jednak, że po latach bardzo go skrzywdzono. Przeinaczono jego myśli.

Cieszę się, że (...) coraz częściej przebija się przekonanie, że na pewnym etapie życia młodego człowieka trzeba również w kwestii wiary i praktyk religijnych wyluzować, dać mu czas.

Z jego sławnego zdania, które skierował do młodzieży w 1983 roku na Jasnej Górze: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”, niektórzy pedagodzy wywiedli usprawiedliwienie dla zamordyzmu. Zamiast wyprowadzić pozytywną myśl, zachęcającą młodego człowieka do odwagi i męstwa życia, to papieskie „wymagajcie” zinterpretowano na wspak jako: „Teraz my będziemy od was wymagać!”. Damy wam indeksy do bierzmowania albo przymusimy do lekcji religii. Ten zamordyzm, jaki uczyniliśmy z filozofii i pedagogiki Jana Pawła II, czasem pokutuje w niektórych szkołach, niestety nawet katolickich.

Szczególnie jest mi bliska myśl Jana Pawła II, w której przekonuje on, że wiara i rozum to dwa skrzydła, które rozwijamy przez całe nasze życie. Tymczasem w niektórych szkołach katolickich panuje reżim. Rodzice często chwalą takie szkoły jako miejsca w miarę bezpieczne i z wysokim poziomem nauczania. Gimnazja katolickie miały swego czasu duży popyt. Młodzi ludzie jednak nierzadko wychodzili z tych szkół z wykrzywioną wizją wiary i Boga. Zamiast zachęcać młodzież do uczestniczenia w mszach świętych, nabożeństwach, czuwaniach, wręcz nakazywano im udział w tych praktykach. Trzeba to uporządkować, bo inaczej katolickie szkoły zaczną mieć coraz więcej niewierzących absolwentów. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej z lekcji religii w liceum wypisywali się właśnie absolwenci katolickich gimnazjów.

„Katolickie przedszkola, strzeżone osiedla [...] dilerka dla sportu, nie po to, by przetrwać” – jakoś kojarzy mi się tu Patointeligencja Maty.

Ten utwór wywołał wielkie zdziwienie, tak jakbyśmy nie wiedzieli, że nawet w najlepszych liceach jest problem z używkami, że uczniowie mają dostęp do narkotyków. Mata opowiada o patologicznym stylu życia pewnej grupy młodzieży. To jest dziś niestety problem dość powszechny. Dlatego każda szkoła powinna kierować się zasadą, że swojego prestiżu nie buduje się przez ukrywanie problemów, lecz przez prawdziwą walkę z nimi.

Jeśli chcę poradzić sobie z jakimś problemem czy słabością, najpierw muszę umieć je uczciwie nazwać?

W naszej szkole tak właśnie postępujemy. Nie udajemy na przykład, że w szkole nie pojawia się wśród uczniów przemoc, ale walczymy z nią. Nasi pedagodzy i psycholodzy regularnie prowadzą lekcje prewencyjne, robią ankiety dotyczące rodzajów przemocy i ich skali.

Nie ukrywamy przed rodzicami problemów, rozmawiamy o nich. Co miesiąc w ramach tzw. Akademii Rodzica są prowadzone zajęcia dla rodziców, podczas których omawiane są różne problemy wychowawcze. Nie jest to klasyczna wywiadówka, ale rodzaj warsztatów z pedagogiem lub psychologiem.

Świadectwo modlących się rodziców jest skuteczniejsze niż przymuszanie dzieci do modlitwy.

Kłopoty wychowawcze pojawiają się zawsze. Dotyczy to wszystkich szkół, łącznie z katolickimi. Już od piątej klasy szkoły podstawowej zaczynają się poważne problemy. Dzieciaki, jak pokazują badania m.in. Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, mają już wtedy pierwszą styczność z pornografią, alkoholem, narkotykami czy patostreamingiem. Niektóre już w siódmej albo ósmej klasie mają pierwsze kontakty seksualne. Trzeba się z tym wszystkim zmierzyć. A idea tej nowej „reformy” szkoły jest taka: jeśli zlikwidujemy gimnazja, to skończą się wszelkie patologie, jakby to tylko gimnazjum było ich wylęgarnią.

Bronisz gimnazjów?

Lata nauki w gimnazjum przypadały dotąd na trudny czas dorastania, ale właśnie po to była ta szkoła, żeby odizolować młodzież w tym wieku od dzieci. Na początku gimnazja były molochami, bo było za dużo klas jednego rocznika. W mojej szkole było trzynaście klas pierwszych, a w szkole obok... dwadzieścia cztery!

Później liczba uczniów spadała i faktycznie gimnazja stawały się coraz bardziej bezpieczne. Jednak stereotyp, że gimnazjum to przechowalnia patologii, pozostał. A teraz powraca komunistyczne myślenie typu: „bezrobotnych i bezdomnych to my nie mamy”. To samo za chwilę będzie dotyczyć ósmych klas – nas problemy dawnego gimnazjum nie dotyczą! A ósmoklasiści potrafią dać do wiwatu. Wiem coś o tym, bo byłem z pierwszego rocznika gimnazjalnego i uczyłem się w podstawówce, gdzie jeszcze były ósme klasy. Oni bywali nawet zagrożeniem dla dzieciaków z młodszych klas, a dyrekcja ledwo sobie z nimi radziła.

I ja pamiętam kolegów z ósmych klas, ich różne przemocowe akcje, wulgarny język, namawianie do używek.

Sam miałem kilka sytuacji, kiedy po prostu bałem się starszych kolegów. Od pierwszej klasy, a właściwie już od zerówki sam wracałem ze szkoły. Często w domu nikogo nie było, bo mama pracowała. Miałem klucz na szyi, musiałem sam sobie otworzyć mieszkanie i podgrzać w mikrofalówce obiad.

W czwartej klasie kończyliśmy lekcje o szesnastej, w okresie jesienno‑zimowym już było o tej porze ciemno. Zdarzały się takie momenty, że pod szkołą zbierali się ósmoklasiści, którzy potrafili pobić dzieciaka. Kilka razy mogło to spotkać i mnie, ale akurat miałem szczęście, bo zawsze z pomocą przychodził mi jakiś dorosły.

Narzucanie innym swojej woli, wyższości było kiedyś bardzo wyraźne. Jeszcze za moich czasów czwartoklasiści w liceum prali pierwszakom głowy w kiblu. Nasz rocznik, już po gimnazjum, był w klasie maturalnej bardziej tolerancyjny wobec młodszych. Nie było zawzięcia, że trzeba gnębić „koty”.

Na szczęście polityka antyprzemocowa zakorzeniła się już w szkołach dość mocno. Bagatelizowanie efektów wieloletniej pracy nauczycieli i pedagogów, zwłaszcza tych, którzy pracowali w gimnazjach, przez różnych polityków jest czymś niegodziwym.

Według raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, Polska jest na drugim miejscu w Europie pod względem liczby samobójstw dzieci i młodzieży. Niemały udział w tym, że decydują się oni targnąć na swoje życie, ma właśnie hejt, którego z różnych powodów doświadczają.

Sam szkolny pedagog, psycholog czy inny nauczyciel nie poradzą sobie z tak ogromną falą hejtu oraz innych problemów dzieci i młodzieży. Tu konieczne są rozwiązania systemowe. Na religii również powinniśmy zajmować się takimi tematami, bo przecież chrześcijanin ma obowiązek sprzeciwiać się złu oraz występować w obronie słabszych.

ks. Damian Wyżkiewicz CM - należy do Zgromadzenia Misji założonego przez św. Wincentego a Paulo. Filozof i teolog, doktorant w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Duszpasterz młodzieży i katecheta – najpierw w Pabianicach, obecnie przy warszawskiej parafii Świętego Krzyża. Kapelan wspólnot ruchu „Wiara i Światło”

Fragment pochodzi z książki "Ostatni dzwonek. Rozmowy o przyszłości lekcji religii" wydanej przez wydawnictwo "Więź".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy nieposyłanie dzieci na katechezę to grzech?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.