Do Zmartwychwstałego trzeba się przyzwyczaić

Do Zmartwychwstałego trzeba się przyzwyczaić
fot. unsplash.com

Miłosierdzie Boże to miłość bardzo cierpliwa, wciąż przesuwająca granicę, poza którą nie ma już dla człowieka odwrotu. Miłosierdzie Boże to szansa, która nie może jednak być wykorzystana, jeśli nie zostanie poprzedzona stanięciem w prawdzie o sobie. Miłosierdzie Boże to po prostu Miłość, a ta nie może zostać narzucona wbrew woli, lecz musi zostać przez człowieka wybrana.

Taką właśnie miłość głosi św. Piotr w swojej mowie wygłoszonej po uzdrowieniu chromego. Najpierw bardzo skrupulatnie wylicza Izraelitom ich grzechy przeciw Jezusowi: „wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia (…)” (Dz 3,13-15). Potem jednak ogłasza im, że nie wszystko jeszcze stracone: „Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone” (Dz 3,19).

Oczywiście, ani nawrócenie, ani podjęta przez człowieka pokuta nie powodują odpuszczenia grzechów, ale pozwalają otworzyć się na przyjęcie daru Miłosierdzia. Nawrócenie i pokuta nie mogą być podejmowane jako środek do „uzyskania” odpuszczenia grzechów, lecz jako wyraz nadziei na spotkanie ze Zmartwychwstałym, który „jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2,2).

Spotkanie z Tym, który pokonał śmierć, jest tak wielkim wydarzeniem, że uczniowie po prostu nie wierzą własnym oczom: „z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia” (Łk 24,41). Miłosierdzie Boże to bowiem miłość, której nie sposób porównać do jakiejkolwiek innej, bo żaden grzech, choćby Izraelitów odrzucających Mesjasza, nie jest na tyle wielki, by raz na zawsze zamknąć człowiekowi drogę do zbawienia. Nie dajmy się oszukać przez grzech, który nam podpowiada, że wszystko już stracone. Grzech, oddzielając nas od Boga, dąży też do tego, by odebrać nam nadzieję. Dobrą Nowiną przyniesioną przez Chrystusa Zwycięzcę jest bowiem zapewnienie: „Nigdy nie jest za późno!”.

No właśnie, można nie wierzyć z radości? Oczywiście! Niespodziewana radość może wprowadzić w sercu człowieka niezłe zamieszanie! Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy, a tu szok! Już być może pogodziłem się ze swoim trudnym położeniem, już zgodziłem się na ból… Może przypominasz sobie sytuacje ze swojego życia, w których z radości nie wierzyłeś w to, co się stało? Być może modliłeś się kiedyś o rozwiązanie jakiegoś problemu, przedstawiając nawet Bogu swój pomysł, co powinno się stać, by było dobrze, a On rozwiązał to po swojemu, czyli lepiej? Może jednak przez takie podejście do modlitwy czułeś się zawiedziony i rozczarowany, bo twoje oczekiwania nie zostały przez Boga spełnione i zdawało ci się, że twojej prośby po prostu nie wysłuchał? Ale czy na pewno to On nie wysłuchał ciebie? Modlitwa to przede wszystkim słuchanie Boga, a nie mówienie do Niego.

Apostołowie nie brali pod uwagę zmartwychwstania. To znaczy, mieli pewnie gdzieś z tyłu głowy to, że Jezus o tym przecież mówił. Zapowiadał swoją Mękę i Śmierć jako coś, co zwieńczone będzie właśnie Zmartwychwstaniem. Nie ukrywał tego przed nimi: „A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał” (Dz 3,18). Jednak Krzyż i Golgota zwyciężyły w ich sercach. Stały się grubą zasłoną smutku, która skutecznie odcięła ich od światła Zmartwychwstania.

„Pokój wam!” (Łk 24,36) – tym jednak pozdrowieniem Jezus rozrywa tę zasłonę, sprawiając, że do ciemnych wnętrz ich serc wpada światło! Jaki mamy odruch, kiedy z ciemnego pomieszczenia wychodzimy nagle na jasne słoneczne światło? Albo jak reagujemy, kiedy wstajemy przed świtem i zapalamy światło w swojej sypialni, a potem w łazience? Osłaniamy twarz, bo światło razi nas w oczy. Mrużymy je, bo nas oślepia. Potrzebujemy chwili, żeby nasz wzrok się przyzwyczaił. Podobnie było z Apostołami! „Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha” (Łk 24,37) – ich serca musiały się przyzwyczaić do widoku Jezusa Zmartwychwstałego. Przecież nie zdążyli się jeszcze dobrze uspokoić po Jego śmierci i po całej zawierusze z nią związanej. Byli roztrzęsieni i zrozpaczeni, a do tego bali się o własne życie.

Jezus pyta uczniów, choć zapewne tylko retorycznie, bo przecież dobrze zna ich położenie: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach?” (Łk 24,38). I pokazuje im swoje ciało, które nosi na sobie historię krzyżowej męki, które po prostu jest ciałem prawdziwym: „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam” (Łk 24,39). Jezus chce rozwiać wszelkie wątpliwości co do prawdziwości swojego zmartwychwstania. On nie żyje tylko w wyobraźni czy w pamięci swoich uczniów. Powrócił ze śmierci prawdziwie – jako człowiek, a nie duch: „Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich” (Łk 24,42-43). Miłosierdzie Boże polega też na tym, że Bóg uzdrawia historię naszego życia, a nie nas od niej odcina. Nie da się cofnąć tego, co się już wydarzyło. Można jednak wykorzystać to na własną korzyść. Potrzebne jest jednak właśnie Boże Miłosierdzie, czyli Zmartwychwstały Pan przychodzący rozwiać nasze wątpliwości w wierze. On pokazuje nam naszą historię ze swojej perspektywy – z punktu widzenia Zwycięzcy Śmierci – jako historię zbawienia, a nie historię naszych lęków i błędów.

Kiedy się modlimy, mamy prosić nie o to, by Bóg zadziałał, ale najpierw o to, żeby pokazał nam, jak my sami możemy zadziałać – żeby pomógł nam spojrzeć na problem z innej perspektywy, której po prostu dotąd nie braliśmy pod uwagę. Modlitwa ma nam pomóc nabrać dystansu do świata, do jego praw i do jego logiki, żeby być bliżej Tego, z którego ręki ten świat wziął początek. Modlitwa pomaga spojrzeć na rzeczywistość oczyma jej Miłosiernego Pana i Władcy. A to bardzo uprzywilejowana pozycja. Jednak w Chrystusie, Jednorodzonym Synu Ojca, jesteśmy przecież przybranymi dziećmi Boga, które zawsze mogą liczyć na przebaczenie: „ Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego” (1 J 2,1).

Kapłan archidiecezji gdańskiej, student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Współtwórca vloga "Inny wymiar". FB: https://www.facebook.com/InnyWymiarMTPL

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Do Zmartwychwstałego trzeba się przyzwyczaić
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.