Krytycy papieża Franciszka dzielą Kościół i rodziny - również moją

Krytycy papieża Franciszka dzielą Kościół i rodziny - również moją
fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl
1 rok temu
Logo źródła: America Magazine Mike Lewis

„Papież Franciszek zniszczył moją wiarę” - powiedziała. Trzymałem język za zębami, przypominając sobie wcześniejsze nieudane próby odpowiedzi na jej antypatię w stosunku do papieża.

„Powiedziałam dzisiaj ojcu, a on stwierdził, że papież Franciszek też zaszkodził jego wierze” - dodała. Kolejny przytyk.

W grudniu zeszłego roku moja mama była terminalnie chora i miała przed sobą zaledwie jeszcze kilka dni życia. Nasz proboszcz odwiedził ją tamtego ranka i wysłuchał jej spowiedzi. To był ostatni raz, kiedy rozmawialiśmy o wierze lub religii.

Dla mojej mamy nie było nic ważniejszego niż wiara. Często przypominała nam, że jej powołaniem i misją było przekazanie wiary czwórce swoich dzieci i zaprowadzenie nas do nieba. Korzystając z tych samych zdolności, które uczyniły ją utalentowaną nauczycielką, przekazywała nam nauczanie Kościoła. Dzieliła się z nami wiarą w atrakcyjny, bogaty, interesujący i prawdziwy sposób - uzupełniając i znacznie wykraczając poza standardową katechezę parafialną, jaką otrzymaliśmy.

Na wiarę, którą przekazała mnie i mojemu rodzeństwu, miała wpływ jej własna katolicka edukacja w latach pięćdziesiątych i wczesnych sześćdziesiątych. Jej nastoletnia wiara była pod silnym wpływem ojca, który był głęboko rozgniewany, a nawet zszokowany reformami Soboru Watykańskiego II. I mówił o tym głośno. Jednak poglądy mojej mamy jako osoby dorosłej złagodniały. Tata przeszedł na katolicyzm kilka miesięcy przed ich ślubem i myślę, że jego wiara - szczera, ale równocześnie praktyczna i przyziemna - hamowała konserwatywne impulsy płynące z wychowania mamy. Jednak to właśnie religijność matki stanowiła zawsze centrum naszego doświadczenia wiary z dzieciństwa.

W naszej kuchni mieliśmy zdjęcie papieża Jana Pawła II. Pamiętam, że jako dziecko patrzyłem na nie i myślałem, jakie to szczęście, że mieliśmy w Kościele tak wspaniałego przywódcę.

Mama nauczyła nas modlitw, przekazała wiedzę dotyczącą Pisma Świętego i świętych. Poinstruowała nas o doktrynie moralnej, czterech rzeczach ostatecznych i godności życia ludzkiego. Chociaż nigdy nie słyszałem, by używała terminu katolicka nauka społeczna, była przeciwna karze śmierci, popierała sprawiedliwe traktowanie imigrantów, mocno sprzeciwiała się rasizmowi i zgadzała się z papieżem w sprawach wojny i pokoju.

W naszej kuchni mieliśmy zdjęcie papieża Jana Pawła II. Pamiętam, że jako dziecko patrzyłem na nie i myślałem, jakie to szczęście, że mieliśmy w Kościele tak wspaniałego przywódcę. Chociaż mój dziadek często traktował hierarchię z podejrzliwością i pogardą, mama rozwinęła miłość do papieża i ufała Kościołowi, że naucza prawdy.

Z pewnością w naszej formacji religijnej były jakieś luki, jednak nie wynikały one z braku wysiłku z jej strony. Przekazała dzieciom wszystko, co miała. Nasze codzienne rozmowy często krążyły wokół wiary: wielkich, głębokich, odwiecznych pytań. Katolicyzm stał się integralną częścią tego, kim byłem - kim byliśmy - i nawet w mrocznych czasach w moim życiu, nawet gdy Bóg wydawał się odległy, moje modlitwy pozostawały bez odpowiedzi, a przyszłość była niepewna, wiara nigdy mnie nie opuściła.

Nawet kiedy moje stosunki z matką były od czasu do czasu napięte, byłem jej wdzięczny za wiarę, którą mi przekazała.

Dlatego różnica zdań ze względu na papieża Franciszka była dla mnie tak bolesna.

***

Wybór Franciszka na papieża w 2013 roku zbiegł się z okresem mojego osobistego nawrócenia i duchowego wzrostu w moim życiu. Nie tylko mocniej zaangażowałem się w praktykowanie wiary, udział w codziennej Mszy świętej i adoracji eucharystycznej, ale zacząłem głębiej rozumieć swoją wiarę w kontekście relacji z Bogiem i spotkania z Chrystusem.

Wiara, jaką dzieliła się ze mną mama i którą pomagała mi pielęgnować, w końcu stała się moją własną. Do mojej edukacji i formacji przyczyniło się wielu ludzi. Nie ma jednak wątpliwości, że osobą, która jako pierwsza podlała ziarno mojej wiary, była moja matka.

Kiedy Franciszek został papieżem, wszystko zdawało się łączyć w całość. Większość z nas ciepło wspomina tamte pierwsze miesiące jego pontyfikatu: wicher mocnych gestów, trudnych słów i bezprecedensowych, zaskakujących decyzji. Dobra wola na całym świecie, zrodzona z początków jego pontyfikatu, stworzyła „katolicki moment” w naszej kulturze. Po latach skupiania się mediów na skandalach kościelnych i zaangażowaniu w wojny kultur politycznych, wydawało się, że nasz nowy argentyński papież samodzielnie zmienił narrację, kiedy wszedł na balkon, lekko pomachał i wypowiedział słowa „Buona sera”.

Podczas gdy większość uwagi świata skupiała się na jego publicznych działaniach – płaceniu rachunku za hotel, mieszkaniu w skromnym Domu Świętej Marty zamiast w Pałacu Apostolskim, myciu nóg młodym więźniom w Wielki Czwartek – ja uważnie śledziłem to, co mówił. Było dla mnie wyzwaniem, gdy kilka dni po swoim wyborze zawołał: „Och, jakże chciałbym mieć Kościół, który jest biedny i dla biednych”. Byłem wzruszony, gdy wyartykułował swój pogląd na rolę władzy papieskiej w homilii podczas Mszy inauguracyjnej. „Nigdy nie zapominajmy, że prawdziwa władza jest służbą - powiedział - i że również papież, sprawując władzę, musi coraz pełniej uczestniczyć w tej posłudze, która ma swój świetlisty szczyt na krzyżu”.

To, co ja i wielu innych katolików zauważyło u papieża Franciszka, to sposób, w jaki wprowadzał w życie zasady naszej wiary – Ewangelię Jezusa Chrystusa. Było to wzmacniane jego słowami. W swoich homiliach, przemówieniach i wywiadach nieustannie napominał nas, abyśmy zrozumieli, że bez pokory, pokuty, nawrócenia, przemiany i serca wypełnionego czułością i nadzieją nasza wiara jest pusta i oparta jedynie na sobie.

Było też dla mnie jasne, że właśnie wizja papieża Franciszka dotycząca wiary jest lekarstwem dla osaczonego, zgorzkniałego i spolaryzowanego Kościoła w Stanach Zjednoczonych.

***

Niestety, nie wszyscy w amerykańskim Kościele się z tym zgadzają.

Od pierwszych dni tego pontyfikatu podejmowano coraz większe i skoncentrowane wysiłki, by podważyć przesłanie papieża Franciszka. Katolickie media i osoby publiczne, uważane niegdyś za ortodoksyjne i wierne nauczaniu Magisterium, zaczęły kwestionować jego słowa i nauczanie. Spontaniczne wypowiedzi były pozbawiane kontekstu i interpretowane jako „obelgi” dla pobożnych katolików. Encyklika o trosce o stworzenie, Laudato Si', spotkała się z dezaprobatą, oraz sprzeciwem, odnoszącym się do tego, że papież zdaje się na „nieuporządkowaną naukę” i krytykuje kapitalizm.

W miarę rozwoju tego pontyfikatu reakcje kilku organizacji medialnych i czasopism popularnych wśród amerykańskich katolików zmieniły się z pozytywnych na ostrożne i podejrzliwe. Kiedy 8 kwietnia 2016 ukazała się papieska adhortacja apostolska na temat miłości w rodzinie Amoris Laetitia, wiele z nich otwarcie zamanifestowało swoją niechęć.

Sprzeciw wobec Franciszka – wzmocniony przez opublikowanie dokumentu podpisanego przez czterech kardynałów, którzy sugerowali, że Amoris Laetitia naruszyła niezmienne katolickie doktryny dotyczące małżeństwa, cudzołóstwa i obiektywnej prawdy – stał się nie do powstrzymania. Znani katoliccy apologeci, którzy otwarcie zachęcają do sprzeciwu wobec papieża Franciszka i biskupów – w tym skrajne głosy, takie jak Michael Voris z Church Militant i popularny komentator YouTube Taylor Marshall – mają szalenie popularne platformy multimedialne i w zasadzie nie są kwestionowani przez przywódców kościelnych.

Odkąd zacząłem pisać i publicznie mówić o tym zjawisku, miałem wiadomości od setek katolików, którzy zauważyli, jak ich rodziny i wspólnoty są podzielone ze względu na zdanie na temat papieża.

To nie jest jedynie zjawisko związane z mediami społecznościowymi. Wielu katolików w całym kraju słyszy, że pochwalane z ambony bywają takie postaci, jak arcybiskup Carlo Maria Viganò - były nuncjusz watykański w Stanach Zjednoczonych, który wielokrotnie atakował Franciszka po wezwaniu papieża do rezygnacji w 2018. Artykuły dyskredytujące papieża są udostępniane grupom katolików i umieszczane na stronach internetowych parafii. Mam kilku przyjaciół należących do katolickich klubów książki, których członkowie odmawiają czytania czegokolwiek, co napisał papież Franciszek.

Odkąd zacząłem pisać i publicznie mówić o tym zjawisku, miałem wiadomości od setek katolików, którzy zauważyli, jak ich rodziny i wspólnoty są podzielone ze względu na zdanie na temat papieża. W niektórych parafiach - a nawet w niektórych seminariach diecezjalnych - negatywne nastawienie do Franciszka stało się tak powszechne, że ci, którzy go popierają, czują się zmuszeni zachować swoje poglądy dla siebie. Pewien ksiądz powiedział mi, że kilku seminarzystów określało swoje seminaria jako „strefy wolne od zwolenników Franciszka”.

Mniej reakcyjni krytycy Franciszka niewiele zrobili, aby powstrzymać tych znacznie bardziej złośliwych. Ten wątek nie został też publicznie zaadresowany przez amerykańskich biskupów ani katolików popierających papieża. Dość często aktywnie zniechęcają oni innych do publicznego wypowiadania się przeciwko reakcyjnym liderom, argumentując, że zrobienie tego dałoby im uwagę, której pragną. Ale jak widzimy w Stanach Zjednoczonych i polityce międzynarodowej, elity władzy nie mogą sobie dłużej pozwalać na ignorowanie takich potężnych ruchów populistycznych.

Cokolwiek motywuje tych, którzy kierują atakiem na reputację Franciszka - pieniądze, polityka, ideologia lub w najlepszym przypadku - głęboko zakorzenione przekonania – wszystko to w istotnym stopniu odwraca uwagę od polecenia Chrystusa, by głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu i budować królestwo Boże tutaj na ziemi. Główny cel bardzo oddalił się od tego, o co prosił nas Jezus. I nic się nie poprawia.

***

Moja matka, która nigdy nie przeczytała niczego, co napisał papież Franciszek, dała się przekonać, że jest on heretykiem za sprawą swoich przyjaciół z kościoła, członków katolickiego klubu książki oraz przez oglądanie The World Over Live, cotygodniowego talk show na katolickim kanale EWTN, prowadzonego przez Raymonda Arroyo, w którym często pojawiają się zdeklarowani krytycy papieża.

Miała nawet kubek z wypisanym wielkimi literami napisem „Viganò”. Każda rozmowa związana z religią przeradzała się w dyskusję o papieżu Franciszku. Niezdolność do rozmowy o Bogu z osobą, która dała mi wiarę, a teraz sama leżała i umierała, była bolesna.

Na początku pontyfikatu Franciszka często się o niego kłóciliśmy. Na przykład przed każdą z dwóch sesji synodu o rodzinie mama powtarzała powszechne wśród krytyków papieża twierdzenie, że synody były „sfałszowane” i że nie były one niczym więcej jak tylko narzędziami do przeprowadzenia z góry określonych zmian w doktrynie. Podobnie, ilekroć biskup, którego uważała za umiarkowanego lub postępowego, został wyznaczony do kierowania jakąś diecezją w USA, twierdziła - opierając się na komentarzach, które czytała w mediach katolickich - że te decyzje były kolejnym dowodem na to, że papież Franciszek celowo próbuje zniszczyć Kościół. Wszelkie próby wyjaśnienia lub korygowania tej narracji były natychmiast przerywane.

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nigdy jej nie przekonam i starałem się unikać tematu, zamiast tworzyć więcej podziałów. Kiedy zachorowała, poruszyłem to zagadnienie jeszcze kilka razy, ale stało się jasne, że jej poglądy się utrwaliły. Miała nawet kubek z wypisanym wielkimi literami napisem „Viganò”. Każda rozmowa związana z religią przeradzała się w dyskusję o papieżu Franciszku. Niezdolność do rozmowy o Bogu z osobą, która dała mi wiarę, a teraz sama leżała i umierała, była bolesna.

Moje doświadczenie nie jest wyjątkowe. Taki podział w Kościele to tragiczna sytuacja, która szkodzi rodzinom i wspólnotom wyznaniowym. Jest to całkowicie sprzeczne z Ewangelią i przesłaniem papieża Franciszka. Jak powiedział papież w homilii z 29 czerwca: „Zawsze są tacy, którzy niszczą jedność i tłumią proroctwa”. Doświadczyłem tego podziału w bardzo osobisty sposób. Wpływ publicznego sprzeciwu wobec papieża nie jest teoretyczny; wyrządza prawdziwą szkodę Ciału Chrystusa. Którzy przywódcy spośród nas odpowiedzą na pilną potrzebę działania na rzecz promowania jedności w Kościele?

Z pewnością istnieją trudne do rozwiązania nieporozumienia i nie każdy podział zostanie uzdrowiony po tej stronie nieba. Ale nie możemy tracić z oczu tego, kim jesteśmy jako katoliccy chrześcijanie. Przez chrzest jesteśmy zjednoczeni jako bracia z Jezusem Chrystusem, Dobrym Pasterzem. Jezus powierzył Piotrowi i jego następcom opiekę nad swoimi owcami. Kościół naucza, że papież Franciszek jest widzialnym fundamentem komunii dla wszystkich wiernych, a leczenie ran można rozpocząć tylko w jedności z nim.

Mike Lewis jest redaktorem naczelnym serwisu Where Peter Is. Wcześniej pracował dla Katolickiego Porozumienia Klimatycznego i Departamentu Komunikacji Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych

Tekst ukazał się na łamach jezuickiego portalu America Magazine. Tłumaczyła Magdalena Peterson.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Gianni Valente, Andrea Tornielli
27,93 zł
39,90 zł

Dzisiejszy Kościół przypomina bardziej pole bitwy niż szpital polowy. 

Jak doszło do tego, że arcybiskup Carlo Maria Viganò napisał szokujące dossier, w którym oskarżył papieża o krycie seksualnego przestępcy i zażądał jego dymisji? Kto...

Skomentuj artykuł

Krytycy papieża Franciszka dzielą Kościół i rodziny - również moją
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.