Między kuchnią a kaplicą

(fot. Verity Borthwick/flickr.com)
Monika Białkowska / "Przewodnik Katolicki"

Przed wiekiem XX zdecydowanie łatwiej było zostać świętym, będąc pobożnym mnichem lub cnotliwą zakonnicą. Ewentualnie dziewicą - męczennicą albo niewinnym dzieckiem. Małżonkowie? O ich świętości mówiono głównie wtedy, gdy na koniec życia wdowieli i zamykali się w klasztorach lub pozostając w świecie, składali śluby czystości.

Nie znaczy to jednak, że świeccy święci w Kościele zaczęli się pojawiać dopiero wynoszeni na ołtarze przez papieża Jana Pawła II. W zasadzie byli w nim obecni od samego początku.

Na początku

Życie zakonne w Kościele zaczęło się kształtować dopiero w IV w., trudno zatem świętych żyjących wcześniej klasyfikować według dzisiejszych reguł. Czy urodzona ok. 291 r. św. Agnieszka była osobą świecką? Wprawdzie nie żyła we wspólnocie zakonnej, bo takowe jeszcze nie istniały - ale złożyła śluby czystości, a życie swoje oddała, kiedy wyrok śmierci wydał na nią własny ojciec - rozgniewany, że odrzuca zaloty bogatego młodzieńca. Czy świecką można nazwać św. Agatę, która po przyjęciu chrztu postanowiła żyć w dziewictwie i została najpierw uwięziona i skazana na tortury przez wzgardzonego zalotnika, a później wrzucona na rozpalone węgle, na których poniosła śmierć? Czy świecką była św. Łucja, która śluby czystości złożyła jeszcze w dzieciństwie, a kiedy jej odtrącony narzeczony wydał ją władzom jako chrześcijankę i jako taka została zmuszona do prostytucji, wydłubała sobie oczy, żeby się oszpecić? Był to czas, kiedy Kościół nie znał jeszcze konsekracji kobiet, ale czyż one same nie były konsekrowane przez śluby, które złożyły i przez wierność, z jaką ich dotrzymały?

Matki

Pozostawmy je zatem i przyjrzyjmy się tym, co do stanu świeckiego których nie ma wątpliwości. W drugim wieku żyły dwie dobrze znane nam z imienia kobiety: Perpetua i Felicyta, katechumenki. Obie były młodymi mężatkami, kiedy oskarżono je o wyznawanie chrześcijaństwa, chociaż nie były jeszcze ochrzczone, i zamknięto w kartagińskim więzieniu. Felicyta była wówczas w ósmym miesiącu ciąży, a prawo zabraniało wykonywania wyroku śmierci na ciężarnych. Długiemu i ciężkiemu porodowi przyglądał się komentujący wszystko w grubiański sposób strażnik. Perpetua w momencie uwięzienia miała syna w wieku niemowlęcym, którego przynoszono jej do więzienia na karmienie. Obie skazane zostały na pożarcie przez dzikie zwierzęta. Przed śmiercią zdążyły jeszcze przyjąć chrzest. Zginęły od miecza gladiatorów, gdyż zwierzęta tylko dotkliwie je poraniły...

Starożytną świętą matką była również św. Monika - matka św. Augustyna, która żyła już po edykcie mediolańskim i nie zginęła śmiercią męczeńską, ale Kościół nagrodził jej męczeństwo szesnastoletnich cierpień i modlitwy o nawrócenie syna kanonizacją..

W domu i w świecie

Pierwsze święte matki nie miały okazji łączenia macierzyństwa z innymi rodzajami aktywności w świecie. Ale już żyjąca na początku XIII w. św. Zdzisława Czeska, matka czworga dzieci, które wychowywała wzorowo i - dzięki majętności męża - w dobrych warunkach materialnych - tak. Poza rodziną troszczyła się też o ewangelizację okolicznych ziem, nawiązała w tym celu współpracę z dominikanami, którym ufundowała dwa klasztory w Jabłonnem i w Turowie. Beatyfikował ją w 1907 roku papież Pius X.

W domu i w celi

Trudniejsze, a jednocześnie bardzo ciekawe dla nas, życie małżeńskie miała żyjąca w połowie XIV w. bł. Dorota z Mątowów, która chciała wstąpić do klasztoru i już jako sześciolatka otrzymała stygmaty, ale rodzice wydali ją za gdańskiego płatnerza. Szybko okazało się, że popełnili błąd: Adalbert był wprawdzie zamożny, ale lubił wystawne życie, często bywał pijany, robił awantury, bił żonę i zamykał ją, żeby nie mogła iść do kościoła. Dorota urodziła dziewięcioro dzieci, ale w czasie epidemii zmarło najpierw troje, a potem jeszcze pięcioro z nich. Być może te wydarzenia sprawiły, że Adalbert nieco złagodniał i razem z Dorotą zaczął pielgrzymować po europejskich sanktuariach. Po jego śmierci Dorota postanowiła oddać się na służbę Bożą w niewyobrażalny dla nas sposób: mając 46 lat, najpierw zamieszkała w ciasnej komórce u pobożnej niewiasty w Kwidzynie, a później - po uzyskaniu zgody biskupa - kazała się żywcem zamurować w celi przy tamtejszym kościele katedralnym, gdzie przebywała przez 14 miesięcy, karmiona przez małe okienko - aż do śmierci. Przy jej grobie modlił się król Władysław Jagiełło, wracając ze zwycięskiej bitwy pod Grunwaldem, a proces beatyfikacyjny rozpoczął już w 1404 roku papież Bonifacy IX.

Na dworze

Nie sądźmy jednak, że świeckimi świętymi bywały ogłaszane tylko kobiety. Sir Tomasz More, kanclerz Anglii za czasów króla Henryka VIII, kochał życie, swoją żonę Jane i dzieci, a potem, kiedy Jane umarła, drugą żonę, choć miała nieznośny charakter, ale była dobra dla dzieci. Tomasz spróbował życia zakonnego, przez pewien czas był u kartuzów, ale szybko stwierdził, że to nie jest droga dla niego. Żył w wielkim świecie, na królewskim dworze, i mógłby tam żyć bezpiecznie i w dostatku, gdyby nie sprzeciwił się królowi w ważnej kwestii. Kiedy król nie uzyskał od papieża stwierdzenia nieważności pierwszego małżeństwa i postanowił mimo to ożenić się z Anną Boleyn, przy okazji ogłaszając się głową Kościoła w Anglii (co dało początek rozłamowi Kościoła i powstaniu anglikanizmu), Tomasz złożył urząd kanclerza, odmawiając wzięcia udziału w uroczystościach uznania aktu supremacji. Ścięto go za to, a jego głowę zatknięto na palu nad Tamizą.

Podobnie jak św. Tomasz More, ofiarą prześladowań ze strony anglikanizmu był św. Ryszard Gwyn, mąż i ojciec sześciorga dzieci, nauczyciel z doskonałym uniwersyteckim wykształceniem. Kilkakrotnie był aresztowany za wyznawanie "papizmu" i nakłaniany do apostazji. Ostatecznie skazano go na śmierć, powieszono, a potem poćwiartowano. Pozostały po nim m.in. spisane w języku walijskim satyry na "nowe" duchowieństwo.

Z widokiem na świat

W poszukiwaniu świeckich świętych zatrzymać się można jeszcze na chwilę przy mało znanej św. Annie Marii Taigi - włoskiej matce siedmiorga dzieci, która doskonale łączyła życie rodzinne z pobożnością i mistycznymi doznaniami. Miała "dar słońca", widziała nieustannie towarzyszące jej światło, które unosiło się w pobliżu i nigdy, przez 47 lat jej życia, nie gasło. Anna mogła w nim obserwować m.in. przebieg wydarzeń społecznych i politycznych w Europie i Kościele. Przewidziała klęskę Napoleona w Rosji, zniesienie niewolnictwa w Ameryce czy rewolucję francuską - wszystko to między praniem a gotowaniem obiadów dla męża i dzieci, zachowując pokorę i poszcząc w intencji grzeszników.

Na każdej drodze

Gdyby chcieć wymienić wszystkich świeckich świętych kanonizowanych przed pontyfikatem Jana Pawła II, papieża tak bardzo zatroskanego o dawanie światu przykładów właśnie takich ludzi - pewnie nie wystarczyłoby dla nich miejsca w całkiem pokaźnej książce. Rzesze kolejnych postawił przed nami bł. Jan Paweł II. To daje wielką nadzieję, że świętym rzeczywiście można stać się na każdej drodze - a nawet w połowie drogi między kuchnią a kaplicą. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Między kuchnią a kaplicą
Komentarze (2)
K
Kajka
7 listopada 2012, 12:13
Tak, tak.. Ktoś tam przeczytaj sobie jeszcze raz co napisano o Annie Marii to Ci się rozjaśni. Miała 22 lata, gdy doznała pierwszego objawienia, 68- gdy zmarła. Czyli 68-22= 46. Przy czym zakładamy, że zima 1791 roku to okres po 22 grudnia (poczatek astronomicznej zimy), bo owa święta mogła doznać objaiwenia w grudniu 1791, a nie np. w styczniu tego roku (nie jest podane jaki to był miesiąc). Czyli wychodzi nam, że to jest 46 lat+7 miesięcy, co trzeba zaokrąglić do 47 lat, a nie do 46. A co za tym idzie, deon.pl nie pisałby bzdur, raczej korzysta ze źródeł. Nigdzie nawet nie zasugerowano, że miała tylko 47 lat, ale że PRZEZ 47 lat miała widzenia. Czyli od zimy 1791(pierwsze objawienie) do końca życia. Trochę na bakier u Ciebie z matmą, co?
KT
Ktoś Tam
6 listopada 2011, 18:45
Akurat Taigi miała 68 lat. Słońce to się mogło unosić w ciągu jakiegoś 47-siedmio tetniego okresu jej życia i też nie wiadomo jakiego, skoro w Rzymie się modliła mając 22 lata a umarła mając 68 lat. Więc trochę u deon.pl jest z matematyką na bakier. Wiarygodność podawanych informacji jest kiepska.