Przychylność Boga jest pewna - Mk 7, 24-30

Mieczysław Łusiak SJ

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu. Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.

Odrzekł jej: "Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom". Ona Mu odparła: "Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci". On jej rzekł: "Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę". Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.

Syrofenicjanka nie tylko nie poczuła się urażona porównaniem jej do psa, ale nadto porównała siebie do szczenięcia. Na pewno więc doskonale odczytała intencje Jezusa – że On nie uważał jej faktycznie za psa, ale że chciał nawiązać do ogólnie panujących przekonań. Ta kobieta wiedziała, że nie jest „psem” dla Jezusa, skoro z taką wiarą przyszła do Niego. I rzeczywiście nie była dla Niego „psem”, skoro podjął z nią rozmowę mimo, że „wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział”.

Co do przychylności Boga powinniśmy być tak szalenie pewni jak ta kobieta. Przychylność Boga względem każdego człowieka jest czymś pewniejszym niż to, że rano wzejdzie znów słońce.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Przychylność Boga jest pewna - Mk 7, 24-30
Komentarze (5)
AR
Adam Rakowski
13 lutego 2020, 16:33
"Znaczącym jest fakt, że Jezus wysłuchuje prośbę kobiety, która z trzech powodów uważana była za nieczystą w środowisku judaizmu: 1. po pierwsze, jest kobietą (już jako taka nie cieszy się wysokim statusem społecznym), która z własnej inicjatywy rozpoczyna rozmowę z nieznanym mężczyzną; 2. po drugie, jest poganką; 3. po trzecie wreszcie, jako osoba mająca kontakt z dręczoną przez ducha nieczystego córką, wymaga oczyszczenia rytualnego. Jezus, spełniając prośbę zatroskanej matki, zrównuje ją w prawach z członkami swego narodu" MR
P
przypadkowy
11 lutego 2011, 10:46
Podziw, jak Jezus uwidocznił wielkość tej  przerażonej matki. Celowo pozwolił na to, by traktowano ją jak okropnego natręta, wręcz jak psa. Odganiano, uciszano... Mało tego, sam ją porównał do psa. żeby pokazać jak wielkie było jej przerażenie tym, że córkę dręczy zły duch. Kiedy na jeziorze spanikowanych uczniów zgromił, za brak wiary.Oni polegali na sobie, mimo ze mieli w swej łodzi Jezusa. Spokojnego, drzemiącego. A ta kobieta biegła do Jezusa z krzykiem, nie zważając na zameszanie jakie wywołuje. Bo jej wcale nie zależało na sobie. I całkowicie nie ufała sobie jako komuś co może coś począć na udręczenie jej dziecka. Za to ufała Jezusowi. Choć On zwlekał ze swoją uwalniającą decyzją.Jak bardzo Jezus ja docenił, jak bardzo dał jej poczuć, ze ją kocha, rozumie.
P
Pela
11 lutego 2011, 04:46
"Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział" - jak to rozumieć ? Również w kontekście tego, co stało się chwilę później.
I
iga
10 lutego 2011, 12:27
Ostatnie zdanie jest piekne, takie budujace.
Marta Staniszewska
10 lutego 2011, 10:48
No i ten upór tej kobiety! Pozytywny upór! Który właśnie bierze się z ufności w przychylność Boga, a nie jakieś techniki partyzanckie wobec Najwyższego. On przecież "przenika i zna mnie"...